legatmichau

mój brat jest dresem

Apr 4th, 2018
81
0
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
text 5.70 KB | None | 0 0
  1. Mój brat jest dresem. Od zawsze sprawiał problemy, ale to, co się teraz odpierdala to ja nawet nie. Już jako dzieciak wiecznie prosił starego, żeby golił go na zero co tydzień, a ojciec tylko zaczesywał wąsy ze szczęścia, że Jacuś (bo tak ma mój brat na imię) nie zostanie gejem, tylko dobrym człowiekiem.
  2.  
  3. Już w piaskownicy kradł innym zabawki. Nie dlatego że sam nie miał, bo w sumie miał lepsze od nich, ale fakt, że oni mieli, wkurwiał go niemiłosiernie. Nieważne czy to grabki łopatka, czy samochodziki. Zabierał i zakopywał, po czym mówił, że nie mogą ich wykopać, bo to jego teren i mają wypierdalać. Kiedyś przyszedł do nas Marcel. Mały spokojny chłopiec, ale walczył o swoje zabawki zawzięcie. Walka skończyła się zwycięstwem Jacusia, ponieważ miał broń ostateczną. Patyk z kupą na końcu. Marcelek po zhańbieniu poszedł na swoje podwórko po kolegów i zaczęła się wojna tysiąclecia. U nich na podwórku mieli porobione łuki i proce, a u nas w sumie nic nie było oprócz mojego nadpobudliwego braciszka oraz jego "podwładnych". Zaatakowali z krzaków wszyscy na raz. Jacuś siedział na środku piaskownicy i rozkazywał swoim, co kto ma robić. Jak się domyślacie, walka nie była czysta, ponieważ oni strzelali z łuków na pół metra albo jakimiś liśćmi czy tam szyszkami z procy a Jacuś niczym król szelm kazał rzucać piaskiem w oczy. Przeciwnicy szybko zostali pokonani oraz karnie wymazani psią kupom przez Jacusia. Jak sami widzicie, już w piaskownicy wiedział jak zdobyć szacunek u swoich ludzi oraz w okolicy.
  4.  
  5. Jakoś rok później weszła moda na beyblade. Dla osób, które nie miały dzieciństwa, już tłumaczę, czym to jest. Jest to taki bączek, który kręcąc się, walczył z innymi. Każdy oczywiście miał takiego i były toczone walki. Cała okolica ustawiała się w kółko i dopingowała 2 zawodników którzy stali w środku. Na hasło "CZAS NA B-E-Y-B-L-A-D-E!" każdy wyciągał rączkę ze swojej wyrzutni, nadając pęd swojemu bączkowi i patrzył, jak się stykają. Tzn. jak walczyły na śmierć i życie, bo jednemu zjebowi wujek odpierdolił pojebanego z metalu... W każdym razie mój braciszek też chciał takiego. Mówi ojcu "Tate we no kup mi bejblejda, bo chce" na to on zawsze mu mówił "spierdalaj synek, ja mam tylko na wódeczkę i nowe haczyki do wędki". Jako że Jacuś zawsze był zaradnym chłopcem to kiedy byliśmy u babci po przeciwnej stronie miasta, wziął i skroił jakiegoś gówniarza z zabawki, po czym mu poprawił z główki, żeby przestał ryczeć. Tym sposobem zaczął się z nami bawić. W sumie zabawa to za dużo powiedziane, bo musiał zawsze wygrywać albo rozpierdalał zabawkę przeciwnika i podbijał mu oko. Nawet jeśli nie chciał walczyć, to musiał oddać zabawkę jako kare za bycie ciotą, której brat nie tolerował. Tym sposobem po miesiącu nikt oprócz niego nie miał już zabawek i zajął się czymś innym.
  6.  
  7. Jakoś w gimnazjum zaczął słuchać jedynej prawdziwej muzyki o życiu, czyli rapu prosto z ulicy. Teksty piosenek wykorzystywały cały wachlarz kwiecistych określeń, z których słynęła mowa potoczna, czyli rzucali kurwami na prawo i lewo na zmianę z krzyczeniem, że jebać psy. Każdy rucha co lubi nie mnie oceniać... do tego zaczął kompletować swoje wyposażenie ulicznego paladyna. Świecącą jak kolano bańkę zasłaniała czapka wpierdolka z daszkiem tak wygiętym, że prawie tworzył rulon. Na swoim "6paku" który zaczynał hodować, nosić koszulki z cytatami wielkich filozofów typu Ryśka Peji. Oczywiście, żeby nie ubrudzić koszulki, oraz nie mieć przypału w szkole, miał swoją kurtkę. Fioletowo błękitny ortalion z bazaru, który szeleścił tak mocno, że każdy w promieniu 3 ulic wiedział ze Jacuś wychodzi z domu. W kolorystycznym komplecie miał również spodnie, które sprawiały, że aż się płakać ze śmiechu śmiało. Ale i tak spróbuj się zaśmiać, to oszczędzisz na dentyście. Na nogach oczywiście markowe sofiksy oraz nie żadne klapeczki albo trampeczki tylko markowe adasie, które mają dodatkowe statystyki przy kopnięciach z wyskoku. Jego szyje ozdabiał złoty kajdan, który na komunie dostał od babci. Jako że na gówniaka nikt nie chce wydawać majątku to dała mu fragment łańcucha malowanego sprayem xD. Na jego piersi jako ukoronowanie całego ekwipunku znajduje się nerka zwana kołczanem. Nie wiem, kto nazwę wymyślił, bo strzała nie ma szans się w niej zmieścić, ale niech już będzie. Jego poglądy zaczęły coraz bardziej schodzić na uliczne. Całe życie jest kurewskie a te kurwy menty jebane suki z komendy tylko zamykają dobrych chłopaków za niewinność. Pamiętam jak pierwszy raz w życiu, poszedł z kolegami na dyskotekę. Starzy się spodziewali, że będzie jakaś sroga inba, ale tego, że zakutego w bransoletki przyjaźni przywiezie policja godzinę po rozpoczęciu dyskoteki raczej nie. Z tego, co słyszałem od znajomych, którzy tam byli jacuś przez swój ubiór nie został wpuszczony na dyskotekę, bo miejsce z kulturką i w stroju sportowym nie wpuszczają. Ten debil tak się wkurwił na ochroniarza, że wypierdolił mu w ryj butelką. Normalnie by wpierdol każdy dostał za coś takiego, ale on zapętlił się w tej czynności i przestał, jak koledzy go odciągnęli od zmasakrowanego ochroniarza. Niby wpisik do papierów i zjebana przyszłość, ale szef tej dyskoteki był tak poruszony, że zaproponował mu prace, jak tylko skończy gimnazjum.
  8.  
  9. W sumie ta intelektualna ameba ledwo potrafiła czytać więc to cud, że ukończył szkołę życia zwaną gimnazjum publicznym nr 21 imienia zbrodniarzy wojennych. W sumie zjeb zawsze powtarzał, że jest z wyższej szkoły robienia hałasu. NO KURWA DEBIL.
Add Comment
Please, Sign In to add comment