Guest User

Dziadziuś

a guest
Mar 29th, 2017
3,443
0
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
text 67.56 KB | None | 0 0
  1. Prolog
  2.  
  3. Mógłbym od razu przejść do rzeczy i zacząć właściwą opowieść, ale zapewne część z Was
  4. zastanawiałaby się kto, co, jak i dlaczego. Postanowiłem więc poświęcić kilka minut i opisać dlaczego i
  5. w jaki sposób dziadek trafił do naszego domu, a także jaką osobą był rzeczywiście.
  6. Widzicie, moja mama wychowała się razem z bratem niedaleko Torunia, na ziemi należącej
  7. do ich rodziny od kilku pokoleń. Ich ojciec, czyli mój dziadek, któremu poświęcona jest niniejsza
  8. opowieść, nigdy nie wylewał za kołnierz i chociaż sam nigdy otwarcie się do tego nie przyznał, to miał
  9. problem z alkoholem. Jego żona zmarła na zawał na długo przed tym jak przyszedłem na świat, co
  10. sprawiło, że Filemon chlał jeszcze więcej, zaniedbując dom, ziemię i chyba co najbardziej istotne –
  11. rodzinę.
  12. Dzieci otwarcie go nienawidziły. Brat mojej matki - Mariusz, uciekł z domu zaraz po
  13. skończeniu szkoły średniej. Wyjechał do Gdańska, gdzie zaczął studiować i słuch kompletnie o nim
  14. zaginął. Iza – czyli jego młodsza siostra została w domu jeszcze kilka lat – poszła na uniwersytet
  15. Mikołaja Kopernika, gdzie zdobyła tytuł magistra polonistyki, w międzyczasie dorabiając gdzie tylko
  16. się dało, bo jej ojciec przypijał wszystkie pieniądze jakie były w domu.
  17. Jakoś w trakcie studiów, mama wyszła za mąż za kolegę z roku, Adama. Kilka miesięcy później
  18. urodziła się Weronika, ich pierwsze dziecko, a rok później przyszedłem na świat ja – Kuba, jeśli Was to
  19. interesuje.
  20. Szczęśliwa rodzina zamieszkała w jednej z wielu toruńskich kamienic, a dziadek dalej zapijał
  21. się w swoim domu (teraz już popadającym w ruinę). Sielanka nie trwała długo, bo zaledwie trzy lata –
  22. ojciec zdradził matkę ze swoją koleżanką z pracy, był głośny rozwód, matka zabrała mnie i siostrę, po
  23. czym we trójkę wyjechaliśmy do Warszawy, gdzie zamieszkaliśmy na tym słynnym Mokotowie, gdzie
  24. wszystko jest możliwe. Jak się miało okazać, słowa te nie oznaczały niczego dobrego.
  25. Zbierają się burzowe chmury
  26. Mimo upływu lat, nad naszym domem, a właściwie rzecz biorąc mieszkaniem, ciążyło piętno
  27. biedy i alkoholizmu. Ktoś kiedyś powiedział, że z biedy możesz się wyrwać, ale ona nigdy nie wyrwie
  28. się z ciebie – bardzo mądre słowa.
  29. W przypadku mojej mamy nie przybrało to jakichś specjalnie ekstremalnych form, które
  30. zakwalifikowałyby ją do grona Grażyn, ale na pewno nie była jedną z typowych warszawianek, które
  31. urodziły się ze srebrnymi łyżeczkami w ustach, później zamieniając je na... Zresztą, to nieistotne.
  32. Mama po prostu zawsze starała się rozplanowywać domowym budżetem i regularnie odkładać
  33. pieniążki na czarną godzinę. Poza tym ze względu na przeżytą traumę, nigdy, przenigdy nie piła
  34. alkoholu – także barek w salonie (zwanym czasem również dużym pokojem) był wypełniony
  35. trunkami, jakie dostawała od znajomych na wszelkie uroczystości, ale nigdy żadna butelka nie została
  36. otwarta.
  37. No i w końcu, Iza nie wyszła ponownie za mąż. Przez nasz dom raz na jakiś czas przewijali się
  38. adoratorzy matki, ale nigdy nie zagrzewali długo miejsca i nie zostawali dla mnie i Niki „tatusiami”.
  39. Moi osiedlowi koledzy nazywali ich „mieczami na jedną noc”.
  40. Żyliśmy sobie w spokoju przez piętnaście lat, odcinając się zupełnie od dziadka-pijaka i wujka-
  41. sprzedawczyka (po ucieczce nad morze zerwał z sobie tylko znanych powodów kontakt z siostrą i
  42. odmówił jej pomocy, gdy ta się rozwiodła i nie miała gdzie się podziać) – można powiedzieć tak, jak
  43. powinni żyć ludzie. Do dnia, kiedy to zadzwonił ten przeklęty telefon...
  44. Mama rozmawiała przez dobre pół godziny, z każdą minutą stając się coraz bardziej wściekła.
  45. Siedziałem w swoim pokoju, grając sobie spokojnie w S.T.A.L.K.E.R.a, jak to miałem w zwyczaju w
  46. deszczowe dni, ale z uwagi na dobiegające z korytarza strzępki dyskusji nie mogłem się
  47. skoncentrować.
  48. Matka trzasnęła słuchawką i głośno tupiąc pomaszerowała do kuchni. Poszedłem za nią, choć nie
  49. miałem na to wcale ochoty.
  50. - Co jest, mamo? – Zapytałem, opierając się o futrynę. Kobieta chodziła bez celu po pomieszczeniu,
  51. próbując ochłonąć po rozmowie. Jej twarz nabiegła czerwienią, oczy przymrużyły się w widocznym
  52. napływie wściekłości, a włosy opadały na jej twarz, przywodząc mi na myśl Samarę z The Ring.
  53. - Lepiej nie pytaj. Będziemy mieli gościa... - Odwarknęła.
  54. Dziadek wjechał na wózku inwalidzkim do mieszkania, w asyście dwóch sanitariuszy. Jeden z
  55. nich trzymał w ręku worek na śmieci, w którym jak się później okazało, były ubrania należące do
  56. dziadka – czyli właściwie cały jego dobytek.
  57. Filemon, czyli dziadek mój i Niki, dostał udaru mózgu po wieloletnim chlaniu bimbru na umór. I tak
  58. cud, że nie udławił się rzygami albo wątroba nie odmówiła mu wcześniej posłuszeństwa.
  59. Ofiarą udaru padła prawa półkula jego mózgu, która kontrolowała lewą stronę ciała – obecnie
  60. sparaliżowaną, co tłumaczyło wózek inwalidzki.
  61. Stary mężczyzna z miejsca wzbudził moje obrzydzenie. Był opasły, nieogolony, bezzębny i ubrany jak
  62. pierwszy lepszy lump. Trochę słyszałem od matki na jego temat, ale nie przypuszczałbym nigdy, że
  63. jabłko może paść aż tak daleko od jabłoni.
  64. Siwe kępy włosów sterczały mu z głowy na wszystkie strony, z nosa wystawały mu kolejne dwie, a na
  65. samym nosie znajdowało się jeszcze parę kilkucentymetrowych, podkręconych kłaków.
  66. Spojrzałem na matkę wzrokiem z gatunku „ja pierdolę, mamo, ten pryk poważnie ma z nami
  67. zamieszkać?”, ona z kolei odpowiedziała mi wzrokiem „też w to nie wierzę”.
  68. - Ty! – Dziad krzyknął, patrząc na mnie i przy okazji plując dookoła kropelkami śliny z na wpół
  69. sparaliżowanych ust. – Weź to... Ten... Torbę!
  70. Sanitariusz podał mi worek na śmieci zawiązany u góry – ze wzruszeniem ramion położyłem go na
  71. podłodze, nie mając pojęcia, czy iść z nim do śmietnika czy pokoju.
  72. - A ty czego się gapisz, co... Kto ty? - Kontynuował wywód dziadek, tym razem kierując swoje kaprawe
  73. oczka ku Weronice.
  74. - Wystarczy! – Oburzyła się mama. – Mieszkasz pod moim dachem, więc masz odnosić się z
  75. szacunkiem do moich dzieci. Rozumiesz?
  76. - A ty co...
  77. - Pytam się – rozumiesz? – Kobieta nachyliła się nad siedzącego na wózku ojca, zmuszając go do
  78. przystania na swoje warunki.
  79. Filemon był z nami zaledwie kilkanaście minut, a ja już miałem dość. Szykowała się inba
  80. wszechczasów.
  81.  
  82. Dlaczego my?
  83.  
  84. Pierwszym pytaniem jakie naszło mnie po przyjeździe dziadka było „dlaczego my?” – nie
  85. potrafiłem na nie odpowiedzieć, chociaż próbowałem przeanalizować dosłownie każdy element
  86. układanki.
  87. Filemon był pijakiem i oprawcą, który chlał przez całe życie, aż w końcu dwójka jego dzieci od niego
  88. uciekła. Po tym jak dziadek dostał udaru, udało mu się w jakiś sposób skontaktować z synem,
  89. Mariuszem. Ten z kolei odesłał go wprost do swojej siostry, która przecież na pewno nie miałaby nic
  90. przeciwko, by stary pryk zamieszkał w jej domu.
  91. Będąc w sytuacji patowej, Iza nie miała wyboru. Chyba zwyciężyła w niej jakaś cząsteczka naiwnego
  92. dobra, bo wbrew samej sobie zgodziła się przyjąć ojca i zaopiekować się nim. Warszawa jakby nie
  93. patrzeć jest stolicą, a więc w porównaniu do toruńskiej wsi posiada na pewno dużo lepszą służbę
  94. zdrowia, a co za tym idzie, oferuje dużo lepsze możliwości rehabilitacji.
  95. Mimo wszystko nie rozumiałem dalej decyzji matki. Czy nie chciała upaść niżej od ojca, odmawiając
  96. mu pomocy? A może nie chciała nienawidzić się bardziej niż nienawidzi jego?
  97. Nie wiem – wiem za to, że jej decyzja, mimo iż kierowana pozytywnymi pobudkami, okazała się
  98. jednym wielkim błędem.
  99. Legowisko
  100. Wprowadzenie się dziadka wymusiło na naszej rodzinie zasadnicze zmiany w
  101. dotychczasowym „podziale” mieszkania. Nowy lokator zamieszkał w salonie, gdzie miał spać na
  102. rozkładanej kanapie, na której niegdyś nocowała mama. Ona z kolei musiała przenieść się do pokoju
  103. Niki, bo spanie w jednym pomieszczeniu z córką było mniej krępujące niż spanie z dorastającym
  104. synem. Nasza kotka, Kasia, która miała specjalnie przygotowane legowisko w salonie po kilku dniach
  105. przeniosła się do mnie – a powodem był oczywiście Filemon.
  106. Zacznijmy od tego, że kanapa, która miała służyć za łóżko, stała się miejscem wegetacji
  107. dziadka. Leżał na niej całymi dniami, z przerwami na wizyty w łazience lub posiłki (spożywane w
  108. pozycji siedzącej, dalej na kanapie).
  109. Mimo tego, że panowało akurat kalendarzowe lato i był środek wakacji, dziadek zabraniał otwierania
  110. w pokoju okien, żeby czasem go nie przewiało. Leżał tak więc podczas upałów, pocąc się jak świnia i
  111. całkowicie zasmradzając pomieszczenie. Biedna Kasia nie wytrzymała tego długo – w końcu zabrałem
  112. jej kojec do swojego pokoju.
  113. W pewnym momencie Nika nie wytrzymała – poszła do salonu gdy dziadek spał (a spał przez
  114. większość dnia), otworzyła na oścież wszystkie okna i wyszła. Mieliśmy nadzieję, że smród uleci, nie
  115. zostawiwszy po sobie żadnych „śladów”, choć już wtedy byliśmy pewni, że kanapę będziemy musieli
  116. wymienić na nową zaraz po tym, jak Filemon wreszcie się wyniesie.
  117. Godzinę-dwie później usłyszeliśmy nagle krzyki dziadka - najgorsze możliwe wyzwiska i przekleństwa.
  118. Mężczyzna mocno seplenił, ale mimo to i my, i zapewne wszyscy nasi sąsiedzi zrozumieliśmy o co mu
  119. chodzi.
  120. - Kurwo! Jebana w cipę, kurwa! Okna, okna! Zamknij te pierdolone okna bo zi mno! Chcesz mnie
  121. zabić, ty pierdolony wężu?!
  122. Matka dosłownie wbiegła do pokoju i ujrzała dziadka, który próbował wstać z łóżka żeby zamknąć
  123. okna. Podniesienie się z pozycji leżącej i wejście na wózek inwalidzki (zaparkowany tuż przy kanapie,
  124. zabezpieczony hamulcami) zajmowało mu z reguły kilka minut, a i to z czyjąś pomocą, lecz teraz pryk
  125. telepał się jak ryba, w kompletnym amoku.
  126. - Ty cipo, chcesz mnie zabić!
  127. Mama pobiegła w stronę okien i zaczęła je zamykać, w tym samym czasie dziadek próbował wejść na
  128. wózek inwalidzki. Ja i Nika staliśmy w korytarzu, bojąc się zbliżyć do szalonego i nieobliczanego
  129. starca.
  130. Filemon chwycił sprawną ręką wózek i zapewne chciał na niego wpełznąć, ale nie zachował
  131. równowagi i ułamek sekundy później poleciał twarzą ku podłodze.
  132. - Kurw... - Urwał, gdy trafił w podłogę. Matka zamknęła ostatnie okno i pobiegła do niego, rozmazując
  133. łzami makijaż. Dziad przy jej pomocy wrócił na kanapę, gdzie z wyrazem oburzenia zaczął udzielać jej
  134. reprymendy z co drugim wulgarnym słowem.
  135.  
  136. Kąpiel
  137.  
  138. Jak już wspomniałem, wchodzenie i schodzenie z wózka inwalidzkiego zabierało dziadkowi
  139. sporo czasu, a także naszego wysiłku. Jako jedyny mężczyzna w domu (bo tej starej gnidy jako
  140. mężczyzny nie liczyłem), pomagałem przy tych czynnościach na tyle, na ile było to możliwe.
  141. Mama należała do filigranowych osóbek i nie mógłbym spokojnie patrzeć jak próbuje udźwignąć
  142. opasłego starca.
  143. Na nasze szczęście, wizyty dziadka w toalecie odbywały się średnio dwa razy dziennie, a więc niezbyt
  144. często. Z siadaniem na muszli klozetowej nie miał większych problemów, bo miała taką samą
  145. wysokość jak siedzisko jego fotela, ale poważny kłopot stanowiły kąpiele.
  146. Te również nie były częste, bo dziadek należał do obrzydliwców, którzy kąpią się tylko od święta, ale
  147. po kilku dniach wegetacji na kanapie, przy zamkniętych oknach i upale za nimi, smród zaczął stawać
  148. się dokuczliwy dla nas. Poza potem wyczuwało się w salonie nutkę szczyn, niepodtartej dupy i
  149. charakterystyczny zapach starych ludzi.
  150. Jako że mama była kompletnym przeciwieństwem swojego ojca, nie mogła znieść smrodu we
  151. własnym domu. Zarządziła więc kąpiel, ku ogromnej złości Filemona.
  152. - Nigdzie nie pójdę, dobrze mi tu kurwa!
  153. - Idziemy się wykapać, nie będziesz zasmradzał mi salonu.
  154. - To wyczyścisz jak będzie trzeba, nie idę.
  155. Podszedłem bez słowa i wyrwałem dziadkowi pilot telewizora z dłoni.
  156. - Oddawaj to, ty pierdolony...
  157. - Zamknij się! – Ryknęła mama. Podziałało. Dziad spojrzał na mnie wściekły, ale zrozumiał, że
  158. przegrał. Wegetacja w salonie bez telewizora włączonego 24/7 byłaby nudna, a kąpiel dawała mu
  159. szansę na zatrzymanie pilota i kontynuowanie seansów.
  160. Razem z mamą podnieśliśmy mężczyznę, usadziliśmy go na wózku inwalidzkim, a potem
  161. zaprowadziliśmy do łazienki. Z naszą pomocą wszedł do wanny – nie musieliśmy go nawet rozbierać,
  162. bo i tak całe dnie spędzał w samych majtkach. Tych samych od kilku dób.
  163. Nie chciałem być świadkiem ich zdjęcia, więc umyłem szybko dłonie, bo po kontakcie z dziadkiem
  164. czułem się wręcz splugawiony i wyszedłem z łazienki.
  165. Filemon zakończył kąpiel mniej więcej godzinę później. Usłyszałem jego głos dobiegający z
  166. łazienki:
  167. - Ty! Cho no tu! Pomóż mi!
  168. Mama po raz n-ty próbowała mu wytłumaczyć, że jej dzieci mają imiona, gdy ja wszedłem do
  169. pomieszczenia.
  170. - Potrzebujesz pomocy? – Zapytałem się kobiety, nawet nie patrząc na dziadka.
  171. - No, sama nie dam rady usadzić go na wózku.
  172. Razem spróbowaliśmy więc podnieść dziadka, który ślizgał się po dnie wanny jak kostka mydła i nie
  173. był w stanie zachować równowagi. Był kompletnie nagi, więc wpatrywałem się w sufit, czując, że
  174. gdybym opuścił wzrok, zwymiotowałbym momentalnie.
  175. Gdy dziadek znajdował się już za krawędzią wanny, poślizgnął się i z krzykiem runął na mnie i Izę. Cała
  176. podłoga w łazience była mokra, więc i ja straciłem równowagę. Filemon puścił moje ramię i niczym
  177. żmija wystrzelił w kierunku mamy, którą uchwycił za włosy i pociągnął za sobą.
  178. Kolejny krzyk – tym razem kobiecy. Chwilę potem głuchy odgłos upadku.
  179. Oprzytomnienie zajęło mi nie więcej niż sekundę – omiotłem wzrokiem łazienkę, całą zalaną wodą, a
  180. potem rzuciłem się na pomoc mamie, która pod nienaturalnym kątem leżała na podłodze, próbując
  181. wstać. Ująłem ją w talii i podniosłem do pozycji stojącej.
  182. Potem odwróciłem się w kierunku dziadka, który głośno przeklinając, próbował wejść na wózek.
  183. Jedna jego noga wciąż znajdowała się w wannie, druga próbowała odepchnąć ciało do przodu, w
  184. stronę wózka. Przyrodzenie wisiało mu niczym... Sam nie wiem co. W zdrowej jego dłoni zauważyłem
  185. garść długich brązowych włosów.
  186. Do pomieszczenia wbiegła Nika, zakrywając usta dłońmi na widok nagiego Filemona i naszej dwójki,
  187. mokrej jakbyśmy sami przed chwilą odbyli kąpiel.
  188. - Kurwy! Pizdy jebane! – Warczał dziadek. Zignorowaliśmy go i wyszliśmy.
  189.  
  190. Zmiany
  191.  
  192. Po incydencie w łazience, mama obrała sobie za cel doprowadzenie dziadka do stanu, w
  193. którym mógłby się poruszać bez naszej pomocy. Razem z siostrą poszperaliśmy trochę w internecie i
  194. znaleźliśmy proste ćwiczenia dla osób po udarze, dzięki którym było możliwe postawienie pacjenta na
  195. nogi. Chcieliśmy, by był w stanie żyć samodzielnie, bez nas. A raczej my bez niego.
  196. Być może kierowana strachem przed podobną sytuacją w przyszłości, a być może zwykła wygodą,
  197. mama dzień po feralnej kąpieli odwiedziła pobliski salon fryzjerski i wróciła do domu obcięta na
  198. krótko - mogę się założyć, że zrobiła to po to, by dziad nie był w stanie chwycić jej za włosy po raz
  199. drugi. Nie wyobrażam sobie nawet jak bolesne i upokarzające zarazem to było.
  200. Tak też rozpoczęły się zmiany w naszym domu.
  201. Niedługo potem Iza załatwiła dziadkowi rehabilitację w okolicznym ośrodku zdrowia, gdzie
  202. miał zacząć uczęszczać na regularne wizyty z fizjoterapeutą.
  203. Poza oczywistymi superlatywami płynącymi z terapii, dla nas miała być to okazja do przewietrzenia
  204. mieszkania i zabrania się za czyszczenie salonu, w którym obecnie nie dało się przebywać.
  205. Był to koniec pierwszego lub początek drugiego tygodnia Filemona z nami.
  206. Kilka pierwszych wizyt w ośrodku zdrowia dziadek odbył na wózku inwalidzkim – później jego
  207. stan polepszył się na tyle, że był w stanie chodzić o kuli. Cóż, „chodzić” to może zbyt dużo
  208. powiedziane – był w stanie przejść kilka metrów, co i tak było niezłym wynikiem. Przystąpienie do
  209. rehabilitacji zaraz po udarze dobrze rokowało na przyszłość – pierwsze miesiące to okres
  210. podwyższonego ryzyka, ale również okazja do odrobienia tak wielu strat jak to możliwe. To z kolei
  211. dawało nam nadzieję, że już wkrótce dziadek opuści nasze życia i wszystko wróci do normy.
  212. Gdy nadeszła jesień i rozpoczęły się bardziej deszczowe dni, zamiast spacerków (ach, to warszawskie
  213. świeże powietrze...) mama zaczęła podwozić Filemona na rehabilitację samochodem. Wyglądało to
  214. następująco: pakujemy dziadka na wózek, wywozimy go na klatkę schodową, gdzie staje na własnych
  215. nogach i w asyście mamy schodzi na dół; ja w tym czasie zabieram wózek na dół, czekam na
  216. schodzącą dwójkę, ponownie sadzamy dziadka na wózku, jedziemy do samochodu, przesadzamy go
  217. na fotel pasażera, ja z kolei wsiadam ze złożonym wózkiem od strony kierowcy (trzydrzwiowy Focus
  218. II, świetny dla trzyosobowej rodziny bez kuli u nogi w postaci zapijaczonego starca po udarze), mama
  219. siada za kółkiem, jedziemy... A pod ośrodkiem powtarzamy cyrk z wchodzeniem, wychodzeniem i
  220. przesiadaniem się na wózek.
  221. Dziadek ewidentnie nadużywał naszej pomocy i najzwyczajniej w świecie nie chciał być samodzielny –
  222. raz czy dwa rzeczywiście mógł nie radzić sobie z poruszaniem się o samej kuli, ale później wózek był
  223. mu kompletnie niepotrzebny, co nawet nieopatrznie okazywał czasami w domu. Gdy jednak
  224. przychodziło co do czego i zbliżała się wizyta w przychodni, nagle tracił wszystkie siły i nie mógł
  225. podnieść się choćby z kanapy bez czyjejś pomocy.
  226. Wtedy też ja i Nika wróciliśmy do szkół – ja właśnie rozpoczynałem naukę w liceum, a siostra
  227. miała nade mną rok przewagi. Nie byliśmy w stanie pilnować dziadka non stop, więc z reguł y od
  228. ósmej do szesnastej siedział kompletnie sam w domu.
  229. Wtedy też zaczęły się inby w jego głowie...
  230.  
  231. Filemon sam w domu
  232.  
  233. Otworzyłem drzwi i puściłem mamę przodem. Pracowała jako nauczycielka, a tego dnia
  234. kończyliśmy lekcje o podobnej godzinie, więc mogła podwieźć mnie do domu.
  235. Było cicho, co stanowiło powód do niepokoju. Przyzwyczailiśmy się już, że dziadek oglądał telewizor
  236. rozpuszczony na pełny regulator, dzień w dzień, od rana do nocy.
  237. Wrzuciłem plecak do pokoju, po czym za Izą udałem się w stronę salonu, chcąc sprawdzić, czy z
  238. dziadkiem wszystko w porządku. Prawie wpadłem na kobietę, gdy ta stanęła jak wryta,
  239. wytrzeszczonymi oczyma oglądając bałagan w pokoju.
  240. - O chuj... - Wyrwało mi się pod nosem. Mama nawet nie zwróciła na to uwagi, chociaż w normalnym
  241. wypadku na pewno by mnie skarciła.
  242. Wszystkie szafki w salonie były otwarte na oścież, a ich zawartość wyrzucona na podłogę. Dziadek
  243. leżał zawinięty kocem na kanapie.
  244. - Co tu się dzieje?! – Krzyknęła matka i zaczęła zbierać z ziemi swoją bieliznę. Miałem jej pomóc, ale
  245. szybko zdałem sobie sprawę, że byłoby to wielce krępujące dla nas obojga. Odwróciłem więc wzrok w
  246. stronę dziadka, nie zaprzątając sobie głowy walającymi się wszędzie stanikami, majtkami i kto wie
  247. czym jeszcze.
  248. - Co, co?! – Odburknął dziadek spod koca.
  249. - Dlaczego wyrzuciłeś wszystko z szafek?!
  250. - Nic nie wyrzucałem!
  251. - To co, samo się wyrzuciło?!
  252. - Mówię kurwa, że nic nie wyrzucałem!
  253. - Byłeś tu sam przez pół dnia! Po co wyrzucałeś moje rzeczy z szafek?!
  254. - Nie, nie, nie! – Wykrzyczał niczym małe dziecko starzec.
  255. Matka wrzuciła część swoich rzeczy do pierwszej lepszej szuflady i podeszła wściekła do przykrytego
  256. dziadka. Szybkim ruchem ręki zerwała z niego koc i po raz drugi tego dnia stanęła jak wryta.
  257. Dziadek leżał w pozycji embrionalnej, ubrany w fioletowe rajstopy należące do Izy. Patrzeliśmy na
  258. niego osłupiali, kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
  259. - Oddaj mi kocyk! – Ryknął Filemon i spróbował wyrwać okrycie z dłoni córki. Ta jednak zrobiła szybki
  260. i zdecydowany krok w tył.
  261. - Zdejmuj... Moje... Rajstopy... Ale już. – Mówiła powoli, pełnym wściekłości głosem, koncentrując się
  262. na każdym słowie.
  263. - Zimno!
  264. - Zdejmuj moje...
  265. - Gówno! – Przerwał jej dziadek, podnosząc się do pozycji siedzącej i ponownie bezskutecznie
  266. próbując wyrwać jej koc. – A majtki jak dziwka masz!
  267. Kłótnia trwała jeszcze kilka minut i niczego nie zmieniła. Mama nie odzyskała rajstop, a dziadek nie
  268. odzyskał koca.
  269. Filemon sam w domu, część II
  270. Na tyle na ile było to możliwe, staraliśmy się nie zostawiać dziadka samego w domu.
  271. Wychodziliśmy jak najpóźniej i wracaliśmy jak najszybciej, ale wciąż w najlepszym wypadku przez
  272. sześć godzin dziad siedział kompletnie sam, a my nie mieliśmy możliwości rozwiązania tego
  273. problemu.
  274. Wynajęcie pielęgniarki czy jakiejkolwiek opiekunki nie wchodziło w grę – pensja nauczycielki by tego
  275. nie wytrzymała, a wykorzystywanie pieniędzy z funduszu rezerwowego, czyli oszczędności na czarną
  276. godzinę nie było tego warte. Szaleństwa dziadka były irytujące, ale nie mogły umywać się do
  277. pilniejszych wydatków, na przykład związanych z edukacją moją i Weroniki.
  278. Tego jesiennego dnia wróciłem do domu i moje nozdrza momentalnie uderzyła słaba woń
  279. spalenizny. Wziąłem jeszcze jeden wdech dla pewności, po czym zacząłem szukać źródła zapachu.
  280. Niczym pies gończy niuchałem i parłem do przodu – w stronę drzwi łazienkowych. Przy okazji
  281. sprawdziłem co z dziadkiem – pryk spał na kanapie (tym razem nie w rajstopach mamy), głośno
  282. chrapiąc.
  283. Odwróciłem się i wszedłem do łazienki. Tam zapach był zdecydowanie wyraźniejszy, ale nie
  284. wiedziałem skąd się wziął. Dokładnie obwąchałem gniazdka elektryczne, zajrzałem do szafki, gdzie
  285. znajdowały się wszelakie suszarki, golarki, lokówki i prostownice, ale wciąż nic.
  286. Na koniec sprawdziłem jeszcze wywietrznik w ścianie – również bez skutku. Wyszedłem z
  287. pomieszczenia i zapomniałem o swądzie na kilka najbliższych godzin.
  288. Iza wróciła późnym popołudniem – już po przestąpieniu przez próg zapytała się mnie głośno:
  289. - Kuba, co to za zapach? Przypaliłeś coś?
  290. Wyszedłem z pokoju, mówiąc jej, że nic nie robiłem, ale smród był już w mieszkaniu kiedy wróciłem.
  291. Poszliśmy więc do dziadka.
  292. - Paliłeś coś w domu? – Zapytała matka dziadka, gdy byliśmy już w salonie.
  293. - Nie.
  294. Kobieta wzięła wdech i zmrużyła oczy. Nachyliła się nad dziadkiem.
  295. - Co paliłeś?! – Syknęła groźnie.
  296. - Nie, nie, nic nie paliłem.
  297. - Śmierdzisz... - Przerwała wypowiedź głośnym wdechem. – Opalałeś sobie włosy?!
  298. Podszedłem bliżej i zauważyłem, że rzeczywiście, włosy na głowie dziadka są nierówne, a w
  299. niektórych miejscach nie ma ich praktycznie w ogóle.
  300. - Co za idiota! – Wtrąciłem się.
  301. - Zamknij się, gówniarzu!
  302. - Cicho bądź, nawet nie próbuj się odzywać. – Mama była na granicy rozstroju nerwowego. Jeszcze
  303. chwilę wpatrywała się w Filemona, jakby nie wierząc jak głupi człowiek może być. Potem dodała:
  304. - W nosie też? Oszalałeś do reszty?!
  305. Dwie kępy siwych włosów wystających wcześniej z nosa dziadka zniknęły. Pokiwałem z
  306. niedowierzaniem głową. Zauważyłem jednak, że pojedyncze włoski rosnące na grzbiecie nosa nie
  307. zniknęły. Co za idiota.
  308.  
  309. Włosy z cipy
  310.  
  311. Mieszkanie pod jednym dachem z dwoma kobietami nie należy do łatwych, gdy w domu jest
  312. tylko jedna łazienka. Dodajmy do tego dziadka świra, który jeśli już korzystał z tego pomieszczenia, to
  313. siedział tam przez pół godziny, czasami nawet więcej.
  314. Tego dnia mama szykowała się do wyjścia na miasto – umówiła się na randkę, a raczej „spotkanie ze
  315. znajomymi”, jak sama to nazywała. Ja i Nika wiedzieliśmy jednak jak jest naprawdę.
  316. - Wyjdź, bo muszę się wysrać! – Krzyknął dziadek z salonu. Jak zwykle wegetował na kanapie.
  317. Brak odpowiedzi – od jakiegoś czas cała nasza trójka ignorowała Filemona, gdy tylko był wulgarny.
  318. - Bo się zesram pod siebie!
  319. - Tylko byś spróbował. – Mama wychyliła głowę zza drzwi łazienkowych. – Pytałam się dziesięć minut
  320. temu, czy ktoś chce skorzystać.
  321. - Bo wtedy mi się nie chciało!
  322. - Poczekasz. – Zamknęła się z powrotem.
  323. Po kilku minutach ciszy, dziadek znowu zaczął się niecierpliwić. Wstał z kanapy i poszedł do korytarza.
  324. - Ja muszę!
  325. - Odejdź... Aaa! – Mama krzyknęła, gdy Filemon otworzył drzwi. Usłyszałem szybkie kroki, trzask drzwi
  326. i odgłos przekręcanego zamka.
  327. - Kurwa mać! Mnie się srać chce a ty co, cipę sobie tam golisz?!
  328. - Dziadku, zostaw mamę w spokoju! – Wtrąciła się Nika, stając między drzwiami łazienki a
  329. Filemonem.
  330. - A ty się gówniaro nie wtrącaj! – Dziad machnął ręką i poszedł do pokoju, gdzie na powrót położył się
  331. na kanapie. Stękał przez kilka pierwszych minut, ale widząc, że nikogo to nie interesuje, w końcu
  332. przestał.
  333. - Ale jak zdechnę, to włóż mi swoje włosy z cipy do trumny! – Rzucił jeszcze na koniec.
  334.  
  335. Łazienka
  336.  
  337. Dziadek żył i żarł. Wegetował na kanapie w salonie, opuszczając ją tylko na wizyty w łazience
  338. lub rehabilitację w ośrodku zdrowia. To było wszystko.
  339. Jednak nawet to potrafiło do reszty rozbić nasz dotychczasowy plan dnia – bo Filemon zawsze „chciał,
  340. kiedy komuś się chciało”, parafrazując Świat według Kiepskich. Przed jego wprowadzeniem się do
  341. nas, mama wstawała pierwsza i zajmowała łazienkę do czasu, gdy nie wstałem ja i Nika. Jako że ja nie
  342. potrzebowałem czasu na zrobienie sobie makijażu, wchodziłem pierwszy i oporządzałem się w nie
  343. więcej niż dwie-trzy minuty.
  344. Potem dziewczyny ponownie przejmowały pomieszczenie. No, dopóki w domu nie pojawił się
  345. dziadek.
  346. Gdy tylko staruch słyszał dzwoniący budzik Izy, zrywał się z kanapy i momentalnie bie gł do
  347. łazienki, zamykając się z trzaskiem. Później kompletnie zapaskudzał toaletę odchodami – i wierzcie
  348. mi, nie było to zwykłe wypróżnianie się.
  349. Każdy musi załatwić sprawy fizjologiczne, jasne, ale w jego wykonaniu przybierało to kolosalne
  350. rozmiary. Najpierw rozpoczynał się seans „prucia dupy”, czyli głośnych pierdnięć i odgłosów
  351. rzadkiego stolca wpadającego do muszli klozetowej (lub „ustępu”, jak mawiał Filemon), potem
  352. następowała kolejna fala pierdów, a niedługo po nich salwy przekleństw towarzyszących p rocesowi
  353. podcierania.
  354. - Kurwa mać, ujebałem se rękę!
  355. - Ja pierdolę...
  356. - Ale się zesrałem...
  357. - Ten to chyba z tydzień we mnie siedział.
  358. To tylko kilka przykładów jego powiedzeń. Kiedy dziadek kończył swój monolog, zaczął spuszczanie
  359. wody. Jeśli do tej pory ja i Nika nie obudziliśmy się, to właśnie teraz to następowało.
  360. Filemon wypuszczał za jednym podejściem całą wodę ze spłuczki – do samego końca. Nieraz i to mu
  361. nie wystarczało, bo zdarzało się, że gdy wody w spłuczce zabrakło, to wsadzał wąż prysznicowy do
  362. muszli i puszczał wodę. Zazwyczaj ciepłą.
  363. Już po pierwszym razie poważnie naraził się Izie. Kobieta była wściekła i zdegustowana
  364. zarazem, bo oprócz odpierdalania świństw w łazience, dziadek nie przejmował się tym, że budzi mnie
  365. i moją siostrę.
  366. To jednak nie było najgorsze. Najgorszy był nieziemski smród, który wypełniał calutką łazienkę po
  367. porannej wizycie starca. Przypominał odór miejskich szaletów, a czasami był jeszcze gorszy.
  368. Nie mam pojęcia jakim cudem było to możliwe – przed przeprowadzką dziadka nie zdarzyło się
  369. bowiem, by ktoś zesrał się tak, by nie dało się później wejść do pomieszczenia. Chociaż co ja tam
  370. wiem – mieszkałem z dwiema kobietami, dla których defekacja stanowiła tabu i starały się
  371. zamaskować fakt jej istnienia za wszelką cenę. To było życie jak w bajce, które jednego dnia
  372. przemieniło się w koszmar.
  373. Każdego ranka wchodziłem więc do łazienki, targany odruchami wymiotnymi, załatwiałem
  374. szybko swoją potrzebę i uciekałem czym prędzej na śniadanie. Było to niemożliwe do uniknięcia, bo
  375. przecież nie opróżniłbym pęcherza do zlewu w kuchni (o czym innym razem...). Podobnie rzecz miała
  376. się z myciem zębów – ale i na to przyszedł czas...
  377.  
  378. Łazienka, część II
  379.  
  380. Po porannych wizytach dziadka, nasza łazienka wydawała się być poligonem testowym broni
  381. chemicznej. Ćwiczyłem wstrzymywanie oddechu, byle tylko nie musieć wdychać odoru starczych
  382. odchodów. Szybko pojąłem, że wcale nie muszę wykonywać wszystkich czynności kosmetycznych w
  383. toalecie – postanowiłem więc, że zacznę myć zęby i płukać usta w kuchni, a dezodorantu będę używał
  384. u siebie w pokoju.
  385. Gdy jednak otworzyłem szafeczkę z kosmetykami, czekało mnie kolejne zaskoczenie. Pojemnik ze
  386. szczoteczkami do zębów był w innym niż zwykle miejscu, a same szczoteczki powkładane kompletnie
  387. chaotycznie – dwie z czterech były do góry nogami.
  388. Wiedziałem, że nie mogła to być sprawka moja, Niki i mamy. Ta ostatnia była pedantką, więc w życiu
  389. nie narobiłaby takiego bałaganu, a Nika i ja po prostu podporządkowaliśmy się jej zasadom.
  390. Logicznym było, że Kasia – nasza kotka, też nie mogła niczego zrobić.
  391. Sięgnąłem po moją szczoteczkę – jedną z tych odwróconych. Była cała mokra, a na części,
  392. którą wkłada się do ust nie było plastikowej osłonki.
  393. Dziad korzystał z mojej szczoteczki. Kurwa, rozumiem, gdyby wszystkie miały taki sam kolor, ale każdy
  394. z lokatorów miał swoją barwę. Mama miała róż, Nika fiolet, ja błękit, a Filemon żółć. Jak można
  395. pomylić pierdoloną kanarkową szczoteczkę z niebieską? Przecież to są kompletnie przeciwieństwa!
  396. Nie dość, że dziadek mył resztki zębów raz na tydzień, to jeszcze nie potrafił zapamiętać koloru swojej
  397. szczoteczki.
  398. Tego było już za wiele – mama zrobiła pogadankę na temat korzystania z cudzych przyborów
  399. toaletowych, grzebania w tamponach (o czym wcześniej nie wiedziałem) i oczywiście zasmradzaniu
  400. łazienki każdego ranka.
  401. - Ale ja tylko siurkałem... - Bronił się dziadek. Po raz kolejny używał słownictwa przedszkolaka, co
  402. jeszcze bardziej pogłębiło mój wstręt do jego osoby. Mamy najwidoczniej też, bo zaraz potem
  403. wydarła się na niego tak, jak na mnie nigdy.
  404. Zgadnijcie jednak co – to nie był koniec.
  405. Dziadek na jakiś czas przestał korzystać z łazienki wtedy, kiedy dzień miała rozpoczynać reszta
  406. domowników. Od czasu afery ze szczoteczkami zaczął po cichu chodzić za potrzebą w środku nocy,
  407. przy okazji nie spuszczając wody żeby nikogo nie budzić – co było jednym z tematów pogadanki Izy.
  408. Tym razem kiedy rano udawaliśmy się do toalety, witał nas smród starczego, zjełczałego moczu
  409. wypełniającego muszlę klozetową. Mimo kolejnych awantur ze strony matki, Filemon nie zmienił
  410. swoich obrzydliwych przyzwyczajeń.
  411. Nie potrafił pojąć, że niespuszczanie wody równa się odorowi. Zupełnie jak dzikie zwierzę.
  412.  
  413. 40
  414.  
  415. Zbliżała się zima – poza świętami, mikołajkami i nowym rokiem był to również urodzin mamy.
  416. W tym roku kończyła równo czterdzieści lat, co było dosyć sporym wydarzeniem.
  417. Jak co roku, w naszym mieszkanku miało odbyć się przyjęcie – problem w tym, że goście musieli
  418. zebrać się w salonie, który wtedy nie nadawał się już do tego celu.
  419. Ubrania dziadka walały się po podłodze i na wózku inwalidzkim stojącym w kącie (od dawna już przez
  420. niego nieużywanym), rozłożona kanapa była na środku odgnieciona od ciała starca, a całe
  421. pomieszczenie wypełniał odór starości, moczu i kału.
  422. Dziadka wypędziliśmy do kuchni, gdzie siedział opatulony kocem (wiecznie było mu zimno), a
  423. nasza trójka zabrała się za szykowanie salonu do nadchodzącego wydarzenia. Zabrało nam to prawie
  424. pół dnia – najpierw musieliśmy posegregować ubrania Filemona i oddzielić czyste od brudnych,
  425. później te pierwsze powkładać do szafek i szuflad (gdzie nie było już rzeczy mamy – dawno wyniosła
  426. się do pokoju Niki), usunęliśmy walające się śmieci, papierki i opakowania, odkurzyliśmy wszystko
  427. dokładnie, a na koniec przewietrzyliśmy pomieszczenie, mimo panującego na zewnątrz mrozu.
  428. Nie było najgorzej, ale gołym okiem było widać, że nie jest to ten sam salon co kiedyś. Kanapa nawet
  429. w pozycji złożonej posiadała odleżane wgłębienie na środku, a stolik koło niej miał wyraźnie odrapaną
  430. krawędź. Na beżowym dywanie koło kanapy widniały wyraźne plamy – efekt spożywania jedzenia jak
  431. świnia.
  432. Po ciężkich przygotowaniach, nadszedł wielki dzień. Dziadek, jako że nie miał w swoim worku
  433. na śmieci żadnego garnituru, czy nawet koszuli, miał spędzić wieczór w kuchni. Zdecydowaliśmy, że
  434. tak będzie najlepiej, z kilku powodów:
  435. Dziadek był lumpem. Kupienie mu nowych eleganckich ubrań nie sprawiłoby, że zacząłby wyglądać i
  436. zachowywać się normalnie. Strata pieniędzy.
  437. Moje ubrania nie pasowałyby na dziadka – był ode mnie wyższy i miał opasły brzuch (choć teraz
  438. dzięki zdrowej diecie mojej matki nieco już zmalał).
  439. Było wiadome, że jego obecność na przyjęciu byłaby tylko powodem wstydu dla nas wszystkich.
  440. Mama i siostra wystroiły się w swoje najlepsze sukienki, ja zaś przywdziałem garnitur z bierzmowania.
  441. Dziadek siedział w kuchni pod kocem, ubrany w stare dziurawe kalesony, skarpetki i jakąś brudną
  442. koszulkę. Odmówił włożenia czegokolwiek mniej lumpiarskiego.
  443. Pierwsi goście przybyli około dziewiętnastej – koleżanki-nauczycielki z pracy mamy, jej
  444. ówczesny „chłopak”, na koniec również zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Łącznie w salonie zasiadło dziewięć
  445. osób.
  446. Impreza wydawała się dosyć nudna dla mnie i dla Niki, bo byliśmy jedynymi nieletnimi w
  447. pomieszczeniu, ale jakoś się trzymaliśmy – nie chcieliśmy sprawić mamie przykrości, zwłaszcza po
  448. tym co każdego dnia fundował jej Filemon.
  449. W pewnym momencie jednak, gdy goście oglądali w ciszy zdjęcia nowonarodzonego syna jednej z
  450. przyjaciółek Izy, usłyszeliśmy wyraźny dźwięk strumienia wody uderzającego o dno kuchennego
  451. zlewu.
  452. Mama zamarła z chłodnym wyrazem twarzy, po czym wstała i stukając groźnie obcasami szpilek,
  453. ruszyła do kuchni.
  454. - Co on znowu wyprawia? – Zapytała się mnie cicho Weronika, patrząc w kierunku korytarza. Z kuchni
  455. dobiegły mnie ciche warkoty.
  456. - Poczekaj, zobaczę. – Odpowiedziałem jej, siląc się na blady uśmiech. Wiedziałem, że dziadek
  457. odpierdala właśnie jakąś inbę.
  458. Pobiegłem do kuchni i zobaczyłem Filemona stojącego jedną nogą na kuchennym stołku, a drugą
  459. klęczący na blacie mebli, sikając do zlewu. Matka bliska łez próbowała przemówić mu do rozsądku i
  460. ściągnąć go na ziemię.
  461. - Złaź, ty idioto! – Syknąłem.
  462. - Zara, siurkam.
  463. - Siurka. Słyszałeś go? – Zapytała mnie retorycznie mama, śmiejąc się opętańczo.
  464. Dziadek skończył, powolnymi i ślamazarnymi ruchami zszedł z blatu, podciągając sobie przy okazji
  465. kalesony. Na jego kroczu pojawiła się mokra plamka – resztki moczu. Nie przejął się nimi.
  466. 987
  467. Dałem Izie znak żeby nie podchodziła bliżej, po czym podszedłem do dziadka i spojrzałem na niego
  468. wściekle.
  469. - Spróbuj tylko zepsuć mamie jej urodziny... - Warknąłem starcowi w twarz.
  470. - Aaa, bo urodziny masz! – Nagle jakby dostał olśnienia. Podszedł do mojej mamy i zaśmiał się głośno.
  471. Kobieta nie wiedziała jak się zachować – stała w miejscu, jakby zamurowana.
  472. Starzec tą samą ręką, którą minutę wcześniej przytrzymywał swojego zgrzybiałego, obwisłego penisa,
  473. rozczochrał jej misternie przygotowaną fryzurę i życzył wszystkiego najlepszego.
  474. Matka stała tak chwilę, jakby nie docierało do niej co się właśnie stało, po czym bez słowa odwróciła
  475. się i pobiegła do łazienki.
  476. - Już nie żyjesz, stary gnoju. – Powiedziałem z obrzydzeniem do Filemona, po czym poszedłem szybko
  477. po Nikę do salonu.
  478. - Hej. Mogę cię na chwilę prosić? – Zapytałem, szeroko uśmiechnięty. Goście chyba nie
  479. zauważyli, że coś jest nie tak.
  480. - Co jest, Kuba? – Siostry jednak nie oszukałem. Widziałem, że jej źrenice zwęziły się nagle. Czujność.
  481. - Dziadka popierdoliło znowu. – Wytłumaczyłem jej, gdy wyszliśmy z salonu. – Najpierw najszczał do
  482. zlewu, a potem rozczochrał mamie włosy.
  483. - Jak źle jest?
  484. - Nie wiem, nie znam się na tym. Ale to chyba nie problem, co? Przecież wystarczy parę pociągnięć
  485. grzebieniem.
  486. Spojrzała na mnie jakbym był niedorozwinięty, potem westchnęła.
  487. - Dobra, zobaczę co da się zrobić...
  488. Iza i Nika wróciły na przyjęcie po kilkunastu minutach, jakby nie wydarzyło się nic złego.
  489. Przyjęcie zakończyło się przed północą, gdy dziadek od dawna chrapał już w kuchni.
  490. Jako ostatni został ówczesny kochanek mamy, który w końcu mimo protestów kobiety i zachęt ze
  491. strony Weroniki i mojej, zabrał ją na noc do siebie.
  492. Dziadek już dość narozrabiał, więc pomyśleliśmy, że niech się Iza trochę zabawi. My za to niechętnie
  493. wzięliśmy się za sprzątanie – ktoś musiał to zrobić, a starzec prędzej zgniłby w brudzie niż cokolwiek
  494. uprzątnął.
  495.  
  496. Niezwykłe przygody kotki Kasi
  497.  
  498. Kasia, nasza domowa kotka nie miała łatwego życia, gdy wprowadził się dziadek. Jak
  499. wspomniałem na początku historii, już w pierwszych dniach musiała się ona przenieść do mojego
  500. pokoju, gdzie mieliśmy nadzieję, że będzie miała spokój. Tak jednak nie było.
  501. Podczas jednego z jesiennych dni, kiedy to Filemon został sam w domu, przypadkiem (?)
  502. nadepnął na kuwetę Kasi, stojącą w łazience. Było to bardzo niepokojące, bo przedmiot był położony
  503. w kącie, nikomu nie wadząc. Plastik pękł, część kociego żwirku wysypała się na posadzkę. Dziadek nie
  504. zaprzątał sobie tym głowy i później próbował nam wmówić, że to Kasia musiała nabroić. Nie
  505. uwierzyliśmy, to jasne, a kuwetę zastąpiliśmy nową – potem zapomnieliśmy o całej sprawie.
  506. Drugi raz nie przeszedł jednak bez echa. Była to wigilia, czyli prawie dwa tygodnie po
  507. nieszczęsnych urodzinach mamy, które zepsuł Filemon. Starzec ubrał się w swoje odświętne
  508. (niedziurawe) dresy i w kuchni przygotowaliśmy mu stanowisko do jedzenia, bo wierzcie mi na s łowo,
  509. nie dało się z nim usiedzieć przy jednym stole. Siorbał, chlapał, rozlewał, jadł rękoma, a przy tym
  510. głośno przeklinał.
  511. Nawet siedząc w salonie słyszeliśmy wydawane przez niego odgłosy, co skutecznie odbierało nam
  512. apetyt. Dziad w pewnym momencie przestał i poszedł do łazienki. Odgłos wypróżnienia. Nika z
  513. wyrzutem odłożyła widelec z nabitym kawałkiem karpia. Przekleństwa przy podcieraniu. Mama
  514. nerwowo napiła się soku, starając zachować spokój. A potem nagły trzask plastiku, kolejna fala
  515. przekleństw i krzyków dziadka.
  516. - Kurrrwaaa! Co za skurwysyn postawił tu to pudełeczko?! Kurwa w cipę! Pierdolony kot!
  517. Dziadek zaczął wściekle uderzać kuwetą o podłogę, rozsypując wokoło żwirek i niszcząc toaletę Kasi.
  518. Matka wstała od stołu i podreptała uspokoić idiotę.
  519. - To już kurwa drugi raz. – Powiedziała oschle Weronika.
  520. - Uwziął się na tą kuwetę czy co? – Zapytałem. Pokiwała głową bardziej z zażenowania zachowaniem
  521. starca niż w odpowiedzi.
  522. Sklepy w święta były zamknięte, a nikt z nas nie pomyślał żeby kupować zapasową kuwetę na
  523. wypadek, gdyby Filemonowi coś odjebało we łbie.
  524. Kuweta nie nadawała się już do użytku – choćby prowizorycznego. Była połamana na tuzin
  525. części, więc musieliśmy ustawić Kasi jakąś starą formę do ciasta, do której nasypaliśmy żwirku.
  526. Drugiego dnia świąt dziadek ponownie wdepnął w tą „kuwetę” i rozsypał jej zawartość po całej
  527. łazience.
  528. Filemon w ogóle obrał sobie biedną Kasię na celownik – gdy ta przechodziła przez salon,
  529. rzucał w nią czymkolwiek miał pod ręką – z reguły klapkami. Gdy mijali się w korytarzu, kopał ją bez
  530. powodu. Gdy nikt nie patrzył, po cichu zamykał drzwi łazienki tak, by kotka nie mogła wejść do środka
  531. i skorzystać z kuwety. I w końcu niby przypadkiem przewracał jej miseczkę stojącą w kuchni, przy
  532. ścianie.
  533. Kasia szybko nauczyła się omijać idiotę, ale dziadek nie ustępował – w końcu zaczął śledzić każdy jej
  534. krok, przy okazji mówiąc do siebie. Wtedy właśnie naprawdę uciążliwe stało się całe to gadanie do
  535. siebie. Wcześniej zdarzało się, że Filemon coś tam przeklinał pod nosem, ale teraz zaczął już
  536. dyskutować pełnymi zdaniami, śmiać się bez powodu, witać się i żegnać – nierzadko w środku nocy.
  537. Mama pewnego dnia nie wytrzymała się i poszła do salonu.
  538. - Z kim ty ciągle rozmawiasz?!
  539. - Z kotem.
  540. Kasia była akurat w kuchni.
  541. - Tu nie ma Kasi.
  542. - Jest tu. Dzień dobry dzień dobry.
  543. - Co?!
  544. - Nic nie mówiłem.
  545. - Witałeś się z kimś.
  546. - Patrz, kot! – Wskazał mamie na balkonowe drzwi, gdzie oczywiście niczego nie było. – Kszy, kszy!
  547.  
  548. Prawda wychodzi na jaw
  549.  
  550. Raz na jakiś czas mama jeździła z dziadkiem do szpitala, gdzie przechodził on okresowe
  551. badania, a neurolog ustalał jakie leki będzie pobierał. Było ich sporo, zwłaszcza na samym początku
  552. jego pobytu w naszym domu. To jednak nie jest aż tak bardzo istotne.
  553. Ważniejszym wydarzeniem w całej tej szopce okazała się wizyta u neurologa, który przeprowadził
  554. rentgen mózgu dziadka i później oszacował jakie udar rzeczywiście wprowadził zmiany w jego
  555. funkcjonowaniu.
  556. Spodziewałem się złych rezultatów – w końcu Filemon przez pierwszych kilka tygodni poruszał się
  557. wyłącznie na wózku inwalidzkim, co miało tragiczne wręcz skutki w postaci obić na rogach ścian,
  558. śladach czarnej gumy na panelach podłogowych no i oczywiście wyrwanej kępie włosów mamy.
  559. Okazało się jednak, że sam udar był... Niewielki. Obumarł jedynie mały fragment mózgu dziadka,
  560. jednak zgodnie z tym, co później przekazała mi matka (bo nie byłem obecny podczas rozmowy z
  561. lekarzem), alkohol wywołał u dziadka przeogromne szkody i to on przyczynił się do jego szaleństwa,
  562. choć oczywiście słowo to nie padło ani razu z ust lekarza.
  563. Nikt nie wiedział, czy całe te rozmowy z samym sobą, ogólna głupota, wulgarność i brak
  564. jakiejkolwiek kultury miały coś wspólnego z udarem. Gdybym miał obstawiać, to powiedziałbym, że
  565. wszystko to występowało u dziadka już wcześniej – był chamem z krwi i kości, a udar wydawał się być
  566. idealną okazją do usprawiedliwienia swojego zachowania i być może wzbudzenia w innych litości.
  567. Ja i Nika dowiedzieliśmy się o tym wszystkim jeszcze tego samego dnia. Dziadek miał problemy z
  568. wymową (ponieważ jedną stronę ust rzeczywiście miał sparaliżowaną), na pewno również utracił
  569. kontrolę nad lewą ręką i nogą, ale jego stan psychiczny był inną stroną medalu.
  570. Na tym polu oszukiwał nas od samego początku, tylko udając głupiego. W rzeczywistości rozumiał aż
  571. zbyt wiele i sukcesywnie realizował swój plan. Dziad jednak nie wiedział, że my to wiemy.
  572.  
  573. Spacery
  574.  
  575. Gdy przyszła wiosna, mama zaczęła wysyłać dziadka na spacery po okolicy. Miało mu to
  576. pomóc w odzyskaniu formy, bo pomimo regularnych jesiennych treningów, wciąż mocno utykał,
  577. seplenił i nie miał należytej koordynacji ruchów.
  578. Nie ukrywajmy też, że jego nieobecność działała na naszą korzyść – mogliśmy wreszcie odpocząć od
  579. ciągłego chamstwa, pierdnięć, beknięć, gadania do siebie, zajmowania łazienki i prześladowania Kasi.
  580. Filemon łaził godzinami po Polu Mokotowskim, a przynajmniej z tego co było wiadome nam.
  581. W praktyce nie byliśmy pewni, czy w ogóle dociera do jakichkolwiek terenów zielonych, bo po
  582. pewnym czasie mama zaczęła zauważać, że z jej portfela drobniaki jakby ubywają. I rzeczywiście, gdy
  583. tylko przeniosła portfel i kluczyki z szafeczki stojącej w korytarzu do sypialni Niki, dziadek
  584. momentalnie spochmurniał i wydawał się bardziej markotny niż zwykle. Po kilku dniach zaniechał
  585. wychodzenia na spacery, idąc tokiem rozumowania małego dziecka – „zrobię mamie na złość i się
  586. rozchoruję”.
  587. Nasiliły się nocne wizyty w łazience i ciągłe gadanie do siebie. Do dziś nie wiem, czy było to świadome
  588. działanie na złość, czy może rzeczywiście brak wizyt na świeżym powietrzu szkodził dziadkowi aż tak
  589. bardzo. Raczej to pierwsze.
  590. Mama w końcu nie wytrzymała i poszła do salonu, gdzie jak zawsze, Filemon wylegiwał się na kanapie
  591. – teraz już brudnej, śmierdzącej i zapadłej.
  592. - Musisz wychodzić na spacery. – Powiedziała mu stanowczo.
  593. - Nie, bo... Zimno!
  594. - Zbieraj się, nie możesz leżeć całymi dniami, musisz ćwiczyć.
  595. - Czukut mi się zrobił.
  596. Kobieta stała w miejscu rozwścieczona, przypominając posąg. W końcu przez zęby zapytała:
  597. - Co ci się zrobiło?
  598. - Czukut.
  599. - Dosyć tego. Zbieraj się i jazda na spacer!
  600. Dziadek krzyknął ze strachu, gdy matka wybuchła. Wprawiło ją to w jeszcze większą złość. Mnie
  601. zresztą też.
  602. Dziad zaczął płakać. Iza dotknęła dłońmi skroni i zamknęła oczy, starając się opanować nagłą falę
  603. wściekłości.
  604. - Daję ci pięć minut na ubranie się. Potem dzwonię po pogotowie neurologiczne – zabiorą cię do
  605. szpitala i przebadają.
  606. - Chwila, kurwa, skarpy sobie włożę.
  607. - Co włożysz?!
  608. - No te, skarpetki!
  609. Matka wypuściła powietrze ustami i wyszła z pokoju, czerwona ze złości.
  610. Dziadek pięć minut później stał już w korytarzu i otwierał drzwi. Mama przyszła żeby go
  611. „pożegnać” i przekręcić zamek.
  612. - Jesteś za nerwowa. Powinnaś sobie Kaśkę częściej robić. – Zaśmiał się. Ni chuja nie wiedziałem czym
  613. miałoby być „robienie Kaśki” – strzelam, że chodziło o palcówkę, ale głowy nie dam. Kto by zrozumiał
  614. bełkot zapijaczonego starca?
  615. Iza podeszła do drzwi, czekając tylko, aż dziad wyjdzie na klatkę schodową.
  616. - Powinnaś się częściej dupczyć! – Krzyknął Filemon i uciekł.
  617.  
  618. Spacery, część II
  619.  
  620. Kiedy dziadka nie było w domu, mogliśmy wreszcie należycie odpocząć. Rozkoszować się
  621. normalnością. Poczuć się tak, jak niecały rok wcześniej, zanim na nasze plecy zwalił się Filemon i jego
  622. inby.
  623. Z reguły gdy łapaliśmy przysłowiowy oddech i zapominaliśmy o codziennych torturach, dziad
  624. powracał, przerywając błogą ciszę. Zaczynało się jeszcze na klatce schodowej – jako że mój pokój
  625. znajdował się najbliżej drzwi wejściowych mieszkania, słyszałem charakterystyczne głośne
  626. chrząknięcia wydawane przez dziadka. Nikt inny nie darł się na klatce, tylko on jeden.
  627. Czasami również kichał, a właściwie krzyczał, bo chyba wyuczenie się kulturalniejszego „a psik!” albo
  628. zasłanianie ust rękoma przerastało jego możliwości.
  629. Potem następowała próba otwarcia drzwi – choć mieszkał już z nami prawie rok, nie nauczył się, że
  630. drzwi wejściowe zamykamy na zamek, a nie zostawiamy je otwarte jak w oborze. Nigdy nie pukał,
  631. nigdy nie dzwonił – po prostu ruszał klamką i czekał, aż ktoś go wpuści.
  632. - Co tak długo? – Zapytał się mnie, gdy przekręciłem zamek i bez słowa wróciłem do pokoju. Nie
  633. rozmawiałem z dziadkiem o ile nie było to absolutnie konieczne.
  634. - Jestem! – Zaryczał, żeby oznajmić dziewczynom, że zaczyna się kolejna sesja horroru. Coś jednak
  635. było nie tak – usłyszałem jakąś różnicę w jego głosie, jakby był bardziej gardłowy i sepleniący.
  636. Dziadek zdjął buty i kurtkę, rzucił je w kąt i poszedł do salonu, gdzie zaległ na kanapie i zaczął zrzucać
  637. z siebie resztę ubrań. Jak zwykle, rozrzucił je po całym pomieszczeniu.
  638. - Złóż te ubrania tak jak się należy. – Powiedziała mu Iza.
  639. - Po co, i tak je kiedyś podniosę!
  640. Kobieta stała chwilę, wpatrując się w jego zachowanie. Podświadomie czułem, że ona też czuje, że
  641. coś jest nie tak. Filemon pokracznymi ruchami zdjął spodnie i odrzucił je na bok. Starcze obrzydliwe
  642. jądra wystawały mu z nogawki majtek.
  643. - Schowaj to, do licha! – Oburzyła się zniesmaczona matka.
  644. - Co?
  645. - Popraw sobie majtki!
  646. Dziadek zabrał się do chowania widocznych części jego przyrodzenia, w ogóle nie zawstydzony. Jego
  647. ruchy były sztywniejsze niż zwykle. Poza tym był bordowy na twarzy – miał widocznie podwyższone
  648. ciśnienie.
  649. - Piłeś coś? – Zapytała podejrzliwie Iza.
  650. - Nie!
  651. - Piłeś. Ty idioto, przeżyłeś udar! Jak teraz będziesz chlał, to drugi raz ci się nie uda!
  652. - A weź spierdalaj stąd!
  653. - Pamiętaj, że to jest mój dom. Jesteś tu tylko gościem, nikim więcej.
  654. - Jesteś dla mnie gównem!
  655. Mama podeszła do stolika, zabrała z niego pilota od telewizora i wyszła z pokoju.
  656. - Twoja matka to cipa. – Powiedział mi Filemon.
  657. - Zamknij mordę, gnido. – Odwarknąłem i odszedłem.
  658. W korytarzu mama grzebała właśnie w kieszeniach kurtki dziadka, szukając dowodów na jego
  659. pijaństwo i skradzionych pieniędzy, zapewne. Gdy już wchodziłem do swojego pokoju, kobieta
  660. odskoczyła jak poparzona, wciągając powietrze przerażona i wypuszczając coś z dłoni.
  661. - Mamo, co jest?!
  662. - Nic, nic... - Odparła uspokoiwszy się. Spojrzałem na podłogę, na której leżał... Ząb. Ludzki ząb.
  663. Dziadek sam wyrwał sobie zęba, bądź ten wypadł sam i schował go do kieszeni. Jakby tego było mało,
  664. kiedy tydzień czy dwa później sprzątaliśmy w szafkach, znaleźliśmy kolejnego, tym razem
  665. schowanego w pudełku po zapałkach.
  666. Gdy zrobiło się jeszcze trochę cieplej, zaczęliśmy szukać dla dziadka jakiegoś lokum wiedząc,
  667. że nie jesteśmy w stanie żyć z nim pod jednym dachem. Mieliśmy szczerze dość tego wszystkiego.
  668. Filemon sam w domu, część III
  669. Na dworze było już ciepło – nadchodziło lato i wakacje. Mama doskonale wiedziała, że to
  670. jedyny dobry moment żeby znaleźć dziadkowi jakieś lokum, w którym mógłby się zaklimatyzować
  671. przed nadejściem zimy.
  672. Zaczęliśmy szukać w internecie ofert wynajmu mieszkań w okolicach Torunia, bo było jasne, że
  673. powrót do rodzinnego domu, który teraz nie był już chyba nawet w posiadaniu dziadka nie wchodził
  674. w grę. A nawet jeśli dalej byłby jego formalną własnością, to nie nadawałby się do zamieszkania. W
  675. ruinę podupadał od lat, a od kilkunastu miesięcy był kompletnie opuszczony.
  676. Z pomocą przyszedł „znajomy” Izy, już prawdopodobnie nie ten sam, który był u nas na przyjęciu
  677. urodzinowym zeszłej zimy. On albo jego brat pracował w nieruchomościach i dzięki jego kontaktom,
  678. znaleźliśmy małą klitkę na pierwszym piętrze jednej z toruńskich kamienic. Było stamtąd blisko do
  679. szpitala, tuż za rogiem znajdował się sklep spożywczy, a parę ulic dalej mały park, gdzie dziadek
  680. mógłby chodzić na spacery.
  681. Mimo protestów ze strony Filemona, któremu życie na garnuszku córki i robienie jej na złość na
  682. każdym kroku przypadło do gustu, Iza ze swoim ukochanym pojechała przeprowadzić rekonesans, a
  683. ja i Nika zostaliśmy z dziadkiem sami.
  684. Siostra wyruchała mnie już pierwszego dnia – oczywiście w sensie metaforycznym. Umówiła
  685. się z koleżankami na łażenie po Galerii Mokotów, a później na imprezę. Wątpiłem, by wróciła przed
  686. świtem – zresztą, sam pewnie postąpiłbym podobnie. Wyspanie się u kogoś, w pachnącym, czystym i
  687. cichym domu było lepsze od nerwowego i przerywanego snu u nas, gdzie dziadek albo chrapał na
  688. całe gardło, albo wypuszczał wodę ze spłuczki za każdym razem gdy szedł do łazienki.
  689. W pewnym momencie, gdy siedziałem przy komputerze, postanowiłem zrobić sobie własną
  690. „imprezkę”. Sprawdziłem fundusze w portfelu, powiedziałem Filemonowi, że idę do sklepu, po czym
  691. włożyłem buty i beztrosko ruszyłem na zakupy.
  692. Powrót jednak okazał się trudniejszy niż myślałem – drzwi mieszkania były zamknięte od środka.
  693. Przekląłem w duchu samego siebie, bo zapomniałem wziąć ze sobą klucze. Dziadek do tej pory jednak
  694. nigdy nie pojął, że drzwi zamykamy od wewnątrz, więc byłem przekonany, że tym razem coś mu się
  695. nie odwidzi. Drugi raz przekląłem siebie samego w duchu za swoją głupotę.
  696. Jako że spacerek do sklepu nie trwał więcej niż pięć minut w jedną stronę, telefonu również nie
  697. zabrałem. Trzeci raz przekląłem samego siebie i zacząłem walić do drzwi.
  698. Po kilku minutach postanowiłem więc odwiedzić sąsiadów z mieszkania poniżej mojego. Sąsiadka
  699. (jedna z gości na przyjęciu urodzinowym matki, gdyby ktoś pytał) powitała mnie serdecznie –
  700. wytłumaczyłem jej pokrótce sytuację, bezskutecznie spróbowaliśmy zadzwonić na moją komórkę i
  701. telefon domowy (numeru Niki nie znałem na pamięć), a w końcu zapytałem, czy mógłbym wejść do
  702. siebie przez balkon.
  703. Kobieta spojrzała na mnie trochę pytająco, trochę jak na świra, ale w końcu się zgodziła. Na dobrą
  704. sprawę mieszkała na parterze, więc co mogłoby się stać, gdybym spadł?
  705. Z reklamówką chipsów i coli zawieszonej na ramieniu zacząłem wdrapywać się na swoje piętro. Było
  706. to dosyć trudne, bo po mamie odziedziczyłem nieco niską i delikatną budowę ciała. Mięśnie jednak
  707. nie zawiodły mnie i w końcu podciągnąłem się uchwycony metalowych barierek.
  708. Pierwsze co zauważyłem to to, że wszystkie okna były zamknięte. Oczywiście – „bo zimno”.
  709. Przekląłem w duchu dziadka, przy okazji sprawdziłem, czy któreś z okien nie jest przypadkiem
  710. uchylone. Wszystko było jednak szczelnie zatrzaśnięte.
  711. Zajrzałem do środka – brak jakiegokolwiek ruchu.
  712. - I jak, Kubuś? Udało ci się wejść? – Krzyknęła kobieta z dołu.
  713. - Nie, wszystko jest zamknięte. Tędy się nie dostanę.
  714. Wściekły i zmieszany przeszedłem na drugą stronę barierek i zacząłem schodzić w dół.
  715. - Ej, ty, stój, nie ruszaj się! – Usłyszałem męski, groźny głos. Odwróciłem głowę, i ujrzałem dwóch
  716. policjantów gotowych do rozpoczęcia akcji.
  717. - Panie władzo, ja tutaj mieszkam!
  718. Ostrożnie zszedłem na dół, czując na sobie świdrujący wzrok stróżów prawa. Gdy tylko stanąłem
  719. stabilnie na twardym podłożu, jeden z policjantów doskoczył do mnie i chwycił mnie mocno za rękę.
  720. - Dowód osobisty!
  721. - Już, chwila, mam w kieszeni portfel! – Chyba pierwsza rzecz, jakiej nie zapomniałem ze sobą zabrać
  722. tego dnia. Podałem dowód policjantowi – gdy ten sprawdził wpisany adres zorientował się, że nie
  723. jestem złodziejem. Wreszcie!
  724. Policjanci podobno dostali wezwanie od starszego mężczyzny, żyjącego w tym samym mieszkaniu co
  725. ja, który twierdził, że ktoś chce się do niego włamać. Słyszał łomotanie do drzwi i próby ich otwarcia,
  726. a także dziwne głosy na klatce schodowej.
  727. Wytłumaczyłem im, że dziadek miał udar mózgu i jest niepoczytalny. Zaproponowali, że pójdą ze mną
  728. na górę i spróbują przemówić Filemonowi do rozumu, by otworzył drzwi. Ucieszyło mnie to i dał o
  729. nadzieję na happy end.
  730. - Policja, proszę otworzyć! – Zakomenderował policjant chyba po raz dziesiąty. Odzewu ze strony
  731. dziadka nie było.
  732. - Niech pan może zadzwoni po ślusarza, chyba że ktoś z lokatorów ma jeszcze zapasowe klucze.
  733. Olśniło mnie. Podziękowałem policjantom za pomoc, zostawiłem reklamówkę u sąsiadki z dołu, po
  734. czym jak szalony pobiegłem do Galerii Mokotów, mając nadzieję, że znajdę tam siostrę.
  735. Obleciałem centrum handlowe wzdłuż i wszerz, ale nigdzie nie znalazłem Niki. Po godzinie
  736. bezowocnych poszukiwań postanowiłem wrócić więc do domu i zadzwonić po tego przeklętego
  737. ślusarza.
  738. Po godzinie się zjawił, kolejną godzinę zajęło rozbrojenie zamka w mieszkaniu. W końcu
  739. jednak drzwi otworzyły się na oścież. Zapłaciłem ślusarzowi za fatygę praktycznie wszystkim, co
  740. mama zostawiła mi na trzydniowy okres jej nieobecności i pożegnałem się.
  741. Dziadka nigdzie nie było. Zajrzałem do swojego pokoju – pusto. Salon – pusto. Pokój Niki – pusto.
  742. Kuchnia – pusto. Została łazienka.
  743. Otworzyłem drzwi i momentalnie coś uderzyło moje ramię. Głośny pisk Kasi przeszył powietrze, kotka
  744. odbiła się od ściany i wylądowała na podłodze, a potem uciekła. Włączyłem światło i zobaczyłem, że
  745. dziadek klęczy skulony w kącie koło muszli, z zamarzniętym wyrazem paniki i gotowości do wal ki na
  746. twarzy. W jednej ręce trzymał pustą butelkę po winie, które mama dostała w prezencie, w drugiej
  747. kuwetę, niczym tarczę.
  748. Nie miałem pojęcia co robić, więc szybko zamknąłem drzwi i wyłączyłem światło. Pobiegłem do
  749. kuchni, wziąłem stojący przy oknie stolik i przeniosłem go do korytarza, gdzie zastawiłem nim drzwi –
  750. tak, że nie dało się ich otworzyć od wewnątrz.
  751. Podczas gdy Nika balowała najlepsze, a mama pewnie kochała się w toruńskim hotelu, ja
  752. siedziałem w swoim pokoju nie zmrużywszy oka przez całą noc, wysłuchując pijackich śpiewów
  753. dziadka na przemian z donośnym chrapaniem.
  754.  
  755. Kac
  756.  
  757. Nika wróciła około siódmej rano. Byłem wycieńczony po całonocnym maratonie dziadka, więc
  758. fizycznie byłem w podobnym stanie co siostra – oboje mieliśmy podpuchnięte, ciemne kręgi pod
  759. oczyma, ledwo trzymaliśmy się na nogach, a włosy na głowach sterczały nam w przeróżnych
  760. kierunkach. Na polu kondycji psychicznej ona jednak zdecydowanie wygrywała, ale nie chciałem z nią
  761. o tym rozmawiać. Wstyd byłoby się przyznać, że pozwoliłem dziadkowi zamknąć się w domu,
  762. wspinałem się po balkonie, prawie zostałem aresztowany, musiałem wzywać ślusarza, a na koniec
  763. otrzymałem cios Kasią i musiałem zamknąć pijanego wariata w łazience. Na samą myśl o tym
  764. pomieszczeniu, pęcherz aż mnie zabolał.
  765. - Czemu stolik blokuje drzwi od łazienki? – Zapytała dziewczyna niepewnie.
  766. - Lepiej nie pytaj. Dziadek wariował, musiałem go zamknąć.
  767. - W łazience?! – Zezłościła się i pobiegła odsunąć blokadę.
  768. - Czekaj, Nika, czekaj! On tam się sam zamknął, bo ukradł wino mamy!
  769. - Co?
  770. - Najebał się i chciał mnie zabić jak próbowałem wejść! Butelkę trzymał jak jakąś maczugę!
  771. Zamiast zapytać się czy nic mi nie jest, Weronika spojrzała na mnie i zapytała się:
  772. - Pozwoliłeś temu idiocie zakosić wino mamy?
  773. Dzięki za troskę, siostrzyczko.
  774. Ten dzień oboje spędziliśmy w domu. Dziadek i Nika mieli kaca w dosłownym tego słowa
  775. znaczeniu, ja z kolei kaca moralnego. We dwójkę podrzuciliśmy do łazienki kilka kanapek, potem
  776. znowu blokując drzwi.
  777. Potem, gdy Filemon rozpoczął salwę wyzwisk i śpiewów, udawaliśmy po prostu, że nie ma nas w
  778. domu. Szkoda, że ucierpieli przy tym sąsiedzi, bo pogłos w łazience rozchodzi się po całym bloku, ale
  779. nie było wyjścia – nie mogliśmy pozwolić chodzić świrowi samodzielnie po domu.
  780. - Kurwy, pizdy! Wy jebane kurwa niedouki!
  781. - Izka, ty jebana dziwko! Wypuść mnie! Ty kurwo, co z cipy najpierw dupą wyszłaś!
  782. - Skurwysyny!
  783. - Ja tu jestem panem! Wy chuje!
  784. Obeszło się bez interwencji policji – sam nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Z jednej strony byłem
  785. wdzięczny sąsiadom, bo gdyby teraz okazało się, że dziadek jest kompletnie niepoczytalny i nie może
  786. żyć samodzielnie, to jego ciężar spadłby na nas na jeszcze wiele lat. Z drugiej, musieliśmy znosić
  787. przekleństwa i obelgi starego świra, co było naprawdę upadlające.
  788. Mama przyjechała z powrotem kolejnego dnia, zgodnie z planem. Do tego czasu z Weroniką
  789. uprzątnęliśmy nieco dom i uzbrojeni w metalowe, odkręcane nogi od stołu (kuchennego, tego
  790. samego, który służył za blokadę drzwi łazienki), wypędziliśmy dziadka do salonu. Powyzywał nas, ale
  791. bał się podejść bliżej – i dobrze.
  792. Tak więc, kiedy Iza wróciła, wszystko było we względnym porządku (poza łazienką – tam nawet nie
  793. byliśmy w stanie wejść, nie mówiąc już o czyszczeniu muszli klozetowej). Kobieta była w świetnym
  794. humorze, bo jak się okazało, kawalerka była gotowa do wynajęcia – ale wszyscy wiedzieliśmy, że nie
  795. tylko to było powodem jej dobrego nastroju.
  796. Poinformowaliśmy Filemona, że już niedługo będzie mógł zamieszkać na swoim – nie był tym ani
  797. trochę zachwycony, w przeciwieństwie do nas. Powyzywał nas od chujów i kurw, ale w końcu dał
  798. sobie spokój.
  799.  
  800. Wycieczka
  801.  
  802. Nieco ponad tydzień później, gdy już udało się załatwić wszystkie formalności oraz ustalić co i
  803. jak w toruńskim szpitalu, spakowaliśmy rzeczy dziadka do plecaka, co i tak było ogromnym
  804. przeskokiem w porównaniu do worka na śmieci, jaki miał na początku i pojechaliśmy do Torunia.
  805. Wózek inwalidzki był wciśnięty na tylne siedzenie, ja siedziałem obok niego, dziadek zajmował
  806. siedzenie pasażera z przodu, trzymając z boku kulę, a prowadziła Iza. Nika darowała sobie wyjazd i ja
  807. pewnie też bym to zrobił, gdyby nie to, że na miejscu mogła być potrzebna „męska ręka”.
  808. Filemon co minutę rozkazywał mamie, by ta przyciszyła radio – według niego było zbyt
  809. głośno, według nas grało normalnie, później nieco za cicho, później zdecydowanie zbyt cicho, aż w
  810. końcu Iza całkowicie wyłączyła je na jakiś czas. Dziadek wyraźnie igrał z nami, bo w domu telewizor
  811. oglądał rozpuszczony na cały regulator – tak, że będąc w każdym jednym pomieszczeniu naszego
  812. mieszanka, słyszałem bez problemu o czym dany program jest.
  813. Na miejsce dojechaliśmy w porze obiadowej – który razem z mamą zjedliśmy w niewielkiej
  814. knajpce. Dziadkowi przygotowaliśmy na masce samochodu zdrowe kanapki – z sałatą, serem i innymi
  815. dodatkami, w bułce z ziarnami... Mimo starań, Filemon odstawiał cyrki – najpierw mówił, że jedzenie
  816. jest chujowe, a później zaczął jeść jak świnia. Mimo, że mama kazała mu spożywać posiłek poza
  817. samochodem (czyt. siedzieć po kątem 90 stopni na fotelu i wychylić się na zewnątrz) żeby nie
  818. nakruszył i nie poplamił tapicerki, to i tak później znajdowaliśmy resztki pieczywa i sera w całym
  819. samochodzie.
  820. Kiedy głośno i bez skrępowania beknął, wzbudzając tym samym zainteresowanie pobliskich pieszych,
  821. uznaliśmy, że najwyższa pora jechać do mieszkanka.
  822. O dziwo okolica była dużo lepsza niżbym się tego spodziewał – widać znajomości mamy
  823. naprawdę zdziałały cuda. Podjechaliśmy pod jedną z klasycznie wyglądających kamieniczek, jednakże
  824. odrestaurowanej i zadbanej.
  825. - Niezła okolica. – Powiedziałem do Izy.
  826. - No, ładnie tu. Poczekaj aż zobaczysz jak jest w środku. – Uśmiechnęła się.
  827. Weszliśmy do budynku, później po schodach na piętro, gdzie znajdowało się mieszkanie Filemona i
  828. otworzyliśmy drzwi. Mimo niewielkiego metrażu, kawalerka była całkiem spora i co przykuło moją
  829. uwagę, wysoka.
  830. Pomieszczenia były już częściowo umeblowane – zobaczyłem, że w sypialni jest łóżko, stolik i spora
  831. szafa, w kuchni znajduje się gotowy do użytku sprzęt, a łazienka... Jest czysta i pachnąca.
  832. Do czasu – pomyślałem.
  833. Przyniosłem z samochodu wózek inwalidzki i kulę dziadka, a potem „prezenty”, które
  834. przygotowała mu mama – prosty telefon, jakieś sztućce, szklanki i talerzyki (nietłukące oczywiście),
  835. parę kompletów krzyżówek i sudoku na ćwiczenie mózgu, kilka książek i inne na pozór błahe
  836. przedmioty, bez których jednak dom nie mógł być domem.
  837. Filemon w międzyczasie na przemian wściekał się, płakał, znów się wściekał, obrażał nas, znów się
  838. wściekał...
  839. - No, to chyba wszystko. Poradzisz sobie już bez nas? – Powiedziała mu w końcu mama. Nadchodziła
  840. pora, byśmy wyjechali z Torunia, jeśli chcieliśmy wrócić do domu przed nadejściem nocy.
  841. - Ty... Ty niewdzięczna dziwko!
  842. Stanąłem między dwójką, omiatając wściekłym wzrokiem dziada.
  843. - I ty, skurwysynie!
  844. Iza odciągnęła mnie od Filemona za ramię, a potem pożegnaliśmy się cicho i wyszliśmy z mieszkania.
  845. - Jutro wpadnie do ciebie pielęgniarka z pobliskiego szpitala! – Krzyknęła jeszcze mama, po czym
  846. zamknęła drzwi.
  847. Byliśmy wolni.
  848. Wracając już do Warszawy bez konkretnych powodów oboje się śmialiśmy. Nie musieliśmy
  849. nic mówić – wiedzieliśmy, że powodem naszej radości jest błogi, upragniony spokój i cisza. Nikt nie
  850. wydawał gazów, nikt nie bekał, nikt nas nie obrażał.
  851. Ludzie bez doświadczeń takich jak my nawet nie zwracaliby uwagi na takie drobnostki, które tego
  852. dnia były wręcz błogą ulgą po wielomiesięcznych torturach.
  853.  
  854. Toruń-Warszawa
  855.  
  856. Pierwszego dnia po powrocie, Iza i Nika z samego rana poszły na zakupy do galerii.
  857. Obskoczyły chyba wszystkie możliwe sklepy z ubraniami, kosmetykami, nie ominęły również salonu
  858. piękności. Świętowały na całego.
  859. Nie powiem – mnie też sprawiły kilka prezentów żeby uczcić pierwszy dzień nowej wolności, ale na
  860. pewno nie umywały się one do kilkunastu pękatych toreb jakie miały dla siebie – zupełnie jak w
  861. filmach.
  862. Przez pierwszy tydzień czy dwa pobytu dziadka w Toruniu, nadużywał on telefonu, jaki dostał
  863. od Izy. Wydzwaniał do nas o każdej porze dnia i nocy, nierzadko budząc cały dom.
  864. - Halo, Iza, ty pizdo niewdzięczna!
  865. - Ty, gnoju jeden bachorze!
  866. - Iza gól tę cipę!
  867. - Przyjedź tu bo żem zasrał kibel!
  868. - A dupczyłaś się już dzisiaj?!
  869. - Jak ja cię wychowałem?
  870. - Ta pielęgniarka to jakaś kurwa niedouczona!
  871. - Pobudka, kurwa! Nie śpij!
  872. Dziadek krzyczał do słuchawki, więc jeśli ktoś odbierał, to musiał trzymać swoją kilkanaście
  873. centymetrów od ucha. Wszystkie jego wypowiedzi doskonale słychać było nawet w moim pokoju.
  874. Z czasem telefonów zaczęło jednak ubywać. Filemon wiedział, że zdążyliśmy przyzwyczaić się do
  875. obelg i wyzwisk, więc nie reagujemy na nie tak jak należy. Nocne telefony dawały się we znaki, ale
  876. kiedy kilka razy pod rząd odłożyliśmy słuchawkę przed pójściem spać tak, by linia była teoretycznie
  877. zajęta, dziadek dał sobie spokój.
  878. Czasami telefonował do nas jeden z pracowników szpitala, narzekając na wulgarne
  879. zachowanie Filemona – mówiliśmy, że nie jesteśmy za niego odpowiedzialni, ale przykro nam, że
  880. sprawia kłopoty. Co innego mieliśmy niby powiedzieć? Że wsiądziemy do samochodu i pojedziemy do
  881. Torunia tylko po to, żeby go opieprzyć?
  882. Tak też wszystko powoli zaczęło wracać do normy. Łazienka na powrót była błyszcząca i
  883. pachnąca, kanapę z salonu wyrzuciliśmy i zastąpiliśmy nową, wszystkie plamy z dywanu usunęliśmy, a
  884. legowisko Kasi wróciło na swoje pierwotne miejsce. Na powrót było czuć, że domem opiekuje się
  885. kobieta, czy raczej dwie kobiety.
  886. Mama na dobre opuściła pokój Niki i ponownie zadomowiła się w salonie. Dzięki temu wszyscy
  887. mieliśmy własne kąty i odrobinę prywatności, której przez ostatni rok aż tak nam brakowało.
  888. Dziadek wegetował w swoim mieszkaniu – ani ja, ani Nika nie odwiedzaliśmy go. Mama, już
  889. kiedy ustały irytujące telefony, jeździła do Filemona raz na tydzień czy dwa, żeby sprawdzić, czy
  890. wszystko jest z nim w porządku.
  891. Nie będzie chyba niespodzianką jeśli powiem, że jego apartament stawał się z każdą wizytą coraz
  892. bardziej obskurny i śmierdzący.
  893. Niektórzy ludzie w ogóle się nie zmieniają – ktoś, kto był chamem przez całe życie, pozostanie
  894. chamem nawet gdy wydarzy mu się coś tak tragicznego jak udar. Tymi, których ta sytuacja zmienia są
  895. bliscy – zaczynają widzieć w chorym to, czego wcześniej podświadomie nie chcieli dostrzegać. To, że
  896. choroba nie była przypadkiem, lecz punktem kulminacyjnym wieloletnich szaleństw, pijaństwa i
  897. obżarstwa. To, że chory zrobi wszystko, byle tylko zwrócić na siebi e uwagę, wykorzystać i upokorzyć
  898. opiekunów. I w końcu to, że to nie udar sprawił, że stał się on niepoczytalny. To następowało
  899. sukcesywnie przez wiele długich lat przed udarem, gdy chlał samogon i zapijał do denaturatem.
  900. Istnienie więzów krwi wcale nie znaczy, że dwójka ludzi należy do jednej rodziny. Rodziną jest przede
  901. wszystkim zaufanie i platoniczna miłość, a tego dziadek ani nie brał, ani tym bardziej nie dawał.
Advertisement
Add Comment
Please, Sign In to add comment