SHARE
TWEET

wah

a guest Jan 21st, 2020 84 Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
  1.  
  2. Po przybyciu do szkoły dzieci pozbawiano imion, a w zamian dawano im numer porządkowy. Zabraniano im posługiwania się językiem ojczystym, zabierano ubrania, często szyte przez mamy i babcie, wciskano w mundurki, golono głowy. Przede wszystkim jednak dzieci katechizowano. Dlaczego oni im to robili? Bo mogli. Rozmowa z Joanną Gierak-Onoszko, autorką książki "27 śmierci Toby'ego Obeda"
  3. Kiedy usłyszałaś o Tobym Obedzie?
  4.  
  5. – W listopadzie 2017 roku, kiedy jedynki kanadyjskich dzienników i czołówki wiadomości obiegł kadr, na którym widać, jak premier Justin Trudeau obejmuje Inuitę, a jak byśmy kiedyś powiedzieli, Eskimosa. Obaj płaczą. Tym Inuitą był Toby Obed.
  6.  
  7. Ta scena miała niezwykły ładunek emocjonalny. Ściskali się mężczyźni w tym samym wieku, po czterdziestce, ale jakby z dwóch różnych światów. Pierwszy był biały, wysoki, w eleganckim garniturze, pewnie zajmował miejsce na scenie, drugi – niski, w za dużej bluzie hokeisty, przyjął pozę konfrontacyjną. Zrozumiałam, że dla Kanadyjczyków jest to wydarzenie symboliczne.
  8. Wiedziałaś, że Trudeau poleciał do Nowej Fundlandii i Labradoru przeprosić rdzennych wychowanków szkół z internatem za krzywdy, których tam doznali, i że Toby Obed jest ich rzecznikiem?
  9.  
  10. – O szkołach z internatem słyszałam wcześniej, ale długo wolałam się tym nie zajmować.
  11.  
  12. Do Kanady przyjechaliśmy w lipcu 2016 roku. Mój mąż, też dziennikarz, związany z agencją Bloomberga, dostał tam pracę. Zajęłam się organizacją naszej codzienności, a przede wszystkim przeprowadzaniem synów, sześcio- i dwulatka, przez tę zmianę. Tak się umówiliśmy z mężem. Nasze życie tak się układa, że raz jedno jest zawodowo na fali, raz drugie, i się w tym wspieramy. Wtedy to był jego czas. Zdecydowaliśmy się na Toronto – otwarte, kosmopolityczne i – co tu dużo mówić – zadurzyliśmy się w tej Kanadzie, która przyjęła nas w najlepszy możliwy sposób.
  13. Bo była jak z obrazka?
  14.  
  15. – Bo była jak z obrazka – utopijnie otwarta, bezpieczna, życzliwa. Zamieszkaliśmy w jednej z najlepszych dzielnic, w uroczej kamienicy. Naszymi sąsiadami byli: wicenaczelna jednego z dużych dzienników, samotna mama z trójką dzieci, kanadyjskie małżeństwo węgierskiego pochodzenia i hiszpańskojęzyczni imigranci. Ale osią naszego życia stała się lokalna szkoła.
  16. Czy w waszej kamienicy, w szkole, byli rdzenni Kanadyjczycy?
  17.  
  18. – Nie.
  19. To cię jakoś zastanowiło?
  20.  
  21. – Dopiero z czasem się zorientowałam, że w naszym środowisku są praktycznie wszyscy – Europejczycy, Chińczycy, Filipińczycy – tylko nie osoby, które się tu urodziły i mieszkają od zawsze.
  22.  
  23. Kusiło mnie, żeby pożyć takim łatwym, wygodnym kanadyjskim życiem: zachwycać się szkieletami dinozaurów w muzeum, jeść poutine, spacerować nad jeziorem Ontario, przeżywać fascynację tym, jak szkoła i przedszkole moich dzieci dbają o to, żeby nikt nie czuł się wykluczony.
  24.  
  25.     Ale temat szkół z internatem był jak kamyk w bucie. Kiedy zobaczyłam zdjęcie Obeda i Trudeau, uznałam, że nie jestem w stanie dłużej tego ignorować.
  26.  
  27. Zaczęłaś drążyć.
  28.  
  29. – Z artykułów prasowych poznałam w zarysie historię Toby’ego Obeda. Dowiedziałam się, że jest ocaleńcem, czyli absolwentem szkoły z internatem, że trafił do niej w 1975 roku jako czterolatek, że przeszedł w niej przez piekło i że przez wiele lat z zastępem prawników walczył o to, żeby usłyszeć od kanadyjskiego rządu: „Tak, wy też byliście skrzywdzeni. Wam też należą się przeprosiny”. Usłyszał to w końcu od Trudeau w 2017 roku.
  30. Ale przecież w 2008 roku ówczesny premier Kanady Stephen Harper oficjalnie przeprosił wychowanków takich szkół.
  31.  
  32. – Poza tymi z Nowej Fundlandii i Labradoru, skąd pochodzi Obed. Kanada długo stała na stanowisku, że ponieważ ziemie te dołączyły do konfederacji kanadyjskiej w 1949 roku, a szkoły istniały na tym terenie dużo dłużej, to skargi i zażalenia należy zanieść do Londynu, a nie do Ottawy. Dlatego te przeprosiny były tak ważne. Domknięto klamrę.
  33.  
  34. Poczułam, że dotykam historii, która trafia się reporterowi raz w życiu albo wcale, i że zanim dotrę do Obeda i innych bohaterów, muszę się doskonale przygotować. Zapisałam się więc na kurs rdzennej historii Kanady na uniwersytecie, a w tygodniu, po odprowadzeniu dzieci do szkoły i przedszkola, całymi dniami studiowałam archiwa. Chodziłam też na różne warsztaty. W 2015 roku opublikowano raport Komisji Prawdy i Pojednania, świeckiej komisji, który przystępnym językiem opisuje historię szkół z internatem, począwszy od idei założycielskiej głównych architektów tego systemu, czyli państwa i Kościoła, aż po losy ocaleńców i konsekwencje ich doświadczeń dla kolejnych pokoleń. Raport można dziś znaleźć w każdej bibliotece, a w całej Kanadzie organizuje się dotowane przez państwo warsztaty jego czytania. Mój warsztat odbywał się w największej narodowej galerii sztuki w Toronto. To tak, jakby w Muzeum Narodowym zorganizować czytanie, nie wiem… „Złotych żniw” Grossa. Co miesiąc przez osiem miesięcy omawialiśmy kolejny tom, rozmawialiśmy też o tym, jak się z tym czujemy, bo to nie jest łatwa lektura.
  35.  
  36.     Byli ze mną studenci, nowi imigranci, ale też starsze osoby, które mówiły: „Myśmy nic nie wiedzieli...”. Ten raport po raz pierwszy pokazał Kanadyjczykom skalę tego, co ojcowie narodu zrobili rdzennym. Dzisiaj nie można powiedzieć, że się nie wie.
  37.  
  38. Co już wiadomo?
  39.  
  40. – Pod koniec XIX wieku zbudowano w Kanadzie system szkół, które były tak naprawdę machiną do tworzenia nowych, posłusznych obywateli, zeuropeizowanych Kanadyjczyków. Stany Zjednoczone miały pieniądze i wojsko, w Kanadzie posłużono się inżynierią społeczną. Wymyślono, że najtaniej i najszybciej będzie, jak rdzenne dzieci oderwie się od rodziców, od korzeni i zamknie w szkołach, najlepiej daleko od domu. Twórcy systemu wiedzieli, że rodzice nie dadzą rady odwiedzać swoich dzieci w placówkach położonych kilkaset albo kilka tysięcy kilometrów dalej. A nawet jeśli przyjadą, to i tak nie zostaną do szkoły wpuszczeni. Jest taka pocztówka z XIX wieku…
  41. ...widziałam ją. Mam gulę w gardle za każdym razem, jak na nią patrzę.
  42.  
  43. – Przedstawia malutką miejscowość Qu’Appelle w prowincji Saskatchewan. W tle widać budynki szkolne, wieżę farną, a na pierwszym planie – wigwamy rodziców, którzy przenieśli się tu, żeby być obok swoich dzieci. Najprawdopodobniej nie mogli z nimi porozmawiać, przytulić ich, ale byli obok, czuwali.
  44. Pierwszy premier Kanady John A. Macdonald, jeden z pomysłodawców tych szkół, mówił, że trzeba „zabić Indianina w dziecku”.
  45.  
  46. – „Ucywilizować dzikusa”. Po przybyciu do szkoły dzieci pozbawiano imion, a w zamian dawano im numer porządkowy. Rodzeństwo rozdzielano. Zabraniano im posługiwania się językiem ojczystym, zabierano ubrania, często szyte przez mamy i babcie, wciskano w mundurki, golono głowy. W wielu rdzennych kulturach obcięcie włosów związane jest z żałobą, więc takie cztero-, pięciolatki nie rozumiały, co się dzieje. Czuły tylko, że musi się dziać coś strasznego, że może ktoś w ich rodzinie umarł.
  47. Te dzieci wcześniej uczyły się życia w swoim środowisku – łowienia ryb, przetrwania w trudnych warunkach, tradycji. Czego uczono ich w szkole?
  48.  
  49. – Angielskiego, algebry, historii europejskich królów. Ale też praktycznych rzeczy: chłopców – kowalstwa, ciesiołki, pracy na roli, dziewczynki przysposabiano do bycia żonami i matkami. Wprowadzono uświęcony chrześcijańską tradycją podział na zajęcia damskie i męskie, podczas gdy w wielu rdzennych kulturach takiego podziału nie było, każdy musiał umieć robić wszystko.
  50.  
  51. Przede wszystkim jednak dzieci katechizowano.
  52. 70 proc. tych szkół było prowadzonych przez Kościół.
  53.  
  54. – Państwo było architektem systemu, ale że nie miało środków ani personelu, więc zwróciło się o pomoc do Kościoła, głównie katolickiego i protestanckiego. Z Europy przysyłano misjonarki i misjonarzy, zakonnice i księży. Pozostałe szkoły były prowadzone przez stowarzyszenia dobroczynne. Do takiej trafił Toby Obed. Ostatnią szkołę z internatem zamknięto w 1996 roku, czyli dosłownie przed chwilą. W sumie działały ponad 100 lat i przeszło przez nie 150 tys. dzieci. Ale już w latach 60., za rządów Pierre’a Elliotta Trudeau, ojca dzisiejszego premiera, zaczęto je wygaszać.
  55. Dlaczego?
  56.  
  57. – Zorientowano się, że eksperyment się nie udał, że absolwenci sobie nie radzą. Po 10-12 latach wracali do rodzinnych miejscowości, a że nie znali już języka, a rodzice nie bardzo znali angielski czy francuski, nie mogli się z nimi porozumieć, naprawić tych zerwanych więzi. Często się ich wstydzili, uważali za dzikusów. Mieli żal, że rodzice o nich nie walczyli, że ich z tych szkół nie odbili. Nie mogli się odnaleźć ani w swojej społeczności, ani w nowej Kanadzie. Stali się ludźmi znikąd. Wielu z nich szukało ukojenia w alkoholu. Uzależnienie z kolei uniemożliwiało im podjęcie pracy. W tych rodzinach często dochodziło do przemocy. To były historie bez happy endu.
  58. Dzisiaj już wiemy, w jaki sposób „zabijano Indianina w dziecku”.
  59.  
  60. – Dzieci formatowano za pomocą triady, która – jak powiedział mi kiedyś Obed – obezwładni każde, nawet najbardziej nieposłuszne dziecko: bicia, głodu i ciemności. Karano za wszystko i za nic. Wiele dzieci było wykorzystywanych seksualnie. Personel często celowo nie dokarmiał dzieci, licząc na to, że dodatkową kromką chleba zapłaci za seks. I dzieci się uczyły, że tak to działa.
  61.  
  62. Większość tych szkół znajdowała się poza jakąkolwiek kontrolą, na odległych, trudno dostępnych terenach, w lesie. To były idealne miejsca zbrodni – garstka dorosłych mogła robić z tymi dziećmi, co chciała.
  63. Mój 10-letni syn, kiedy podczytywał mi twoją książkę przez ramię, zapytał: „Dlaczego oni im to robili?”.
  64.  
  65. – Bo mogli. Bo mogli.
  66.  
  67. Nie chcę usprawiedliwiać opiekunów, ale większość z nich nie miała żadnego przygotowania do zajmowania się dziećmi. Byli szkoleni, żeby „głosić słowo Boże”, a nie żeby przetrwać w ciężkich warunkach kanadyjskiej Północy. Często na jednego dorosłego przypadało kilkadziesiąt, a czasem więcej dzieci. Bez kompetencji, przytłoczeni obowiązkami, bez przełożonych, do których mogliby zanieść swoje problemy, w poczuciu izolacji, nie radzili sobie. Część pękała.
  68.  
  69. To był eksperyment profesora Zimbardo na skalę ogólnokrajową.
  70. Krzywdzili też te dzieci dlatego, że nie widzieli w nich ludzi. Klasyczny przykład na to, co dziś psychologowie nazywają dehumanizacją.
  71.  
  72. – Oczywiście. Dla nich to był „materiał pedagogiczny” bliższy zwierzętom. Jak powiedział jeden z księży w szkole okrytej chyba najgorszą sławą, czyli w Świętej Annie w Fort Albany: „Jesteście jak zdechłe szczury, które wpadły do studni. A wiadomo, co się robi ze szczurami”. Powiedział to do jednego z moich rozmówców – Edmunda Metatawabina, który przeszedł przez tę szkołę w latach 60., a dzisiaj jest jednym z bardziej szanowanych głosów wśród ocaleńców, autorem wstrząsającej autobiografii „Up Ghost River”.
  73. Szkoła św. Anny była znana między innymi z krzesła elektrycznego.
  74.  
  75. – Kiedy czytałam o tym po raz pierwszy, meblowałam akurat pokój swoim synom, dobierałam krzesełka do ich wzrostu...
  76.  
  77. To krzesło w św. Annie stało w bawialni i służyło nie tylko do wymierzania kar, ale również dla rozrywki. Torturom przyglądali się zarówno księża, jak i stacjonujący nieopodal żołnierze zapraszani na uroczystości szkolne. Ze świadectw ocaleńców wiemy też, że dzieci były w tej szkole zmuszane do zjadania własnych wymiocin. Były przyzwyczajone do innej diety – głównie mięsa, surowych ryb, w szkołach dostawały gotowane ziemniaki, owsiankę, po których często chorowały. Biegli w procesie przeciwko personelowi ze św. Anny mówili, że zmuszanie do zjadania własnych wymiocin jest czynnością tak degradującą jak atak seksualny. Człowiek, psychologicznie, może już nigdy od takiej miski pełnej rzygów nie wstać.
  78.  
  79. Dzieci przeżywały silne lęki separacyjne, więc często się moczyły. Dzisiaj opiekunowie raczej wiedzą, jak sobie radzić z dzieckiem, które doświadcza trudności, wtedy jedynym rozwiązaniem było bicie i upokarzanie. Zdarzało się, że dzieci za karę cały dzień chodziły w zabrudzonej bieliźnie – uczyły się w niej, pracowały. Organizowano też parady „lejków” – dzieci, które zasikały pościel, były naznaczane na apelach, owijano je brudnymi prześcieradłami jak rzymską togą.
  80. Powiedziałaś, że dzieci pracowały?
  81.  
  82. – Lekcje kończyły się w porze obiadu, ale po południu nie było czasu wolnego. Przy szkołach często działały farmy, które utrzymywały te placówki – część produktów trafiała na stół, oczywiście, personelu, nie uczniów, a część była sprzedawana na zewnątrz.
  83.  
  84.  
  85. Dzieci krzywdzono na wszelkie możliwe sposoby, ale to jest pierwsza odsłona tej tragedii. Druga jest taka, że pozwolono im nieść tę przemoc dalej. Starszych chłopców uczono prześladować i gwałcić młodsze dzieci, starsze dziewczynki uczono bić i głodzić młodsze. Dzieci znały tylko jeden sposób radzenia sobie z frustracją – przemoc. I zakładając potem rodziny, tak samo traktowały własne dzieci. Nie wiedziały, że można inaczej.
  86. Opowiedz o Anne Wesley, siostrze szarytce ze szkoły św. Anny.
  87.  
  88. – To taka kanadyjska siostra Bernadetta. Bardzo łatwo byłoby przedstawić jej historię tak, że tu oto mamy biedne, krzywdzone, rdzenne dzieci, a tu złą zakonnicę z Europy, bo to nam porządkuje świat. Ale prawda jest pełna odcieni szarości. Studiując archiwa, zrozumiałam, że po pierwsze, siostra Wesley sama była wychowanką tej szkoły, a po drugie, że była rdzenna. To było „mind-blowing”, jakby powiedzieli Kanadyjczycy, niepojęte.
  89. Dlaczego wróciła do szkoły jako dorosła osoba?
  90.  
  91. – Bo nie umiała się odnaleźć poza systemem. To było jedyne miejsce, które znała. A potem znęcała się nad dziećmi, tak jak nad nią się znęcano. Pokażę ci jej zdjęcie, jak była mała. Miałam je na pulpicie podczas pracy nad tą książką.
  92. Mała, smutna dziewczynka.
  93.  
  94. – Nazywano ją ptaszynką. Oficjalnie nie mówi się, że siostra Wesley była rdzenna. W ogóle rzadko mówi się o tym, że rdzenni zadawali i zadają cierpienie rdzennym – kobietom, dzieciom. To jest tabu, z którym Kanada dopiero od niedawna się mierzy. Oczywiście te opresyjne ramy zostały stworzone przez białych, kolonizatorów, ale dzisiaj często wypełniają je już sami rdzenni.
  95.  
  96. Siostra Wesley jako jedna z nielicznych została skazana w słynnym procesie wychowanków przeciwko sprawcom w latach 90. Skazano ją razem z kilkorgiem innych pracowników niższego szczebla. Ale nikt z ich przełożonych nie poniósł kary. Księża podłączający dzieci do krzesła elektrycznego pozostali nietykalni. Wesley była już za stara, żeby odsiedzieć wyrok, ale za karę musiała zamieszkać we wsi, w której stała szkoła. Doczekała śmierci wśród ludzi, których krzywdziła.
  97.  
  98. Ale nie każda szkoła była miejscem kaźni. Były i takie, które pomogły dźwignąć się dzieciom z biedy, dały im wykształcenie, wyrywały ich z domów, w których rodzice pili i bili.
  99. Jakiego procentu szkół to dotyczy?
  100.  
  101. – Ułamka.
  102. Kiedy do świadomości publicznej zaczęło docierać, co się dzieje?
  103.  
  104. – To był proces. Kanadyjczycy wiedzieli od dawna, nie wiedziała tylko Kanada.
  105.  
  106. Ktoś te szkoły jednak wizytował, ktoś je aprowizował. Byli lekarze, którzy z urzędu opiekowali się dziećmi. Zresztą to lekarze jako pierwsi zaczęli bić na alarm. Już w 1907 roku doktor Peter Bryce opublikował raport o niedożywieniu dzieci w szkołach z internatem, a przede wszystkim o panoszącej się w nich gruźlicy. Dzieci nie szczepiono, do tego mieszkały często w skleconych byle jak, niedogrzanych, pleśniejących budynkach. Szkoły były przeludnione, każdego września dowożono nowych uczniów i nagle się okazało, że gruźlica świetnie to reguluje. Nie leczono dzieci zbyt gorliwie, mówiąc wprost.
  107. Celowo je też zakażano.
  108.  
  109. – Tak. Zdrowym dzieciom przekazywano pościel po chorych.
  110.  
  111.     Kanadyjczycy dowiadywali się, co się dzieje w tych szkołach, również dzięki ucieczkom, często tragicznym w skutkach.
  112.  
  113. Kiedy wracaliśmy do Polski, moi chłopcy dostali na pożegnanie od sąsiadki komiks o Chaniem Wenjacku, który dziś jest ikoną popkultury.
  114.  
  115. W październiku 1966 roku 12-letni Chanie razem z dwoma kolegami, braćmi, uciekł ze szkoły prowadzonej przez prezbiterian w Kenorze. Chłopcy dotarli do postoju traperów, którzy okazali się daleką rodziną kolegów Wenjacka. Nakarmiono ich, ogrzano, bo mieli tylko cienkie kurtki, a na dworze był mróz, po czym dorośli zabrali ze sobą dwóch braci, a Chaniemu powiedzieli, że musi radzić sobie sam, bo spowalnia marsz. Miał na klatce piersiowej dużą bliznę, prawdopodobnie po niedawnej operacji serca albo płuc. Na drogę Chanie dostał siedem zapałek w słoiku... Szedł przez 36 godzin wzdłuż torów, bo miał nadzieję, że doprowadzą go do rodzinnej osady. Ale nie wiedział, że dom jest 600 km dalej, po czym padł. Znalazł go motorniczy. W tym wypadku akurat wszczęto śledztwo, dzięki czemu historia wyszła na jaw, ale takich ucieczek było mnóstwo. Czasem uciekinierów nawet nie szukano.
  116. Czy Chanie był wykorzystywany seksualnie?
  117.  
  118. – Wiadomo było, że w jego szkole byli przestępcy seksualni, a kilka lat temu jeden z wychowanków powiedział wprost, że Chanie był wykorzystywany.
  119.  
  120. W latach 60. zaczęto podkreślać w licznych raportach, ile tak naprawdę ten system Kanadę kosztuje – te wszystkie zasiłki, koszty leczenia. Stało się jasne, że to się nie opłaca. Część szkół zamieniano na dzienne, część na zawodowe, odsuwano kler od władzy. Ale kluczowy moment nastąpił dopiero w latach 90. Dlatego, że można napisać dziesiątki raportów, ale nic nie przemawia tak jak osobista historia.
  121. Mówisz o Philu Fontainie?
  122.  
  123. – Tak. W 1990 roku Phil Fontaine, prominentny polityk rdzennego pochodzenia, w największej kanadyjskiej telewizji CBC w programie na żywo wyznał, że jest absolwentem szkoły z internatem i że był w tej szkole wykorzystywany seksualnie. To wyznanie nastąpiło po jego wizycie w diecezji, gdzie Fontaine na prośbę wyborców usiłował namówić wysoko postawionych księży do wszczęcia śledztwa w sprawie różnych „nieprawidłowości” w szkołach przez nich prowadzonych. Powiedział coś jeszcze – że nie tylko był krzywdzony, ale że potem sam krzywdził.
  124. „Robimy innym to, co nam zrobiono” – piszesz.
  125.  
  126. – Dla Kanadyjczyków to wyznanie było szokiem. Następnego dnia nie tylko do redakcji CBC, ale także do innych mediów zaczęły spływać setki listów od ludzi, którzy zrozumieli, że nie są jedynymi. Ocaleńcy zaczęli się organizować, liczyć i mówić głośno o swojej krzywdzie. Edmund Metatawabin, ten, który był w szkole św. Anny karmiony wymiocinami i sadzany na krześle elektrycznym, zorganizował grupę wsparcia dla ocaleńców ze swojej szkoły, a później doprowadził do śledztwa i procesu, na którym skazano m.in. Annę Wesley. W ubiegłym roku dostał najwyższe państwowe odznaczenie – Order Kanady. Jest na nim wygrawerowana łacińska sentencja: „Desiderantes meliorem patriam”. Dla tych, którzy pragną lepszej ojczyzny. Tak Kanadyjczycy rozumieją patriotyzm.
  127.  
  128.     W latach 90. wychowankowie poszczególnych szkół zaczęli pozywać sprawców, dochodziło do wyroków, ugód, ale były to procesy cywilne. Dopiero w XXI wieku Kanada oficjalnie zaczęła przepraszać i uruchomiła rządowe procedury, który przyznawały ocaleńcom konkretne pieniądze. Na mocy ugody Indian Residential School Settlement Agreement (IRSSA) uruchomiono rządowy fundusz, z którego wypłacano rekompensaty. Powołano też Komisję Prawdy i Pojednania. W sumie z IRSS-y skorzystało ok. 50 tys. pokrzywdzonych.
  129.  
  130. Czy tzw. drugie pokolenie, dzieci wychowanków tych szkół, miało prawo do rekompensat?
  131.  
  132. – Nie, chociaż one też są ofiarami tego systemu, tak jak ich dzieci, czyli wnuki ocaleńców. Tę krzywdę i skłonność do przemocy dziedziczy się, jak kształt oczu.
  133. Podobno w drugim pokoleniu wskaźnik samobójstw jest sześcio-, siedmiokrotnie wyższy niż średnia kanadyjska, więcej jest też uzależnień, depresji?
  134.  
  135. – Tak. Szkoły z internatem niszczą kolejne pokolenia. Rdzenne dzieci wąchają klej, prostytuują się. Wielokrotnie częściej trafiają do rodzin zastępczych, a młodzi są znacznie częściej notowani.
  136.  
  137. Ocaleńcy mówią, że każdego września w rodzinach dotkniętych traumą szkoły z internatem odzywa się „pamięć ciała”. Zaostrzają się epizody depresyjne, zaczyna się większe picie i większa przemoc.
  138.  
  139. Były przeprosiny, rozliczenia, kanadyjskie dzieci uczą się o szkołach z internatem, mówią o tym media. Zrobiono wszystko, co możliwe, ale to nadal za mało. Te krzywdy są właściwie nienaprawialne.
  140. Tak myślisz?
  141.  
  142. – Niektórym rodzinom wystarczyło „przepraszam”. Niektórym pomogły pieniądze. Innym – że powstają centra kultury, w których pracuje się nad renesansem rdzennych języków, czy tradycji, ale ludność rdzenna wciąż pozostaje na ekonomicznym marginesie. Rezerwaty to nie są romantyczne obrazki z powieści Maya czy Szklarskiego. W większości to enklawy biedy i wykluczenia. Miejsca, gdzie nie ma pracy, gdzie się pije i bierze, gdzie można się urodzić i umrzeć, ale nie ma po co żyć – jak mówi jeden z moich bohaterów.
  143. „Pojednanie jest procesem o wyraźnym początku, ale bez końca”- twierdzisz.
  144.  
  145. – Bo takich spraw do rozliczenia jest więcej. W wakacje opublikowano raport, który obiecał Trudeau, idąc do wyborów w 2015 roku, o skali systemowej przemocy wobec rdzennych kobiet i dziewcząt, ale też osób ze społeczności LGBT+. Poza szkołami z internatem istniały też dzienne szkoły dla rdzennych, w których również ich krzywdzono. Kolejne pola do rozliczeń to szpitale i eksperymenty medyczne na dzieciach.
  146.  
  147. Ale dzisiaj, dzięki raportowi Komisji Prawdy i Pojednania, Kanada ma już gotowe narzędzia, mapę do tego, jak się w tym poruszać. Przeszła drogę od „tylko nie mów nikomu” do „powiedzmy wszystkim”. Patrzę na nią z zazdrością, mimo że nie jest idealna.
  148. Czego jej zazdrościsz?
  149.  
  150. – Odwagi do spojrzenia w lustro. My mamy mnóstwo takich niedomkniętych spraw i moglibyśmy czerpać z niej wzór. Punktem wyjścia do rozmowy jest to, że Kanadyjczycy niezależnie od opcji politycznych i opinii zgadzają się co do faktów. Zgadzają się, że doszło do ludobójstwa i że ogromną rolę odegrały w tym państwo i Kościół. Nie dyskutuje się o „prawdzie historycznej”, bo ona jest jedna.
  151.  
  152.     Bohaterowie mojego reportażu są Kanadyjczykami, dekoracje są kanadyjskie, ale te mechanizmy „pracują” we wszystkich szerokościach geograficznych. To dzieje się w Europie, w Australii, w Polsce.
  153.  
  154. Masz na myśli mechanizm krzywdzenia dzieci?
  155.  
  156. – Tak. Dużo jeżdżę po Polsce i zawsze, jak widzę dom na odludziu, pod lasem, do którego mało kto zagląda, to się zastanawiam – czy w tym domu dzieci są bezpieczne?
  157.  
  158. To jest uniwersalna opowieść o tym, że z dzieckiem można zrobić wszystko i że sprawcy są bezkarni tak długo, jak długo nie mają nad sobą kontroli. U nas wciąż pokutuje to straszne powiedzenie: „Nie mówi nikomu, co się dzieje w domu”. Moje dzieci, także dzięki kanadyjskiemu doświadczeniu, wiedzą, że nie mogą być cicho, kiedy im albo innym obok dzieje się krzywda. Wiedzą też, że dziecka nikt nie ma prawa dotykać w nieodpowiedni sposób – ani nauczyciel, ani ksiądz, ani trener, ani dziadek.
  159. Kanadyjskie dzieci uczą się o szkołach z internatem od małego. Jak to wygląda?
  160.  
  161. – Różne wątki pojawiają się i na angielskim, i na historii, i na muzyce, i na plastyce i są dostosowane do wieku.
  162.  
  163. 30 września na przykład obchodzi się Dzień Pomarańczowej Koszulki na pamiątkę Phyllis Webstad, która jako dziewczynka została zabrana do szkoły z internatem. Ukochana babcia kupiła jej na pożegnanie pomarańczowy T-shirt. Zabrano jej go, jak tylko przekroczyła próg internatu. Webstad po latach wspominała, że poczuła się wtedy, jakby nie miała żadnego znaczenia i tak też czuła się przez całą szkołę. Przez tę historię kanadyjskie dzieci uczą się, że całkiem niedawno w ich kraju były dzieci, z którymi się nie liczono, które nie mogły się ubrać w to, co chciały, a przede wszystkim, które nie wracały po lekcjach do mamy i taty. To tylko jeden z przykładów. W szkole mojego syna codziennie rano po granym przez radiowęzeł hymnie w różnych interpretacjach – czasem to było reggae, czasem Bob Dylan, a czasem Celine Dion – pani dyrektor wygłaszała formułkę pt. „Land Acknowledgment”, która przypomina, że szkoła stoi na ziemiach należących do takiego a takiego plemienia. Taką formułką rozpoczynają się wszystkie uroczystości miejskie i państwowe.
  164. Wiem też, że kanadyjskie dziecko nie przebierze się na bal za Indianina ani za Eskimosa.
  165.  
  166. – Bo to świętokradztwo. Jeśli wiesz, że twój dom stoi na ziemi, z której kiedyś kogoś wypędzono, a twoja szkoła być może była kiedyś miejscem kaźni, wiesz również, że materialne bogactwo Kanady jest zbudowane na krzywdzie Pierwszych Narodów, to masz poczucie, że noszenie cudzych regaliów jako kostiumu karnawałowego jest po prostu nieprzyzwoite.
  167. U nas czasem służy to za ilustrację „politycznej poprawności doprowadzonej do granic absurdu”.
  168.  
  169. – A w Kanadzie to nawet nie jest kwestia dobrego smaku, to jest już poza dyskusją. Bo to z nadwrażliwością nie ma nic wspólnego, a bardzo wiele – z empatią.
  170.  
  171. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – kwestia języka.
  172. Język kreuje rzeczywistość.
  173.  
  174. – No właśnie. Dlatego o wychowankach szkół z internatem nie mówi się ofiary, tylko ocaleńcy.
  175. Bo w słowie „ocaleniec” jest sprawczość?
  176.  
  177. – Tak! I zwróć uwagę – ocaleniec, nie ocalony – bo nikt tych ludzi nie ocalił, żaden ratunek po nich nie przyszedł. Sami mieli siłę, żeby to przetrwać, jak Toby Obed. Na naszym kontynencie mianem ocalonych określa się tych, którzy przeżyli Holocaust. Do niedawna tak było również w Kanadzie. Ocalony to był dziadek czy sąsiad, Żyd, któremu udało się przeżyć obóz w Europie. Ale od momentu publikacji raportu Komisji Prawdy i Pojednania desygnat jest inny.
  178. Nie mówi się też – Indianie, Eskimosi – tylko rdzenni, Pierwsze Narody.
  179.  
  180. – Bo oni sami tak o sobie nie mówią. Słowo „eskimo” jest przezwiskiem, oznacza zjadacza surowego mięsa. Zostało przywiezione przez białych badaczy i antropologów. Z kolei „Indianin” jest określeniem historycznym, dalej funkcjonuje w niektórych przepisach albo w nazwach instytucji, ale już na przykład zmienia się je w tytułach dzieł sztuki. Jest taki znany obrazek z lat 30. XX wieku malarki Emily Carr, który kiedyś nosił tytuł „Indiański kościółek”. Galeria sztuki w Toronto, gdzie wisi, uznała ten tytuł za raniący i przemianowała go na „Kościółek we wsi Yuqout”.
  181.  
  182. Toby Obed też mówi o sobie, że jest Inukiem, Inuitą. W jego języku to słowo oznacza człowieka. I on tak siebie widzi – jako człowieka, nie eksponat.
  183. Udało ci się w końcu z nim spotkać?
  184.  
  185. – Nie. Toby mieszka w swojej rodzinnej wsi Hopedale pod kręgiem polarnym, trudno mi było do niego dotrzeć, ale rozmawialiśmy kilkakrotnie przez Skype’a. To były monologi przerywane głuchymi dźwiękami. Kiedy Toby płakał, uderzał w mostek ręką bez dłoni. Ponad 20 lat temu amputowano mu dłoń, palce u drugiej ręki i stopy. Chodzi na protezach.
  186.  
  187. W szkole z internatem spędził pięć lat. Kiedy ją zamknięto, nie wrócił do domu, bo jego rodzice pili, i przez kolejne osiem lat był przerzucany z jednej rodziny zastępczej do drugiej. To były głównie rodziny wojskowych. Jako dziecko Toby zaliczył ich w sumie 20. Nie był ślicznym, słodkim chłopcem. Był poraniony, buntował się, a te rodziny nie miały żadnych kompetencji wychowawczych. We wszystkich go bito, w większości głodzono. Mając 22 lata, podczas jednego z ciągów alkoholowych wyszedł z baru na mróz i stracił przytomność. Następnego dnia znalazł go patrol policyjny. Policjanci byli przekonani, że nie żyje. W szpitalu wyciągnięto go z głębokiej hipotermii, choć kończyny były nie do uratowania. I wtedy, w latach 90. Kanada usłyszała o nim po raz pierwszy. Pokazywano go w telewizji jako cud. Już wtedy pokazał się jako człowiek, który rozpaczliwie trzyma się życia.
  188. Opowiedział ci, co mu robiono w szkole?
  189.  
  190. – Ze szczegółami. Ale uznałam, że nie napiszę o tym w książce. Zamiast tego wymieniłam postanowienia ugody, którą Toby i inni ocaleńcy zawarli z rządem. Do ugody jest dołączony cennik.
  191. Wstrząsający.
  192.  
  193. – Uznałam, że powie on więcej niż wyliczanie obrażeń i psychicznych ran. Każda krzywda, każdy przypadek dotykania, gwałtu analnego, waginalnego, za pomocą przedmiotu, każdy rozstrój zdrowia, każda ciąża, każda przemoc psychiczna i duchowa mają przypisane odpowiednie punkty, które są potem przeliczane na dolary.
  194.  
  195. Toby dostał najwyższe odszkodowanie. 250 tys. dolarów.
  196. Płakałaś razem z nim?
  197.  
  198. – Moje wzruszenie byłoby mu po nic. Tak jak i pozostałym rozmówcom. Moim zadaniem było zbudować im bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Nie ciągnęłam ich za język, mówili tyle, ile chcieli.
  199. Wiele osób, które pracowały z ocaleńcami, z ich zeznaniami, miało jakieś wsparcie psychologiczne. Ciebie ktoś wspierał?
  200.  
  201. – Miałam w głowie kilka wskazówek, których udzielili mi doświadczeni reporterzy z Polskiej Szkoły Reportażu, którą skończyłam przed wyjazdem: Wojciech Jagielski, Wojciech Tochman, Katarzyna Surmiak-Domańska, która była moją opiekunką przy pracy nad tą książką, a potem także Mikołaj Grynberg.
  202.  
  203.     Ale najbardziej pomagały mi rozmowy z mężem. Codziennie wieczorem, jak położyliśmy dzieci spać, siadaliśmy z kawą, a ja mu opowiadałam, opowiadałam, opowiadałam.
  204.  
  205. Były też momenty, kiedy czułam się zupełnie bezradna wobec opowieści, z którą się stykałam. Myślę teraz o Evelyn Korkmaz.
  206.  
  207. Dowiedziałam się o niej, przeglądając dokumentację sądową, ale ponieważ była tam anonimowa, to wiedziałam tylko tyle, że najprawdopodobniej jest kobietą, że domaga się pociągnięcia do odpowiedzialności nie tylko bezpośrednich sprawców swoich krzywd, ale także hierarchów Kościoła katolickiego. Zrozumiałam, że jest to osoba, która wychodzi z roli ofiary poza własną historię i domaga się zatrzymania fali przemocy. Chce przed nią uchronić kolejne pokolenia. Były w niej jakiś ogień, niezniszczalność, godność. Dotarłam do niej przez reżyserkę filmu o ocaleńcach ze Świętej Anny. Dała mi kilkugodzinną „surówkę” z rozmową z Evelyn.
  208. Jaka jest jej historia?
  209.  
  210. – To jest opowieść dziewczynki, która przez pięć lat była gwałcona i przypalana papierosami przez szkolnych kolegów w czasie powrotu z lekcji do domu. Jej rodzina mieszkała tuż obok. Teren szkoły nie był ogrodzony, więc władze nie poczuwały się do odpowiedzialności. Ta historia jest nie do udźwignięcia. Uznałam, że nie mogę pojechać do niej i podstawić jej dyktafonu pod nos. Katarzyna Surmiak-Domańska poradziła mi wtedy: „Zapytaj ją o wnuki. O tamto nie pytaj jej wcale”. Ale jak tylko Evelyn odebrała mnie z dworca, sama zaczęła opowiadać. Czasem w trzeciej osobie. Jak mówiła o polanie, to było: „Dziewczynka szła, zobaczyła...”. Jakby to się przydarzyło komuś innemu.
  211.  
  212. Miała pozostać w mojej książce anonimowa, ale w lutym tego roku coś się wydarzyło. Evelyn pojechała do Watykanu, miała się spotkać z papieżem Franciszkiem, ale w ostatniej chwili nie została wpuszczona na audiencję. Media w Polsce obiegły zdjęcia, na których papież całuje dłoń Marka Lisińskiego, ówczesnego szefa fundacji Nie Lękajcie Się, ale Evelyn została na zewnątrz. Jeszcze w Watykanie stanęła na czele pochodu, który domagał się ukarania hierarchów Kościoła kryjących pedofilów w sutannach. Ujawniła się i teraz opowiada już swoją historię pod nazwiskiem. Polski czytelnik jako pierwszy ma przywilej poznać jej opowieść.
  213. Wiesz, dlaczego potraktowano ją tak lekceważąco?
  214.  
  215. – Myślę, że częściowo dlatego, że Kanada jest zeświecczona, społeczność katolicka jest niewielka i Kościół ma tam niewiele do stracenia. Przeprosił za podobne zbrodnie w Irlandii, w Ameryce Południowej, a w Kanadzie nie. Premier Trudeau pielgrzymował w tej sprawie do Watykanu, w zeszłym roku kanadyjski parlament wezwał papieża Franciszka do przeprosin, ale to są wołania na puszczy.
  216. Masz kontakt z Tobym Obedem?
  217.  
  218. – Mam. Nadal mieszka w Hopedale. Bieduje. Z rekordowej rekompensaty nie zostało wiele, bo kiedy dostał wypłatę, nagle pojawiło się wokół niego mnóstwo „przyjaciół”. Część pieniędzy przepił, część rozdał, część pożyczył. Ma lepsze i gorsze momenty. Wiem, że ostatnio wymieniał protezy na nowe.
  219. Czy to „przepraszam”, na które tyle czekał, go usatysfakcjonowało?
  220.  
  221. – Nie, bo jego życie nie zmieniło się wcale na lepsze.
  222.  
  223.     Kiedyś powiedział: „Tęsknię za mamą, odkąd miałem cztery lata”. I żadne przeprosiny tego nie zmienią.
  224.  
  225. Joanna Gierak-Onoszko – dziennikarka, publikowała w „Polityce”, „Dużym Formacie”, „Piśmie. Magazynie opinii” i w „Non/fiction – nieregularniku reporterskim”. Zajmuje się bohaterami drugiego planu. „27 śmierci Toby’ego Obeda” (wyd. Dowody na Istnienie) to jej debiut książkowy, owoc dwóch lat spędzonych w Kanadzie
RAW Paste Data
We use cookies for various purposes including analytics. By continuing to use Pastebin, you agree to our use of cookies as described in the Cookies Policy. OK, I Understand
Top