Guest User

Byłam w szwedzkim klubie BDSM

a guest
Nov 24th, 2017
3,645
0
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
text 24.87 KB | None | 0 0
  1. Przedstawiam trochę informacji o tym, co słychać w Szwecji, jeśli chodzi o świat BDSM. Chyba nie powinno dziwić, że w kraju tak tolerancyjnym dla inności działa kilka stowarzyszeń BDSM, obejmujących swym działaniem wszystkie większe miasta. Jako osoba, która gościła na wydarzeniach organizowanych przez owe stowarzyszenia, opowiem jak to wygląda i jak daleko tym spotkaniom do wyobrażeń filmowych pokroju "Oczy szeroko zamknięte".
  2.  
  3. Miejsce akcji i rodzaje wydarzeń
  4.  
  5. Niektórzy sobie pewnie wyobrażają, że miejsce spotkań środowiska BDSM ukryte jest gdzieś pod ziemią i wchodzi się do niego przez kraty, schodami w dół, jak do jakiegoś lochu. Drzwi zawsze zamknięte, nad nimi kamera obserwująca gościa. W środku wita wnętrze jakby z innej epoki: czerwony dywan, drewniana boazeria, lampy imitujące świece, lustra w złotych ramach. Im dalej się idzie, tym natrafia się na coraz bardziej niepokojące obrazy. Pojawiają się różne sale tortur, a w nich skórzane pufy, porozwieszane na ścianach pejcze, maski, kajdanki i liny do wiązania oraz powbijane w sufit haki do podwieszania. Nie rozczaruję tych, którzy tak właśnie to sobie wyobrażają. Rzeczywiście tak to wygląda!
  6.  
  7.  
  8.  
  9. Klimat ma duże znaczenie. W tym miejscu mają się odbywać naprawdę intymne sprawy i musi być inspirująca atmosfera. Sam lokal nie jest oczywiście tylko długim korytarzem z pomieszczeniami do lania. Jest część barowa, część "konferencyjna" (długi, ciężki drewniany stół z równie ciężkimi, wysokimi krzesłami, prawie jak na spotkaniu "rodziny" w jakimś filmie gangsterskim) oraz dwie części warsztatowe: shibari (to stara japońska sztuka krępowania ofiary za pomocą sznura) i pracownia krawiecka.
  10. Cześć barowa jest czynna w trakcie wieczorków kawowych oraz pubowych. Można kupić tu napoje chłodzące, różne rodzaje kaw, a także tosty. W trakcie wszystkich wieczorków każdy ma prawo do woli korzystać z atrakcji lokalu. Jedynie w przypadku spotkań kawowych, a także warsztatów, aby zachować pewną kulturę, jest zakaz zdejmowania ubrań. W przypadku spotkań pubowych, a także większych imprez, nie ma tu żadnych ograniczeń.
  11.  
  12.  
  13.  
  14. Jak wygląda taki wieczorek? Przede wszystkim bardzo luźno. Jest jakaś grupka, co to sobie siedzi przy stoliku i się śmieje przy piwie, podczas gdy gdzieś w oddali słychać czyjeś jęki - ktoś w którejś z sal okłada pejczami jakiegoś biednego ochotnika. Jest też jakaś parka, która jeszcze przed momentem sprzeczała się na sofie, a teraz rozwiązuje kłótnię w typowy dla tego miejsca sposób - facet trzyma swoja partnerkę przełożoną przez kolano i daje jej klapsy. Potrafi być dość zabawnie…
  15. Bardzo fajne są warsztaty. W pracowni krawieckiej można uszyć własny skórzany pejcz, zrobić sobie obrożę i inne drobiazgi, jakie mogą się przydać do zabawy. Jest to dobra okazja na pogaduchy i lepsze zapoznanie się z członkami klubu. Najczęściej żeńskimi, chociaż w pracowni pojawiają się też i panowie. Niektórzy skręcają sobie linę do wiązania, która przydaje się w trakcie warsztatów shibari. Shibari, jak już wspomniałam, jest japońską sztuką wiązania. Przygotowuje się odpowiednie węzły, prawie jak w żeglarstwie, i używa ich do krępowania ludzi na różnorakie sposoby.
  16.  
  17.  
  18.  
  19. W trakcie zajęć ma się okazję kogoś całkowicie unieruchomić, a po odpowiednim "splątaniu" można taką osobę podwiesić na linie metr nad podłogą i iść sobie na kawę… ;) Oczywiście w czasie wiązania nikt by sobie na tę kawę nie pozwolił. Bezpieczeństwo jest tutaj bardzo ważną sprawą. Jesteśmy odpowiedzialni za osobę, którą wiążemy i nigdy nie zostawiamy jej bez opieki.
  20. Dla lepszego wczucia się w niecodzienną atmosferę tego miejsca, opowiem jak to wyglądało u mnie na moich pierwszych warsztatach shibari.
  21.  
  22. Wejdźmy teraz do siedziby BDSM raz jeszcze, tak jakbyśmy wchodzili do niej pierwszy raz...
  23. Pokazujemy się w kamerze przed drzwiami „do lochu”, bzyk, otwierają się wrota, schodzimy na dół po kamiennych schodkach. W środku odwieszamy kurtkę w szatni, zdejmujemy buty (standard w Szwecji). Słyszymy głosy i śmiechy po lewej. To dyskusje szyjących w pracowni krawieckiej. Ale my idziemy w przeciwnym kierunku, wzdłuż starego, pięknego korytarza. Po drodze po prawej zachodzimy do toalety. I tu również jest klimat. Mosiężne krany, wanna na nóżkach, lustro w złoconej ramie. Czas się przebrać w luźniejsze ciuchy, bardziej sportowe. Wychodzimy, podążamy dalej korytarzem, tu już się kończy, jest część właściwa lokalu: większy pokój z barem po prawej. Za barem stoją dwie osoby, młoda para. Ona przygotowuje dla siebie kawę, on zgarnia ode mnie opłatę za wejście. Za głową ma ekran, na którym jest widok przed wejściem. Ruszam szybko do reszty w dalszej części pomieszczenia. Z powodu jeżdżenia w kółko i szukania miejsca parkingowego już jestem spóźniona. Kilkanaście osób siedzi na sofach albo na wykładzinie. Ludzie nie dyskutują, lecz każda osoba po kolei się wypowiada, jak na spotkaniu AA. To moment przedstawiania się oraz określania celu przybycia.
  24.  
  25.  
  26.  
  27. - Cześć, jestem lord Ruthven – mówi jeden z mężczyzn, w średnim wieku, w spodniach dresowych i koszulce, jego ramiona pokrywają tatuaże. Zdecydowanie na lorda nie wyglądał. – Znam kilka podstawowych węzłów. Przyszedłem tutaj poćwiczyć. Lubię wiązać, ale mogę być i związanym…
  28.  
  29. - Ależ lordzie, ty wiązanym? – śmieje się ktoś w grupie.
  30.  
  31. Przedstawiam się i mówię, że jestem tu pierwszy raz. Ludzie zaskakują mnie oklaskami na przywitanie. Czuję się jakbym rzeczywiście przyszła na spotkanie grupy wsparcia.
  32. Niektórzy są już sparowani od początku, przybyli tu ze swoimi partnerami/partnerkami. Ale część przyszła sama i chętna, aby powiązać sobie z innymi.
  33. Dwóch towarzyszy do wiązania szybko się przy mnie pojawia. Lord Ruthven oraz pewien czarnowłosy najdalej trzydziestolatek imieniem Kasper, którego już znałam z innego spotkania, ale o tym opowiem później. Jeden i drugi zna się na rzeczy. Lord Ruthven był jednak nieco szybszy.
  34. Wiązać możemy w dwóch pomieszczeniach połączonych ze sobą większym otworem drzwiowym. W suficie jest kilka haków, na ścianach drabinki i materace, na podłodze wykładzina. Przypomina mi to małą salę gimnastyczną w szkole do leczenia płaskostopia.
  35. Lord Ruthven jest rozmowny, opowiada o rodzajach więzów. To, że lubi uczyć, wcale mnie nie dziwi.
  36.  
  37.  
  38.  
  39. - Jeden z podstawowych węzłów to węzeł udowy, na nim najczęściej opiera się cały ciężar – tłumaczy mi. – Robimy kilka pętli wokół uda, aby nacisk był równomierny. Przy każdej pętli ważne jest, żeby zaciskać sznur mocniej na mięśniu, nie kości, inaczej będzie bardzo boleć. Potem pętlę na udzie łączymy z pętlą na kostce, o w tym miejscu.
  40.  
  41. Pokazuje mi co zrobi, a potem pyta o moje pozwolenie. W tym świecie wszystko sprowadza się do pytań o pozwolenie. Sporo tu delikatności. Ludzie są bardzo mili i uprzejmi, o wszystko pytają, aby uniknąć nieporozumienia.
  42. Lord Ruthven robi węzeł na udzie, łączy je z kostką i wydaje się być zadowolony.
  43.  
  44. - A może cię podwiesimy? – pyta z uśmiechem.
  45.  
  46. Zauważam, że jedna dziewczyna już wisi metr nad ziemią, wyglądając jak pająk przyczepiony do sufitu tylko za połowę kończyn. Jej partner skupiony jest na szybkim wiązaniu w okolicach jej pleców i piersi. Znam ich, widziałam ich już wcześniej, tyle że topless. O nich również jeszcze wspomnę. Zawsze skupiają wokół siebie uwagę. Ona przyciąga urodą, on warsztatem węzłów. Są bardzo dobrzy, przeszli już kilka płatnych kursów shibari.
  47.  
  48.  
  49.  
  50. Zgadzam się na podwieszenie, pierwsze w życiu. Boli zaskakująco mocno. Nie wiem, czy tak ma być czy lord Ruthven zrobił za ciasny węzeł. Później, przy Kasperze, odkrywam, że węzeł rzeczywiście był za ciasny, chociaż może też Kasper był sprytniejszy. W przeciwieństwie do lorda Ruthvena brunet przy podwieszaniu wsparł się dodatkowym węzłem przy rękach, dzięki czemu ciężar się równomiernie rozłożył.
  51. Próbujemy kolejnego węzła, tym razem wokół piersi, unieruchamiającego ręce z tyłu. W międzyczasie wokół ludzi kręci się jakiś młody, niewysoki chłopak. Przystaje niedaleko nas. Musiał przyjść później i nie miał osoby do pary.
  52.  
  53. - Chcę popatrzeć – mówi na nasz pytający wzrok.
  54.  
  55. Lord Ruthven dalej opowiada, już nie tylko o wiązaniu. Smutno mu, że Kwiatek nie mogła przyjść. To jego partnerka. Kończy węzeł. Przybyły chłopak patrzy spragniony to na mnie, to na mojego towarzysza do wiązania.
  56.  
  57. - A możecie mnie związać? – wydusza z siebie w końcu.
  58.  
  59. Zabieramy się za gościa. Próbuję zawiązać pętlę na jego nodze, a lord Ruthven mi doradza. Potem powtarzamy węzły, to na mnie, to na chłopaku.
  60. Przerwa na kawę i ciastka. Niektórzy dołączają, niektórzy dalej bawią się wiązaniem, póki wiązana/y partnerka/partner nie ma jeszcze dość. Zwłaszcza wiszenie potrafi zmęczyć. Jest się unieruchomionym w jednej pozycji i cały czas czuje się ucisk grawitacji w tych samych kilku miejscach na ciele. Wszystko zależy oczywiście od rodzaju wiązania. Można nie być podwieszanym całkowicie, czasem podwieszenie może po prostu pomagać w utrzymaniu równowagi.
  61. Po przerwie kolej na Kaspera. Kasper jest mniej rozmowny niż lord Ruthven. Nie tłumaczy nic, chociaż wiązać i podwieszać potrafi lepiej. Jest bardzo miły, ale trochę nieśmiały. Po poprzednim spotkaniu z nim sama zastanawiam się, co on ma w głowie. Interesująca postać. Później zrozumiecie, co mam na myśli.
  62.  
  63.  
  64.  
  65. Kasper więcej pyta, niż opowiada. Pyta o mnie, a przed każdym posunięciem pyta o moją zgodę, ale nie tylko na rodzaj węzła. Pyta także o to, czy może mnie przytulić. Odpowiadam "Nie!", zaskoczona tym pytaniem. Uśmiecha się ze zrozumieniem i mówi, że nie ma problemu. Później odkrywam, że ze strony Kaspera to nie było nic dziwnego. To pieszczoch i często na spotkaniach robi dziewczynom masaże.
  66. I tak mijają jakieś trzy, cztery godziny. Ludzie zbierają się do wyjścia. Uśmiecham się, widząc, że lord Ruthven zakłada na siebie elegancki starodawny płaszcz oraz beżowe rękawiczki z guzikami przy nadgarstkach. Jednak tytuł zobowiązuje, trzeba odpowiednio wyglądać. Pyta, czy kogoś podwieźć na dworzec, bo jedzie w tamtym kierunku. Dziękuję za miły czas i żegnam się.
  67. Na omawianych powyżej warsztatach, w przeciwieństwie do kursów prowadzonych przez mistrzów shibari, trzeba już przychodzić z pewną wiedzą, chyba że ma się szczęście trafić, jak w moim przypadku, na jakiegoś nauczyciela. Ale na tych warsztatach już nie tyle chodzi o nauczenie się czegoś, co spotkanie się z ludźmi i fajne spędzenie czasu. Takie warsztaty potrafią ukoić, przynieść spokój w codziennym zgiełku. Ta przyjacielska atmosfera, rozmowy przy kawie, uczenie się węzłów, doświadczanie wiązania i wytrzymywanie w interesujących pozycjach, a także wiązanie innych… Wszystko to wprowadza w błogi nastrój, jak jakaś joga. No, przynajmniej tak to działa na mnie.
  68.  
  69.  
  70.  
  71. Omówmy teraz inne wydarzenia organizowane przez stowarzyszenie. W klubie mają miejsce np. kolacje dla par, w których jedna jest osobą dominującą, a drugą uległą. Wszyscy są wtedy w garniturach i sukniach, ale każda kobieta nosi obrożę z kłódką, do której kluczyk ma tylko jej Pan. W trakcie wieczoru stosowana jest odpowiednia etykieta, która opiera się na wykazywaniu posłuszeństwa i dyscyplinie. Organizowane są wycieczki pod domek dla Panów i niewolnic (dostępna również, chociaż rzadziej, wersja dla Pań i niewolników) oraz kolonie shibari. Ponadto wydarzenia całkiem zwyczajne: wspólne sauny, wypady na plażę, wieczory z whisky i cygarami, pikniki, grille, spotkania grup dyskusyjnych i wiele innych. Czasami wydarzenia nie organizuje stowarzyszenie, ale ludzie, którzy spotkali się wcześniej na jakiejś imprezie, np. w przypadku zbierania chętnych na zbiorowy "gwałt”, czyli orgię w otoczce BDSM.
  72.  
  73. O tych bardziej zaangażowanych w te sprawy
  74.  
  75. Niektórzy angażują się nie tylko dla samej zabawy, ale wręcz ideologii. Oczywiście na imprezy przychodzą również ludzie zainspirowani przez znajomych albo jakimś filmem, ale w większości są tu tacy, którzy bez BDSM nie wyobrażają sobie życia. Dla nich nie jest to jakiś tam dodatek urozmaicający łóżkową monotonię, ale właściwie cały styl bycia. O ile nie zostaną przez kogoś zniewoleni albo sami się na kimś nie wyżyją, to nie czują się zaspokojeni.
  76. Niektórzy chcą, aby BDSM uznać za oddzielną tożsamość/orientację seksualną.
  77.  
  78.  
  79.  
  80. Robią przemarsze na paradzie równości w Sztokholmie w celu szerzenia świadomości o BDSM, a nawet żądają wprowadzenia wsparcia prawnego w przypadku dyskryminacji. Ludzie nie przebierają się, ale idą w normalnych ubraniach, aby pokazać, że są wśród nas. Można spytać: ale komu to potrzebne? Czy rzeczywiście potrzebne jest jakieś wsparcie prawne i uświadamianie ludzi? Czy potrzebna jest walka o to, by bez obawy o gorsze traktowanie móc swobodnie publicznie wyznać, co się robi w łóżku? Hmm... Pozostawię to bez komentarza.
  81.  
  82. Impreza i ludzie
  83.  
  84. Jak wygląda impreza BDSM organizowana przez stowarzyszenie? To już uroczystość i odbywa się w innym, specjalnie do tego przystosowanym lokalu. Warunki wstępu są prawie takie, jak w normalnym klubie. Trzeba mieć skończone 18 lat, zapłacić wejściówkę i być odpowiednio ubranym. W byle jakim stroju się nie wejdzie. W dresie nie ma szans. W dżinsach i koszuli również nie jest się mile widzianym. Ale już w garniturze czy sukni albo wpółnago z obrożą na szyi - jak najbardziej. Klimat jest bardzo ważny, zarówno jeśli chodzi o wystrój, jak i o obecnych tam ludzi.
  85.  
  86.  
  87.  
  88. I tyle słowami wstępu, tyle wiemy na starcie, zanim jeszcze zdecydujemy się tam iść. Odwiedźmy ten lokal, podobnie jak poprzedni, ze mną. Również wtedy, kiedy tam byłam pierwszy raz. Wypada coś opowiedzieć o pierwszej imprezie, gdyż było to jednocześnie pierwsze wydarzenie organizowane przez stowarzyszeniem BDSM, w którym uczestniczyłam.
  89. Wszystko oczywiście wynikło z nudy i ciekawości. Pewnego deszczowego wieczoru zanurzyłam się w internecie i w jego zakamarkach odnalazłam informację o wspomnianej imprezie. Planów na sobotę nie miałam, ale zdecydowałam się dopiero tego samego dnia. Szykowała się dłuższa podróż, gdyż miejscówka była kawałek za miastem. Jednak, co miłe, za niewielką opłatą stowarzyszenie oferowało transport z dworca głównego do samej Sodomy.
  90. O umówionej godzinie pojawiam się na parkingu. Kawałek dalej zauważam jakąś wymalowaną dziewczynę w krótkim płaszczyku. Nie widać końca jej spódniczki, więc musiała mieć miniówę. Wygląda na przygotowaną na jakąś studencką dyskotekę, ale przeczucie podpowiada mi co innego.
  91. Mijają minuty, transportu nie ma.
  92.  
  93. - Cześć – zagaduję do dziewczyny. – Wydaje mi się, że idziemy na tę samą imprezę. Nie wiesz kiedy kierowca będzie?
  94.  
  95. - Jaka impreza? Jaki kierowca? – odpowiada szybko, patrząc na mnie podejrzliwie, a mnie śmieszy jej speszenie.
  96.  
  97. - No… ja na Thomasa czekam.
  98.  
  99. - Aaa… – mówi z ulgą i uśmiecha się. – Nie wiem, spóźnia się.
  100.  
  101. Z bliska dopiero zauważam, że ma na szyi obrożę. Dziewczyna nazywa się Malin i nie pierwszy raz jedzie na imprezę. Na miejscu później pojawi się też jej partner. Chwilę gadamy o pierdołach, aż zajeżdża w końcu Thomas jakąś czarną furą i ruszamy w drogę.
  102.  
  103.  
  104.  
  105. Thomas jest wyjątkowo pełen energii i humoru jak na osobę, która nic nie będzie piła tego wieczoru z racji ciągłego wożenia ludzi. Zaliczyć też raczej nie zaliczy, gdyż jego kobieta pojechała gdzieś do rodziny. Dużo gada. I z Malin, i ze mną.
  106.  
  107. - I tak sama pierwszy raz jedziesz na taką imprezę? Ale musisz być napalona! – śmieje się Thomas. Komentuję to tylko krzywym uśmiechem.
  108.  
  109. Dojeżdżamy na miejsce. Dalej pada, więc jest naprawdę ponuro. Betonowy budynek wygląda jak zaplecze jakiejś niewielkiej firmy. Ustalamy z Thomasem powrót na 3 w nocy i wchodzimy.
  110. No dobra, jestem w środku. Po zameldowaniu się w kasie odwieszam kurtkę i parasol w małym korytarzu, gdzie wisi już sterta ubrań, i idę podbijać lokal.
  111. Sam klub wygląda dość kontrastowo. Połowa lokalu wydaje się całkiem normalna. Mamy bar, DJ-a, parkiet z dyskotekową kulą, sofy przy ścianach. No, rura do tańca na parkiecie sugeruje trochę inny klub. Jak ktoś chce, to może całą noc przetańczyć. Oczywiście nie po to się tu przychodzi, ale jest to miły dodatek. W barze sprzedawane są chipsy, orzeszki i napoje. Alkoholu nie ma, ale jestem na to przygotowana. W opisie informowano, że jak chce się coś pić, to trzeba po prostu coś przynieść ze sobą.
  112.  
  113.  
  114.  
  115. Podchodzę do baru, robię sobie drinka na start i zdaję barmance resztę wódki do schowka. Niepotrzebnie, bo później w drugiej połowie lokalu odkrywam powitalny poncz, a nawet zakąski. Nie szkodzi, w trakcie wieczoru wypijam i jedno, i drugie. Sam poncz i zakąski nie zawsze się pojawiają. Jest to miły gest któregoś z organizatorów, najczęściej z jakiejś okazji typu okrągła rocznica spotkania.
  116. Poznaję dwóch z organizatorów, bardzo elegancką parkę w średnim wieku, on w garniturze, ona w czerwonej sukni. Wyglądają jakby byli na jakiejś poważnej gali, a nie imprezie BDSM. Informują mnie o zasadach klubu, które sprowadzają się do szanowania prywatności innych oraz zakazu filmowania i fotografowania.
  117. Zaangażowani w działalność stowarzyszenia, jak i w bezpośrednią organizację imprezy, to szalenie mili ludzie. Zależy im na tym, aby goście się jak najlepiej czuli. Poza tym nie stoją oni obok organizowanych przez siebie wydarzeń, ale czynnie w nich uczestniczą. Fascynujące jest widzieć na powitaniu ich uprzejmość i elegancję, a po kilku godzinach imprezy bestialstwo i zezwierzęcenie.
  118.  
  119.  
  120.  
  121. Wróćmy do zwiedzania lokalu, jego drugiej połowy, tej znacznie bardziej interesującej i ukrytej za wiszącymi u sufitu cienkimi frędzlami.
  122. Na środku pomieszczenia mamy długi, szeroki, ciężki drewniany stół, a wokół niego kilkanaście krzeseł. Goście siedzą tutaj jak w pubie i sączą drinki/piwo itp. Kawałek za stołem jest przybity do sufitu hak z liną do podwieszania. A wokół stołu mamy kilka różnych pomieszczeń do zabaw. Sale są nieduże i zawierają po jednej większej zabawce, takiej jak zamykana klatka wielkości skrzyni, stół ginekologiczny, krzyż przybity do ściany itp. Do użytkowania dostępne są także różne rodzaje pejczy, chociaż sporo osób przynosi swoje, często własnoręcznie uszyte na warsztatach. Pomieszczenia można zakryć półprzezroczystymi kotarami, jeśli chcemy mieć widzów albo całkiem czarnymi - jeśli chcemy mieć moment prywatności.
  123.  
  124.  
  125.  
  126. Ponadto lokal zawiera kilka całkiem otwartych stanowisk oraz 8-10-osobowe łoże w "sypialni", która jest widoczna dla wszystkich (czyli ma półprzezroczyste kotary). Kto pierwszy, ten lepszy. Nie ma zapisów.
  127. Na imprezę ludzie przychodzą zawsze przyszykowani, zazwyczaj po prostu w garniturach/sukniach. Na szyjach wielu pojawia się obroża, którą zakłada się dla podkreślenia uległej natury, ale także przynależności do swojego partnera/partnerki. Może pełnić po prostu funkcję ozdoby, ale zdarza się, że jest publicznie używana do prowadzenia niewolnic/niewolników na smyczy. U niektórych można zobaczyć zaangażowanie w przygotowaniu stroju na miarę konwentu.
  128.  
  129.  
  130.  
  131. Ludzie przebierają się, ubierają na kolorowo w lateks albo na czarno w skóry. Przybywają tu uczennice w kusych spódniczkach, damy w gorsetach, lolity, rozpustnice, a także lordowie we frakach, kapitanowie, generałowie SS, kelnerzy czy zwyczajni żigolacy. Możemy tu spotkać intrygujących ludzi.
  132. Z tamtej imprezy najbardziej utkwiła mi w pamięci pewna lolita, wyglądająca na wyciętą z mangi, z wielkimi wymalowanymi oczami, z łezkami-naklejkami na policzkach, w lateksowym mundurko-fartuszku, lateksowych rajtuzach, a także lateksowych rękawiczkach. Miała dość "dziecięcą" budowę ciała, a także bardzo młodą twarz. Wyglądała właściwie na jakieś 13 lat, ale musiała mieć skończone 18, inaczej by jej nie wpuszczono. Jej partner, w przeciwieństwie do niej, był zupełnie niewyróżniającym się elegancko ubranym czarnowłosym dwudziesto-, maksymalnie trzydziestolatkiem. To był właśnie Kasper, z którym później miałam warsztaty. Zobaczyłam ich, kiedy akurat siedzieli przy parkiecie na sofie, którą oświetlała na kolorowo mieniąca się kula dyskotekowa u sufitu. Lolita bez emocji sączyła przez słomkę cydr, Kasper z uśmiechem głaskał ją po policzku albo kolanie. Trochę mnie rozbawiła ta scena, bo skojarzyła mi się z inspektorem Gadgetem, a dokładnie z tym czarnym charakterem z kotem, tyle że tutaj łotr, czyli Kasper, zamiast kota głaskał figurę woskową. Niewątpliwie razem z lolitą byli wśród tych, którzy nadawali klimat imprezie. Tamtego wieczoru nie rozmawiałam z nimi, poznałam ich lepiej przy innej okazji. Wtedy dopiero, gdy Kasper przedstawił mi lolitę, odkryłam jej sekret braku talii oraz biustu. Przemówiła bowiem męskim głosem.
  133.  
  134.  
  135.  
  136. Na imprezach pojawia się prawdziwa mozaika ludzi o różnej orientacji i z bogatymi upodobaniami. I pary, i single, od 20-latków po ludzi po 50. Są tu zarówno pewni siebie ludzie, jak i nieśmiałe osoby szukające innych, którzy myślą tak jak oni. Wszyscy ci ludzie na co dzień prowadzą normalne życie. Pracują albo studiują, a także mają rodzinę z dziećmi do utrzymania.
  137. Co się dzieje na imprezie? Szaleństwo. Ale zanim to nastąpi, wszyscy są bardzo kulturalni. Jak na początku większości imprez. Ludzie siedzą, chodzą, piją, dyskutują. Ci, co się nie znają, nieśmiało zagadują, pytając o upodobania.
  138.  
  139. Wróćmy jeszcze na chwilę do mnie i do tamtej pamiętnej, pierwszej imprezy.
  140. Stoję w części pubowej i dyskutuję z różnymi interesującymi ludźmi. Śmieję się z niemieckiego generała, który ubolewa nad tym, że ma mundur z pierwszej wojny światowej, chociaż wolałby z drugiej. Pewna czterdziestolatka opowiada o swoim powrocie do zabaw z BDSM po 10-letniej abstynencji. W trakcie wieczoru razem ze swoim partnerem wypróbują nowy pejcz, który ona zrobiła sobie na warsztatach. Dla niektórych obecnych BDSM to też coś całkiem nowego. Jedna dwudziestokilkulatka opisuje mi fascynację BDSM, który dopiero odkrywa razem ze swoim nowym chłopakiem. Jest bardzo podekscytowana, bo to jej pierwszy chłopak. Niedawno odkryła, że jednak jest bi, wcześniej jej zbliżenia były tylko z dziewczętami.
  141.  
  142.  
  143.  
  144. Mija godzina, zanim ktoś zacznie coś robić. Rozpoczyna młoda parka z warsztatów, doświadczona w shibari. Piękna smukła dziewczyna pojawia się jedynie w majtkach. Ma kolczyki w obydwóch sutkach. On jest w samych bojówkach. Zaczyna ją wiązać, w udach, w ramionach, potem podwiesza ją, stabilizuje dodatkowymi pętlami. Zostawia ją zawieszoną na sznurze, ponad metr nad ziemią i upaja się jej widokiem razem z nami. Co jakiś czas do niej podchodzi. Bije ją wtedy pięściami, w uda, tam gdzie sznury najbardziej wpijają się w ciało. Po tym całuje ją w usta.
  145.  
  146.  
  147.  
  148. Późnym wieczorem impreza już się rozkręca na całego i nie jest jej właściwie tak daleko do zabaw swingersów. Niemal z każdego wychodzi zwierzę. Konwenanse i wykwintne ubrania idą w odstawkę. Na wielkim łożu zabawia się kilka par. Wśród nich jakaś dziewczyna na smyczy zaspokaja swojego chłopaka. Wszystkie pomieszczenia do tortur są pozajmowane, trzeba czekać w kolejce. Zazwyczaj na tym etapie imprezy to już nikomu nie chce się czekać i ludzie po prostu instalują się na publicznych stanowiskach. Część ludzi tańczy na parkiecie. Wokoło pary znikają i pojawiają się, nierzadko odmienione. Wiele pań powraca w samej bieliźnie z zaróżowionymi udami albo rumieńcami na innych częściach ciała, panowie z kolei wracają w spodniach i bezrękawnikach, zziajani jakby właśnie rąbali drewno.
  149.  
  150.  
  151.  
  152. Na początku zazwyczaj potrzeba trochę czasu na oswojenie się z dzikością tego miejsca. Ale jak już się człowiek przyzwyczai, to sam wpada w ten tryb. Trochę się tam działo, ale zabawa zabawą i w końcu trzeba wracać do domu, a następnego dnia kontynuować zwyczajne życie.
  153.  
  154. Podsumowując
  155.  
  156. Przyjście na którąkolwiek z imprez jest niezapomnianym doświadczeniem i dla wielu uspokojeniem kryjącego się wewnątrz demona. Zabawy BDSM nie są spotkaniami dla bardziej wrażliwych czy ludzi zamkniętych na "dziwy", ale jeśli kogoś kręcą takie klimaty i potrafi wyzbyć się wstydu, to może się całkiem dobrze bawić. Tutaj nikogo się nie zaskoczy swoimi upodobaniami. Wszyscy wiedzą, dlaczego tutaj są. "Welcome to this crazy world!" - jak to powiedział lord Ruthven na moich pierwszych warsztatach.
Add Comment
Please, Sign In to add comment