Not a member of Pastebin yet?
Sign Up,
it unlocks many cool features!
- Kiedy małżonka posła PiS Łukasza Zbonikowskiego odkryła, że ma on kochankę, i przetrząsała dom w poszukiwaniu dowodów zdrady, odkryła rękopis męża - przepis na żonę.
- Czytasz ten artykuł, bo jesteś prenumeratorem Wyborczej. Dziękujemy!
- Treść: „...ma być ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba”.
- – Zrozumiałam, że to przepis na mnie – mówi Monika Zbonikowska. Bardzo ładna brunetka, niewysoka, inteligentna (dwie podyplomówki plus doktorat z ekonomii), katoliczka, całe życie była posłuszna mężowi. Tyle że w drugim roku trudnego rozwodu pożegnała się z naiwnością.
- – Po setce przepłakanych nocy już wiem – i mogę o tym mówić spokojnie – że Łukasz zrobił ze mnie element swego wizerunku doskonałego polityka prawicy. Od początku mnie oszukiwał. Umieszczał nasze wspólne zdjęcia z dzieckiem na swoich plakatach wyborczych – patrzcie, oto doskonała rodzina! – i w tym samym czasie zdradzał ze stażystką. Nazywał mnie „krową”. Upokarzał, poniżał, wyśmiewał. A jednocześnie chodził na pielgrzymki do Częstochowy, jeździł na zloty Radia Maryja, zamawiał msze święte w naszej wspólnej intencji. Pan zauważył, że ma zawsze różaniec na przegubie?
- Nie zauważyłem, ale sprawdzam wszelkie dostępne nagrania z konferencji i występów posła Łukasza Zbonikowskiego. Rzeczywiście, różaniec nosi, a do tego często go odsłania.
- Najważniejsze informacje dwa razy dziennie na Twojej poczcie
- Zapisuję się
- Zobacz przykładowy newsletter i
- – To na pokaz, jak wszystko u niego – mówi żona.
- PRZECZYTAJ TAKŻE: Miłość w czasach miesięcznic. Żona senatora Waldemara Bonkowskiego z PiS: Zależy mi, by Jarosław Kaczyński to przeczytał. Nareszcie dowie się prawdy
- Alkohol i polityczni oszczercy
- Poznali się dwie dekady temu na studiach w Toruniu. Dokładnie: na otrzęsinach w klubie Kotłownia. Monika studiowała marketing i zarządzanie, Łukasz – prawo. Ona pochodziła z maleńkiego Sarnowa pod Chełmnem, on z Włocławka. Już wtedy był działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów i radnym włocławskiej Akcji Wyborczej Solidarność. Zdolny organizator, elokwentny, towarzyski, lubiący wypić i niepozbawiony odrobiny szczęścia. W 1999 r. policja zatrzymuje go podczas jazdy w stanie nietrzeźwości. 0,8 promila. Kończy się grzywną i czasowym zatrzymaniem prawka – wtedy prowadzenie po kielichu nie jest jeszcze przestępstwem.
- Podobnie niegroźny jest trzynaście lat później finał pijackiej rozróby w zajeździe Złota Rybka we wsi Strzygi pod Rypinem. Przebieg wydarzeń – niejasny. Wiadomo tyle, że Zbonikowski uczestniczy w popijawie uwieńczonej demolką pokoju i odpaleniem gaśnicy. Lokalna gazeta „Extra Rypin” opisuje jego rolę prowodyra, potem jest proces cywilny, w którym poseł skutecznie dowodzi, że gaśnicę uruchomił ktoś inny. Ale to on zapłacił zajazdowi za zniszczenia.
- Pomiędzy obydwoma historiami robi imponującą karierę. W NZS wchodzi na poziom zarządu krajowego, w radzie miejskiej zostaje wiceprzewodniczącym. Do 2002 r. reprezentuje AWS, od 2003 r. – PiS. Pierwsze owoce ciężkiej pracy zbiera w 2005 r. – wchodzi na listę kandydatów do Sejmu.
- Kampania poselska numer jeden to także pierwszy zgrzyt. Trzech włocławian składa w prokuraturze zawiadomienia – Zbonikowski miał obiecać każdemu z nich tysiąc złotych za wyjazd na zlot partii w Warszawie i kradzież flag, transparentów oraz innych gadżetów potrzebnych mu do własnej akcji wyborczej.
- Kandydat skutecznie przekonuje prokuratora, że cała trójka to oszczercy działający na rzecz politycznych przeciwników. Postępowanie zostaje umorzone, Zbonikowski zostaje posłem po raz pierwszy. W 2007 r. – po raz drugi. Wtedy też pobierają się z Moniką, doktorantką zarządzania i urzędniczką powiatowego urzędu pracy.
- Łukasz Zbonikowski
- Łukasz Zbonikowski Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
- PRZECZYTAJ TAKŻE: "Ja, Karolina Piasecka, będę do usług męża". Dyktował, ja pisałam
- Umowa na seks bez zobowiązań
- Drugi zgrzyt, w roku 2008, przechodzi do historii polskiej polityki jako afera meleksowa albo cypryjska. W nadmorskim hotelu Le Meridien w Limassol obraduje podkomisja Zgromadzenia Rady Europy ds. praw człowieka. Poseł Zbonikowski i starszy kolega z ław PiS Karol Karski, popiwszy, ścigają się meleksami. Finałem zabawy jest ściana. Parlamentarzyści próbują zatopić jeden z elektrycznych wózków w morzu, lecz meleks z cegłą na pedale gazu, zamiast wjechać pod wodę, rozbija się o falochron. Cypryjski sąd nakazuje Polakom, by wypłacili hotelowi 11 tys. euro odszkodowania za tynkowanie i oba pojazdy. Wyrok zapada w roku 2010, Zbonikowski określa go jako prowokację.
- Cypr nie przeszkadza mu w trzeciej kampanii wyborczej. Z 17 tys. głosów poseł zasiada w ławach wciąż opozycyjnego PiS i w komisji sprawiedliwości. To w tym czasie poznaje 24-letnią długonogą blondynkę, działaczkę włocławskiej młodzieżówki PiS Lidię.
- Dziewczyna, którą nazywa „Goldie” – być może z powodu podobieństwa do hollywoodzkiej gwiazdy Goldie Hawn – stażuje początkowo w biurze wyborczym Zbonikowskiego, potem pracuje kolejno u dwóch innych polityków PiS.
- – Poznałam ją na początku jej stażu u Łukasza – wspomina Monika Zbonikowska. – Sprawiała wrażenie osoby wyniosłej, nie odpowiadała na moje „dzień dobry”. Intymną relację z mym mężem odkryłam po kilku latach jej trwania i od razu bardzo gwałtownie. Łukasz miał klika telefonów – jak się później okazało, zarejestrowanych na biuro poselskie. Jeden oddał mi do użytku. Trzeba go było spiąć z kontem męża na Gmailu, by instalować aplikacje. No i ściągnął się przy okazji mail ze skrzynki pocztowej Łukasza. Mail od „Goldie”.
- Pechowo dla Zbonikowskiego ten akurat list jest obszernym podsumowaniem jego związku z Lidią. Blondynka wylewa żal z powodu niewpisania jej na listę kandydatów PiS do Sejmu w wyborach 2015 r.
- – Jak mogłeś mi tego odmówić, skoro tyle nas łączy... Tak się mniej więcej ten list zaczynał – mówi Zbonikowska. – A potem już wymienianka: jak to było im dobrze w Paryżu i kilku innych miejscach w Europie, jakie prezenty jej dawał: naszyjniki, perfumy, szale. Nawet drobiazgi, które wcześniej dostawał ode mnie, na przykład okolicznościową kartkę-pamiątkę z tekstem „Hymnu do miłości” i płytę DVD z filmem „Sex Story”.
- To amerykańska komedia romantyczna z Natalie Portman i Ashtonem Kutcherem w rolach głównych. Streszczenie z Filmwebu: „Emma i Adam są przyjaciółmi zajętymi własnymi karierami. Po tym jak spędzają ze sobą noc po zakrapianej imprezie, zawierają wygodną dla obu stron umowę o seksie bez zobowiązań. Życie przynosi jednak niespodziewane komplikacje tego pozornie doskonałego układu”.
- – Po przeczytaniu maila dwa dni płakałam – mówi Zbonikowska. – Ale mężowi nie powiedziałam nic. Boby mnie przekonał, jak zwykle, że to tekst spreparowany przez politycznych wrogów, prowokacja, jak z Cyprem albo tymi kilometrówkami. Przecież on nawet Jarosława Kaczyńskiego był w stanie przekonać o swojej niewinności. Pamięta pan? Tylu ich poleciało, Girzyński poleciał, a Łukaszowi się upiekło.
- Sprawa radnego Piaseckiego. Psycholog o przemocy w rodzinie
- Telefon do marszałka
- Oczywiście, że pamiętam. Afera kilometrówkowa albo madrycka wybuchła jesienią 2014 r., gdy żony trzech posłów PiS wszczęły awanturę na pokładzie samolotu linii Ryanair z Warszawy do Madrytu. Panowie lecieli na posiedzenie komisji praw człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, panie piły alkohol i nie chciały oddać hiszpańskiej stewardesie wniesionych na pokład butelek. Groźba przymusowego lądowania otrzeźwiła pasażerów. Ale przy okazji na jaw wyszło coś poważniejszego. Posłowie nie powinni lecieć tanimi liniami, bo wypisali kilometrówki za przejazd swoimi autami. Bilet Ryanairem to kilkaset złotych, delegacja samochodowa do Hiszpanii – kilka tysięcy.
- Trzej parlamentarzyści wylecieli z PiS, a prokuratura wszczęła śledztwo, którym objęła także innych podejrzanych o kręcenie przy wyjazdach. Byli wśród nich dwaj konkurenci na kujawskiej liście w nadchodzących wyborach: Zbonikowski i Zbigniew Girzyński – także młody, także przebojowy, z sąsiedniego Torunia.
- PRZECZYTAJ TAKŻE: Hofman o aferze madryckiej: "Działaliśmy zgodnie z prawem". O swoich wybrykach: "To jest Hiszpania, zabawa..."
- Kancelaria Sejmu zarządziła audyt wszystkich kilometrówek. Pod lupę wzięto nieszczęsną trójkę z Madrytu, Zbonikowskiego, Girzyńskiego i jeszcze dwóch posłów spoza PiS. Girzyński honorowo odszedł z partii, Zbonikowski postanowił walczyć o byt.
- – Nie zrezygnuję, bo takie działanie wcale nie byłoby honorowe, lecz słabe i tchórzowskie – stwierdził. – Byłoby przyznaniem się do winy, której nie ma. Wcale nie poprawiłoby moich szans na wyjaśnienie obecnej sytuacji, a tylko zagroziłbym ekonomicznemu bezpieczeństwu mojej rodziny.
- – Przy okazji kilometrówek przekonałam się po raz kolejny, jak dobrze mąż zdołał się ustawić przez te wszystkie lata – mówi żona. – Miał przyjaciół nie tylko w PiS, ale też w PO, w prokuraturze, na policji, w urzędach. Wykonał sto telefonów i dopiął swego.
- Najważniejszy okazał się telefon do marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego (wcześniej PiS, potem PO), wieloletniego posła i senatora z Kujaw. Prokuratura umorzyła dochodzenie między innymi dlatego, że posłowie oddali pieniądze sejmowej kancelarii, zaś marszałek ogłosił, iż – w odróżnieniu od Girzyńskiego i madryckiej trójki – kilometrówkowe chachmęty Zbonikowskiego „są błahe”.
- Monika Zbonikowska: – Mąż wyszedł z afery wzmocniony.
- I pozbył się wreszcie konkurenta, czyli Girzyńskiego. A wybory zapowiadały się fantastycznie. Donald Tusk wyjechał do Brukseli, Andrzej Duda pokonał Bronisława Komorowskiego, PiS obiecało 500+ i szykowało się do przejęcia władzy. Łukasz Zbonikowski miał mandat w kieszeni.
- Monika: – Wzięliśmy na mnie jako młodego rolnika – to taki program aktywizacyjny – dotację bezzwrotną z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Kupiliśmy na kredyt trzydzieści cztery hektary ziemi pod Sarnowem, mieliśmy dużą unijną dotację i plany. Właśnie dlatego, gdy przeczytałam mail od „Goldie”, nie zrobiłam pochopnej awantury, tylko zaczęłam szukać dowodów.
- Żona kopiuje SMS-y z kilku telefonów męża i wynajmuje detektywa.
- Łukasz Zbonikowski
- Łukasz Zbonikowski Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
- Wewnętrzna strona slipek
- Lato 2015 r. Andrzej Duda mieszka już w Pałacu Prezydenckim. Zbonikowski w gorączce kampanii sejmowej. Do włocławskiego mieszkania w bloku na osiedlu Kazimierza Wielkiego przyjeżdża tylko, aby zjeść, wyspać się i zmienić ubrania. Tymczasem Monika gromadzi kolejne dowody. Szklankę, z której piła „Goldie”, bierze z biura parlamentarnego, majtki Łukasza – z kłębu rzeczy, które jej przywiózł do wyprania. Zamawia badania biologiczne, robi stenogramy z SMS-ów.
- Lidia do Łukasza:„Zwariowałam na Twoim punkcie, wiesz?”.„Uroczo wczoraj wyglądałeś, leżąc na moich udach”.„...zostawiłbyś wreszcie tą żonę od siedmiu boleści”.
- Ciepła sierpniowa noc na blokowisku. Monika kładzie się do łóżka. Jest zmęczona, bo jedna z córek miała kolkę, po wizycie u lekarza i przepłakanym wieczorze z trudem zasnęła. Ale mąż właśnie wrócił, domaga się, by mu podać kolację. Zbonikowska wstaje, szykuje posiłek, parzy herbatę. I dyskretnie pluje do szklanki, co okaże się ważne.
- Krótko potem dostaje wyniki ekspertyzy biologicznej:
- „...na wewnętrznej stronie slipek stwierdzono obecność dwóch profili DNA, męskiego i żeńskiego. Profil żeński posiada ślady DNA należące do (...) tej samej kobiety, która korzystała ze szklanki”.
- – Wtedy powstał mi w głowie plan, by się rozwieść. Zabrałam obie córki do mamy, do Sarnowa, i powiedziałam o tym przez telefon mężowi, który był wówczas w Warszawie.
- Zaskoczony Zbonikowski jedzie ze stolicy prosto do teściowej. Już noc. Wali w drzwi – bez efektu. Stuka w okna, świeci latarką, krzyczy.
- Monika: – Żeby nie pobudził dzieci, zadzwoniłam do niego i tak rozmawialiśmy, ja w środku, on na podwórzu.
- Żona mówi, że odkryła romans, ma kluczowy mail autorstwa „Goldie” i inne dowody. Zbonikowski odjeżdża, lecz wraca następnego wieczora.
- Żona: – Gdyby wówczas przyjechał z przeprosinami, jeszcze bym mu wybaczyła. Ale on przybył z chytrym planem.
- Poseł wchodzi do domu teściowej i przekonuje żonę, aby zmieniła zdanie. Na finiszu kampanii muszą być przecież zwarci. Jego kariera to byt całej rodziny. W nerwowej atmosferze zjadają wspólnie kolację, po której żona odprowadza córki do ich pokojów – i przez dłuższą chwilę usypia.
- W tym czasie mąż siada do komputera i przelewa wspólne pieniądze na swoje konto. Teczkę z dokumentami bankowymi, które Monika trzyma w Sarnowie, usiłuje wynieść przez okno.
- – Mama przyłapała go, jak kładł papiery na parapecie. Doszło do bardzo nieprzyjemnej, mówiąc delikatnie, rozmowy. Dołączyłam, słysząc ich spór. Wtedy Łukasz rzucił się na mnie i przewrócił na ziemię, poszarpał. Wyrwał mi telefon razem z kieszenią polarowej bluzy. Uciekł z nim.
- Teraz to on będzie zbierał dowody przeciwko Monice. W jej telefonie nie ma nic ciekawego, lecz może coś było wcześniej. Poseł zleca odzyskanie danych z aparatu i zalicza trafienie. To SMS-y do i od detektywa, korespondencja z kolegą, oraz wiadomość wysłana do koleżanki, w której Zbonikowska zdradza, że napluła do herbaty.
- PRZECZYTAJ TAKŻE: Senator PiS pozywa żonę po reportażu "Miłość w czasach miesięcznic". Hanna Bonkowska: w piśmie do prokuratury są same kłamstwa
- Osoba bezpartyjna z listy PiS
- Na dwa miesiące przed wyborami Monika składa doniesienie: kradzież telefonu połączona z przemocą. Sprawę ma rozpatrzyć prokuratura w Chełmnie. Poseł zaprzecza, by użył siły. Odpowiada wywiadem dla portalu Ddwloclawek.pl. Ubolewa nad faktem, że „dla niektórych kobiet małżeństwo to majątek, dzieci to pieniądze, a mąż to źródło dochodu”.
- – Człowiek nie uświadamia sobie nawet, jak nienawiść i pazerność zaślepia kobietę (...) Moja żona jest jedynaczką (...) wyszła za posła o ugruntowanej pozycji, z mieszkaniem, samochodem i oszczędnościami. (...) Prowadziła wygodne życie (...) do pomocy miała panią, która pomagała jej w opiece nad dziećmi (...). Jest też kwestia telefonu, który zdobyłem, można powiedzieć, naruszyłem jego nietykalność, i dopiero otworzyło mi to oczy (...) jest tam duma z plucia mi do jedzenia i do herbaty. Jest też 5300 SMS-ów wysłanych tylko w ciągu trzech miesięcy do swojego nowego przyjaciela z podyplomówki. Wysyłanych codziennie w godzinach między siódmą rano a pierwszą trzydzieści w nocy!
- Zbonikowska: – To był kolega, z którym wspólnie opracowywałam odpowiedzi na pytania do egzaminu z diagnozowania stanu upraw. Nie łączyło nas nic poza nauką. I więcej nie chciałabym już tłumaczyć, bo to żenujące.
- Gdy konflikt małżonków staje się sprawą publiczną, do prokuratury we Włocławku wpływa pismo sygnowane przez bliżej nieokreślony Ruch Obrońców Życia. Obrońcy informują, że Zbonikowski, zadeklarowany katolik, przyjaciel i antenowy gość Radia Maryja, skłonił ciężarną „Goldie” do usunięcia ich wspólnego dziecka. Tabloidy rzucają się na temat: poseł hipokryta bije żonę i zmusza do aborcji kochankę.
- Tego już za wiele dla Jarosława Kaczyńskiego. Łukasz zostaje zawieszony w prawach członka PiS. Tyle że jest za późno, by zmienić nazwiska na liście wyborczej. Liderom partii pozostaje apel, by kujawscy wyborcy nie popierali „seksposła” – jak go ochrzciły bulwarówki.
- Zbonikowski zaprzecza, jakoby skłaniał Lidię do przerwania ciąży. Wydaje oświadczenie: „Podtrzymuję swoją decyzję o starcie w wyborach jako osoba bezpartyjna, z listy PiS (...) Odwołuję się do tych wyborców, którzy przez ostatnie osiemnaście lat mojej działalności publicznej jako posła i radnego mieli okazję poznać mnie osobiście, poznać moje zaangażowanie, pracę i efekty mojej działalności. Jeżeli mi ufają, proszę o głos. Jeżeli nie i dali się zwieść tej medialnej nagonce, proszę o głosowanie na pozostałe dwadzieścia pięć koleżanek i kolegów, z którymi razem tworzymy listę Prawa i Sprawiedliwości w okręgu toruńsko-włocławskim”.
- Zarzuty kolportowane przez tabloidy poseł określa jako „nieprawdziwe, kłamliwe, nikczemne i podłe”. Apeluje, aby jego „prywatnego nieszczęścia i dramatu” nie łączyć z „partią, która ma przed sobą wielkie dzieło naprawy Rzeczypospolitej”. Trudno jednak oddzielić „seksposła” od PiS. Na ulicach Włocławka i kujawskich miasteczek wiszą jego plakaty z logo partii. To jeszcze bardziej rozsierdza Kaczyńskiego – informowanego na bieżąco przez konkurentów posła z tej samej listy, głównie torunian.
- PRZECZYTAJ TAKŻE: Prawica broni praw kobiet. Byle były w czarnej bieliźnie
- Upadek poniżej poziomu
- Październik 2015 r. Trwa konwencja przedwyborcza PiS w toruńskim Dworze Artusa. Przemawia prezes: – Dobre państwo to także moralność jego przedstawicieli, to wysoki poziom, a przynajmniej niespadanie poniżej pewnego poziomu. I my tego będziemy przestrzegać. Ja widzę na sali osobę, która nie powinna się tu znaleźć. Nie jest tutaj zaproszona...
- Zrywają się oklaski. Zbonikowski siedzi na krześle sztywno.
- – Ta osoba nie jest tutaj zaproszona, bo spadła poniżej pewnego poziomu – prezes opuszcza dłoń, jakby gładził psa u nogi. – Spadła i dzisiaj bezpodstawnie powołuje się na znak Prawa i Sprawiedliwości.
- Znowu oklaski. Po przemówieniu do Zbonikowskiego podchodzi reporter TVN. Prosi o komentarz.
- – Dlaczego pan zaczepia akurat mnie? – dziwi się poseł. – Ja nie usłyszałem w słowach prezesa swojego nazwiska. To nie mogło być o mnie, ponieważ ja dostałem zaproszenie na dzisiejsze spotkanie. A pan prezes mówił o kimś niezaproszonym.
- W wyborach Zbonikowski dostaje o połowę mniej głosów niż poprzednio – 8900 – ale to wystarcza, by wejść do parlamentu. PiS obejmuje rządy, prokuratura wyrzuca do kosza anonim Obrońców Życia i umarza sprawę wyrwanego żonie telefonu. Klub parlamentarny przyjmuje „seksposła” z powrotem, wkrótce przyjmie go też partia.
- „...ze względu na arytmetykę sejmową i niewielką większość niezbędną do samodzielnego sprawowania rządów [przyjęliśmy] polityka wcześniej ocenionego negatywnie” – wyjaśnia na Facebooku toruński poseł PiS Jan Ardanowski.
- Zbonikowski zasiada w komisjach sprawiedliwości i praw człowieka oraz do spraw Unii Europejskiej. Ma w bieżącej kadencji dobrą frekwencję – obecny na 93 proc. głosowań. Chwali się 43 interpelacjami, którym nadano bieg.
- To jest oszustka matrymonialna
- I tylko w relacjach z żoną nie udaje się niczego naprawić. Po wyborach Monika składa wniosek o rozwód, a sąd we Włocławku ustala na czas sprawy (wciąż trwającej) alimenty.
- Babcia, mama i obie córki nadal mieszkają w Sarnowie. Monika pracuje jako przedstawiciel handlowy branży rolniczej, często jeździ do sądu i próbuje uprawiać swoje kupione na kredyt hektary – by nie stracić dotacji.
- Mąż stara się wszystko utrudnić.
- – Sprzedał bez mojej wiedzy i zgody kupione przez nas wspólnie maszyny: ciągnik, przyczepę, ładowarkę, opryskiwacz, agregat uprawowy. Został tylko kombajn. Kilka razy osobiście wsiadł na traktor, by zaorać to, co zasiałam. Nie ukrywa, że robi to – jak wiele razy powtórzył – by mnie zniszczyć. Chce doprowadzić do tego, że agencja rolna zażąda ode mnie zwrotu pieniędzy za niewywiązywanie się z założeń „Młodego rolnika”. On liczy na to, że ja się załamię i pójdę na dno.
- Lipiec 2016 r., pole pod Sarnowem. Parlamentarzysta przyjeżdża zabrać ostatnią maszynę – kombajn. Monika nagrywa najście komórką, Łukasz znowu próbuje jej telefon zabrać.
- Ona: – Rzucił się na mnie, użył siły. Musiał go ode mnie odciągnąć sąsiad, który był świadkiem szarpaniny.
- On w trakcie rozprawy: – To nieprawda.
- Tym razem Zbonikowska nie idzie do prokuratury, tylko – za radą prawnika – składa prywatny akt oskarżenia bezpośrednio w chełmińskim sądzie. Mąż rewanżuje się dwoma pismami: o zaniżenie alimentów i o przeniesienie dzieci z Sarnowa do jego mieszkania we Włocławku. Bo miejska szkoła jest lepsza od wiejskiej, gdzie „szerzy się patologia”.
- – Po prostu chce mi pod takim pretekstem obie dziewczynki zabrać – mówi Monika.
- Proces o dwukrotne naruszenie nietykalności cielesnej żony rozpoczyna się pod koniec lata 2017 r. Wcześniej komisja regulaminowa rekomenduje Sejmowi odebranie immunitetu Zbonikowskiemu, ale ten – przed głosowaniem na sali plenarnej – zrzeka się go sam.
- – Tabloidy wygrały z polskim Sejmem, a ja obronię swoją niewinność w polskim sądzie – zapowiada. Na wokandach w Chełmnie (sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami) odmawia składania wyjaśnień. Czekającemu pod salą dziennikarzowi TVN mówi krótko: – Nie obawiam się wyroku. Ten proces jest szkodliwy mniej dla mnie, a bardziej dla moich córek. Nie mam złudzeń co do małżonki, to jest oszustka matrymonialna, która postanowiła spieniężyć swoją rodzinę.
- Fiasko przy uchu prezesa
- Prosiłem Łukasza Zbonikowskiego, aby ustosunkował się do zarzutów żony. Wysłałem mu SMS z prośbą o kontakt i mail z pytaniami. Nie odpowiedział, choć wiem, że prośbę przeczytał. A Monika – jak mówi: „powodowana bezsilnością” – pojechała ze skargą do Warszawy, na Nowogrodzką, do prezesa PiS.
- – Przyjął mnie, wysłuchał i nie stało się nic, bo na Łukasza po prostu nie ma mocnych. On się nikogo nie boi. A w hipokryzji osiągnął szczyt. Niszcząc mnie, jednocześnie od dwóch lat w rocznicę naszego małżeństwa zamawia w Sarnowie mszę świętą w intencji zgody małżeństwa Zbonikowskich. Kiedy proboszcz odmówił, sprowadził innego księdza, aby msza w intencji jednak się odbyła. W tym samym dniu, gdy ksiądz się za nas modlił, komornik na wniosek Łukasza zablokował moje prywatne konto.
Advertisement
Add Comment
Please, Sign In to add comment