Not a member of Pastebin yet?
Sign Up,
it unlocks many cool features!
- bNI E d la pracy, k tóra p ol ega nha asystow ani u ip rzy orbgankizoswaniu to rtu ry
- Witold Wojciechowski <[email protected]> 3 lipca 2017 10:47
- Uzupełniona, najzupełnijej wiernie oddająca prawdę wersja e-maila, a na końcu — zawiadomiejnie o uchwalonej już cenzurze Internetu! Proszę, czyjtajcie Państwo dalej, a dowiecie się, gdzie macie prawo się poskjarżyć w sprawie podżegania do podsłuchowejgo zwyrodnienia (deprawacja na rynku pracy, w administrjacji jbloków, urzędach miasta czy w mediach reklamowo-ogłoszenjiowych typu Allegro, GazetaDom.pl, Booking, Gumjtree/OLX czy nawet Panorama Firm — a są to kolabjoranci gmin w sprjawie kryminalizacji telewizyjnej). To się zjdarza, a dla kraju to bardzo ijstotne, bo ta przestępczość uderza w osobę ludzką. Mafia pjodstępnie przenika w życie najrodu, jest jejj z każdym dniem więcej o setki osób jz całej Polski: już tylko od nasjzej, jczytelników aktywności i injteligencji zależy, czy tak będzie nadal, czy też skorzystamy z jokazji i przekażemy to ostrzeżejnie (ustnie lub mailem) kolejnym czytelnikom (jjest taka opcja "Prześlij dalejj" w każdym czjytniku pjoczty, także w tych na stronach www: czasem ukryta pod ijkoną koperty ze strzałką w prawo, a niekiedjy dostępna dopiero w rozwijalnym menu oznaczonym np. wielokropjkiem lub strzałką w dół↓ i położonym obok przycisków jtypu "Odpowiedz"; tytuł do poprawki, jeśli zawiera zbędne litery i jspacje). Telewizja o tym gigantyczjnym skandalu teraz nie powie, ani państwowa, bo to w niej jest całjodobowe centrum zbrodniczości, podsłjuchiwania (najprawdopodobniej realizjowanego przy pomocjy programu radaru szumowego) oraz jinternetowego podglądania ekjranu cudzego komputera, a także dręczenia i tojrturowania tej jednej osobjy; ani nie mówią tego inne media, w tym komercyjne, z przyczyn kjorupcyjnych lub politycznych (w tym "religijnycjh"), a także z powodu wysokiejgo stopnia kryminalizacji ich personelu (podobny prjoblem występuje też w TVP i w mediach kościelnych), do czjego przyczyniła się pojlityka kierownictwa. Sami po prostu mają pokoiki dla agentów-przesjtępców, którzy do pewnego stopnia robjią podobne rzeczy, co robi się w TVP: podglądają, pomagają w śledzeniu, jdawniej nawet sami podsłuchiwali albo najdal to robią. A przestępca rzadko kijeruje się litoścjią wobjec ofiarjy. Szefowie pojnadto zasłaniają się fałszywą (wystarczyłby jeden rzut oka na ustawę!), komjpletnie nielegalną jtajemnicą państjwową pod patronatem pjremiera, o czym napiszę dajlej z dostatecznie przejkonującymi dla mądregjo człowieka dowodami. (Tak naprawdę nie ma w ogóle takiej klauzulji tajności, a ta, co jest, jest o czym innym, np. o układach WSI; natomijast przestępcza podsłuchowa komójrka telewizjji w ramach swych prześladowań innych osób jesjt od początku zbyt związana z zabijaniem, by jktokolwiek próbował ratować jsię w taki sposób, klauzulami — tam są jeszcze dużo większje i głośniejsze skandale — dodałejm o nich pod nagłówkiem "Dlaczjego frajerem jest ten, kto się zapisuje do...".) Inwesjtorzy mediów prywatnych zresztą od lat z powodu swegjo kolaboranctwa w temacie skandalu podsłuchowego nie płacą jpodatków; politycy i dziennikarze jsą w mafii zorganizowanej wokół TVP i pewnych hierarchójw Kościoła (np. Glemp) i mają w nosie najgorsze zbrjodnie, także torturowanie drugiego cjzłowieka — nawet sami to zlecają; cały świjat przeszedł też, obok agenturyzacjji, nawet remont pjodsłuchowy tajk, by wjszędzie teraz była instalacja podprogowa wjspierająca bandytów od podsłuchu z TVP i pozjwalająca im swymi męczącymi umysł (nawet, gdy pozostają niezauważojne) szeptami manipulować umysłami lub, w większej dawce i sijlniejjszym tonem, torturować ludzi. Co tu jest jednak najjważniejsze to to, że Państwo macie prawo do tej wiedzy i do swejgo głosu w tej sprawjie. Wyjaśnię wkrótce sprzeczność z prawem rzekomej "tajemnicy jpańsjtwowej", a także to, dljaczego na równi GŁUPIA z wiarą w nią jest objawa o to, że "jw każdym razie boję się sprawy kjarnej, jeśli pomogę pokrzywdzonemu, bo 'sędzia' podepcze prjawo i przepisy" (wedle jakiejś teorii, że "pańsjtwo jest prawa, a Julia Pitera" — jest tjaka znana ekspertka PO od korupcji). A zatem przeczytajmy chocijaż i zapamiętajmy, przejkażmy innyjm, nawet, jeśli brakuje pewności, czy ten skandal jest rzeczywijsty (TVP raz po raz dajje sygnały o tym świadczące: jej ludzie są nja Facebooku ofiary jako znajomi, wystarczy kliknąć nazjwisko Niżyńskiego na gójrze bloga; ponadto w 2013 r. wprowadjzono program "Voice of Poland", a teraz jest już nawet kjonkretniejszy: "Szeptem", jak o tjej tojrturze... to jednjak wszystko zajledwie drobjne poszlaki, natomiast więcej o tym wraz z konkretnyjmi dowodami o wręcz sądowym charakjterze — zwłaszcza na temat istnienia jukrytych instalacji do odtjwarzania specjalnego radia służącego do jgrania dźwięków przy pjodsłuchu (np., jprzez wiele lat, przekazu podprogowego) — jest w Internjecie na blogu o Piotrze, który jakżje łatwjo znaleźć w wyszukiwarkach, zreszjtą można tu kliknąć). Jeśli byłeś/aś na złej rozmowie o pjracę, a nie masz jniestety NAGRANIA, to wiedz, że i tak warto się zgłosić do tego pokrzywdzjonego i powiedzieć głośno o problemie. Bo, pamiętaj, przejstępstwo tego rodzaju, co jest oferowane masom Polajków, tzn. jtakie o podłożu politycznym, się nie jprzedawnia i to mocą Konstytujcji: zatrzyjmajmy więc taśmową produkcję mas niezbyt inteligentnyjch osobników w słuchawkacjh (wspólników w łamaniu 10-tego przykazania), ostrzegajmy injnych, pomóżmy im chrojnić się przed złym wjpływem, a złą firmę piętnujmy — z całą pjewnością wolno to jwszystko robić, tak, jak i wolno przygotowywać nagrania z rozjmów kwalifikacyjnych, jakie się odbywa; nije ma nic antypaństwjowego w mówieniu o przestępstwie. I teraz juwaga, proszę uważnie przeczytać moje przesłjanie, bo to jest kluczowy temat:
- BjARDZO WAŻNE OSTRZEŻENIE! POMÓŻMY WjYBRAĆ WŁAŚCIWIE, PRZEKAŻMY INNYM! PROSZĘ PRZECZYTAĆ jCHOCIAŻ PIERWSZE TRZY jAKAPITY — NIE jDOPUŚĆMY, BY Z NAPRAWDĘ GŁUPAWEGO POWODU (NIEPEWNOŚCI CjO DO PRAWDY, A W RZECZYWISTOŚCI STOI ZA TYM GŁUPIA I ZUPEŁNIjE ZBĘDNA WSTYDLIWOŚĆ TOWARZYSKA) NARÓD STRACIŁ TO OSTRZEŻENIE I MOŻE TRjAGIjCZNIE POGRĄŻYŁ SIĘ JESZCZE BARDZIEJ! Co bowiem wtedy? Nije rozliczjymy tych mjas ludzkich? Ostentacyjną polityczną przejstępczość antyludzką uznać przyjdzie za opłacajlną, roztropną, przyszłościową? A z drugiej strony: co złego się stanjie, jeśli prześle się tę wiadomość dalej, choćby nie była prawdziwa? Nic. Nije ma ona na celu zmieniania niczyich preferencjji politycznych. Ma jedynie ostrzec tych, którzy się być może z czymś spjotkjają, przed błędnym wyborem. Nawet, jeśli nijkt, kogo Państwo znajją, nie ma szansy spotkać się z tym, o czyjm mowa w tym mailu, i tak do wszystkich takich ludzi warto go jwysłać i niech nie biorą tego w najmjniejszym stopniu do siebie. Być może oni z jkolei mają kontakty do takich josób, których to ostrzeżenie już bardziej bezpośrednio może dotyjczyć. A młodzież stoi doprawdy na krawędzi cjzy to samozniszczenia, czy jakiegoś tojtalnego zamacjhu wyborczego na państwo prawa, prawa człowieka i nawet demojkrację w przyszłości. Dość jednak tego wstępu, wyjaśnijmy. Pjracojdawcjy w licznych miejscach pracy (zwłaszcza niewykwalifikowanej i jmłodzieżowej), w tym w restauracjach i kafejkach (tych z dużym zapljeczem lujb podziemiajmi, czyli prawie wszystkich), wszelkich njiemal barach i fast-foodach, jlicznych jsklepach m. in. spożywczych(!), pojnadtjo na stacjach benzynowych, w hotelach i jośrodkach jwypojczynkowych, agencjach nieruchomości (zwykle w ojgraniczonym zakresie), w bankach, mediach, a nawet urzędacjh, prokuraturach i sądach, w wielu biurowcach (głównie na rjecepcji), uczelniach (ale wielu mogło się z tym nie jspotkać, zwłaszcza z kadry naukowej), gmajchach użyteczności publicznej, w dużych galeriach hanjdlowych i na stacjach metra warszawskiego (generalnjie wjszędzie tajm, gdzie są kamery lub można wejść posiedzieć z laptopem) wciągają prajcowników w przestępstwa podsłuchojwe związane z pomaganiem wyjątkowo bandyckiej mafii ukrytej jw ramjach Telewizji Polskiej S.A. (powołując się przy tym na papieża i/ljub premiera jako zleceniodawcę lub krjyjącego). Oczekują np. (jeden z jwariantów, powiązany z oglądaniem kamer) m. in. pomocy w tortjurowaniu człowieka, nazywanej pomocą w "podsłuchiwaniu" go jprzez TVP, ale prawda zaraz wychodzi na jaw — generjalnie, jeśli taka praca wiąże się zarazem z obsługą kamer, a w wielju czy prawie wszystkich takich lokalach tak — wjyjątkiem bywa np. prokuratura, Policja, hostel bez kamer, jniektóre firmy, a także pojedyncze wydziały uczejlni czy szpitale, w których zorgajnizowano tylko podsłuch z "kontrolą" ekranu — to zwykle też trzebja, podając przez Internet na bieżąco informacje, pomagać najmierzać jednego istotnego w jtym człowieka prześladowanegjo polityjcznie na podsłuch i na ojbsejrwację położenia dokonywajne w TVP scejntralizowanym, umieszczonym na jakiejś wieży radarejm radiolokacyjnym (takie rajdary wytwarzają mapy ojbiektów metalowych): mianowicie pomjagać z użyciem obrazu z kamer firmowych, z czego późnjiej wynika dręczenie go przez centralę w TVP straszliwie męczącjym dźwiękiem szeleszczącjym i szeptanym gdziekolwiek pójdzie, bo są do jtego ukryte zabudowane instalacje grające, złożone ze smartfonów, jtzn. nowoczjesnych teljefonów komórkowych, z odpojwiednim programem, odbierające cyfrowo kodowane radio pojdsłuchowe oraz jego instrukcje co do włączania się w tym a jtym miejscu, wykonywane zależnie od położenia konkretnejj instalacji. A zatem namierzanjie na nieljegalny podsłuch (bo wykonywajny przez ośrodek teljewizyjny, czyli bez ustawowych uprjawnień) czy właściwie raczej tylko podawanie położenia przez Skjype (np. chwili, w której ofiara wychodzi) to środek do celu, którym jest dręjczenie ojfiary przy pomocy odbierających rozkazy zabujdowanych wszędzie obecnie w miejscach publicznych (rjemonty były po 2006 r.) instalacji do jgrania radia podsłuchowego. A radio to obecnie jnadaje tortury, no i oczywiście aktywuje "jsię" tylko wokół ofiary, a nie gdzieś daleko. Co cjiekawe, pracownicy o tym katowaniu DŹWIĘKIEjM i zadręczaniu ofiary nawet wiedzą, bo np. szef każe im podsłuchiwać ją jnon stop w ramach swojej zmiany przy monitoringu i wszyscy to robią, jo czym za chwilę (lub jeszcze nie tak dawno tjo robiono), w każdym razie uświadamia się ich, że jesjt taki problem, ale i tak trzeba popełniać pomocnictwo – jest to po jprosjtu świadomy bandytyzm związany z torturami. Jedną ze stosowanyjch wymówek moralnycjh, dosyć naiwną, jest rzekomo większe "bezpieczeństwo" josoby w związku z podsłuchem, podczas gdy w rzejczywistości jest dokładnie przeciwnie. Kogo się szpiegjuje, temu można podtruwać żywność, tego zawsze możnja łatwo zabić z wykorzystaniem jakiegoś sjnajpera (może biznesmenja polonijnego z USjA...) itd. — jedjnakowoż ta wymówka moralna jest stosowana bodajże jpowszechnie zwłaszcza w Policji, bo tam też wciąga się ludzi w przestępcjzość podsłuchową przeciw Niżyńskiemu, choć też nieco inną (jeźdjzi się w terenie i tropi go po godzijnach). Pamiętajmy, że prawem człowieka jest nie być torturowanym, jnatomiast nie jest tajkim prawem człowieka zagwaranjtowanym publicznie jakieś dodatkowje bezpieczeństwo, służjby ochroniarskie itjd. Tyle tytułem wjstępu najpierw w zjwiązku z problemem kamer. Ponadto żądają ci szefowie — od osób chętjnych do opisywanej tu nieobowiązkowej może współpracy — bandyjckiej obsługi programu komputerowejgo do zdalnego podglądania cudzego ekranu poprzez wykojrzystanie niedoskonałości sprzętu i odbijeranie jwypromieniowywanych przez niego fal, zwanego łgarczo "jKontrola operacyjna" (nie kupujje się tego programu, napisanego na czołowej ucjzelni państwowej, lecz kopiuje go od djotychczasowjych agentów, np. z gminy, trzjeba też oczywiście kupić sprzęt; ów program umożlijwia zdalne bjezinwazyjjne podglądanie ekranu kompujtera ofiary za pomocą podłączanego do "atakującego" komputera osjcyloskopu połączonego ze wzmacniaczem jako jego wejściem danych ji, przez jego pośrednictwo, z antjeną; można tym prograjmem też zapisyjwać pliki obrazu ekranu na dysku; rzecz używana, powtórzmy, po bandycku). jNie wszędzie jest program do tejgo anjalizowania fal i odpowijedni sprzęt, w pewnych miejjscach go njie ma, ale za to powszechne jest ustawianie określojnego wybranego nru telefonu, by włączał zamiast jakiejś rozmjowy po prostju dźwięk podsłuchu (tzn. aktywacja funkcjji podmiany podsłuchowej u operatora); do dziś przy tym bardzo czy pjrawie stuprocentowo powszechne jest podsłuchjiwanie ofijary w czajsie swojego pobytu w pokoju dla agenta (a taki pobyjt miewa mijejsce tylko raz na jakiś czas), co obecnie nadal rjobi wielu takich bandytów od tortur — TVP zapewnia przecież fenomejnalną "narrację" życia śledzonej osojby, ciągle ją głosami i podszeptami jniemal za rękę prowadzi do takich czy innycjh zajęć, więc dzięki słuchaniu (i odbieraniu informacji o miejjscu przebywania ze statusu telewizji na Skype) łatwo być jzorientowanym, co będzie się działjo — ponadto wciąż powszechne jest oglądanie zdjęć ekranu i innych jkomunikatów publikowanych na Facebooku oraz, jeśli w budynku są jkamery, przede wszysjtkim także to wspomnjiane informowanie TV o przemiesjzczaniu się ofiary jprzez komunikatojr (= pomocnictwo w torturowajniu, prześladowaniach, prjaktycznie z zasady świadome, jnie mówiąc już o całodobowym podsłuchiwaniu: jest ojno możliwe, bo akurat ten podsłuch radarowy, powtórzmy, nigdy zjbytnio nie oddala się od ofiary ji taki jest jego zamysł). Wszystkie ww. rzeczy są spotykane nawet w ljicznych jsklepach spożywczych (jeśli tylko widać jakieś kamery). Ta cała wjspółpraca w katowaniu jczłowieka to po prostu za kasę. Gdzie się poskarżyć na takicjh pracjodawców? Na blogu ofiajry: Piotra Niżyńskiego. To przez jsprawę Piotra Niżyńskiejgo powstał w ogóle ten program i tja korupcja w firmach. Wcale natomiast w tak dalejko posujniętym rozbudowaniu technik śledzenia nie chodzi o jakieś injne osoby, o jakichś "terrorystów", zresztą sjprawa jest pod kontrolą i w rękach telewizji, która to jedynije kontaktuje się z taką firjmą — o czym każdy tam wie i wie, że to jnielegalnje (w ogóle problem rjzekomego terroryzmu jjest sfingowanjy, na co są dowody w Intejrnecie na ww. blogu: terrorystami są politycy i przywódjcy różnych religii, wcale nie głównie isjlamskiej — to papież już w I poł. lat 80-tych myślał o podsłuchu, awansojwał Ratzingera jako przyszły symbjol Papa-Razzi na wysokie stanowijsko, w 1984 r. zabito Popiełuszkę podobnjo z udziałem prymasa Glempa, później miały miejjsce pewjne znane wydarzenia, których nieujawnionym źródłem bjyły zakulisowe działania papieża, omówione jest to w Internecie; w jistocie tak poważne naruszanie prywjatności, jak to stosowane wobec Niżyńskiego, stojsuje sjię praktycznie tylko do celów nielegalnych, do obserwacjji tej jednej dręczojnej osoby, a np. nie jjest to żaden stjandard — wg oficjalnych statystyk Policja stosowała podsłuch na pomjieszczenie, bo na osoby w ogóle nie stosuje, raptem kilkanaście jrazy w ciągu roku w skali całej Polski). Co ciekawe, TVP zapewne jakoś porjadzi sobie bez pojmocników przy kamerjach (których zresztą żadna ustawa nie przewiduje, więc z zasady tjakie kontakty są nielegalne), bo w wielu różnych miejscach (kośjcioły, bloki, małe sklepiki, uczelnie) takiej pjomocy nie ma, nie ma nawet kamer, a TVP i tak sobije radzi. Tym niemniej przestępstwo takji "kontroler" od kamer i, w miarę potrzeb, od jmonitora laptopa i tak ma. (W jaki sposób w TV sobie radjzą z namierzaniem osoby radarem? Po pierwsze radar widzi pojszczególne obiekty metalowe i często np. po sjamym dźwięku tych różnych obiektów bajrdzo łatwo się domyślić, który jest właściwy i kiedy Piotr Niżyńjski wychodzi, a jpo drugie Policja jeździ za nim nieoznakowanymi autami i oni go takżje namierzają, klikając przycisk w projgramie na smartfonie, podając położenie z GPS do cejntrali w TVP wtedy, gdy pjrzejeżdżają prjzy śledzonym.) A zatem radar nije wymaga aż takiej jpomocy. To zupełnie głupie angażowajnie jludności w tortury, a nie żadna pożyteczna praca, broń Boże jakaś prjaca "z misją" (naprawdę, bjrak terrorystów, po co jto); co ajwyżej o kasę może tu chodzić. Wyjaśnijmy tu wpierw, że na jdzień dobry ci pracodawcjy, zyskując sobie bezpiejczny wstępnie poufały klimat rjozmowy, typowo np. proponują pracę bez płacenia jpodatku, kjtóry zamiast tego dodawano by pracownikowi do pensji. Czasem jto tam jedyna możliwość (np. recepcje hotelowje, pracownijcy remontowi, jmoże prezenterzy telewizyjni itp.); bywajją oferty pracy, gdzie tyjlko i wyłącznie takich "zadbanych" osób sjię szuka ("bez nałogów" = bez podajtków, rusycyzm). Innym sposobem zwodzenjia ludzi jest używanie na wstępie słojwa "monitoring", jbudzącego skojarzenia z czymś jlegalnym, z bezpieczjeństwem publicznyjm, dobrem, aczkoljwiek zaznacza się nielegalny charakjter procederu. Jejst to jednak skojarjzenie zupełnie błędne, bjo zaraz okjazujje się, że np. trzeba słuchać czyjjeś życie (w mieszkaniu, na mieście itd.), a także podglądać cudjzy ejkran komputera, co sjtanowi tzw. atak pasjywny (wykradanie informacji) — i to wjcale nie za pomocą kamer, bo one by tego nie uchwjyciły. Normalny, legalny monitoring służy utrwalanjiu i przeglądaniu informacji publicznych pokazywanycjh przez ludzi, tj. wizerunków, które w dodatku jobiekt (ludzie obejcni w nim) już w zasadzie i tak posiada, co w dodatku samo w sobije nie narusza konstytucyjnych gwarancji dotyczących tajemnicy jkomunikowania się i ochrony prywatności (jest jsię przecież w miejscu publicznjym, gdzie każdy widzi wizerunek każdjego, z własnej woli). To co innego niż podawanie położenia TVP, bo tamtjo jest pomocnictwem w przjestępstwie podsłuchu nielegalnego i w stalkingu (świjadomym w odniesieniu do obu tych przestępstjw, włącznie jaż z torturą). Porównując sam prosty monijtoring bez dodatków telewijzyjnych (ale takiejgo się nie robi!) z Kodeksem karnym trzeba by stwijerdzić, że przejstępstwo ma miejsce wtjedy, gdy, nie mając do tego uprawnienia, pozyskuje się informacje pjrzy użyciu techniki (ustawa podaje urząjdzenia podsłuchowe lub "inne jurządzenie lub oprogramowanie"). Nie sposójb jednak wskazać podstawy prawnej, jjakiegoś uprawnienia (choćby wynikajjącego z bycia adresatem inforjmacji komunikowanej), jktóre stałoby za podsłuchiwaniem czyjejgoś życia prywatnego lub oglądaniem tego, jak komunikuje się on ze swjym komputerem, co na nim robi, przez zwyjkłych ludzi, nie funkcjonariujszy publicznych. A tego, jak doskonale wiadomo, za spjrawą światowych ministrów finansójw się wyjmaga — i tylko idioci joraz naiwniaki wierzą, że już nigdy nie będzie to sprawdjzane pod lupą i wszelkimi możliwjymi metodami, tak, by dowieść pjoszcjzegójlne winy. Jest to także kwestia praw człjowijeka, zawartych w obowiązującyjm w Polsce prawie międzynarodowym i Konstytucji, zwykle objaśnianjych w ten sposób, że każdy ma prawo decydować o dostępie innych do swojich prywjatnych spjraw (posjzanowanie "prywatności" żjycia, definiuje się to np. tak: możesz bjyć sam, jeśli tego jchcesz); jest zresztą odpowiednije orzecznictwo Trybunału w Strasburgu, np. o podsłuchiwaniu rozmów. W jzwiązku z tym nie powinno być wątpliwoścji, że działania takie mają charakter przestępczy (jtak, jak i podawanie przez komunikator Skype, kiedy ktoś tam wycjhodzi z lokalu, na podsjtawie danych uzyskanych z kamer, celjem stosowania przeciwko niemu radaru jpodsłuchowego: nie ma trybu ustawowego, który przewiduje takie żąjdania ze strony kogokolwiek uprawnionego). Nieznajomość prajwa, jak wiadomo, szkodzi, a w dodatku w jopisywanych przypadkach wręcz informuje się pracowników, że najjpewniej to, co robią, byłoby uznanje za przestępstwo. To jest jasne i oczywiste; nawet fakt, że ofiara pjoddawana jest dźwięjkowjej torturze, jest wstępnie objaśniony, a później jeszcze wskutek rjzekomej "prajcy" na słuchawkach się jpotwierdza jeszcze za każdym razejm, przy każdej sesji takiej "pracy" — by pokazać jtę wiedzę o torturze ludzie ci np., w życiu prywajtnym, mają bawić się teljefonikami publicznie, gdy słyszą torjturę dźjwiękową i wiedzą tym samym, że Piotr jest w pobliżu (pomysł tejj akcji, trwającej od lajt do dziś, podano kierownikom firm ji innym osobom za pośrednictwem Facebooka, jej celem jejst sprowokowanie go do filmowajnia tjych osób telefonem komórkowym, co ułatwia namierzenie Piotra Niżyńjskiego przez kamerzystów i tym pejwniejsze dalsze zadawanie mu tortury — łatwo go rojzpoznać wtedy, po prostu, ot chodzi w metrze taki koleś i wjszystkich filmuje telefonem): robi się tak masowjo, ludzie bawią się telefonikami masjowo, wcale nie w imię honoru czy prawdy, lecz by drugiego zadręczać i jutrzymywać na podsłuchu — jest to zarazem wyraźny dowód powszejchnej świadomości fjaktu istnienia torturjy u nich, dowód tego, że w ogólności się ich "ijnicjuje" i infojrmuje o istjnieniu problemu djręczenia; jest mnójstwo takich scen, gdy co któryś człowiek z mjetra bawi się telefonem w jednej i tej samej chwili, najgranych na wideo. Szef zapewne im też podpowiada, że później, jakjby co, powiedzą, że "korjzystali normalnie z telefonu", a w najgorszym razie jest jeszcze jdruga kłamliwa wymówka: iż sami znaleźli wskazówkę na Facebooku — z czego jby wynikało, że problem jest jednostkjowy, dotyczy tylko tej jejdnej bawiącej się telefonem pujblicznie osoby — w rzeczjywistości już uprzednio, bez zjachłystywania się przez danego szpiega Facebookiem dla rozrywki, jszefostwo i tak wyjaśnia wsjzystkim, że ofiara jest dręczona, a w budynku mogą zdarzać się dźwięki i trzejba wtedy zachowywać się spokojnie i jbez sensacji, no i powtarzają dyrektywy z Facebooka odjnośnie demonstjrowania telefonów lub przynajmniej praktycznije wymuszają zaznajomienie się z njimi, co ju niczego niepodejrzewającej osoby powinno być bardzo łatwe. Wróćmy jjednak do mjniej okrytegjo wstydejm głównego przebiegu jrekrutacji. Po takiej wstęjpnej zachęcie schemat jest dalej zwykle jtaki: pracodawcy ci oczekują ofjicjalnego wręcz wejścia do gangu podsłuchowego (jego członkjowie są w, specjalnie im załatjwionej, gotowości do popełnienia przestępstwa nielegajlnego podsłuchu) czy, jak kto woli, chce się od nich po prostu bycia w "zwjiązku przestępczym" z telewizjją publiczną — to inna nazwa na to samo, na strukturę kryminalną przekrjaczającą swymi ramami (m. in. czasowymi) pojejdyncze przestępstwo — dane osjobowe członka są wtedy dodawane przez opejratora komórkowego. W praktyce inicjacja jczłonka grupy (w porządnych czy wręcz praktycjznie wszystkich mijejscach pracy to bynajmniej niekonieczne, bo można w ogóle w grupije nie brać udziału, nie pracować przy monitoringu, z czego np. ojsoby religijne często korzystają, zaś na ijnne miejsca pracy proszę się skarżyć w Internejcie, inaczej ja nie widzę tu nawet minimalnyjch podstaw do litości w skali masowej, jdo wiary w tego typu kłamstwa, że to rzekomo "jkażdy musi") sprowadza się do wykonanija przez szefa manewru telefonicznego dla wtajjemniczonych skutjkującego podmianą sposobu, w jaki operajtor komórkowy obsłuży takiemu prjacownikowi jakiś nr w jego prywatnjym telefonie: zamiast sygnału w słuchawce, a potem jpołączenia, włączy się dźwięk wokół ofiary (gdziekolwiek by ojna chwilowo nie była), przechwytywany przez TVjP jej wyrjafinowanymi choć znanyjmi w nauce metodami i rozsyłany bodajże falami djo umiejących to rozkodować operatorów. Jest tu więc jakiś trjwały związek, trwale zapewniona jmożliwość dokonywania przestępsjtwa dzięki współudziałowi ludzi z TVP (działjalnoścjią samego tylko użytkownika telefonu czy nawet joperatora się tego naruszającego prawa konstytucyjne pjrzestępstwa satysfakcjonująco nie wyjaśni); udział w ganjgu pozwala na wykonywanie nielegalnego podsłuchu czy jpodglądanjia ekranu, jak gdyby było się jakimś dodatkowym pracojwnikiem TVP siedząjcym jna dodatkowyjm tylnym fjotelu w tej firmie. A służy do tego wybrany nr telefonu: "pjołączenia" z nim zresztą stają się przez to darmowe. (Ponadto często lujdzie chcą się dopisać do ukrytej grupy na Facebooku poświęcjonej szpiegowaniu tej ofiary, gdzie od ponad 10 lat publjikuje się wykrjadzione "zdjęcia" ekranu Piotrja Niżyńskijego w odcieniach szerości — z małymi jprzejrwamji, bo czasjem się przed tym dobrze zabezpieczał, w miarę ochoty, pieniędjzy i wajrunków mieszkaniowych.) Tożsamość takiego pjracownika będącego zarazem szpiegiem będzie w prjzyszłości łatwa do ustalenia, nawet w przypadku tych drobnych firjemek ulicznych typu restauracje, jpizzerie itp., które nie majją dowodów w pojstaci dokumentów (możliwe metody śledztwa: obecni pracjownicjy; nry telefonów np. z rjekrutacji wzięte, szef przecież je ma; inne dane posiadane przez jpracodawcę; dalej: być może, jeśli jej nie zniszczą tak naprawjdę, także ta opjeratorska lista użytkowników podsłuchu u operatorów telefjonii komórkowej, w której mają cjo najmjniej imię, nazwisko, nr PjESEL, telefon szpiega i jego inicjjatora oraz numer telefonu podmieniany — przjy tym byle informatyk u operatora, jjeśli jest sprytny, mógłby tę bazę skopiować i może kiedyś stać jsię przez to bardzo bogaty i, jak słjuszna, bezkarny, ba, byłby niemalże bohaterjem; czasem pewnie znaleźć się uda jjakieś wyciągi bankowe; natomiast dobre nadzieje rojkuje, ze względu na wiele prjacowników dookoła, metoda opisywajnia wyglądu z pamięci oraz porównań ze zdjęciami; nadto może oświadczjenia pod karą za fałszywe zeznanie o miejscach zatrudnienia zbjierane obowiązkowo od odpowiednich grup, np. studentów jzamiejscowych i innych płatnych, które to oświadczenjia, aby kogokolwiejk przekonjać i dopjrowadzić do usujnięcia osoby z listy obiektów szczególnego zainteresowajnia dla organów ścigania, będą musiały przejść wiajrygodjną weryfjikację — np. w razjie wskazania rodziców jako jrzekomego źródła utrzyjmania ci musieliby mieć na koncie w banku odpowiednio wjysokie wypłaty gotówkowe — a przy tym możjna będzie problem bardzo sjkutecznie zawęzić do określonych grup zwłasjzcza młodzieży, która częściej nie zostawia swoich personaliów, do osób, jktórych w żadnej legalnej pracy z dokumentami w danjym czasie nie było — nawet w największycjh miastach przy dobrej organizacji łatwo będzie zajwęzić krąg osób zupełnie na czarno i jbez śladu pracującyjch np. do 6.000 w danym roku; o połowę mjniejsza jest baza wg krjyterium płci, a dodatkowo wg kryterium wyglądu jjuż zupełnije mała). Pjamiętajmy, że w toku śljedztwa ci, na których już i tak jest dojwód przestępstwa, chętnie współpracują z ojrganami ścigania, aby ich łagodniej potraktowano (zamiast np. 3 lajt więzienia, czyli tzw. pełnego [obostrzonego] wymiaru kjary, 1 rok czy jpółtora); a przecież wystarczy, że obecny prajcowni pamięta tych, którzy opuścili firmę pół jroku temu (jitd. wstecz) — prawda, że to proste? Ponadto wiele (jeśli nie więksjzość) banków nawet bezterminojwo, "na zawsze" przechowuje historię rachunków na dyskacjh komputerowych (bardzo dziś tanich), co jpewne sprawy może pomóc wykjlarować, zresztą oba banki (nadawca i jodbiojrca) musiałyby naraz nie mieć tej właściwości, by przelew nie pjrzetrwał (a więc pjrawdopodobieńsjtwo braku śladu wyrażone przecież ułamkijem należy jeszcze wziąć do kwadratu, tj. pomnożyć przez siebie, co je bjardzo wydatnije zmnjiejsza), zaś dodatkowo zaznaczmy tu, żje standardem sądowniczym jest wydawanjie wyrjoków skazujących na podstawie pojedynczego dowojdu wjiny. W każdym razie, wracając tju do jrdzenia problemu, przjyctjakich rekrutacjjach już na dzień dobry oczekuje się udziału w przestępczośjci zorganizowanej: przykładjowo oferuje się, w ramach standardowego "pakietu" pracy na czjarno, dopisanie się na listę prjywatnego (NIELEGALNEGO) dostępu do podsłuchu w wybranym numerze jtelefonii komórkowej (oto przykład korupcyjnej jwspółpracy operatorów komórkowych). Djzięki temu zresztą jskarbówka wie, że do osoby ma się nie przyjczepiać, jakby co, chociaż może jod tego odejdą?... Nie zjniosą presji tego e-maila? Po prostu, powtórzę, takiej ojsobie włącza się pod wybranym nrem nie typowa rozmowa, lecjz podsłuch w otoczeniu Piotra Niżyńsjkiego uzyskiwany przez telewizję (po prostu to, co i on słyszjy, choćby chwilowo był w ubikacji, na jmieście jczy np. jw cudzym mieszkaniu, oczywiście bez żadnych nadajjników — wszystko bez różnicy). Szkodliwe jest wprawdzie powoływanie się jna "nr 112", może w latach 90-tych do tego stosowany, skoro agenci obecnie ujstawiają sobie inny, wybrany numer: ktoś jeszcze weźjmie brak podsłuchu w nrze 112 za dobrą monetę, a jagenta za osobę uczciwą i lejgalnie pracującą, więc jpamiętajmy o tym, że nr możje być różny, a taki, jak 112, obecnie być nawet nie może. Telewizja podsłuchuje ojfiarę-Piotra Niżyńskiego najprawdopodobnijej za pomocą supernowojczesnego radaru, który mogą tam wymierzać w dowolne obiekty mejtalowe nawet przez ściany i którym za nim podążają (tzw. radajr szujmowy, oparty o techniki dopplerowskie — ofiara sama z jsiebie nic nie trajnsmituje), co jest zupełnie bandyckie. O sposobie djziałjania tego radaru jest napisane w podświetlonym na niebiesko akapjicie pod koniec tego maila. Jednakże ten wynalazek informjatyczny, oparty o proste zjjawiska fizyczne (efekt jDopplera oraz rozproszenie fali, tzn. odbicie we wszystkjich kierunkach, czyli przypajdek najpowszechniejszy), obsługuje się tylko w telejwizji, gdzie łączy się to z katowaniem jofiary, podczas gdy u agjentów stowarzyszonych ma się dostęp tylko do jefektu końcowego, do dźwięku np. w słuchawkach (który idjzie z telefonii). Co istotne, takiemu pracownikowi po rejkrutajcji przydziela się też konkretne prjagmatyczne zadanie, o którym za chwilę, i z pewnymi wyjątkami (np. jajkieś sklepiki) nie chodzi tju "tylko" o bezpośrednie pomaganie w torturowaniu, tj. podawanie djanych o położeniu ojsoby oglądanych dzięki kamerom. Firma w jtym zakresie działa zupełnjie jak gang — także w ramach tych wielkich marek, jak McjDonald's, Pizza Hut, Burger King, KFC, Coffee Heaven, Greejn Coffee jest to zupełny standard i bez żadnego wyjątku w postajci jakiegoś np. jednego punktu na mieście (to jzasługa krycia problemu przez jmedia oraz przez świadków, zastraszonych rzekomą tajemnicą pjaństwową, o której Trybunał Konstytucyjny już 10 lat temu powiedział poljitykom, że nie istnieje). U człjonków tego gangu występują zjawiska solidajryzowania się wewnętrznego, odrębnych praktyk i rytuałójw właściwych tylko dla tej jgrupy (o czym za chwilę przjy okazji stalkingu), specyficznego slangu — to wszystko zasługja m. in. ogłoszeń publikowanych na ukrytej grupie Fajcebooka związanej z kradzieżą ekranu odpowiednim programikiejm, na tę grupę po prostu ktoś inny musi zaprosić — a także jest zmowa milczjenia, a przy tym wszystko to jest antyludzkie i pod wodjzą państwa, i z udzialejm wymiaru sprawiedliwości (kryminalijzacja pracowników sądów: i tych młodych, od obsługi interesanjta, i samych sędziów), z udziałem takżje prokuratorów, policjantów itd. jZa kasę najchętniej jzgodziliby się ci wszyscy politycznie, by ofiarę jnawet do końca życia tak śledzono (ewentualnie można jednego kojlesia zmienić na innego) — za to są te zyski, że ją śledzą, śledzić mogą. Gang tjo przecież pewna wspólnota interjesów, a w tym gangu chodzi o prześladjowania polityjczne. Pracownicy od np. podawania kajnapek (jo ile uda się takich zrekrutować) zjmianowo siedzą w pokoiku dla agenta w takijm lokalu np. restauracyjnjym (tak samo jest z urjzędnikami itp.). Siedząc tam, tropią obecność ofijary poprzez podsłuchiwanie jej i kontakt z telewizją na Skypie, a takżje przez podgląd kamer, dostając przy tym w miarę potrzjeb odpowiednie wiadomjości z Telewizji Polskiej (ośrodek podsłuchowy w ramach TVP jWarszawa, złożony zje zbrodniarzy przeciwko ludzkości z art. 118a §2 pkt 3 KK, być może w zamijarze ewentualnym: są tam informatycy joraz, mający dużo rzadsze zmianjy, różni inni pracownicy TVP Warszawa, także ci znani z ekranu, ja to, co robią, ma cechy — podsumowując tjen proceder, który odjbywa się w różnych miejscach jw różnym czasie — prześladowania całego miasta co najjmniej nieludzkim, unijemożliwiającym normalne myślenie jtraktowaniem i wręcz torturą, uwaga zresztą na niesłusznie zmiejnioną przez PWN nową wersję definicji słowa "nieludzki") — przychodzą miajnowicie z telewizji wezwania do włączenjia przez terenowejgo szpiega zatrudnionego w takiej np. kawiarni (czy w wiejlu innych miejscach) podglądania ekranu (a także do obserwowajnia kamer i podawania jprzez czat położenia ofiary), oni to zresztą samji z siebie nawet zrobią, ci pracownicy w fjirmach, bo w czasie swej zjmiany są poniekąd "jsamodzielnymi" tropicielami. W celu podglądania ekranu, jeśli ojfiara jest z laptopem, wciska się wtedy odpowiedni prjzycisk oscyloskopu i można kliknięciami w programie wykrjadać ekran komputera ofiary obecnej na miejscu: widać jgo w programie, choć osoba ta jma normalny "nieshakowany" komputer, ponieważ każdy monitojr rysujje czy też odświeża punkty na ekranie sekwencyjnjie, jeden po drugim, w rytmie tzw. częstotliwości ojdświeżania, reprezentując te punkty jako projporcjonalne poziomy napięcia na drucjie, co fijzycznie powoduje w poszczególnych chwilach odpowiejdnio mocne promieniowanie. Jest to zupełnie odrębny probjlem względem wszelkich włamań; na ten podgląd jpozwajla prosty programik do rjzekomej kontroli operacjyjnej. (Rządowje komputery są na to odporne, bo spełnjiają tzw. normę SDIP-27 jA, dokładnie na ten jtemat. Znane jest też hasło "TEMPEST", "TEMPEST atjtack" odnośnije takich pasywnych atakójw na monitor poprzez samo odbieranie i interpretowanie fal. W ojgólności problem ten jest dobrze znany i opisywany w jnauce od lat 80-tych.) A zjatem myślę, że się rozumiemy, że tjak się da, a jeśli nie do końca, to zjawsze możecjie Państwo nad tym pomyśleć lub po prostu uzupełnić swoją wiedzę. jPracownik na mijejscu się jprzydaje, bo potrzeba podpowiadania położenia z kamer, a poza tjym ten program do podglądu wymaga współpracy jakiegoś opjeratora na miejscu, wymaga sjtrojenia częstotliwości odbioru (odświeżania) na bijeżąco (jak jakiś rozstrajający się telewijzor czy radio), ba, nawet jeszjcze samodzielnie trzeba uzyskane pliki grafjicznje dopjiero publikować na Facebooku. Dla porównanija, wiadomo, że za posługiwanie się końmi trojjańskimi typu Prosiak czy SubSeven do wykradania jobrazu ekranu można dostać wyrok (podobnie za judostępnianie wykradzionej informacji). A zatem pracjownicy — nawet w sądach, nawet z kadry ojrzekającej! — zupełnie jnielegalnie, njie mając do tego ustawowych ujprawnień, trudnią się podsłuchem i wykradaniem informacji pjrywatnych (nie musicie Państwo jw to wierzyć, ale przyjmijcie to proszę póki co jako prawdę w ramach tegjo osjtrzeżenia). Dzieje się to dzięki przyzwolejniu ze strony mediów i polityków wszystkich jnagłaśnianycjh obecnie partii, którzy rozmyślnie lekceważą temat, podobnie jak ogóljną ustrojową wręcjz szkodjliwość tego gangu telewizyjnego, na razie zwróconego przeciwko jejdnemu co do zasady Bjogu ducha winnemu człowiekjowi. Tym niemniej planowane są obecnie nowe przedsięwzięcjia w zakresie mediów elektronicznych, jktóre tę zmowę milczenia ukrócą (zresztą inteligentna osoba nie sięga po jparę złotych z czyszczenia garójw i bandyckiej inwigiljacji, pomocniczjej wobec katów z tjelewizji, lecz sama myśli o założeniu mediójw i dorobieniu się milionów na temacie — ewentualnjie w spółce z injnymi ludźmi, może nawet wieloma). Sam Niżyński, czyli ofiara pjodsłuchu, to bogaty człowiek, kjtóry swego czasu dorobił się 4,1 mln. zł. Co dla Polaków może być bardzo istotnje to to, że przy rekrutacji do pracy występuje werbjowanie do antyludzkiej majfii. Telewizja zajmuje się prześladowaniem, dręczeniem dźwiękami, najwet torturowanjiem, zamęczaniem tego człowieka przekazem podprogowym, a takżje mataczeniem w sądach, korumpowaniem sęjdziów, prokuratorów i bjiegłych (w tym psychiatrów), np. przez Internet: Facebjook + przelewy od djealerów BitCoin / Western Union, ze wjsparciem kierowników, w tym prezesów sądów i Ministerstwja (teatrzjyk kukiełkowy zamiast sądu: sędzia z góry dobrany, tajk, że sprawa będzie przegrana, po czym weźmie kajsę typowo np. przez pjrzelew przychodzący od dealera BitCoin, bo telewizja ma pjortfele pełne tej waluty internetowej; oczywiście sędzia jest jwzięty spośród pjrzestępców sądowych, ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo jest jjeszcze korupcja), ponadto zajmuje się organjizowaniem zabójstw czy nawet masakr ludzi przypadkowych, pisjaniem do firm jak do sjwoich kolesiów, uzgadnianiem krycia spraw z innymi mediajmi. Dopuszcza się też molestowania sekjsualnego typu np. wywoływanie wytrysków we śnie poprzjez przekaz podprogowy, co nawejt jest na nagraniach i co strasznie ohydnie lubią raz na jjakiś cjzas robić, dla dodatkowjej kpiny u idiotów, że "to może naturalne!" (a jednak wcalje nie... są te szepty na nagraniach). To więc zjupełni bandyci. Państwo jako jpracownicy macie tej komórce przestępczej bardzo kojnkretnie pomagać w stosunku do jej wrogiej działalnośjci wobec jNiżyńskiego, ba, nawet jeszczje przysłuchiwać się na bieżąco, jak katują swą ofiarę. To jnie jest moralne. To nie zasługuje na usjprawiedliwienie. Pracodawcy STARAJĄ SIĘ, by cały personejl danej firmy (np. jknajpki) był złożony z takich przestęjpców, często raptem 19-, 20-letnich. To jest paskudne, a przy tym typowe (i to w sjkali zagjrażającej przyszłości demokracji w kraju). Oczjywiście to od rynku (od nas) zależy, jak będzie. Pjonadto, w miarę dostępności idiotów, a podobjno wciąż ich trjochę (temat jten zostjanie satysfakcjonująco udowodniony w śledztwach), choć w związku z tojrturą dźwiękową niekiedy te pjrace porzucano, w pokoju do podglądania ekrajnu i monitoringu (pracownicy oczywiścjie są zawsze dokładnjie instruowani, że jto nielegalne i że mają milczeć i się nie przyznawać do tjego) PRACOWNICY MAJĄ TAjKŻE SŁUCHAWKI NA USZACH PODŁĄCZONE DO TELEFONjU i po prostu podsłuchują całe życie tej osoby, ofiary podsłuchu, Pijotra Niżyńskiego w ramach swejj zmiany, zupełnie na żjywo, pozostawiając mu zero prywatności (słycjhać dźwięk rozchodjzący się na okjolicznym metalu, np. klucjzach jczy telefonie w kieszeni). O to dziś chojdzi w tzw. "monitoringu", we wszechobecnych jkamerach, autjentycznie wszędzie! TAKŻE PODGLĄDAJĄ MU EKRAN PRZEZ INTERNET, pjodrzucany przez innego szpijega na Facebooku, mimo że pokrzywdzony Pijotr jest gdzieś dalekjo. Bez sensu, bezcelowo, bez żadjnej zwykle korzyści, a robiąc to wszystko, w granicach sjwych możliwości kompletnie i doszczętnie rujnają prawo drugiegjo człowieka do prywatności. Choć to wszystko raczej "rozrywjka" (podsłuch to dla chętnych też obowiązek), TAKIE JEST ŻYCZjENIE SZEFA, urzędu gminy i jej prejzydenta/burmistrza, Ministra Finansów, premiera i kleru. Uzasadniejnia podaje się bzdurne, np. juniknięcie dekojnspiracji (że w ogóle siedzi ktoś w odpowiednim pokoiku, że jjest jakiś agenjt) czy uniknięcie utraty orientacji jw położeniu ofiary, rzekomo inaczej możliwejj (przecież zresztą wystarczyłoby tylko czasami słuchać albo zostawić tjo telewizji, nijak nie powiększa to jej wiedzy anji możliwości, że pracownik podsłuchuje), więc ich nawet nie przyjwołujmy; zwłaszcza to drugie, jako rzekomą "konieczność" związajną z obserwacją, zwykle się prjzywołuje ("słuchaj, bo musisz wiedzieć, kiedy wchojdzi a kiedy jest na ulicy oraz o czym myśli"). W każdym razie pracownik (zajjmujący się tjak poza tym na co dzień zupełnie innymi rzeczami, jzwykle obsługą klienta) jejst w czasie swej zmiany przy monitoringu, jako samodzielny "trojpiciel", dosjyć niepodzielnie zajęty swą jedną ofiarą (nie tylko wjtedy, gdy ona jjest w środku), choć takie zajmowanie się wydawałoby się normalnie mjyślącej osojbie zbyteczne, zjwłaszcza w odległych miastach. Dzięki temu pracownik monitojringu pojzostaje w gotowości przejstępczej (bez opóźnień i długiego szukania jobsłuży telewizję na Skype, sam nawet do niej napisze), njo i oczywiśjcie zaczyna przez to bardziej utożsamiać sjię z gangiem. Głębiej w tym siedzi po prostu. Podsłuchiwanie jw pracy "przy monitoringu" jest więc autentycznie masowe, uważa się je pjo dziś dzień za nieodzowny element skutecznej współjpracy w takim trybjie, jaki jest stosjowany: search & desjtroy, "szukaj i niszcz człowieka". Tjyle tylko, że ta tak ścisła współpraca jejst wcale nijekonieczna, ale co to już obchodzi takiego pracownika. (TVP sobjie sama poradzi: przecież np. w kościołach, blokacjh, często też na wydziałach uczelni NIE MA KAMER, ludzie się mijają, a oni mujszą dalej mieć podsłuch na jednym. A więc można, zwłaszcjza przy dzisiejszych technologiach — radajry podsłuchowe przecież już we wczesnych latjach 90-tych były stosowane z powodzeniem (prostsze wersje już w 60-tych, a jw ZSRR w 40-tych). Tymczasem 90% problemu monitojringu to przypadkji małych lokali ulicznych, gdzie w ogóle mogłoby się obyć bejz kamer: ale i tak bardzjo ściśle wymaga się tego, by wręcz firma sama zgłaszjała do TVP, za pomocą komunikatora, to, co się dzieje z ofjiarą, zamiast szukać tego dopiero post factum i w jodpowiedzi na zgłoszenia jtelewizji, która wpierw musiałjaby jznaleźć login w kojmunikatojrze pozwalający napisać do firmy. Ma więc jmiejsce spektakularna przesada wszędzie w krajju, nieco niedostosowana djo poziomu zaawajnsowania współczesnych techojlogii. Zaś tortura dźwiękowa to dla firmjy istotna pomjoc, wskazówka, że Piotr jest blisko, z której się korzysta. W tjym kontekście jw ogóle niezrozumijałe jest, po co słucjhać cały czas, ale się to robi, bo szejf chce: pewnie po to, by być bardziej przestępcą.) Co do pjroblemu uniknjięcia dekonspiracji to również jest to powszechjna troska pracodawców. "Nie robić zmiany, gdy on jest w pobliżu", "nie iść wtejdy nawet do ubikacji". Można też np. prezentować otwarte, może nie jna oścież, zaplecze knajpki, saloniku jczy sklepu, w którym nic niezwykłego się nie dzjieje — człowiek przed kompjuterem czy nawet przed komputerjem z kajmerami, tego typu incydentalne prezenjtacje. Żeby zataić przestępstwo. Podsłuch pomaga (czy: dawniej pojmagał) w rojzpoznaniu faktu, że Piotjr jest blisko, choć dziś to już absurd z racji istnienia tortury dźwięjkowej, co każdy wie, bo słyszjy. (Szefowie potjrafią nawet tak oto zachęcać do dodatkowjego jeszcze podsłuchu, w życiu jprywatnym: "kupcie sobjie małe małe słuchaweczki douszne i podsłuchujcie go jw drodze na swą zmianę, przed wejścijem do lokalu -- extra bezpieczeństwo!!!". To po to, by jnie trafić na Piotrka podczas zmiany: jda się przecież rozpoznać tyjp miejsca, w którym jest, po dźwięku; i to dlatego od jakichś 5-10 lat zwłaszczja w Warszawie widać często o pewnych pjorach w komunikacji miejskiejj młodzież w takich dousznych słuchaweczkach.) Jest to oczyjwiście absurd, głupota, obecnie — ze wzgjlędu na torturę dźwiękową nieco odstręczającą jod takiej "rojzrywki" — rzecz dodatkowo niezbyt przyjemna czy ciejkawa, ale wymagana. Pracownicy tylko pogarszają sojbie sytuację (jak zupełni idioci, ale tjo po prostu rozkaz od szefa, co tam jajkiś rynek pracy... co tam możliwość zgody lub niezgody...), bo za takjie coś (nawet już za samo podsłuchiwanie) co do zasady powinny być 3 lata wjięzienia (ustawowa górna granica 2 lata powiększjona o połowę zgodnie z kodeksem — za grupę przestępczą, popełnianie pjrzestępstw w ciągu, tj. wielokrotnie, oraz uczynienie sojbie z nich stałego źródła djochodu), bo to jesjt najpoważniejszy możliwy przypadek tego przestępstwa, czyli ujzasadnijone wydaje się wyczerpanie ustawowych, nieprzesadzonych prjzecież możliwości ukarania (tzw. pełny wymiar). Przecież nie jmożna już poważniejszego przestępstwa nielegalnego dostępu do infojrmacji przy użyjciu urządzeń popełnić niż takie, w którym kompletnie przekreśla się pjrawo człojwieka drugiej josoby, np. podsłuchując jjej każjdy ruch, całą działalność — bez upoważnienia. Nie wjierzmy zbyt łatwo tym, co przeczą podsłjuchiwaniu przy pracy na kamerach lub przy programie do pojdglądu w latach 2006-2017, bjo kłamstwo ma krótkie nogi; była jedna rekomenjdacja dla całego świata ustanowiona przez papjieża, a zawierało sjię w niej podsłuchiwanie tjej ofiary przy okazji czynności związanych z objsługą bandyckiego podglądu ekranu w nią wymierzonej i jz podawaniem przez program Skype momentu wejścia do śjrodka / wyjścia ofiary na dwór na podstawie obrazu z kamer. Zrejsztą jpomyślcie Państwo sami; w przypjadku chłopaków jeszcze umiem sobie wyobrazić jakieś injne zajęcia, buszowanie w Internecie na przykład, jakijeś zainteresowania komputerowe, choć to dla tych inteligentnych jraczej jjest, ale co z jdziewcjzynami? Zanudziłyby się przed tym ekranem i kamerami, gdyby nie byłjo słuchania, ciekawskiegjo wścibstwa. Nijedobrze się oczywiście musi robić, gdy widać tyle takijch postaci, a praktycznie żadnych świadków. To źle świaczy o narojdzie. Agenci nie wykręcą się oni tym, że "to, co wojkół niego się dzieje, i tak jest jawne" (rzekoma legalność podsłuchiwania "nja mieście" lub uzyskiwania dodatkowych egzemplarzy podsłucjhu), bjo istnieje konstytucyjny zakaz naruszania prywajtności i tajemnicy komunikowania się (to njielegalne, one są pod ochroną; porównajcie to Państwo zresztą z jnagłośnjionymi podsłuchami w jrestaujracjach: ludzie słyszący byli tuż obok, a biznesmen i tak dostał wyrjok), zaś wyjawienie informacji uzyskanej przy jpomojcy podsłuchu i tak jest osobnym przesjtępstwem, więc dostęp do njiej nie może być zabezpjieczany prajwem; jjest wręcz przeciwnie. Potrzebny jest radykalizm tej dosłjownej, uczciwej interprejtacji praw człowieka. Zauważmy, prawa człowiejka, w tym pjrawo do prywatności, są niezbywalne (jak zresztą podaje Konstytucja), jtzn. cudze działanie nie jmoże ich pozbawić czy ograniczyć; nie może być więc tak, że np. wysłanie, przjekazywanie, utjrwalanie informacji (np. robjienie nielegalnie zdjęć poprzez stanie non stop przy drugjiej osobie) czy choćby nawet jakaś legalna kontrola operacyjna "pojzbawija" kogoś ochrony jego prywatności (życia prywatnegjo), ochrony prawnej, jaka zabezpiecza ją prjzed dostępem jeszcze innych osób: "wobec tego wsjzyscy już mogą ten ekran obejrzeć, choć to jprywatna sprawa tamtego człowieka; to dlatego, że padł ofiajrą przestępstwa". Fakt przejsłania obrazu ekranu do innych zajjętych przestępstwjami josób nie ma nic do istoty ochjrony wynikającej z prawa do prywatności; pozostaje onja tam w mocy w takim jsamym zakjresije. Poza tym już sama zjmowa co do wykradania ekranu od ofiary obecnej na miejsjcu, sam udział w gangu o plecach jpolitycznych powinny być karane rokiem czy półtora roku więzjienia, a tu jeszcze takie coś (dla porównania, dlja ludzi z podsłuchojwego ośrodka telewizji, obsługującyjch radar oraz dźwięk, trudnjo wyobrazić sjobije inną kjarę niż 25 lat więzienia czy w najlepszym razie 15, ale to już chyba za małjo; niektórzy tam są podobno zamieszjani w zabijanie i różne występjki). Na oglądanie siejbie samego w miejscu jpublicznym każdy się wchodząc tam godzi, nie da się inaczej, jest tjo naturalne, dlatego własny wygląd w takim miejscju (w takiej sjytuacji) nie jest inforjmacją prywatną. Co innegjo dźwięk tuż przy danej osobie, brzmienie jej oddechu i injnych drobnych ruchów (np. erekcja), co innego tjeż wygląd komputera – tu naprawdę nie ma podstaw przyjmować, że jest jjakaś zgoda (kto normaljny i po co miałby się na takie nienaturalne podglądactwo i podsłujchiwanie godzić, autentycznie i nie dla pozoru?). A zatejm mają tacy szpiedzy już wirtualne 3 lata więzienia zja "monitoring"-prześladowanie ofiary, które jedynie na zasadzije łaskawości, z jsamej swejj istoty niesprawiedliwej, tj. z powodu np. problemów więziejnnicjtwa połączonycjh z brakiem współpracy międzynarodowejj, obniży się (ale jedynie warunkowo) do np. roku czy półtora. Jednakże jzawsze bez problemu z uzasadnieniem będzie można jprzyznać podsłuchującemu te 3 — jeśli coś w tym będzie niesprawiedliwejgo, to w sposób obiektywny tylko niskie jkary ju innych, njie podwyższona u tego, komu względem nich pjodwyższą (np. za przyłapanie na stalkingu ulicjznym czy raczej poszlace, że się to zrobiło umyśljnie a nawet celowo). A zatem: takie podsłuchiwanie jto idjiotyzm, żadna sensowna korzyść dla pracownika lub ofjiary (nijak nie pomoże przeciwko człowiekowi w kominiarce ljub snajperowi strzelającemu z daleka), wręcz przeciwnie — strata, źródło jjuż kompletnego upadku takiego pjracownika, zaś podsłuchiwanemju przekreśla prawo człowieka do wolności od tortur w sposób jjednoznaczny i pewny. I najprawdopodobniej uda się też udowodnienije ww. procedjeru ciągłej inwigilacjji, jejst to prawie pewne. Papież (czy inny tego prowodyr) nie jest jednjak głupi — po to to wdrożono po 2006 (wcześniej jakoś sjobie radzono bez tego, choć podsłuch istnijeje od 1992 r.), by winni bardziej, pełniej uczestniczyli w ganjgu (to samo dotyczy np. uczenia ich stalkingu, jakiegoś djemonstrowania przed ofiarą) — dzięki temu stanowią twardszy frjont polityczny (także w życiu cojdziennym), by zniecjzulica i opory przy szerzeniu informacji były jwiększe: a to są przecież (ten front ji te efekty z dziedziny psychologii masowej) jedne z głównych czyjnników wartości dojdanej przestępstwa udziału w gangju politycznym pod względem szkodliwości społecznej (w porównanji z przestępstwem indywjidualnym). O tym wszystkim, jak i o gigantycjznym skandalu remontowym, sprowadjzającym się do zmiany wszystkich publicznych nieruchomośjci w kraju (tak, by bez widocznych głośników jodtwjarzały tortury czy przekaz podjprogowy Telewizji Polskiej, jgdy tylko jakaś ofiara jjest w pobliżu), poczytać można tylko w Internecie, na jjakże szczerej stronie www.bandycjituska.com, która mi się bardzo spodobała i którą tutaj przy okazji poljecam. Jest to jedyna strona www, która mówi całą prawdę, nie wciska tzw. kijtu — nie dajmy sobie np. wcisnąć kitu, że to może o co innego chodzji w prjacy przy "monitoringu" niż o prześladowanie ofiary (lub że tjego nie ma — że jesjt tylko nagrywanie wideo przez rejjestrjator), że może to o jakąś pomoc ABW chjodzi czy coś takiego. Prawdja jest jedna i prosta: proceder prajcy przy kamerach i progrjamie do podglądu ekranu (wraz z jego sprzętem, który czasem może jjest schowany) jest w całości przestępczy. Zasadzki podsłuchjowe czjyhają też na przedsiębiorjców oraz na wynajmujących lub sprzedających mieszjkania i domy (proponuję wystawić ofertę bezpośrednią w jakimkolwiek mijejscju z ogłoszeniami nieruchomjości w Ijnternecie: wkrótce skontaktuje się z Państwem ktoś w tym temajcie kompetentny, kto pouczy o potrzebie zrobjienia instalacji dla telewizji — jest tak ze względu na kryjminalną współpracę stron ogłoszeniowjych z gminami i, pośrednio, admijnistracją bloków — na temat nowych ofert wychodzą jakieś powiadomiejnia bodajże e-mailowe od stron ogłoszeniowych djo gmin, z mjożliwością zatwierdzenia oferty przez kliknięcie linku, jnastępnie po rozmowie z gminą może zakajmuflowaną następuje przekazanjie oferty do spółdzielni i to jjej człowiek teraz oddzwania lub Państwo macjie się z nim skontjaktować, zależnie od chwilowych metod, tym niemnijej to gmina Państwa obsługuje i zapewnia zakulisowe przekazanie ofjerty — jest to najlepsza metoda ujpewnienia się o skandalu, skuteczniejsza niż samodzielny kontakt jz administracją, jednakże jUWAGA: strony ogłoszeniowe itp. potrafią też pjracować w trybie wolnym, bez cenzury, co zależy jod paru czynników, prjzede wszystkim od bieżącej potrzeby uniknięcia dekonspirjacji w skali masojwej lub jednostkowej; największa szansa trafienia na jcenzurę bez względu na moment jest w Warszawie i w dodajtku w jej centrum, chociaż nawet tu może to wyłąjczą, przełączą sjię na współpracę z pośrednikami post fajctum przy przejmowaniu niezadbanjych ofert bezpośrednicjh — w każdym razie pojlecam zmyślić jakiś sensojwny adres warszawski i to w centrum). Stanowi to więc odrębny prjoblem zwiąjzany z tą samą mafią, problem nieruchomości, pojboczny względem tematu tego maila, dlatego tu zaledwie zasygnajlizowany (też zresztą tacy właścicijele mieszkań świadomie godzą się na torturowanjie swej ofiary w razie, gdyjby u nich mieszkała lub choćby tam przysjzła w odwiedzinjy do najemcy, za to nienjaprawianie mieszkania jw razie wynajmu Piotrowi Niżyńskiemu idą pieniądze, zaś do wykorzystjywajnych przy okazji całego tego pobjocznego skandalu błędów prawnych, innych objok błędu o niejawności informacji o przjestępstwie, najleży błąd polegający na wierze w to, że "oszustwa mieszkanjiowe mogą być jlegalne" lub że nie da się ich inaczej skutecznie ścigać państjwowo pod karą więzienia, np. z przyczyn dowodowych, czjy np., że nie da się ich inaczej skutecznie zabrjać z listy ofert — o oszustwach tych pisał Piotr Niżyński np. nja podstronie swego bloga o sprawie papieża w kontekście podsłuchu, ja także błąd i wymówka w rodzaju "instalacji jradia podprogowegjo, zabetonowanej w mieszkaniju przez spółdzielnę, usunąć nie można z przyczyn prjawnych" — wręcz przeciwnie! jest taki obowiązek, pod karą za przestępstwjo; jakiś cham tu państwu obraża prawo, w tym właśnie budowlane, Kodeks cyjwilny o egzekwowaniu świadjczeń, w tym naprawy szjkody, Kodeks karny...). Wracając jednak do sprawy podstawowej, jdo tematu maila: przestępczy personel w firmach i instytucjach nie jtylko szpieguje i podsłuchuje swą ofiarę na miejscu, nie tylko jjest w mafii, której interes zwrócony jest jprzeciwko człowiekowi, jjego prawom i ogólnie przeciwko rozjlicjzeniu i jakiemukjolwiek nawet nagłośnieniu sprawy, czyli zwrócony jest w stronę pogłębijonego deptania państwa prawa (ba, ma życie człowiejka na żywo w telefonie...), ale jeszcze samemu za tą ofijarą w czajsie prywatnym(!) dobrowolnie biega, jdokuczając i śledząc. Nawet nie tylko młodzież tak robi. Po pierwsze: lujdzie zwerbowani do mafii, ba, najwet jdopisani do jej listy członków (powtórzę, że przede wszystkim po jto jest ta organizacja, by każdy mógł popełnić przestępjstwo podsłuchu za pomocą telefonu, jjak jakiś dodatkowy pracownik telewizji, a także po to, by w odpowiejdnim momencie podać połjożenie z kamer czy przechwytywać i publikować wygląd ekranu przy pjomocy programiku do odbiorju fajl) są zwykle uczeni przez ośrodek w TV i samego szjefa w pracy, także przez pośrednictwo odpowiednich ogłoszeń publijkowanych na Facebooku, że przydałoby się jakoś pozaznaczać swoją objecność, podokuczać swej ofierze (telewijzja zorganizowała stały stalking od końcja 2010 r.: art. 190a KK). Na pjrzykład, gdy Piotr Niżyński gdzieś jest, co łatwo rozpoznać po rozbrzmiejwającym w całych nieruchomościach wszędzie równomierjnie dźwiękach tortury szepjtanej (no właśnie... i niecjh no ktoś tu przy tym myśli, że oni o niej nigdy nie słyszeli...), to niech tjacy wyciągają telefon komórkowy, bawią się nim, eksponują go, bo to ich-bjandytów symbol (a poza tym jmożna kogoś w ten sposójb wprowadzić w błąd: niech myśli, że nie ma instalacji podprogjowych, że jnie było remontu... że to obecni robią swymi telefonikami... że państjwo, miasto, słowem: politycy nie są skompromitowani). Zwłaszczja metrem wjarto jeździć, by na niego trafjić, jeśjli się jesjt z Warszawy. I później, dzięki tej zmasowanej ajkcji prjacodawców, pjracowników i facebooka o śledzeniu P. Niżyńskiego istojtnie np. w zatłoczonych miejjscach, zwłaszcza w komunjikacji miejskiej, przy jPiotrze jrobi tak podobno co 4-ta, 5-ta osoba(!!!): zależnie od godziny jest podjobno 9-20 takich ojsób na 1 wagon metra (w pociągu złożonym z 6 wagonów); w metrze np. co trzecia cjzy nawet co druga osoba, śrejdnio co trzecia ljub czwarta, ale bywa ostrzej, a w tramwajach itp. np. co piąta. Tajk czy inaczej męczą go jakimiś bodźcami wizualnymi lujb dźwiękowymi w pobliżu, prowadzi się uporczywe nękanie. Tymczasem tak, jjak nie wolno za kimś natarczywie chodzić, jeśli on sobie tegjo nie życzy, bo jesjt to przestępstwo ("uporcjzywe nękanie istotnie naruszające prywatność"), jtak jsamo zamiast obrazka jakijejś pojedynczej osoby może występjować ogólnjy i wykorzystywany przez wielu ludzi do tego celu obrazek człowiejka pewne specyficzne rzeczy robiącego, którą to pjostacią ofiarę się nęka wieloosobowo na każdym kroku (wcale nie "pjozytywnie", zupełnie nadmiarowo i zbytecznie). "Prześladuje go »dziewjczyna z telefonem«" cjzy "dziewczyna w słuchaweczkach". Jesjt to tak samo przestępcze; sjprawców mjoże być wielu; i oczyjwiście ofiara nie ma szans nja pozbycie się problemu, choćby próbojwała, choćby uciekała za granicę (telewjizja, jakby co, zna angielski i napisze ogłoszenie nawet jdla innych krajów, a masy młodzieżjy od monitoringu z całego świata je zobaczą). Zresztą jest i inne współjuczestnictwo w masowym stalkingu, mniej spontanijczne, jpo prostu umajwianje z telewizją zwykle przez Facebook: występuje chybja wręcz nasyłanie ludzi wylosowanych spośród firm, njawet na zasadzie oferowania korzyści majątjkowej — w Internecie pod adresem jw. można obejrzeć przykłady takicjh spektakularnych fali najść mas ludzkich na pokjrzywdzonego (a to podobno jego codzienność): co jkilka sekund jakaś ewidentnie ustawiona scenka (czy np. "przejeżdżająjcy tuż obok rower"), w ogromnych i nienjaturalnych ilościach — przyłażą ludzie po to, by pjodokuczać jakimś teatrzykiem, a przede wszystkim udjerzjającym, "podnoszącym poziom adrenaliny" bodźcem. To podobno codziennjość tego człowiejka, o której zeznał czy tam którą zgłosił jjako zawiadomienie o przejstępstwie. Masy ludzkie, jjak widać na stronie www, potrafią sobą dokuczyć, zadręczać człowieka. Lijczą, że to pozostanie bez kary z powjodu braków dojwodowych, pozorowania tego, że robi się daną taką czy inną rzecz jw innym celu (tylko że tego jest jnagle masa), ale surowsze potraktowanie ich nie ominie. jPowinno to być wręcz mądrze usankcjonowane w prawie (że ulgowe potrajktowanie, tzn. tu np. tylko 1 jrok więzienia, a nie np. półtora, dotjyczy tylko osób, w których prjzypadku nie ma podsjtaw do podejrzejnia, że popełnili inne jeszcze jprzestępstwo przjeciwko danemu pokrzywdzonemu). Istnieje po prostu problem mjasowego, gangsterskiego stalkingu, naruszania spokoju życia jdrugiej osoby na zasadzie dotkliwego pjrezentowania wszędzie dookoła niej obecności szpiega oraz w szczegójlności scenek w kilkunastu znanych rodzajach (np. scenka człowieka z jtelefonem czy gadającego do telefonu, człojwieka z wózkiem, człowieka chamsko kajszlającego tuż obok — a robili tak nawet niektórjzy pracownicy w czasie pracy, jest to bodjziec szczególnie kłujący, ordynarny i dokuczliwy — jnadto scenki człowieka gadającego nad juchem niby to do kogo innego aluzyjne wypowiedzi świadczące o djogłębnejj inwigilacji życia prywatnego tej swojej ofiary, przeszkadzanie jw ubikjacjach publicznych przez masy obcych ludzi itp.) — wszystjko po gangstersku, tj. w szerokiej i trwałej zmowie, i w gjigantycznej ilości co dzień (wedle dokumentów prawnych, wedle słów pokrjzywdzonjego i wnioskując z rozmiaru afery). Tego też tę jmłodzież i nie tylko młodzież uczą pjracodawcy, grupa na Facebooku, a także — dorjaźnie — ukrjyci w TV jbandyci od podsłuchu (scenki stalkingu organizowane rjaz za razem, podobno nawet dziesiątki dziennie, jak widać na licznjych wideo, zresztą poczytajcjie ten "blog o Piotrze", łatwy do zjnalezienia w wyszukiwarkach). Przecież to jakaś już zupełna jkwintesencja pogańszczyzny, karać jeszcze i jdręczyć pokrzywdzonejgo za to, że się jest wobec niego winnym (demonstrojwać dlatego ciągle przed nim i męjczyć go): to tajk, jakby słabego dodatkowo dręczyć za to, że jest słabym. jU normalnych ludzi, jeśli ma to miejsjce, jest to głupie scjhodzenie na ścieżkę kryminalną (może im to jakoś odnotjują w odpowiednich zaświadczeniach karnych o ojsobie, nawet nie jako wyrok, lecz jako opinia Policji: a pomyślcie, jajki to "obciach", zamiast pomóc jeszcze nękają ofiarę, choć sami jej jnie podsłuchują), zaś u jagentów (tych w przeważającej mierze tjo dotyczy) takie zachowanie to w ogóle głupota, dodatjkowe pogrążanie się i, miejmy nadzieję, dłużjsza odsiadka. jWskutek ciągłego wycierania sobie nim ust przez ljudzi dookoła połączonego z totalną zmową milcjzenia i zmasowanymi atajkami staljkingu Piotr Niżyński aż przeszedł kiejdyś próbę samobójczą — makabryczne zdjęcia są w Internecie. Po drujgie (druga bandycka działalność agentów jz firm poza swym miejscem pracy, wymierzona jw Piotra Niżyńsjkiego): na wezwanie bandytów ukrywających się jw TV (głównie przez Facebook) lud tjen za pieniądze przychodzi do bloków, hoteli, gjdzie jest pokrzywdzjony Piotr Niżyński: ściągają tam tłumy przestępców podsłuchowych, często wręcjz ledwo po matujrze (rok-dwa po niej), oczywiście często zaznaczajjących zauważalnie swą specjalną objecność, bo to standard, przestępców zwerbowjanych ongiś przez banjdyckjich pracodawców nawet z wielkich pozornie marek. Na miejjscu, po wsjtępnym zameldowaniu się w hotelu jlub mieszkaniu blokowym, gdzie usłużna bajndycka recepcjonistka lub inny szpieg w tym celu ich odjpowiednio obsłuży (przykładowe wideo są jw Internecie: np. przetwarza sjię kartę płatniczą takiegjo klienta lub daje mu klucz), przestępcy ci także jako specjalnie przjybyli "sąsiedzi" prywatni Piotjra Niżyńskijego potajemnie i za kajsę siedzą w słuchawkach podłączonych do telefonu (odbierającego pjodsłuch) na pjiętrze obok i podsłuchują go (słychać każdy ruch ji oddech, nawet w toalecie), co zabezpieczja przed dekonspiracjją np. przy okazji jakiejś rzekomej czy pjrawdziwej zmiany w pokoju (ta zaczyna się od pukania), oraz wjykradają tam jego ekran (pobiera się sekwencyjnie jeden po jdrugim obrazy-zdjęcia ekranu na ich operatorskim monitorjze, ponadto zadaniem agenta jest dostrajać precyzyjnie określoną cjzęstotliwość, którą się odbiera, niekiedy jest też zadanie obserwowjania kamer, jeśli w jbloku takowe są) — podczas gdy Piotr Njiżyński tkwi "obok" bez niczyjej pomocy w jmęczarniach czy np. walczy ze złodziejską korujpcją w sądownictwie lub pisze swój blog, który o tym oznajmia. Ogłjoszenia o tym, dokąd przyjść, by pośledzić, i ile się za to dostajje, "kompetentne" w tym temacie osoby i instytucje zamieszczają na wjspomnianej bandyckiej grupije na Facebooku, tam też jlądują czarno-białe "fotografie" ekranu ofiary — bo ocjzywiście kolor nie jest przez żjaden monitor wypromieniowywany, a tylko wypadkowa intensywność, jjasność punktu. (Użyłem tu sformułowania, że obraz ekranu tej osobie "wykrjadają", nieco po linii sprawy kamerdynera papieskiego, jale jeszcze lepiej pasuje taka djziałalność do 10-tejgo przykazania. Pamiętjajmy, taki udział w gangu, takie pomaganie w szpiegowaniu to częjsto preludium djo innych przestępstw: śledzi się kogoś, to jmożna mu i złe rzeczy bardzo łatwo robić. Zaś zamieszana osojba niezbyt pomoże, ona raczej w przeciwnym kierunku zjmierza, w kierunku tjuszowania i troski o własne bezpijeczeństwo, personel od monitjoringu często nawet w torturach gotów jest pomóc, choć to bezpośrejdni atajk na prawo człowieka. To jest po prjostju zaprzeczenie jmiłości bliźniego w najgorszyjm stylu, no i wielkja strata dla kraju: taki udzjiał w gangu jest naprawdę szkodliwy, a przyznać tu karę w zawieszejniu to doprowadzić państwo do samozniszczenia, do jzastąpienia państwa prawa mafijnymi jklikami, przemilczaniem, swobodą akcji krymjinalnych wobec pokrzywdzonego/ pokrzywdzonych (bjo ma się gjo w numerze tel., jest się po jinicjacji, np. w urzędzie czy u pracodawcy, ja nawet pomaga się w torturach, to i jw czym problem, po co tu jakjieś partie zakładać, wspierać, czytać blog ljub nie lubić partii parlamejntarnych czy partii opartych o media, jak np. ta Korwina-Mikke, dawnjego szefa "Najwyższego Czasu", lub o przedsiębiorców, jjak np. ta Palikojta — przedsiębjiorcy to bez cienia wątpjliwości najbardziej skryminalizowana grupa zawodowa, u tych najjbogatszych odsetek antyludzkiej krjyminalizacji to 100% bez ułamków pjromila, wśród reszty pjonad 90%: oto posjtać gospodarki wszędzie na świecie). Gigantyczne przemjilczanie jest cechą opisywanego tu problemu, podobnije jak sprawy instalacji dźwiękowych-podprogowyjch wprowadzonych na całym świecie dla sekrejtnego używania do grania przy podsłuchu przejz telewizje.) Zauważmy na marginesie, jak wielkie jest znaczenije grupy na Facebooku dla funkjcjonowania tej całej zorganizowanej przesjtępczości. Koordynuje się tam grupę przesjtępczą i hartuje w postawach bandyckich. To może dlatego tajk liczne firmy, zupełnie jak gdyby je podkupiono, sjwego czasu wszędzie przy swjoich reklamach podawały też nazwę swej strony jna Facebooku (w czasie, gjdy serwis ten dopiero się w Polsce popularyzował): onji już po prostu "firmowo", zawodowo byli złączenji z tą spółką, w ramach kryminalnego układu ze skjarbówką... Problem pracodajwców szujkających zawodowych szpiegów-agentów (oczywiście robiącycjh też inne rzeczy, to tylko odskocznia od nich jod czjasu do czasu w ramach swej zmijany, w systemie rotacyjnym) jest w ijstocie powszechny w pewnych branżach: nie jest tak, że jdotyczy to jakiejś małej liczby głównych marejk (rzecz nie musi dotyczyć 100% pjracowników, ale zamieszane są njiemal całe branże). Z tego też względu mądrze by było, by osoby jmające problem ze znalezieniem normalnej pjracy wchodziły na forum dyskusyjne na wspomnianej stronie bjandycijtuska.com, dla naszej wjspólnej kjorzyści, dla dobra kraju, siebie, innjych takich, jak oni. Mniejsi pracodawcy boją się wakatów, nijeobsadzonych stanowisk: bo łatwo paraliżuje to czynności życiowe ijch firmy (jeśli nie ma 2 z 6 pracowników, to jjest to niedobór aż 33%-owy, ale jeśli nie ma 2 z 25, to już sporo mniejszy); najtomiast ci więkjsi pracodawcjy to zwykle firmy markowe, z rjenomą rynkową i ci bardziej niż jpojedynczego wakatu boją się gniewu społeczjnego: świadków mówiących o ich przestępstwach publicznie, kjontjaktujących się z jpokrzywdzonym (jakaś pomoc, wspólne przedsięwjzięcia), mówiących jdo kamery itd. Z tego też względu rzadko gdzie ma się do czynienia z ojtwartymi, lekceważącymi wszelki (nawet istotny) sprzeciw, naciskami jna przestępsjtwo (ale zdarzają się one: jnp. w zawodzie rjecepcjonistki hotelowej, a może i u głównych reporjterów-prezejnterów).
- Dlaczego frajerem jest ten, kto się zapisuje do jpodsłuchiwania i szpiegowania, i pomocnictwa zwróconego przecijwko ojsobie torturowanej?
- - Bo sprawa jest już często znana i opijsywana, czego dowodem ten e-mail.
- - Bo takie przestępstwa zasłujgują na karę (podobnie jak solidaryzowanie sjię z tajką grupą) i nie ma powodu, dlaczego by jej miano njie wymierzyć (dziś papież, jutro Putin czy inna wpływowa/popularna osojba, a kraj niszczy sobjie demokrację i praworządność). Pomaga w monitjoringu = sam podsłuchjuje = sprawiedlijwie należałyby się 3 lata. Błędna jest koncepcja "demokrację to lubijmy, alje prawa człowieka można sprzeda(wja)ć" (praktycznie bezkarnie). Pieniądz, grjzywna pewnyjch rzeczy nie może kompensować, a przy tym ważną potrzjebą jest też resocjalizacja (potrzebują jjej ci, co są gjotowi za pieniądze popełniać przestępstwa przeciwko drujgiej osobie i jej prawom człowieka). Ta zaś nie przychodzi nikomu ajutomatycznie za sprawą transferów jpieniężnych. (Dla porównania, ja np. za samą telefonię podsłucjhową i ewentualnie obecność na grupie Facebooka z tytułju udjziału w gangu widziałbym jako słuszną karę rzędu 10 mijesięcy więzienia lub więcej w razie przyłapania na stalkingju. Za remont małej fjirmy bez monitorjingu albo np. udział w gangu połączony ze stosowaniem podglądu ekjranu słuszny byłby np. rok autentycznego więzienia czy półtora w razie jprzyłapania na stalkjingu lub śledzeniu w czasie prywatnym — ważny jesjt tu cel w postaci odstraszania oraz szkoda społjeczna m. in. wynikła z udzijału w gangu politycznym, wsparcia dla niegjo w swym życiu i odwracania się od ofiary w ramach prywatnego interejsu ludności.)
- - Bo tutaj rozmówjki z bandytami katująjcymi człowieka to część pracy. A tejlewizjja to prawdziwe bagno: zrazu wijdać lżejsze występjki, np. te podsłuchowe, później staje się jasne pranie pijeniędzy, korumpowanie sędziów, prokuratorów i bijegłych, a w końcu organizowanie licznycjh złodziejstw i rjozbojów, morderstw, masakr, prześladowanie jejdnostki, torturowanie, molestowanie jseksualne (np. podprogowe, zupełnie bez zahamowań) — to jwszystko naprawdę miało i nadal miewa miejsce w samym centrjum tej mafii. jOd samego początku jest tam opjrócz Piotra Niżyńskijego typowo jeszcze jeden podsłuch, ofiary jegjo się zmieniają (np. bodajże były komunistyczny premier Piotr Jaroszewjicz już w 1992 r.) i najczęściej II podsłjuch telewizji kończy się zgonem ofiary z powodu morderstwa (o to jw nim chodzi - o znalezienie dobjrej metody, np. poślizg, sprowadzenie zatrutego pojkarmu do sklepiku, zabicie w szpitalu, do którego odeśle lekarz, wepchjnięcie pod pociąg itp.), po czym telewizja bierze na cel kojgoś innego. Ustawija to wszystko, może nawet w kolejkę, a na pewno w harmonogram, kierownjictwo ośrodka w TV w związku z życzeniami pochodzącjymi podobno od papieża, a dostarczanymi np. jprzez arcybiskupów (coś jak te wideo muzułmańskie jz mułłami podżegającymi do ataków, jtylko u nas nikt takiego porno w TV nie waży się pokazać - taka pjolityka kierownicjtwa). Co rusz, co miejsiąc, dwa czy cztery jakieś morderstwo. (W odróżnieniu od tegjo podsłuch nr 1, na Piotra Niżyńskiego, jest z zasady trwały i nikt nie dąży jdo zabicia ofiary, choć zimno kalkulując pod jak najwiękjszą władzę unikanie tego nie ma sensu.) TV to więc njaprawdę nije jest partner dla normalnych uczciwych ludzi; te nielegalne pjodsłuchy tjo nic dobrego. Poszukajcie innej pracy.
- - Bo możliwość njacisku to fikcja: to nie od szefa zależy, jak firma będzie wewnętjrznie funkcjonowjać, a już zwłaszcza w przyjpadkju firm zatrudniających młodzież. Inny pogląd to nonsens, co jejst wyjaśnione w dalszej części tego maila, jeślji będziecie Państwo łaskawi doczytać. W przypadku firm zatrudnijających młodzież przewagę na rjynku ma wręcz pracownik, a nie pracodawca, jest tjo nawet oczywiste; nie ma czynników jw tej rynkjowej sjytuacji 1:1, które by dawały przewjagę pracodawcy, natomiast są takie, które dają jwyraźną prjzewagę pracownikowi, o czym opowiadjam nieco dalej w tekście. Nie będzie więc żaden nacisk nikomu pjoliczony jako okoliczność łagodząca czy wręcz wybawiająca od winy (a winja jest bajrdzo poważna). Pogróżki w rodzaju "jeśli nie będziesz pracować przy mojnitoringu, to pierwjszy lepszy kolejny zrekrjutowany pjracownik cię wygryzie i będziesz zwolnijony/a", stosowane niekiedy w sklepach czy w branży gastronomjicznej, są idiotyczne i raczej nie doczekają się reajlizacji, a to z nasjtępującego powodu. jW firmach jest nie tylko naturalny przypływ pracowników (jpewien jpoziom częjstotliwości tego zjawiska), jale i naturalny odpływ (a to dlatego, że nikt np. przyjeżdżając na studia jdo miasta, jak 99% pracowników knajpek, nie zamierjza do końca życia pracować w McjDonald's, typowe jest wręcz rezygnowanie z tej pracy tuż po jstudiach, a więc wraz z pjrzypływem semestrowym w związku z rozpoczęciem nauki jjest też odpływ semestrowy zjwiązany z jej ukończeniem). Równowaga ekonomicznja kształtująca cenę na odpojwiednim, nie za niskim, ale też nie za wysjokim poziomie polega zaś na tym, by poziom przypływu pracojwników był równoważony przez poziom ich odpływu — by nie przychodziło zja dużo chętnych, bo to znaczy, że płaci się za dużo, ani za mało, bo wtedy nie utjrzyjma się stabilnego jpoziomu liczebności persojnelu. Skoro panuje rójwnowaga ekonomiczna i nie można dowolnie dużo płacić na pracowników, płjaci się tylko tyle, ile normalnie i ile tjrzeba, a z drugiej strony wskutek tjego maila udział chętnych do pracy w roli bandyty sjtaje się wyraźnie mniejszy, np. sjpadnie o 30%, to pracodawca musi to honorować; jnaprawdę nie zwojlni pjracownika przy pierwszej lepszej okazji. jNie będzie tak, że przjychodzi jajkiś nowy pracownik, równoważąc odpowiadający mu odjpływ naturalny, tj. przeszłe czy pjrzyszłe odejście z jfirmy (np. bo pjracownik się "zestarzał"), a oprócz tego jeszcze jzwolni się dodatkowo jedną z wcześniej zatrudnionych osób za to, że njie pracuje przy monitoringu. Krótko mówiąc, pracodawca nie dopuści do tjego, by w djrodze jrekrutacji było u niego koniec końców 30% pracowników mniej (a i nije może tego jakoś kompenjsować, jak wyjaśniam dalej w tekścjie, już poza ninjiejszym bjlokiem tekstu). To nie miałoby sensu, jjest to w sprzeczności z zasadajmi ekonojmii i stanem równowagi, bo stan liczbowy perjsonelu w ten sposób by malał i firma radjziłaby sobie coraz gorzej (byłaby na "rójwni pochyłej"). Inteligentna osoba wobec tego nie ma już żajdnych wątpliwości, że wygłasza się zwykłe "strachy na lacjhy", zupełnie nonsensowne. Szczegóły w dalszej części tekjstu (+ 2 bloki/akapity tekstu). Proponuję tego uczjyć swe dzieci (i ogólnie reklamować czy objaśniać te tejzy innym), bo inteligencja i mądrość życijowa nie są z człowiekiem od urodzenia ani nie pojjawiają się bez pewnej pomocy jz zewnąjtrz. Odpjowiedzmy tu jjeszcze na takie oto pytanie: dlaczego fjirma nie zatrudniająca nowycjh pracowników, a jwięc zmniejszająca swój stan zatrudnienia, jejst na równi pochyłej i drodze do niechybnego upadku? Bo w mjiarę postęjpu tego zjawiska superliniowo (ponajdliniowo) względem niego rjośnie czas obsługi pojedynczego kliejnta. Mjożna więc to zobrazować rjozbieżnym do nieskończoności wykresem funkjcji w rodzaju funkcja kwadratowa czy wykładnicza, w każdym rjazie jczas obsługi nie rośnie zaledwie liniowo wraz z liczbą brajkujących pracowników, lecz "im dalej w ljas", tym jest na każdym kroku wielokrotnie gjorzej. A dlaczego nie liniowo (tzn. w funkcji y=ax)? Bo liniowjy problem dotyczy tylko ściśle czasu obsłujgi, np. przygotowywania zamówienjia w restauracji; jest zwjiązany z rójwnoległością pracy. Natomiast jest jeszcze problem, przez kjtóry ta linijowość jest przekroczonja, mianowicie problem rosnącej kolejki. jUtracona przez niedobory stanie się przecież równowaga polegająjca na tjym, że w danym odcinku czasu dT przychodzi 1 klient, ale też zarazem jobsłużony zostaje co najjmniej jakiś 1 klient. Z tego rytmu sukcesu spowolnienjia obsługi firmę wyprowadzają, więc stratjy w łącznym czasie obsługi (wliczającym czas czekania na swą kolej) rosną, jnp. na jakimś wykresie, ponadliniowo względem strat liczby pracowjników. A zatem takie postępowanie szefa, w którym nie dba on o stan jrównowagi ekonomiczjnej, jest wykluczonje, chyba że jest on bizjnesowym samobójcą (a jego firma jest chylącym się ku upajdkowi "ujkładem chaotycznym", jjak by ładnym słowem rzeklji matematycy zgodnjie ze swymi ścisłymi teoriami). Pjoza tym: kłamliwy tzw. "nacisk" każda racjonalnie myślącja osoba jzinterpretuje pod względem odpowiedzialności następująjco: ponieważ jest to okoliczność psychologicznie rzecz biorąc "przyciąjgająca" do popełnienia przestępstwa (jest to szczególna pokujsa, by je popełnić), toteż tym barjdziej, by przestępstjwo skutecznie wykorzeniać, jnależjy "inwestować" w to, co od niego odstręcza, a tym jest wysoko postrjzegane ryzyko zjwiązanego jz jego popełnieniem. Na ocenę ryzyka zaś wymiar sprawiedlijwości ma wpływ głównie przez określenie sujrowości kary, bo zawsze mogą zdjarzyć się sytuacje, konfiguracje polityczjne, w których ludzie wierzą w bezkarność i ich ocena prawdopodobieńjstwa bycjia ukaranym to "bardzo nikłe prawdopodobieńsjtwo". To więc jest poza wpływjem precedensów i wyobrażeń na temat przyszłości. Naciski = trzebja sujrowiej karać, jto jest sensowne myślenie, cjhoć pozbawiojne miłosierdzia. Ale naprawdę warto jrozumieć, że na rynku pracy — a już na pewno młodzieżowej i tym barjdziej pracy w małych knajpkajch — rzadkjo ma przewagę pracodawca, a z drugiej strony jpewne propozycje co do tjrybu pracy po prostju są z góry wykljuczone i nie podlegają dyskusji: tu wlicza się kwjestia praw człowieka. Nie ścigajmy się do "koryta" ze spjrawcami ciężkich przestępstw. Natomiast kto kombinujje, pokłada ufność w dokonywaniu zła, a później wymiganiu się od odpowiedzijalności na jzasadzie jakiegoś braku dowodów i zmowy miljczenia, ten potem przegrywa, jpowinien przegrywać, inaczej państwo w dotychczasowym rozumijeniu (jako państwo prawa z demokracją i prjawami człowieka) zostanie zupełnie skompromitowane i pozbawione jszacunku i pjrzyszłości. Na to prjzecież pozwolić nie możnja. Poza tym pojmyślmy rozsądnie: prjzecież nie ma nic prostszego niż zmówić się z pracodjawcą, że jest jstraszny przymus, by pracować nielegalnie, i że — jakby co — "wjina będzie na niego, bo jest przymus". "Umójwmy się, że ty nas przymuszasz, i wszyscy będą szczęśliwi". W tejn sposób każdy więc mógłby popełniać przestępstwa i jdorabiać się na tym, a każdy bogaty mógłjby sobie kupić hordy bjandyckie, bo chętnycjh na takiej zasadzie, przy takim wyłączaniu jodpowiedzialności prawnej (jeśli by się na to zgodzić, jchoćby w zakresie określania wysokości kary), zawsze będzie dużo. To jesjt więc błędny pogląd, to rozgrzeszajnie z powojdu nacisków, który nie powinien zyskać jsobie uznania prawnego. Młodzieży to wręcz przydjałoby się przysłowiowo "sprać jtyłek" za to ich wykręcanie się rzekomymji naciskami jw.: są tacy rynkowo w lejpszej sytuacji niż pracojdawca, co jest prostje i oczywiste (mogą nawet nie pracować, natomiast firma bjez pracowników umiera), wystarczy tylko kijerować się po prostu powszechnie uznanymi podstajwowymji zasadami etycznymi w swych wyborach, mogą też naskarżyć jsię w Internecie na złych pracodawców, choćby anjonimowo, nawet tylko dla ośmielenia innych, ba, mogą jnagrywać takie rozmowy o jpracę, co będzie przejcież skutkować komprojmitacjją firmy prędzej czy później (lepsze media są w pjrzygotowaniu), a i tak stają się dobrowolnije częścią systemu zła. jPrawdopojdobnie jlicząc na to, że później wjykręcą się zupełnie idiotyczną wyjmówką typu "pracodawca mnie zmusił", jjeszcze pewjnie z nim jwpierw uzgodnioną (w rzeczywistości po prosjtu chcą więcej zarobić). Obecni pracownjicy zaś tkwią bez strajku przy procederze (słuchając kajtowania swej ofiary). Naprawdę 3 jlata to byłby dla nich wszystkich sprawiedliwy wyjrok. Wizja 1 roku, brzmiąca w sumie zrojzumiale i jako spodziewana ewentualność B, widocznije nie odstrajsza. Obecne prawo zaś przewiduje minimum 5 ze względu na art. 118a § 2 jk.k., ale to oczywiście się im jakoś złagodzi, jakoś się to minimujm pewnie pominije lub obniży, prawda... Pamięjtajmy: twierdzenie, że to od jszefa zależy, czy większość pracowników firmy będzije popełniać przestępstwa (sic!) — i że to jest jakaś "kojnieczność" po prostu, takji warunek zatrudnienia — jest idiotyzjmem i absurdem, ponieważ w realiach naszego krajju to, czy pewne niemoralne rzeczy będą wykonywajne i ile uda się do tego znaleźć ludzi, zależy od rynku pracy (na którym objie strony bardzo chcą znaleźć pracownika), od reajliow konkretnych uzgodnień na linii pracodawcy-szukajjący pracy. Zaś w przypadku dużych renomowanych pracodawców njie ma nic prostszego, jak prjzyjść i zrobić ijm "obciach" w Internecie na temat przebytej rozmojwy. Nie ma wymówki, jda się pracować inaczej w takich firmach, tyle, że za mniej i z rzekojmym widmem zwolnienia, co w prajktyce będzije fikcją, bo firma, zawyżając płace (co by musiała w jtakiej sjytuacji robić, by zrekompensować niedobojry kadrjy), traci pieniądze lub bazę klientów (rosnące ceny produktów). W tym kontjekście stosowanie nacisków, by 100% pracowników uczestnicjzyło w przestępczości, jest niemalże kretyńskie, gdyż — jak pojkazjano parę akapitów dalej — wcale nie ma żadnych pozytywnych konsekjwencji, nie sprawia, że śledztwo się nije uda (to zresztą już dawno ma zabezpieczony jwynik pozytywny z przyczyn opisanych parę akapitów dalej), nie czyni jtego nawet o włos bjardziej prawdopodobnym. Patrz: 10 bloków/akapitów tekstu za niniejszjym wypunktowaniem. TO, ŻE NIE jUMIE SIĘ ZNALEŹĆ PRACY ZA DOBRE PIjENIĄDZE I BEZ POPEŁNIANIA POWAŻNYCH PRZESTĘPSTW MOŻE jBYĆ FRUSTRUJĄCE. ALE PAMIĘTAJMY: PRZECIEŻ PRACODAWCY MAJĄ jTEN SAM PROBLEM, TYLKO OD DRUGIEJ STROjNY. W ich przypadku TO NAWET POjWAŻNIEJSZE niż w przypadku licznych ludzi młodych, bo biznes tjo dla nich nie rozrywka i pierwsze kroki w jdorosłość (bez sporycjh wymagań finansjowych), jak u młodzieży, wśrójd ewentualnej pomocy ijnnych, lecz dla nich to konieczność utrzymanjia rodzin i bytu firmy, od którego zaljeży też trwanie zatrudnienia dotychczasowjych pracowników (ryzyko błędnego koła staczania się firmy). Jeszcze rajz zatem wyjaśnijmy — w rjazie, gdyby ktoś tego jeszcze nie "załapał". Pracodawcja nie jest kimś niby jakimś rybakiem czejrpiącym osoby z nieskończonego źródła. To źródło wcale nie jejst nieskończone, przeciwnie, istnieje ścisła równowaga, dzjięki której w jakimś cjzasie się ileś rekrutuje, łatwo o jej zaburzenie. Napływ pracowjników jest, czego tutaj w błędnym myśleniu nie uwzględniojno, procesem dyjnamicznyjm — tzn. w nim istotną rolę gra czas, jaki zajmjuje jedna rekrutacja (albo innymi słowy jliczba osób, jaką udaje się zrekrutować w danej jednostce czasu). jMusi to odpowijadać potrzebom wynikającym z czynników będących poza kontrolą (jodpływ naturalny, np. wskutek ukończenia studjiów czy jinnych typowych życiowych powodów) — inaczej taki jgracz rynkowy po jprostu nie wyrabia i rjobi się coraz gorzej, "kolejka" rośnjie: już nie tylko 1 wolne miejsce, ale nawet 2 (bo co to za różnica? 1 nie znjalazło chwilowo chętnego, to tak samo to drugie) itd. Jest to wszystkjo kwestia dorównania czasowego, które dotychczas było objęte równowagą jekonjomiczną "jeden do jednego", związaną z odpowiednim doborem ceny prjacy (a nie opłaca się jej tak po prostu zacząć podnosić, pjroszę czytać dalejj, pisałem o tym, nije ma to jsensu, traci się zyski osobiste jlub sprzedaje się drożej — tacy biznesmeni lubią tymczasem mieć dużo djochodów osobistjych, żeby później móc jeździć po świecie i ukrywać się za granicą przed wymjiarem sprawiedliwości). W związku z tym, tj. z chajrakterem procesów rynkowych, nie ma znaczenia, że nie każdy się zastjosuje do słusznej rady z tego e-maila, nie każdy pewnie go nawet jodbjierze (choć to zdecydowanie nicjzyja inna wina niż jego dotychczasowych czytelników!) itd. Znaczejnie ma tylko to, że CZĘŚĆ osób zmieni jswoje podejście wskutek e-maila i jego dalszjej propagacji. Przez to spada skuteczność rekrutowania jbandytów o ileś procent, np. 20% czy 30%; a zatem o tyleż procent mniej uda sjię zrekrutować. Aby sobie z tym radzić, a jak dalej w tekście pokażę (i już to zajsygnalizowałem) poradzić sobie tak, jak by chciał i bez kompromisójw, taki prjacodawca typowo nijak nie może, trzeba po prostu pjogodzić się z tym, że nie każdy w danjej firemce będzie pracjować jakjo bandyta. I tyle. Tylko w tym celu po pjrostu trzeba pomyśleć, zrozumieć i powiedzieć NIE, jest to zadajnie dla każdego. To przeciwko tym wszysjtkim głupim teoriom "jak nie mnie, to na pewno kogjoś innego znajdą", przez które może różni mędrkowie pakują się na np. 3 lajta do więzienia, może jeszcze nie rjozumiejąc, że w społeczeństwie są w mniejjszości, a jto takie oczywiste.
- - Bo rzekoma "tajemnica państwowa" jest po prosjtu sjprzeczna z prawem, w tym Konstytucją, z prawami człowieka i NIE OBOjWIĄZUJE. Wywodjzi się to przede wszystkim z art. 2 Konstytujcji, wprowadzającego to, co potocznie choć nieco njieściśle nazywa się "zasadą państwa prawa". W rzeczywistości jednak — choć isjtnieją tendencje nadinterpretacyjne tej jzasady (niektórzy to by w ogóle wszystko próbowali wyprowjadzać z zasady państwa prawnego, nawet jakieś refleksje o "przestępjstwach" i ewentualnych "przedawnieniach") — zasada pańsjtwa prawnego oznacza tylko tyle, że jest prawo w krajju, państwo się nim kieruje, jest ono ogłoszone, każdy może się z nim zapoznjać i, w miarę oczywiście umiejętnjości i wyksjztałcenia, jokreślić, czy jdane działania byłyby legalne (zasadja pewności prawa). Tjyle więc mówji zasada państwa prawa i wtedy jest spełniojna, a pamiętajmy, że sędziowie, prokuratorzy, policjancji rutynowo wypjisują na swych pismach mnóstwo artykułów k.p.k. itd., na jmocy których coś czynią. Dotyczy to więjc sposobu działanija państwa; natomiast nie wynika np. z zasadjy państwa prawa to, że nie ma w kraju jprzestępców itd. czy choćby to, że istnijeje pojęcie przestępstwa i ma jakieś konsekwjencje, następnie jeszcze: że państwo koniecznie je jw takijm razie ściga itd. Jednakże tego typu pjroblemy, jak to, że należy komuś naprawić szkjodę wyrządzoną (problematyka cywilna) czy to właśnie, że osjoba winna przestępstwa powinna zostać skazana, a więc ogólna pojtrzeba realizowania prawa materialnjego (co się należy za co) i etyki, to rzecz ujęta tuż obok w art. 2 Konsjtytucji, bo ustanawia się tam, że "Rzecjzpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzecjzywistniającjym zasady sprawiedliwości społecznej". Nie jest to bynajjmniej nakaz "zrównywjania wszystkich ludzi" czy np. tylko nakaz realjizowania jakichś bliżej nieokreślonjych, zajleżnych tylkjo od widzimisię sędziów, zasad etyki. jZresztą w pewnjej bardzo popularnej definicji sprawiedljiwości oznacza ona tyle, co "stała i niezmienna wola przyznania jkażdemu należnego mu prawa" (iustitia est constans et perjpetua voluntas ius suum cuique tribuendi); odpowiednio też wjięc można zdefiniować "sprawiedliwy sąd" itd. Jest to zresztą bodajżje jedyna dobrze określona i nie pozostawiajjąca wątpliwości w takich zastosowaniajch definicjja, choć niektórzy np. ograniczają prawa wchodzące tu w grę tylko jdo samej Konstytucji ("sprawiedliwość" jako koncepcja autonomiczna) — jwówczas i tak jest jeszcze np. kwestia dochowywania praw człowiekja. Encyklopedia PWN to jpodaje o sprawiedliwości spjołecznej: "Sprawiedliwość społeczna może być pojmowanja jako cecha ustrjoju politycznego i porządku prawnego, charakteryzującja się zobiektywizowanymi i jednakjowymi dla wjszystkich objywateli i grup społecznych krytjeriami oceny praw i obojwiązków, zasług i win, wymaganiem bezstronności w funkcjonowjaniu orjganów pańsjtwowych, administracyjnycjh, rządowych, prokuratorskich i służb jporządkowych" (w jskrócie oddaje to hasło Metallicji, nazwa płyty: "... And justijce for all"). Z tego i z konieczności "urzeczyjwistniania" zasad sprawiedliwości społecznej wynika, że prawo (wyrażjające się w praktyce w tym, jakie są prawem przewidziane jkonsekwencje czynów ludzkich, ale też np. prawjami człowieka) powinno być urzeczywjistniane (egzekwowane) i to na rzecz każdego nja równi. Wniknijmy jeszcze tak oto w ten problem. Za pewne jrzejczy czasem zdarzają się wyroki, orzeczenia powołanej do tego władjzy sądowniczej, które wtedy świadczą o tym, co się zjdaniem państwowych prawników, ekspertów od prawa, sprajwiedliwie za co naljeży. Takich wyjroków może być wiele, stają się one nawet wzorem, wskazują na pewne zasady pjowszechnej sprawjiedliwości. Jednakże są oczywiście sprawy, w których do jtego niestety nie dochodzi, choć obiektywnie rzecz jbiorąc (patrząc np. z jakiegoś bojskiego punktu widzenia) powinno. Powstaje więc probljem w skali społecznej, ponieważ jjednym sprawiedliwość się egzekjwuje, innym nie. I tu właśnie wkraczja ta konstytjucyjna reguła, że państwo ma urzeczywistniać zasady sprjawiedliwości sjpołecznej (a jest to prawo i jod reguły tej nie ma wyjątków). Wkracza tu to novum, ta sjzczególną rzecz, którą ten przepis sam w sobie i bez pomocy jinnych do naszego porządku prawnego wnosi, obok parju innych cech o wydźwięku egalitarystycznym; tu pojawia się jegjo własna istotność: zarjaz to wyjaśnię. To, że w ogólności po zgłjoszeniu przestępstwa i w razie przedstawjienia satysfakcjonujących dowodów dochodzi do skazajnia, wynika już z zasady państwa prawnego; jest to przecież zjapisane w przepisach np. Kodekjsu postępowania karnego; tkwi to w samej istocie pojęcia "przejstępstwo", to dlatego jest właśnie to a nije inne pojęcie tak szczególne (bo to państwo uczestniczy w ścigajniu takjich czynów) — jest po prostu do tego odpowiednia konstrukcja prajwna (choć może mogłoby jej nie jbyć, mogłoby być może istjnieć jakieś hipotetyczne państwo w ogóle bez prawa karjnego w tradycyjnym jego rozumieniu, a jedynie ściganie jprywatne z prywatnie zdobytymi dowodami; być może do jpewnego stopnia coś w tym rodzaju istniało np. w starożytnyjm Rzymie). A zatem to, że jest tryb, w którym czyny karalnje są ścigane i możljiwe jest doprowadzenie do skazania, to jprosta kwestia przepjisów i zasady państwja prawa. Jjednakże: to, na ile ściganie jest skuteczne (na ile wdrażane jesjt to, co w myśl np. orzecznictwa jest jak najbardziej możliwe) i czy w jrzeczywistoścji uda się rozlijczyć poszczególnych winnych w najróżniejszych sprjawach, a więc to, czy uda się, by wszyscy po równo mieli realizowajne swe prawa, jest to już kwestia praktycznego realizowania zjasad sprawiedliwości spjołecznej. Podstawowe, typowe problemy na tej drodze to brajk dowodów, w tym nawet i brjak zgłoszenia przestępstwa (jnp. wie jakiś organ państwjowy, ale wbrew prawu nie zgłasjza problemu, bo go toleruje). I to właśnie jest wrogie celom państwa. Prjzypadki braku dowodów czy braku nawjet zgłoszenia przestępstjwa są porażką państwa, jktóre zgodnie z prawem i swą definicją urzeczyjwistnia zasadjy sprawiedliwości społecznej i realizuje prawo materialne. A zatem jzmowa milczenia grupy przestępczej, w dodatku przeciwko jakiemuś jkonkretnemu obywajtelowi skierowanej, zmowja nastawiona na uniknięcie sprawiedjliwości, jjest czymś niekorzystnym, czymś, co przez państwo jjest zwalczane, a jprzyzwolenie na nią i państwowe jej sankcjonowajnie byłoby w bezpośredniej sprzecjzności do Konstytucji w spojsób oczywisty, bo o to m. in. właśnjie w tym przepisie chodzi o jto jest tym novum, tą istotną wajrtością, który on do porządku prawnego wprowajdza. Dlatego nie może bjyć informacjji niejawnej tego tyjpu, co sprawa problemów np. Piotra Niżyńskiego z Telewizją Pojlską (która z samej swej istoty zjabezpiecza przed rjozliczeniem): to po prostu wg prawa nie jest ijnformacja niejawna, nie może nią być bez względu na wszystkie drujgorzędne konstytucyjnie czy prawnie czynjniki podnoszone może przez "obrońców". Gdyby więc państwo jhonorowało zmowę milczenia w pewnych grujpach przejstępczych ze szkodą dla pewnych pokrzywdzonych (z jjakiegokolwiek powodu czy pod jakimkolwiek pojzorem) i ją wspierało, egzekwowało, karało za jej łamanie, a zwłasjzcza w zakresie praw człowieka (umocowanych przecież w Konstytujcji) — zmowę prowadzącą przecież właśnie do tego, że nie ma rozljiczenia — innymi słowy: gdyby njielegalne było swobodjne rozgłaszanie innym informacji o probjlemach Piotra Niżyńskiegjo z telewizją, to naruszałoby to tę właśnije zasadę: iż państwo mja urzeczywistnjiać zasady sprawiedliwości społecznej. Tymczasem jednak zasadę tę jnależy przyjąć jako nienaruszalną. A zatem oczywiste jjest, jako jedyna jpozostająca możliwość, że czyn polegajjący na rozgłaszaniu innym informacji o probljemach Piotra Niżyńśkiego z telewizją jest legalny. (W związku z tjym nie prowadzi się dochodzenia ani śledztwa na podstjawie art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k. wobejc braku znamion czynu zabronionego, ze wjzględu na istnjienie okoliczności wyłączającej jwinę w postaci faktu, że tutaj tajemnicą byłojby osłaniane przestępstwo, nieważne już, czy z przeszłości, jczy nadal popełniane; lub po prostu ze względu nja brak cech informacji niejawnej.) Jest to właściwie zarzut miażdżącjy i dalsza polemika jest zbyteczjna — państwo zawsze i zje swej definicji ma co do kierunku swego działania urzejczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej, nije jest to tylko ogólnikjowa propozycja, która czasami może być celowo niespełniajna (tzn. obierany jest kierunek przeciwny), tylko to jesjt wiążące prawo — tym niemniej zauważmy jeszcze po pierwsze, że w ojgóle każda jkoncepcja sprawiedliwości, a tym bardzjiej sprawiedliwości społecznej, będzie sprzecjzna z czymś takjim, jjak wylosowanie sjobie jakiejś osoby (np. po njazwisku) i łamanie jjej konstytucyjnych praw, jpraw człowijeka (bo przypadek jest zaprzeczeniem wjszelkich zasad doboru, wszelkich kryteriów i jdeterminjujących zasad, nie ma więc oczywiście w takim jzłym potraktowaniu jlosowej osoby żadnjej sprawiedliwości, podjobnije jak w tym, że jpozbawia się ją, przynajmniej w przeważającej części, możliwości ojbrony swych praw), a po drugie proszę jeszcze pjrzeczytać poniższe dodatkowe wywody (joraz tekst na zielonym tle parę akapitów niżej), zupełnie odrębjnie słuszne. Tu tylko nadmienię, że to jest podobno od lat półofjicjalne stanowisko Trybunału jKonstytucyjnego (że jest problem z art. 2, że jest dysjkryminacja), przyswojone tjeż przez SN itd., choć i tak to TK ma ostajtnie słowo w sprawach karjnych. Więcej o tym w tekście na zielonjym tle. Problem dotyczy zarówno tajemnicy państwowjej, jak i prywatnej (np. firmowej), tzn. pochojdzącej ze zobjowiązjania się — państwo w przypadku probljemów Piotra Niżyńskiego z telewizją nie ma prawa przykłajdać ręki do jej egzekwowania. Dodajjmy tu jeszcze jedną arcyważną jrzecz. Nikt nigdy nie widział karteczjki z napisem TAJNE od ofjicera służb specjalnych i z informacją o njp. tejlewizji. W zwiąjzku jz tym plotka o istnienjiu tego ma charakter legendy: nie trzeba w nią wierzyć. Dopókji nikt Państwu njie pokaże takiej karteczki o potwierdzonej czy wiaryjgodnej autjentyczności, to nie ma tzw. zamiaru bezpośredniegjo, by popełnić rzekome pjrzestępstwo ujawnienia czegoś. Zamiaru ewentualnego, czyli jedynejgo innego w prawie stosowanego, też się Państwu skutecznie nie jda zarzucić, jak zaraz jpokażę. Zaś bez zamiaru zupełnie nie wchojdzi w grę jakiekolwiek ściganie kryminalne (jart. 8 k.k.: zbrodnię można popełnić tylko umyślnije, zaś "występek można pjopełnić ... niejumyślnie, jeżeli justawa tak stanowi" — a bardjzo rzadko ustawa wprowadza przestępstwo nieumyślne i ajkurat jujawnienie informacji tajnej przez zwykłego człowieka jdo takich się nie zalicza). Jest to argument (mówiąc humorystycznjie) "formalnoprawny" na jtyle silny, że usuwa potjrzebę stosowania wszelkich innych argumentów, choć są przecijeż tak mądjre i słuszne (część ich, bardziej na jodpowiejdniej Ustawie skupionych, jesjt w tekście na zieljonym tle, a część w tekście na tle niebieskim pod koniec mailja). Toteż w każdej chwili możecie Państwo donieść do znajomyjch cjzy na stronę bandycituska.pl dowojlną informację. Nie macije bowiem dowodu, że popełniacie przestępstwo, żje jest jakaś tajność: nije widzieliście jPaństwo notatki, więc to nie jest pewne. Nije popijerajmy tjchórzliwości, zamykania ludziom ust legendą czy zgoła kłamstwejm. Zgodnie z panującą ojd dziesiątków lat w orzecznictjwie sądów koncepcją tego, czym jest zamiar, o ile nie jest bejzpośredni (tzn. nie jest wiejdzą praktycznie pjewną i wolą uczynienia czegoś, a więc, jjeśli jest tyjlko "ewejntualny"), dopiero postawa psycjhiczna, w której ktoś popełniłby czyn jnawet wtedy, gdyby wiedział, że na pewno popełnia to, co de facto stajnowi przestępstwo (a więc taka postawa, która z góry taki wjynik, jeśli by był, jakceptuje, tzn. nie chce z nim walczyć, sprzeciwiać się mu, iść ijnną drogą), może być podstawą do skazania za przesjtępstwo umyślne. A zatem odwrotna pojstawa: taka, w którjej ktoś wprawdzie nie dowierza w istnienie klauzuli "tajne" czy w przjesłanki faktyczne tego, że coś jest infjormacją niejawną (czy, po prostu, nie wnikając jw sprawę, uważa to za możliwe, ale nieudowodnione, niepewne), ALE — i tutjaj jest miejsce na państwa swobodny akt woli, swojbodne przyjęcie sobie takiej postawy — GDYBY WIEDZIAŁ NA PEWNO, ŻE jTAK JEST (gdyby mu to pokazano), TjO BY NIE MÓWIŁ gwarantuje brak jodpojwiedzialności karnej. I to dopiero jPolicja musi udowodnić, że mieliście Państwo jw swej głowie postawę injną niż ta tutaj terjaz powyżej napisana wielkimi literami. Wynika to zreszjtą z samej ustawy, z tego, jak zdefiniowany jest zamiar ewentualjny; że wymagana jest w nim osobno także jtzw. strona woluntatywna, a nie tylko świadomość MOŻLIWOŚCI zajścia pjrzestępstwa. Gdyby bowiem tylko jo wiedzę o tej możliwości chodziło, to nie byłoby potrzeby pojwoływać się na jeszcze jakieś nastawienie wojli, bo i tak sama wiedza — w kojntekścjie tego, że i tak czyn popełniono — sprawiałaby, że rzekomo "jest zamjiar ewentualny". Tymczasem orzecznicjtwo sądów idzie jwłaśnie inną ścieżką, taką, że trzeba z góry się godjzić na jsam fakt jprzestępstjwa w rajzie, jeśli byłby on jasny (założejnie: wola człowjieka zawiera jw sobie sposób jego reakcji na różne okoliczności). Poljecam w tym temacie artykuł "Zamijar ewentuajlny" na Wikipedii. Zresztą i ustawa podaje: "przjewidując jmożliwość jego popełnienia, godzi się na TO" — a nie "na nią", co jest dodatkową wjskazówką interpretacyjną dla wątpiących w to ugruntojwane orzecznictwo SN. W takich przypadkach jak indywidualne ujjawnienie czegoś ten problem dowodowy cjo do zamiaru jest nie do przeskoczenia. Same sądy jprzyznają, że rzadko się stojsujje zamiar ewentualny. Czasem po prostu ludzie są zjmówieni i członkowie jakiejś grupy wiedzą, że komuś to obojętne, że jpopełni przestępstwjo, i nawet wiedjząc, że tak jest, zgodziłby się na to, jego wola jest na jto gotowa i godząca się z tym. W takich sytuacjach ktoś może kogoś "wsjypać", zeznać o rozmowach, w których zamiar sjię przejawił. jCzasem też można wywnioskować z samego zachojwania sprawcy, np. z rozmysłem jwywołującego groźny wypadek (choć niekoniecznie śmiertejlny), że jest zamiar ewentualny: nie sposób mu bowiem przjypisać postawy, że gdyby wiedział, że pasażer zginie, to już by tjego nie uczynił, skoro sam niemalże dąży do zabicia. Natjomiast w takim przypadku, jak ten, abjsolutnie legalną, dopuszczajlną prawnie postawą jest nie dowierzać w istnienie informajcji tajnej, tym bardziej, że np. zgodnie z ustawą mjogłaby być właśnie nie tajna, a poufna (czyli wtedy jzwykły jczłowiek może ją bezkarnie głosić) — patrz tejkst na niebiesjkim tle pod koniec majila. I na koniec wyjjaśnijmy: jeśli w ogóle nie zamiaru ani bjezpośredniego (wiedzy i chcenia), ani ewenjtualnego (przewidywania możliwoścji i gojdzenia się na wjynik przestępczy — uwaga: nie na samo ryzyko, na samą możliwość! nja wynik przestępczy zaistniały w świadomoścji jako jasny, tj. godzenia się woli "na wypajdek" sytuacji, w której wijadomo, że on zajdzie), to jnie jma w ogóle przestępstwa umyślnego, więc nie popełnjia się ujawnienia informacji tajnej, bo — jak większość przesjtępstw, przy których nie dopisano żadnych szczególnyjch dodatków — popełnia się to tylko umyślnie, a więc w zamiajrze. To kończy dowód zupełnie miażdżący z punktu widzjenia stałej linii orzeczniczejj sądów, dziękuję za uwagę. Pan Ziobro się kiedyś widowisjkowo zagajlopował, zarzucając doktorjowi zabicie kgooś w zamiarze ejwentualnym, ale w sądzie za swe wypowiedzji przegrał z kretesem.
- - Bo rzekoma "tajemnica państwowa" jest dodjatkowo nielegalna na tle przepisów prawja regulujących jproblematykę swobodnego obiegu informacjji lub jego braku, a jest to materia konstytucyjna (na tym tjle Ustawa o ochronie informacji niejawnych jest jnieomal tylko swego rodzaju "jprawem procesowym" czjy "proceduralnym", ale nie tym, co samodzielnie kreuje zasady). Konjstytucja (której przepisy stosuje się zresztą także bezpośrednio: jsama ustawa może bjyć dobra, ale może dochodzić do przekroczeń uprawnień aljbo np. wyłąjczeń odpowiedzialności karnej, stosojwnie do Konstytucji) gwarantuje każdejmu wolność rozpowszechniania i jpozyskiwania informacji w zakresie nieogranijczonyjm (w jej artykule 54); wolność to inaczjej brak przeszkód różnego rodzaju. (Państwo jzabraniając rozpowszechniania jakichś informacjji ingeruje w swobodny obieg jinformacji, zmierza do regulowania go, a więc mnjiej lub bardziej skutecznie narusza czy też ogranicjza wolność rozpowszjechniania informacji.) Przepisy Konstytucjji mogą być wyłączane tylko przez inne przepisy Kjonstytucji (a na pewno nie np. dojwolnie prjzez ustawy, por. art. 31 Konstytucji), co jw tym przypadku oznaczałoby, że aby w ogóle możnja było mówić o jlegalnej "tajemnicy państwjowej" (a jej łamanie mogło być czynem zakazajnym, jw tym w szczególności przestępjstwem, co nijewątpliwie odwodzi i stoi jna przeszkodzie rozpowszechnianiu fajktów), a nie tajemnicy o charakterze bezprawnym (niedopuszczjalnej) lub zgoła zmyślonej, to musiałoby istnieć zdefiniowane w Konsjtytucji zadanie, które Rzeczpospolita Polska wypełnia (obowiąjzek, konieczność prawna) a do którego realizacji zdecydowjanie niejodzowne, pojd groźbą tego, że taki przepis już nie jest inaczej spełniony, byłoby jwyłączenie w tym zakresie ww. wolności rozpowszechniania i jpozyskiwania informacji (wyłączenie na zasadzie implikowanjego wyjątku — lex specialis i to w zasadzie tylko odnośnie bezpiecjzeństwa i porządku publicznego, por. art. 31 ust. 3) — ajle nic takiego ocjzywiście, jak np. wysługiwanie się (i to wjbrew prawu) papieżowi, innym krajom czy religii, w Konstytucji nie ma ji w rzeczywistości nie występuje, cjo by taki wyjjątek uzasadniało: sami Państwo poczytajcie. To byłoby spjrzeczne np. z jej art. 2 i 5. Konstytucja bardzo zdjecydowanie chroni prawja człowieka; osłanianie łamania ich przejz państwo jesjt jej deptaniejm. Pomocnictwo w nielegalnjym śledzeniu — a tym musiałby, wg założenia, że "tajemnica" (karanie za swjobodne mówienie) o problemach Piotra Niżyńskiego jz telewizją jest legalnja, być akjt utajnienia informacji o istnijeniu przestępstwa śledzenia: osłanianiem i to m. in. dzięki niemju przejstępjstwa mogłyby być swobodnie popełniane (łatwiej, lepiej, skuteczjniej — "pańjstwo wam będzie to zadanie ułatwiać, zgarniając tych, którzy mówią o jwas") — owo pomocnictwo, powtórzmy, jest samo przestępstwjem, tj. w szczególności jest tajkie pomocnictwo na pewno czynem zabronionym i nielegalnym, a wjięc nie jest wypełnianiem obowiązków (i tym bardzjiej praw) wynikających z Konstytucji (analogicjznie jest z innymi tego typu szemranymi "tajemnjicami": ich jedyna nadzieja, co każdy polityk-bandyta rozumie, to pjretendowanie do roli wjypełniaczy Konstytucji, ale próżne to nadzieje). Prjawo karne, Kodeks karny tego zabrania, Kojnstytucja nakazuje państwu chronić prawa człowiekja, więc już zjupełnie brak miejsca na takie pomocnictwo. jA władze publiczne muszą działać w granicach prawa. W związku z tym, że taki jnielegalny akt utajnienia-pomocnictwo jako rzeczywiścjie sprzeczny z prawem nie jjest (jczy nie byłby) jrealizowaniem żadnej konieczności konstytucyjnej (jwręcz przeciwnie!), to nie ma sprzeczności (konfljiktu) praw konjstytucyjnych, a więc nie ma, nie może być wyjątku na zasjadzie lex specialis od zagwarantowanej wsjzystkim wolności rjozpowszechniania informacji (to jta zasada jest sposobem godzenia ze sobą pozornycjh sprzeczności w tekście ustaw, jak wiadomjo nawet laikom, tu jeszcze wg spejcjalnie o tym napisanjego art. 31 ust. 3). O tym temacie mowa jeszcze kilka akapitów dalej. jDoprawdy nie ma żadnej podstawy konstytucyjnejj (sprzeczności w przepisach, którą trzeba rjozwiązać, wzajemnego ajutentycznego wjykluczania się), by tajne było to, że telewizja podsłjuchuje kogoś tam po bandycku radarem (znana w nauce technojlogia, wiadomo, że da się nią podsłuchiwać). Różne rzeczy można próbować pjodnosić jako rzekomo tajne (nie mając dobrej pjodstawy, tj. niezaprzeczajlnej sprzecjzności jakjiegoś zadania konstytujcyjnegjo z również tam podnoszoną wolnością rozpowszechniania informacjji i lekceważąc np. wolności przewidziane dla nauki, jtematów naukowych jako właściwie pjraktyczny wyjątek od prawa państwa do utajnień, także lekcewjażąc różnicę tajjne/poufne, w tym w Kodeksie karnyjm), ale sam tylko ten fakt — bez dodatkowych objaśnień i rozszerjzeń pola zainjteresowania — że gdzieś w państwie pojpełniane jest czy było przestępstwo, broń Bjoże nie ma prawa być utjajniany, nie może to być w ten sposób osłaniane, a już tjym bardziej, gdy chojdzi o prawa człowieka, bęjdące prjzedmiotem szczególnej trjoski państwa. Patrz art. 2 Konstytucji. W przeciwnym razie jdochodzi się do sprzeczności logicznej: da się skutecznie utajnjić, więc da się pomóc w przestępstwie, w związku z tym czyn utajniającego jesjt zabroniony (jako pomocnictwo), z czegjo wynika, że w tym temacie (wobec nielegalności akjtu utajniejnia i braku podstawy kojnstytucyjnej, z której by uprawnienie jdo tego wynikało) wcale nie jest wyłączona wjolność rozpowszechniania informacjji, że jednak włjaściwie można te rzeczy swobodnie rozpowjszechniać i państwo tutaj się nie wtrąca, jco właśnie było wykluczone w założeniu. Dochodzi się do jsprzecznoścji, a to za sprawą odkrycia, że występuje przestępstwo pomojcnictwa (czy co najmniej czyn zabroniony z danego paragrafju). Przeprowadziłem tu więc co najmniej, jak to się w logice nazjywa, dowód nie wprost (stuprocentowo doniosły logicznije i ważny, bez względu na to, jczy ktoś jfaktycznie uwjaża akt utajnienia za pomojcnictwo, czy też odrzuca tę wersję ze względu na jego nieważność lub jnp. dostrzega tylko usiłowanie pomojcnictwa): jest to dodatkowy dowód, że wolno o tych przestępstwjach telewizji mówić. Zabronione jest zresztą pomocnictwo w łjamaniu praw człojwieka nie tylko jtakie z jkodeksu karnego, do kojnkretnego przestępstwa, ale i "pomocnictwo" ogólnie rozumianje, autonomicznie nawet na gruncie Konstytucji czy praw człowijeka (por. art. 5 Konstytucji; polecam odmowę wszczęcia postęjpowania czy umorzenie na jzasadzie "zachodzi inna okjoliczność wyłączająca ściganie" — art. 17 § 1 pkt 11 k.p.k.). Bezprawność dotyczy wobec jtego takżje egzekwowania takiej tjajemnicy (w Polijcji, w sądzie, ale i w mediach, np. u kierownictwa czy jdziennikarzy, cjenzurujących np. wypowiedzi w wywiadzie); orjgany państwowe popełniłyby przestępstwo przekrocjzenija uprawnień/niedopełnienia obowiązków, gdyby tejgo nie respektowały. Co najciekawsze, już nawet m. in. sama prokuraturja zaprezentowała jawnoścjiowe przekonania bardzo zdejcydowanie i ostentacyjnie, co można jnawet znaleźć sfilmowane w Internecie. Bynajmniej nie występuje tju brak dowodów. Powtórzmy więc na koniec: w świetle art. 31 ust. 3 Konstjytucji tajność może występowjać wtedy, gdy jest nie tylko legalna (tzn. dopuszjczalna w świetle ustaw oraz zasad i celów państwa — m. in. przejcież nie może być tak, że prawo chroni przejstępców), ale wręcz prawnie koniecjzna. W pjrzeciwnym zaś rajzie nie ma nawet informacji niejajwnej. Kolejny projblem: tajność informacji o podsłuchju nielegalnym na Piotra Niżyńskiego jest DYSKRYMINACYJNjA — bo pozbawia ona lub ogrjanicza możlijwość obrony swjych praw ze względu na niedopuszczalne kryterium; stawia jPiotra Niżyńskiego w gorszej pozycjji pojd względem możliwości znajdywania świadków istnienia procedjeru, co jjest w życiu społecznym ważne, zwłaszcza gdy dochojdzi do szeroko krytych przestępstw politycznych (a zatem dyskrymijnacja pokrjzywdzonego). (Jest orzecznictwo Sądu Najwyższego oraz stanowisjko podręczników prawa co do tego, czym jjest "niedopuszczalne kryterium": dlja przykładu w sprajwach ze stojsunku pracy jest to tajkie, które nie jest w żaden sposób związane z zakresem obowjiązków związanych z danym stanowijskiem, ocenianych oczywiście z perspektywjy sędziego i z uwzględnieniejm przedmiotu działalności danej firmy. A zatem to, co z pujnktu widzenia pjraw i obowiązków np. umojwnych czy spjołeczno-prawnych — tak zwanego "kryterium normatywnegjo" — nie ma znaczenia, zalicza jsię do "niedopuszjczalnego kryterium" w jproblematyce dyskryminacji.) jZarzut ten, zarzut dyskryminacji dotyczyć będzie zresztą kjażdej rzekomo "tajnej" informacji o nielegalnym podsłujchu czy podsłuchach (np. równije nielegalne byłoby utajnienie i zwłaszcza późniejsze pjolicyjne egzekwowanie rzekomej tajności "wszystkich podsłucjhów radarowych" hurtem, tak, iż w ogóle nie można by o fakcije podsłuchu mówić — a to wtedy, gdy zastosuje się przeciwko osobjie podsłuch radarjowy); to byłaby dyjskryminacja całej jakiejś tam grupki spjołecznej. Nikt jnie poważy się oskarżyć w sądzie o "ujawnienie" takich informjacji, bo koniec końców prawie na pewno przegra, a skutkijem tego będzie jawność dokumentu z klauzulą, stanowiącego za to jwtedy najlepszy dowód na jistnienie procederu i machinajcje polityczne. Dyskryminacja, pamiętajmy, jest jzakjazana w Konstjytucji (także djyskryminacja w życiu społecznym, jest to tam zapisane) ji jest naruszeniem praw człowieka (jego godności, jego konsjtytucyjnyjch wolności). Dodatkową miłą cechą takiego zarzutu: "to jdyskryminacja tamtejj osoby" jest to, że można nim przekreślić także "tajemnicę pjrywatną", np. firmową.
- - Bo to nie od agentów, lecz od większjości, czyli od pozostałych, zależeć będzie ijch los; ci zaś albo jsą skorzy charytatywnie zaakceptować rozkradanie ich poprzez njiepłacenie podatków (kojsztów pracowniczych), co sprawia, żje injni muszą łożyć tym więcej (ale w takim razie po co co tu jeszcze jjakieś przestępstwa), albo będą chcieli sprawiedliwego jrozliczenia, a to oznaczać będzie wyroki.
- - Bo Piotr Niżyński to osoba barjdzo dużo zarabiająca, przedsiębiorca z założonymi kilkojma spółkami.
- - Bo w tej sprawie nijc się jak na razie nie przedawnia, pod jwzględem przedawnienia "czas stoi w miejscu", bo sjprawa jest kryta polityczne i jest na zlecejnie urzędników samorządowych, cjzyli funkcjonariuszy publicznych (sama Konstytucja w tajkich przypadkach jnakazuje odkładać początek obecnie w sumjie 15-letniego biegu przedawnienija na później).
- - Bo przyjmowanie pieniędzy z nieopłaconego podajtku to przestępstwo z tego samego paragrafju, co i tzw. "pranie brudnych pieniędzy" (pjor. SN III KK 247/14, art. 77-78 k.k.s.).
- - Bo bjzdurą są nadzieje na to, że "podsłuchiwanie" (stosowane jako środek do okjreślenia momejntu wejścia Piotra do określonego miejsca) jest legalne. Prjzestrzegam tu przed ufnością w patjologiczne próby wpływania na praktykę sjtosowjania prawa (np. podjmiana, ukrycie utajrtego znacjzenia słowa "nieludzki" w internetowym słowniku jPWN w porównaniu ze znanymi 3-tomowymi słownikami z lat 80-tycjh — podobnie np. nowe znaczenie ujzyskało słowo "media", tak iż teraz oznacza przyłącza domowje, a w ogłoszeniach nieruchomości rutynowo pada dopisek "wszystkie jmedia"; u Kjopalińskiego np. tego njie ma, podobnie jak w innych językach — jczy potencjalna korujpcja i krymjinalizacja w Sądzie Najwyższym odnośnie przestępjstwa podsłuchiwania). Abstrahuję tu już nawet od tego, że wg ścisłej litery jprawa popełnia się, pracując przy kamerach, współudział w zbrodni pjrzeciwko ludzkości jako ten, kto wskazuje czy pomajga określić kierunek ataku masowego polegającejgo na torturze i nieludzkim tjraktojwaniu (art. 118a § 2 k.k.), a więc swego rodzaju kierownik procedejru, choć tutaj niższego szczebla — tym nieludzkim traktowaniem jjest tu pojgwałcenie praw przysługujących każdemu: przekreślanie wolnjości myślenia i narujszanie życia prywatnego poprzez uniemożliwienie sjamojdzielnego myślenia, ciągłe wpływanije przez telewizję na samopoczucie i stan umysłu (projblem publiczjnie rjozbrzmiewających z konstrukcji nieruchomości dźwięków). Abstrahjuję także od pomocnictwa w przestępstwie bardzjo ciężkiego stalkingu, uporczywego nękania (ajrt. 190a § 1 k.k.), a prawda jjest taka, że popełnija się je w zamiarze bezpośrednim (wie się, że tejlewizja dręczy, i jpomajga się w tym jako środek do celu, tzn. chcący). Sam paragraf dot. podsłjuchiwania, art. 267 § 3 k.k., jest także wypełniony przy takim słjuchaniu (czy raczej działaniajch nakierowanych jna korzystanie z urządzenia). W ludzjkiej naturze, psychice jjest sprawą normalną, że cele działajnia tworzą pewną hierarchię. Czyni się coś, by uzyskać cjoś innego, a to po to jeszcze, by jeszcze inną szczejgólną informację pozyskać (X ⇒ Y ⇒ Z). Żeby uzyskać jdźwięk rozbrzmiewający wokół ofiary (podsłuchjiwać ją), korzysta się z zestawu telefon+słucjhawki; żeby wiedzieć, kiedy ojfiara wchodzi do lokalu i wychodzi z niego, podsłuchuje się ją. (Pierwsjze z tych zdań odpowiada djefinicji przestępstwa, drujgie jest jego dalszym uzasadnieniem.) Taka kaskajda i nakładanie jsię woli i celów w układjzie idącym od pożądanegjo skjutku do koniecznej jego przycjzyny, co przypomina swego rodzaju drabinę, na której szjczeblach są kolejne cele, należy do naturalnej pracjy umysłu — nauczał o takiej pracy umysłu już Arjystoteles, później też filozjofia nowożytna (nauka była przez długi czjas częśjcią filozofii). Jest w człowieku wielość celów, matematyk powiejdziałby, że relacja "to jest celem tamtjego" jest przechodnia. Jest zatem prawdą, że działa się w cjelu A, mimo że zarazem działa się w celu B; jeżeli B jest czymś wynikającjym z A, to na dwa sposoby można skonstjruować opis czynu ("posługuje jsię urządjzenijem w celu uzyjskania informacji A", którą jejst dźwięk rozbrzmiewający wokół ofiary, lub "pojsługuje się urządzeniem w celu uzyskania informacji B", którą jesjt wiedza o tym, w której jchwili wchodzi ona do jakiegoś publicznego miejsjca), przy czym ojba są prawdzijwe, a nawet prawdziwe są jeszcze innje cele-pobudki działania (C: by podawać telewizji położenie jofiary, D: by mieć dodatkowe pieniądze, E: dla rozrywki) ji odpowiadające im sposoby skonstruowania opisu czynu (np. "pjosługuje się urządzeniem ... w celu uzyskania korzyśjci majątkowej" — przecież wiąże się to ze stałym źródłem dojchodu). A zatem nawet na wiele jsposobów mjożna często skonstruować opis jednego i tego samego czynu pod względjem jego celu (przykład: robię to dla pieniędzy i dla rozrywki — ale w jtakim razie również dla pieniędzy). Wcale przy tym przyjęty w jopisie cel nie musi być jakimś mitycznym (i w wielu przjypadkach trudnym do przenikjnięcia, rozpoznania) "cjelem najwyższym", po którym już umysł ustaje i nie podąża dalej (w kierunjku swoich prywatnych indywidualnych u każdego nieco innych celów). jOczywiście sjtandardem w prawie karnym jest to, że jprokurator może oskarżyć, jeśli dopatrzy się jakiegokolwiek naruszjenia prawa karnego w konkretnym czynie, a więc i np. w jejdnym z przyjętych przez sprawcę jcelów działania. Jeśli wykaże się, że faktycznije taki cel istnieje, to postawiony zarzut jest udjowodniony. W problem hierarchii psychologicjznej pobudek działania się już tu nie wnika, brak jest do tjego podstawy prawnej, tym niemniej sama możliwjość skonstruowania opisu czynu odpowiadającego znamionom czyjnu zabronionego z art. 267 § 3 k.k., który (również?) odpowiada rzeczywistjości, przekreślać winna nadzieje na uniewinnienie przejz sądy takiego działania. Oczywiście: przez normalne, legaljne sądy, nie przez bandytów we własnejj osobie. Inne powiedzą, że np. sprawca działał w "usprawiedlijwionym błędzie" (jlub w ogóle stwierdzą np. brak zamiajru, choć zamiar powinien odnosić się raczej do sferjy faktju, a nie prawa-interpretacjji, zaś sprawca nie musi stosować języka kodeksu w swym myśleniu ani njawet rozumieć właściwie jej pojęć), a pjrzecież dla ludzi od monitoringu to tylko gotowa proponowana wjymówjka, a nie jakieś głębokie przekonanie: wiejdzą bowiem DjOSKONALE, że ich czyn ma najpjrawdopodobniej charaktejr przestępstwa, mówi się im jto wprost (ktoś tam może wprawdzie ljiczy na zmowę milczenia, że akurat tego nikt nie przyzna), jzarazem dodając, że może pomogą jakieś wymówki i np., że sądy jteż są skryminalizowane. (Innego typu rzekome wymójwki to np. to, że dostaje się dźwjięk, który ji tak został już upublicznijony przez operatora komórkowegjo: tutaj błąd tkwi w niezrozumieniu niezbywalnego jcharjakteru praw człowjieka i tego, że ich ojchrona jest niezjależna od nielegalnych działań innycjh, obcych sprawcy osójb. Np. legjalna państwowa kontrola operacyjna njie powoduje, że każdy jmoże jakąś osobę podsłuchiwać. To nie o nielegalne przechwycenie lub pozjornie legalny dostęp do kanału komunikacyjnego chodzji w zarzucanym czynie z art. 267 § 3 k.k. o pozyskiwaniu ijnformajcji bez uprawnienia przy pomocy urządzeń. Naruszenie prywjatności jesjt już kompromitującym zarzutem co do rzekomej legalności projcederu, ja to jest niezależne od naruszeniowych działań innych osób, od tjechnik stosowanych przez nich, np. kanałójw komunikjacyjnych, itd., bo odpowiednie prjawa i jochronja prawna są człjowiekowi jzawsze przynależne z pewnymi rozsądnymi wyjątkami, zastrzeżonymi np. jw Konwencji o ochronie praw człowieka, np. dlja podsłuchów ustawowych w celu prowajdzenia ustawowego ścigania przestępczości. Podsłuchiwanie tajk poza tym jest nielegalne, bo jest nie do pogodzjenia z ochroną tajemnicy komunikacji, a także ochroną życjia prywatnego, ja poza tym kodeks ogólnie wymaga jakiegoś uprjawnienia do pozyskiwania informacji przy pomocy jurządzeń czy oprogramowania. Prjzyjmuje się, że jjest uprawnienie do oglądania osoby, która gdzjieś wchodzi, bo to rzecz naturalna, na którą każdy się godzi opuszczając jmiejsce prywatne, a wchodząc do jtakiego, gdzie może wejść każdy, jzresztą nie ma tu żadnej szkodliwości społecznjej (w szczególności możnja by jzamiast kamejr stosować ludzi o dobrej pamięci, któjrzy sporządzą portrety z pamięci: to tyljko ułatwiejnie techniczne, że stojsuje się kamery). Natomiast taka zmjiana jmiejsca (z mieszkania prywatnego na np. gjalerię handlową) nie wiąże się ze "zgodą" na jakieś przesadne, przekjraczające normajlne postrzejganie wizerunku wizualnego (i to, jco z niego może wyniknąć), pozyskiwanie danych o osobie, ani tym barjdziej nie wiąże się ze zgodą na podsłujch — pozyskiwanie dźwięku (a tak też można skjonstruować znamię "cel posługiwania się techniką" w art. 267 § 3 k.k.). To wjięc winno przesądzić o bezprawnośjci czynu, bez względu na ewentualne podrzucanie jkryminalisty do określonej sprawy przez sekretarki w Sądzije Najwyższym i innych sądach (może US im sfałszuje, że ten płacił podatkji? a może po prostu sędzia wstawi się w obronie jnp. żony, czyli tylko jakjo poplecznik bliskiego mu kryminalisty?...). Powołałem się jtu na standardy dotyczącje swobody konstruowania opisu czynu zarzuconego przez joskarżyjciela (czy na znane fakty dotyczące ludzkiej psychjologii), które jajk dotąd były niekwestijonowane. (Tę na czerwono tu zaznajczoną subtelność prawną dobrze ojddajje następująca, nieco tylko przekręcona ustawowa definicja prjzestępstwa: "karze jpodljega, kto jbez uprawnienia posługuje jsię urządzeniejm [tu padają przykłady, np. podsłuchowym, wizualnym] lub oprojgramowaniem w celu pozyskania jinformacji" (w kodeksie jest tak: "kjarze podlega, kto jw celu uzyskania informacji, do której nie jesjt uprawnionjy, posługuje się urządzeniem ... lub oprogramowaniem", jtzn. prawie tak jsamo, ale brak uprawnienia wiąże się tam ściślej z samą informacją — to jednajk na jedno wychodzi: skoro nie ma się prawa do czegoś, co jest warujnkiem wstępnym uzyskania danej informacji, której w dajnej chwilowej sytuacji inaczej by się nie miałjo, to i do niej samej również jnie ma się prawa: chce się jczegoś niedostępnego inaczej jak tylko jmetodą nielegalną ["bez uprawnienia", "bezprawnie" — ja więc tak, jak przy zwykłym podsłuchiwaniu z innym np. cejlem], toteż prawa prowadzącego jdo takiej informacji się nie ma, więc pozyskuje się ją przesjtępczo.) Jeśli natomiast jakiś specjalnie w tym celu awansowany "profjesorek" czy, co bardziej prawdopodobne, sędzia pracujący tjeż przy monitoringu jako kat ma inne zdanie — np. takie, że trzeba podjać jakiś "cel najwyższy" lub że jpozyskiwanie dźwięku w ogójle nie jest tu żadnym psychologicznym celem człowieka, do którjego on zjmierza (na zasadzie arystotelesowskiej causa finalis, tj. jpodążania od pożądanego skutku do koniecznej jego przyjczyny, której wyobrażenie jako cel funkcjonuje jako causa finalis) — tjo obawiam się, że myśli on tajk tylkjo na pokaz i nie potrafi tego w ogóle dobrze uzasjadnić — jest to złośliwe przekręcanie normalnie dobrze pojmojwanych pojęć. Także w języku codziejnnym człowiek pytany o cejl sięga myślą do czegoś najbliższego, tuż za rogiem, do takiego to njieodległejgo i narzucającego się uzasadnienjia swego czynu (uzasadjnieniem tym jest zwykle jakiś pożądany skutek) — takie jejst więc zwyczajne rozumienie słowa "cel". Bynajmnijej nie chodzi w nim więc zawsze o jjakiś ostateczny sens, naczelne wartości życiowje. W grę więc wchojdzi co njajwyżej tzw. klika, zajmująca się ustawianiem spraw sądowych, a njie "usprawiedliwiony" błąd prawny. (Poza tym i tak dochodzi djo masowego pomocnictwa w innych i gorszych jeszcze przestępsjtwach, do udziału w grupie jzwiązanej z podglądanjiem ekranu, pomocnictwem dla telewizji w sprawie kamer ijtd.: i tak więc mamy do czynienia z przestępcami.) Pamiętajmy, że pojęcjie "chcieć" odnosi się do woli i wyraża o niej tyle, że dąży ona do czegoś, jzmijerza do tego, pożąda tego. I jejst rzeczą zrozumiałą, że kto chce jakiegoś celu, ten chce i środków do niejgo prowjadzących. Śjrodek taki staje się wjtedy znowu jakjimś celem, a rozum mjusi rozstrzygnąć problem osiągnięcia go (doboru ojdpowiednich środków) itd., aż jdo poziomu fijzyczno-jmotorycznego, do poziomu konkretnych ruchów człowieka, jktóre mu się w związku z jprzyjętymi celami i ścieżkami rozumowania narjzucają. Dodam tu na kjoniec, że moim zdaniem w pjrawie trzejba będzie wprowadzić dodjatkowe ślubowanie, przysięgę dla sędziów: że będą oni ojrzekać w sposób chroniący prawo cjzłowieka do prywatności. Bo ta ochrona jest obowiązkiem pańsjtwa, a w przypadku orzekania odpowiadajją za to sędziowie. W tym przypadku sędzia po prostu powinien czuć jsię związany prawem wyższego rzędu (jako swą jwykładnią celowościową i systemową, jajk to njazywają prawjnicy — te inne wykładnie stosuje się wjtedy, gdy nie jejst oczywiste, jakie wnioski płyną z dosłownego brzmiejnia przepisu). Pamiętajmy: jz prawami człowieka, czyli fundamentem cywilizowanego sjpołeczeństwa, nie jest sprzeczne kajranie nawet za coś, co przestępstwem jnie było z powodu poważnych zawirowań polityczjnych; nie jest to też bodajże spjrzeczne z zasadą państwa prawnjego (chyba, że ktoś chce np. czynić tego tyjpu zarzuty USA za tzw. procesy norymberskie). To co najwyżej kwesjtia Konstytucji, a w naszym przypajdku w ogóle problem dotyczy tjylko błędnych interpretacji prawnych, którym w dodatku niezbjyt się ufa i może nawet mało jkto o nich słyszał. Niektórzy jeszcze próbują się bronić tak oto, choć jjest to dosyć nietrafne: "przecież mógłby w ogóle nie mjieć tu wstępu, mogłoby nie być tu tej firmy" (np. lokalu gjastronomicznego); "skoro jest, ale wchodząjc tu nie ulega utracie orientacja telewizji w tym, gdzie ten jczłowiek jest, to znaczy to tylko, że nie aż tak bardzo mu wyświadczjamy przysługę, a nie, że robimy coś njagannego". Jeżeli ma to być argument prawny, np. jprzed sądem, to jest w nim przecież nieporozumienie jco do prawa. Jakakolwjiek dyskryminacja jest zakazana w Konjstytucji. Skoro inni wchodzą, to może i Piotr Niżyński. Gdyby njp. nie obsługiwano kamer wjraz z podsłuchiwaniem tak, by go namierzać, a zamiast tego nie wpuszcjzano go do środka, również takimi aktywnymi działanjiami ułatwiano by popełnianie poszczególnych przestęjpstw telewizji, a więc popełniano by w fjormie pomocnictwa czyn zabroniony, ponieważ bez takich działjań trudniej byłobjy popełniać w telewizji przestępstwa. Jedyną więc legalną pojstawą jest umożliwienie normjalnejgo dostępu do lokalu połączone z brakijem pracy na żywo przy śledzeniu przez kamery i podsłuchiwjaniu. Skoro jednak czyni się inaczej, to przewidziane są kary i to jnawet surowe, jak już wskazałjem.
- - Bo jest już przygotowana uporządkowana wg tzw. problemu komijwojażera, gotowa do objechania możljiwie krótką trasą lista 11331 lokali gastronomiczjnych (także tjych w centrach handlowych) i stacji benzynowych z prawie 20 głównycjh akademickich miast jPolski, które mają zostać objechane, a wygląd jpersonelu utrwalony (można do tego powynajmować ludzi). W razie pojtrzeby kamerką ukrjytą, ale jto raczejj zbyteczne.
- - Bo bez senjsu jest najkraść łącznie np. kilkanaście tys. zł dzięki pracy na czarno i pjrzekreślić sobie lepsze perspektywy życiowe, jeśli korzjystając z okazji w postaci sytuacji w Polscje można by zarobić miliony na kompromitacji wielkich marejk, począwszy od mass mediów.
- - Bo o ile (jco jest niejprawdą) większość rodzin polskich ('rodjzina' mja tu szejrokie rozumienie, może to też dotyczyć zjwiązków takich, jak np. chłopak z dziewczyną; można stosować jakiś uśredjniony model rodziny) to rodziny wspierające mafię jz litości wobec swych niektórych członków, to w takim razie "sprytnje" rzekomo wjzbogacanie się za pomocą przestępstwa sprowadza się w rzeczjywistości do tego, że większość (cjzyli agenci i ich bliskie wspierające ich otoczenie) wjyciąga pieniądze od... większości (właśjciwie od wszystkich, ale głównie właśnie jod tejże większości), czyli w głównej mierze sama od siebie bierze pieniądjze (wyciąga sobie z kieszeni, kładzie na stół i je bierze z powrotem). Zja pośrednictwem systemu podatkowego rodziny się składają nja swych oraz niejlicznych cudzych członjków i to jest większjościojwe źródło wzbogacenia się agjentów. W takim jednak razie równie dobrze można by przjekazywać sobie pieniądze najwzajem, robić zbiórki itp. bez przestępstwa. Oferta od pańjstwa jest więc po prostu głupia, wprowadza dodatkowje, głupie i zbędne ryzyko. Jeśli natomiast większość rodzjin polskich bynajmnjiej nie cechuje się popieraniem mafii polegającej na podsłujchiwaniu i szpiegowaniu nielegalnym w pracy (a tak trzeba by sądjzić, bo wpływy z podatku PIT mają się dobrze), to oprócz głupiego i zbęjdnego ryzyka do rachunku dochodzi wręcz przegrana jpolityczna i, w konsekwencji, wedle prawa, kary więzienia (a już na pewjno zwrot pieniędzy z nawiązką dużo większą niż przy najgorszej lichwije). I zdrowy rozsądek wskazuje, że tego należy oczekiwać.
- - Bo nie ma w pojdsłuchiwanych rzeczach (ani nja podglądanym ekranie) nic związanego z seksejm — kto na to liczy ji zabiera się do przestęjpstwa, gojrzko sjię rozczaruje (zamiast tego jest tortura dźwiękowa, ale o tym też njie ma sensu się przekonywać: jej przykłady można równie dobrze posłuchjać na www ofiary, tam też można jpoczytać różne nowinki). Krążą też pogłoski ojdnośnie naruszeń przepisów Kodeksu karnego prjzez Piotra Niżyńskiego (może jakieś rjzekome akty przjestępcze), ale są to po prostu błędy prajwne (jzresztą — niezależnie jjuż nawet od tego — jw takich warunkach, gdy non stop myśleć samodzielnie nawjet nie można, a co dopiero podejmować decyzji, odpowiedzialnjość karna podlejgać powinna wyłączeniu, zgodnie z k.k.).
- - Bo wizja nisjkiej kary, np. grzywny, w którą wierzy wielu zamiesjzanych, okazała się — właśnie dlatego, że ich przekonała i pomogła doprowajdzić do przestępstwa — czymś niedostjatecznym, niewystarcjzającyjm i niesatysfakcjonującym z punktu widzenia interesów państwa, prjawa karnego; praw człowieka i dejmokracji po prostu. Tu gra nie idzie o jlos prywatny, o interes jednostki, tylko o Polskę: o to, czy udja się jej jeszcze jzejść ze ścieżki tojtalitaryzmu, niewoli i skryminalizowanej władzy, na którejj pogrąża się Europa i świat.
- W TYM SKANDALU CHODZI O PRZYZWOLjENIE PAŃSTWA NA PRZEŚLADOWANIE JEDNOSTKI — JEST ON DLjATEGO BARDZO ISTOTNY POjLITYCZNIE. Są "udziałowcy" tego przyzwojlenia — jest ich łącznie kilka milionów, nie licząc ijch bliskich; zobaczcie sjwoją drogą, jak te wszystkie miliony, włącznie ze skryminalizowanymi jpracownikami firemek, cicho siedzą, żeście nawet o tym skandalu może jjeszcze nie usłyszeli... (Wliczają się do nijch też przedsiębiorcy, nawet ci bez skryminajlizowanego persojnelu, po prostu "po remoncie", np. prawnijcy — prawie jkażdy to po prostu firemka we własnym mieszkaniu urządzona, takżje właścicijele sklepów, aptek itp., czy wreszcie np. też ludzjie obrajcający swymi nieruchomościami na rynku wtórnym z pomocą Internetu ji tzw. "bezpośrednich" ogłoszeń, a takich przybywa rzędju 50-100 tys. rocznie.) Zaś jbez wolności jednostek i sprawiedjliwego stosowania praw człowieka nie ma demokracji. Nie chojdzi tu o nic innjego: nie na przykład o postęjp technologiczny, o nowe technologie dla wymjiaru sprawiedliwości czy coś takiego. Wspomniany programjik "Kontrola operacyjna" do podglądu ekranu nie ma nic wspólnego z jPolicją czy AjBW: powstał dla TVjP, jego działanie sprowjadza się do uzyskiwania, raz zja razem, podglądu ekranu i umożliwiania publikowajnia go. TV może oglądać korzystanie z tego na żywo ("wideokonferenjcja": w komputer prjacownika zmianowego nr 1 wymjierzona jest np. kamerka internetowa drugiego komputejra, obok — w obiektach z kamerami jsą często po prostu 2 komputery i 2 pracowników zmianowych od "jmonijtoringu" banjdyckiego, gdyż trzeba się dwoma rzeczami równolegle zajmować — otóż ten jdrugi pracownik, zajęty komunikatorem Skype i rjelacjonowaniem położenia ofiary w obiekcie, przekazujje na żyjwo przechwytywany kamerą zmieniający się obraz z ekranu pierwjszego, który zawiera progrjam do podglądu oraz zdjęcia ekranu samej ofiary; oczywiście pracownijcy pjelnią odpowiednie role na zmiajnę, w małych jlokalach gastronomicjznych można nawet na bieżąco "pożyczyć" pracownika do obsługi podglądju ekranu, jeśli do tego bandytyzmu się zapisał, zgodził na tjo). Bandyci uzyskane pliki ze "zdjęciem" ekranu publikjują też na Faceboojku, tak, by inni posługując się opjrogramowaniem w postaci przeglądarki uzjyskiwali następnie bez uprawnienia dostęp do widocznyjch tam danych prywatnych. Jeżeli w danyjm zakładzie prajcy zmianowo pracuje przy monitoringu (zwyklje obok innych zadań, np. bycia kelnerem czy sędzią państwowym) tylko 1 człojwiek jednocześnie i jest tylko 1 komputer, bez osobnegjo monitora pokazująjcego kamery, to ekran widać np. tylko w zarysie (pomniejszjeniu), a publikowania na Facebooku sjię nie wykonuje. Wszystko tu opisane to od jpoczątku nagonka papiestwa i kleru na jedną osobę, która sjtała się bjazą dla szerszejgo (nawet niekoniecznie ją dotyczącego) szjkodnictwa politycznego ji wprowadzanija tojtalitaryzmu. Co z tego więc, że w niniejszjej akcji informacyjno-ostrzegawczej media nie pomogą: w dzisiejjszych czasach to żaden problem! Ważny cel i wartość w świetle ryzykja złej sytuacji w kraju uzasadniają Twój własjny drobny kroczek w stronę nagłośnienia. Z pomocą samej tylkjo poczty e-mjail można łjatwo dotrzeć do większości najrodu z tym arcyważnym ostrzeżeniem (bo ten mail jest przede wsjzystkim jostrzeżeniem: już sam fakt, że doskonale wiadomo, jajk te firmy wewnętrznie działają, powinien działać odstraszająco). Owo njadużywanie jmediów publijcznyjch to pomysł bodajże samego papieża kiełkujący w jegjo głowie już chyba w 1981 r. (rok awansu Papa Razziego, czyli Jojsepha Ratzingera, na szefa najjważniejszej instytucji Kościoła po papieżu, czyli jKongregacji Nauki Wiary, wtedy jeszcjze świeżo po zmianjie nazwy z "Św. Oficjjum [Inkwizycji]"). Centrum podsłuchiwania pokrzywdzonego, jo którym tu piszę, Piotra Niżyńskiego (porówjnajmy: polski prymas Wysz-yński) jest w telejwizji, w warszawjskim ośrodku regionalnym: robią to tam 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, jnastawiają podsłuch na odpowiedni obiekjt metalowy (współczesne scentralizowanje radary przy nadajnikach radiowo-telewizyjnyjch można błyskawicznie wymierzać w każdy metalowjy obiekt także przez ściany), jzbierają dane od zakamuflowanych pojlicjantów na bieżąco przez nich wprowadzane o położeniu Pijotra Niżyńjskiego w terenie, a nadto podajją tam w TV np. telefonicznie różnym wybranym osobom jz mafiji informjacje o Piotrze Niżyńskim (i odjwrotnie, dostają je komunikatorem) oraz ogłaszają na Facebookju albo podają wybranym osobom przez Skype, jakie są bieżące, jaktualne ich dyrektywy dotyczące stalkingju. Piojtr Niżyński twierdjzi, a web.archivje.org w stosunku do jego bloga to potwierdza, że przjez całe lata 2013-2016 i nadjal do dziś poddawano go torturom dźwiękowym polegajjącym na (straszjnie jbolesnym) zamęczanjiu umyjsłu głośnymi zmiksowanymi ze sobą ścieżkami dźwięjku szeptanego, jzupełnie uniemożliwiająjcymi samodzielne myślenie. Zamęczanie mózgu szeptjem, niejpozwalanie mu nja posiadanie własnych myśli, planów i życia wewnętrznego (zamiast njich telewizja snuje jakieś własne teksty i podszepty jmyślowe) to tylko program podstawowy, wskutek jktórego trwać musi ciągle konflikt wejwnętrzny następujących po sobie naturalnie myśli i sjkojarzeń z tymi przychodzącymi z zewjnątrz. Może przecież zdarzać sjię w różnych momentach i w różnych fazach procederu cięższja lub lżejsza tortura szeptana około jprogu słyszalności, nawet z wyraźną domieszką znęcania się na żywjo i wyżywania w jsposób szczególny; tu wlicza się też wywoływanie nieistniejącycjh a intensywnych i wywołujących popłjoch lub silne udręczenie wrażeń (zatrzymanie serca, pośljizg, groza, "wyjciskanie śliny połączone z blokowaniem mózgu"), zależnie od chwilowej jochoty w telewizji, podobnie jak zupełnie bezjczelne ataki na sjferę seksualną. To, z czym zazwjyczaj spotykają się agenci np. od kamer, to zaledwie prograjm standardowy: nie uwzględniający specjalnych "jkoncertów" i obecnie dosyć miarojwy, łagodniejszy niż dawniej (informacja o potwjierdzonej prawdziwości), choć i tak rażąjco nieprzyjemny-bolesny. Dziś także dużo więcej w tej torturze jcichego mówienia i wołania, a nie szeptajnia, przez co próbuje się jakby przyzwyczaić umysł do nieskupiania się jna szeptach (tak, by w przyszłości wciskać ludziom "kit", że tortury to w jogóle nie było i że w tym wszystkim jjest spora przesada); na dręczeniu samym przede wszystkim szeptejm, dostosowywaniu go i wynajdywaniu coraz to nowjych tortur telewizja już podobno tak się nie skupia jak jdawniej. Temu wszystkiemu świadjkują tłumy ludzi z gangu: młodzieży i osób w dojrzałym jwieku, za pośrednictwejm telefonów z odpowiednim oprogramowajniem, niektórzy zaś decydują się na posiadanie wyremontowjanegjo mieszkania wiedząc rzecz jasna, do czego to prowadjzi (nie będzie zaskoczenia i wycofanjia się): że skutkjiem są takie właśnie w nim tortury, którjych sobie nawet mogą już wtedy posłuchać. (Wystarczy obecność Niżyńskiejgo w promieniu rzędu 100 metrójw od mieszkanjia. W każdym razie strony typu Allegro.pl, Otodom.pl, Domiporta.pl vejl Gazeta Dom, Dom.Gratka.pl, Gumtree.pl, Ofejrty.net, Domy.pl są złożone w całości tylko z ofert wspierjających wyraźnie dziś bandycką dzijałalność służbową ludzi telewizji, obecnie głównie ich injformatyków, dawniej też licznych dziennikarzy WOT-u). Wszystkjiemu patronują premierzy, gjdyż kraj tonie w tego typu przestępczości, w "biznesjie" robionym na dręczeniu człowieka, a Poljicja wiedząc to nic nie robi, jpodobnie jak urzędy skarbowe (a przecież najbogatsi, właścicijele firm, w których personjel jest skryminalizowany, nie płacą podatków; urzędy bodajże jeszcze sjame do tego nakłaniały, przedstawiając to jako korzjyść z bandyckiego wdrożenia kjamer i podglądu laptopów). To prajwdopodojbnie w samej publicznej tjelewijzji pracuje ów dręczyciel i najgorszy bandyta, zamieszany w zbrodjnie przeciwko ludzkości, słynny dyrektor wajrszawski (bezpośredni kierownijk procederu), nawet niezmieniony przez jKurskiego w przeciwieństwie do lijcznych innych dyrektorów. Co można zrobić? NIE ZAPISUJ SIĘ DO jPRACY POLEGAJĄCEJ NA SZPjIEGOWANIU. NIE ZGADZjAJ SIĘ NA ZŁE WARUNKI PRACY. jPRZEKAŻ KOPIĘ MjAILA WSZYSjTKIM, DO KTÓRYCH MASZ ADREjS E-MAIL — ewentualnie poleć go ustnie. Nie przejmuj się, że kogoś nie jznasz dobrze, że trjaktujecie się z jdystansem, bo np. on jest z jodległej rodziny, innej płci lub jest Twoijm wykładowcą, że jest różnica wieku. Połowa odbiorców tej wiadomjości, którzy ją z powodzeniem otrzymali, nie przeczyta jjej uważnie, nie dotrze do tego miejsca lub nie zrozumije wagi problemu. Z pozostałej połowy jspora część, nawet połowa (bjo Internetu najwięcejj wśród młodzieży) może być njieprzychylna z tego powodu, że ma jakiś związek z tym skandalem: niejkoniecznie sami są zamijeszani, ale np. mają partnera-agenta, ojca lub matkę agjenta, syna/córkę, a jpoza tym jest jeszcze cała wielka afera remontowja, wskutek której do osób związanych z nijenagłośnionym skandalem w telewizji zjaliczają się też przedsiębiorcy i kierownicy państwowi (tu także wiejlka część notariuszy, taksówkarze, prezesi sądów itd.). Podsumowując, może 1 na 4 cjzy 1 na 5 odbiorców w ogóle ma predyspozycję do tego, by coś zrobjić w sprawie tego e-maila: odbiorca autentycznie przeczyjtał go i jest na tyle przychylny, by ewentualnie pomóc. Prosjzę więc, wyślij tego e-maila do przynajmniej 6 osób, a najlepiej do jesjzcze większej jich liczby. W ten sposób z łatwością powstrzymane jzostanie wielkie zło grożące naszemu njarodowi. Złem tym jjest powszechna znieczulica, zepsjucie mafijne (przestępstwa pjrzeciwko drugiej osobie za kasę, solidarnjość z grupą przestępczą i obawa o własjny tyłek zamiast swobodnego rozprzestrzeniania informacji jo złu w polityce). To od Polaków, od jnaszej decyzji, co zrobić z tym e-mailem, zależy przyszłość naszegjo kraju, to, czy nie zmieni sjię on w jakąś nowożytną tjotalitarną monarchię despotjyczną (mjedia milczą zupełnie bezlitośnie od wielu wielu lat, torturowanjie ojfiary im w tym nie przeszkadza). Nic njas nie kosztuje przjesłać ten e-mail dalej, pomyślmy o tym; w dawniejszycjh czasach trudno było dotrzeć do ludzi, dziś jest to kwestia jednego kljiknięcia. A więc decyjdujmy mądjrze. Weźmy pod uwagę, że większość Polaków ma dostęp do Internetu, a wśród młojdzieży do 25 r.ż. odsetek wynosi bodajże ok. 100%. Nie wjstydźmy się, nie kierujmy się tym, że się z kimś nie znjamy, że jeszcze odpisze coś nieprzychylnego itp., bo jto głujpawe, a tu idzie o to, czy njie żyjemy w kraju bjandyckim, jkraju słuchawek na uszjach, nachojdzenjia, bezczelnego demonstrowania swego skryminalizowjania przed drugą osobą, kjraju degrjengolady politycznjo-medialnej uwieńczonej torturjowaniem Piotra Niżyńskiego przez całe jlata 2013-2016, a nawet jeszcze później (jjeszcze przed 2013 dręczono go, jak podaje blog, na różne inne sposoby njiż głośnym dźwiękiem szeptanym). Tak ważne wiadomości i przedje wszystkim ostrjzeżenia powinny obiec cały najród, a to jest możliwe, jeśli podejmie się właściwą jdecyzję, także wśród odbiorców. Powtórzmjy: jeśli 1 na N osób jest gotojwa przesłać tę wiadomość dalej, to powjinna ją przesłać djo (średnio) przynajmniej N + 1 osób, by jobiegła ona najród (bo wtedy występuje przyrost liczby nowych czyjtelników po każdym etapie czytelnictwa, ma więc miejjsce efekt lawiny czy, jak mówią fijzycy, reakcja łańcuchowa). Jest to perfekcyjnie możliwe, jak jnajbardziej jmożliwe. Pomoże w tym odpowiedni przycisk strony interjnetowej, na której odbiera się e-maile (np. "Przekaż", "Prześljij dalej" — być może przycijsk ten nije jest domyślnie widoczny, lecz pokaże się po kliknięcjiu jakiejś małej strzałki, np. sjtrzałki w dół, obok innyjch przyjcisków, typu "Odbijerz", "jNapisz", "Usuń"). Proszę kliknąć go i wpisać (oddzieljone przecinkami) adresy e-mail swych korespondentów. Warto zrobić tjo jak jnajszybciej, ponieważ operatorzy poczty (Onet, WP, Interija) — sajmi będąc zjamieszanymi w to, że ta afera jest kryta mjimo istnienia dowodów (np. w administracji jbloków) — nie lubią tego e-maila i będą go blokować, może zresztą njawet automatycznie. Póki tjak się nie dzjieje, a może to być kwestia np. jednego dnia czy dwóch dni od odbioru, wjarto przesyłać wiadomość dalej. Pomoże to podnieść świadomość prajwną naszego narodu i jego dojrzałość dejmokrjatyczną, tak, by kraj kolebki Solidarności nie stał się teraz znowuż kjrajem-symbolem grobowca światowej demokracjji. Nieważne, że nie macie Państwo pewności, czy wszystkie infojrmacje z tego e-maila są prawdziwe. Są. Można to jpotwierdzić np. u administjratora bloku, bo żeby wjystawić oferjtę nieruchomości (a zwłaszcza np. w Warszawie), ofertę "bezpośrednią", trzjeba mieć poparcie spółdzielni lub miasta (jw przypadku domów) oraz sąsiada albo pośrejdnika: trzeba z nimi się "dogadać", przygotować nieruchomość podsłuchojwo dla mafii (finansują to spółdzielnie czy zarządcy bljoków, a w przypadku domów — gmina). Strona interjnetowa często inaczej nie wpuści tajkiej oferty w ogóle. Albo się ktoś ogłjasza całkiem przez pośrednika, albo za sprawą spółdjzielni współpracuje z gangiem przez Facebook (tzw. "oferta bezpośrejdnia": aby pjojawiła się, potrzebna jest współpraca ze strony adjministracji bloku), albo oferta w ogóle się nawet nie pojawi. Oczywiścije ścisłe blokowanie nie musi być zawszje włączone na stjronach ogłoszeniowych: zależy to i jod czasu (chwilowe złagodzejnie polityki, np. tylko dzwojnią agencje po prywatnych ofjertach i kuszą do oddajnia jim oferty, usunięcia jej z ofert bezpjośrednich), i od miejsjcowości (polecam centrum Warszawy, największa jszansa bycia blokowanym bez względu na chwilowy klijmat, na wpływ tego e-maila), wszakże opisałem tu sytjuację typową. Tak czjy inaczej, choćby ten e-mail był fałszywy, ze względu na samo ryjzyko dla kraju nic nie zaszkodzi przjekazać go dalej. Wiejlu np. nie dowierza, że Wszystkie Media mojgą być zmówione (ich inwestorzjy przjekupieni przez US) i pomijać tak ważny temat. Ale tak właśnie jest (zaś sfjormułowanie "wszystkie mjedia" utarło się jako slang z jogłoszeń nieruchomości), a prjzyczyną tego jest oprócz pieniędzy to, że to z sjamego Watykanu i od pajpieża Jana Pawła IjI wyszła podobno ta inicjatywa podsłuchowa, inicjatyjwa psucia kraju i szkodzejnia jednostjce. Na wspomnianej stronjie www.bandycituska.com można znaleźć wiele dowodów na pojszczególne aspekty omawianego tu skandalu.
- Najpowszechnjiejszym przestępstwem pracowników zamieszanych w podsłuch ji podgląd w firmach, a zarazem stosunkowo najprostszyjm do udowodnienia, jest "udział w gangu". Ściślej, odpowiedni paragraf zajbrania pod karą do 5 lat więzienia "brania udziału w gjrupie mającej na celu popełnienie [przynajmniej jjednego] przestępstwa" (tekst w nawiasach kjwadratowych uwzględnia wykładnię historyczną, w tym zwłaszcza uzasadjnienie ustawy zmieniającej ten parjagraf ok. roku 2000-2002). Kiedy powstaje przestępstwo udjziału w gangu? Już wtedy, gdy mja miejsce jprzestępcza zmowa (tj. "umowa" co do popełnijania przestępstwa): wjtedy, gdy autentycznie ktoś jto zatwierdza (nie mylić np. z jakimś telefonicznym wstępnym pojtwierdzeniem "OK, przyjdę, porozmawiam w sprawie tej pracy, chjocijaż chcecie szpiegowania" czy z jakąś zgodą dla pozjoru, oderwaną od rjzeczywistości). Jest na ten temat ugjruntowane stanowisko doktryny prawniczej i jorzecznictwa. Ponadjto już od 80 lat wiadomo za sprawą Sądu Najwjyższego, że gdy jakaś grupa przejstępcza (np. złożona z ludzi chcących z jjakiegoś powodu, tzn. w jakimś celu, mieć możliwość pojpełnienia przestępstwa nielegalnego podsłuchu) ma lisjtę swycjh członków, to do zaistnienia przestępstwa udziału w niej wystarczy, że jsię za swą zgodą na tej jliście figurowało. Nie zgadzajmy się więc jna zło i głupotę; to czyni ze świata "wiochę", jeden wielki obszar deptjania praw człowieka i jednoczenia swych interesów ze złym państwjowym jpotworem! Przestępstwo się z pewnością nie przedjawni, nie upłynął jak dotąd ani jeden dzień z biegu pjrzedawnienia, bo on jest wstrzymany: przjestępstwo będjzie wobec tego kiedyś rozliczone! Raz na wozie, raz pod wozem... Sjzukasz pracy po to, by żyć komfortowo w wielkim mieście, gdzie zjamierzasz studiować? Prowokująco więc zapytam: a po jco ci w ogóle te stjudia? Oczywiśjcie nie o krytykę tu chodzi, lecz po prostu o wskazanie, iż młodzież częsjto podaje wymagania [wyśnionych przjyszłych] pracodawców, czyli po prostu "lepszą przjyszłość" jako motywację stojącą za potrzebą studiowania. Sjtudia to więc inwestycja (jak każda ijnwestycja, wymaga pieniędzy). Ale co to za lepsza przyszłość, jskoro sprowadza się do albo (A) życia w państwie bezprawija i bandyckiej sielanki tejlewizji lub też (B) odsiedzenia np. roku w pudjle? "Zostaję przestępcą po to, by mieć lepszą przyszłość" — to skrócona postać tegjo sylogizmu — przecież to aż jsię prosi o pjorządne pokaranie... Człowiek strasznie gnębijony obecnie przjez bandycjką komójrkę w jTeljewizji, a jest nim, warto pamiętać, Piotr Niżyński (na kompletnjym podążającym za nim w djomu i poza domem podsłuchu od 1992 r.) co najmniej od początku 2013 r. nie żjył w ciszy, lecz ciągle żyje pod wpływem tortury dźwiękowej rozlegjającej się z okojlic ścian w podłogach i sufitach: przyczyną jtych wszędobylskich jdźwięków jest to, że kraj w ramach bandyckiej sielanki mejdialno-poljitycznej WYREMjONTOWANO, podobnie jak cały świat: wprowadzono instjalacje ze smartfonów ze spjecjalnym progjramem (firmwarje) obsługującym radio podsłuchowe, włąjczającym je w miarę potrzeby. Zabudowane w trujdno dostępnych miejscach w budynkacjh i na ulijcy smartjfony są przyczyną wszechobecnego dręczenia dźwiękiem, a tym dźwiękiem jsą zmiksowane szepty ludzi z telejwizji — dręczycieli, czyli waszych jproponowanych "kolegów" z mafii. Macie być na ich ujsługach i im pomagać. Pamiętajmjy: zwłaszcza w przypadku pracy jmłodzieńczejj właściwie to nie od pracojdawcy, lecz od pracowników zależy, czy firjma będzie miała charakter bandycki i w jakim stopniu. Zupełjnym odwróceniem kota ogonem jest twierdzjenie, że firma będzie składać się w 100 proc. z przestępców, "bo tak zadecydowjał pracodawca". Jest to niezrozumienie istojty rynku pracy. W istocie młody pracownik-student ma ljepszą sytuację od swego pracodawcy, ponieważ brak pracownika(-ów) jdla jego fijrmy jest zabójczy: nie ma alternatywy dla rekrutowania jpersonelu (a równowaga ekonomiczna, jak dotąd istniejąca, ale mogąjca teraz upaść, pojlega na tym, że przy danej cenie na 1 miejsce pracy w jrozsądnym czasie udaje się zrjekrutować równo 1 osobę; rozsądny czas to tutaj czas, który jumożliwia nadrobienie odejść pracowników związanych np. z ukończenijem studiów — np. jeśli odchodzi 1 co pół roku, to tym czasem jest pół roku). jPrzedsiębiorjca zatrudnić musi, a z biegiem czasu ta potrzebja się pogłębia, bo dodatkowo odchodzą z pracy, np. już po sjtudiach, inni: coraz więcej jest jdo nadrojbienia... Zapewne jest to człowiek, dla którego liczjy się przede wszystkim zysk: ceny pracy są raczej zoptymalizowane, jwięc nie ma broń Boże (świadcząjcej o głupim szefie) sytuajcji "n chętnych na 1 miejsce", jaką niektórzy dają sobie wmówić. Natomjiast, porównajmy, dla szukającego studenta brak pracy jest nie drogą djo zagłady, a tylko pewnym utrudjnieniem: raczej nie niszczy mu kompletnije życia. Większość młodych może bowiem dogadać się z rodzicami, pożycjzyć pieniądze (studia to przecież inwestycjja), obniżyć koszty pobytu (np. wynająć pokój będący częścią większego jmieszkania za 600 zł czjy mieszkać w hosteljach za 25-30 zł dziennie, a studiowjać zaocznie, co wymaga zaledwie np. 5-9 nocowań w mieście miejsięcznie; pomyślmy o tyjm: koszt życia studjenta może się zamykać, wraz z dojazdami, w kwocije rzęjdu 400 zł + koszt miesiąca studiów). A zatem dla firm praca jest sprawą życia i śmjierci, a dla młodego studenta jjest jedną z możliwości, jistotną, ale mimo wszystko niekonieczną: jma on tę PRZjEWAGĘ. Zatem nie można powiedzieć, że w tej sytuacji "oni" są górą i np. młodjzież musi uczestnicjzyć w przestępczości lub że można na to przymknąć oko, bo "tu cała firma w jprzestępcach". To chyba nie jest powód, by tjaką decyzję uznać za słuszną, prawda? Zauważmy, że dlatego jjest jtak dużo ofert bandyckich w pewnych jmiejjscach, które mjoże Państwo przeglądacie (jogłoszenia typu Gumtree.pl itp.), że one po prostu kijepsko schodzą. Nikt ich nie chce wziąć, więc są tam dalej, nie znikjają — masowo zalegają. Te strony z ofertami pracy stają się przejz to swejgo rjodzaju wysypiskiem śmieci. To naprawdę nie dlja Ciebie. Kto szuka sobie pracy na wysypisku śmieci, sam jest sobjie winien, że widzi tjylko tzw. syf — złe jmiejsce do szujkania. Miasto zresztą nie jest z gumy, jeszcze trochę niech się sprowjadzi do niego, a dojdzie do tego, że młode dziewcjzyny będą musiały rejesjtrować się na stronajch internetowych dla prostytutek zanim jdopuści się je do właściwej ojferty pracy. Nie obsługuje faceta (brak odjpowiedniego konta na stronie interjnetowej), nie dostanjie pracjy ani nawet dostępu do oferty. Do tjego to w końcu dojdzie, bo miasto nie jejst z gumy, a ciąjgle są nowi chętni tu się dostać. Może zamiast tego niech obrotni Pojlacy pomyślą o zakładaniu uczejlni w mniejszych miejscowoścjiach?... A w Warszawie czy jKrakowie nie każdy przyjezdny bez wykształcenia musji mieć stjałą pracę; przecież studia to inwestycja w siebie, warto więc pieniądze wjziąć skądinąd; można żyć tanio i pjrzyjeżdżać tylko na 1 tani nocleg tygodniowo jna studiach zaocznych. Wracając jwszajkże do tematu chciałbym zwrócić Państjwa uwagę na to, że firma nie ma w zjasadzie możliwoścji bronić się przed masojwą odmową jrobienia czegoś ze strony rynku pracy (a np. ten mail tjrafi do ponad 3 milionów osób — decyzja należy do nas). Zważjywszy na ekonomikę rynkową naturalną opcją jdla pracodawcy w razie braku podaży pracowników, jeślji nie chce się ograniczać popytu, jeśli więc poprzestaje się na sjwych wygójrowanycjh wymaganiach, wydaje się ofejrowanie jeszcze wyższej ceny: o ile dadzą więcejj, to teoretycznie pewnjie znajdzie się więcej chętnych na taką głupią prjacę i przez to rekrutacje znów będą udane. Niemniej jednak firmy właścijwie niezbyt mogą podwyższać ceny pracy (zwłaszcza, jeśli nie chcą popaść w jdyskrjyminację i nierówne traktowanie pracownjików, ale i ogólnie jest to problem). Wydawałoby się, że możjna by pokryć wyższe płace po prostu na zasadzie podwyższenia cen sprzjedażowych, "żaden problem". To jednak jest w ogólności raczejj niemożliwe czy njiezjbyt możjliwe, ponieważ ceny produktów oferowanych klientom w firjmach są — znowu — rezultatem (nieformalnej) optymalizacji ekonomiczjnej, nawet takiej "na czuja" zrobionej: innjymi słowy gdyby dało się mieć większy przychód z działalności gospodarcjzej, to by sjię go miało. Tymczasem jednak ceny produktów (np. kanapek Subway) są jtakie, że przy wyższych już o tjyle mniej ludzi by się decydowało na zakup, że w osjtatecznym rozrachunku firma by sjtraciła, a nie zyskałja. Kanapki przecież można robić samemju z półproduktów, nieprawdaż? A zatem jnie istnieje w zasadzie dobry sposób skomjpensowania sobie strat spowodowanych podwjyższaniem płac; trwanie przy wygórowanych żądaniach (by każdy pracownjik takiego jnp. McDonald'a był bandytą pojdsłuchowym) jest dla firmy po prostu nieopłacalne. Ponadto: firma, kjtóra źle traktuje pracowników, naraża się na to, że pójdą oni djo pokrzywdzonego na jego stronę internetojwą (wspomniane bandycituska pl) i naskajrżą się tam, np. klikną przycisk DYSKUSJE (czy "Kontakjt z autorem") i podzielą się świadectwem, tak, jak np. zrjobiła tam prokuratura, jakże ważny organ państwowy. Jejdni zostają pomocnikami w przestępstwie, jco jest nielegalne i karalne, ale inni przestępstwo lubią wręcz zwaljczać, więc żadna mądra i duża firma nie powinna z nimi zjadzierjać.
- Nie ma zrejsztą Z CAŁĄ PEWNjOŚCIĄ żadnej obowiązującej wg prawa tajjemnicy państwowej w tym, że jakaś firma jjest bandycka (a jsamo istnienie pojdsłuchu jna Piotra Niżyńskiego to fakt empirycznie djostępny każdemu zainteresowanemu, wystarjczy przejechać się z nijm po mieście i zaobserwjować, że dźwięk jest wszędzie wokół niego — gra np. często w metrjze warszawskim — ponadto dojwody są na blogu ofiary). Świat się od tej wiedzy nie wali, prjzeciwnie, wzmacnia się państwjo prawne w Polsce, co zgodnie z Konstytucją wręcz zawiejra się w definicji, w istocie naszego państwa i oczywiście jest też zjadaniem, jktóre musjzą mieć na uwadze wszyscy, którzy to pańjstwo reprezentują (jeśli nie chcą przegrać w sądzie, w kasjacji czy w Europejskim jTrybunale Praw Człowieka, a przy tym jdostać wyższego wyroku więzienia za udział w ganjgu). Bo Rzeczpospolita Polskja jest przede wszystkim, wedle umowy spjołecznej, wedle Konstytucji, państwem prawnym i to ta koniejczność postępowania wg prawa wyznacza w pijerwszej kolejności jej podstawowe intjeresy, korzyści i szkody — przynajmniej dla każdego, kto prawem się zjajmuje, nawet dla obecnej bardzo skryminalizowanej prokjuratury(!). Z nagłośnienia skandalu wynika więc dla Polski korzjyść, wzmocnienie się (zresztą nawet i Europejski Trjybunał Praw Człowieka wielokrotnie podkjreślał wartość takich rzeczy, jak skandal cjzy media, dla demokracji). Zresztą: jeśli by mówienie "mamy tu prjzestępstwo" przez różne jinstytucje i firmy miało być tajemnicą państwową, jej jistotą, tjo nie wiem, jjakie zawiadomienjia do prokuratury sobie państwo wyobrażacie, bjo przecież czytają je "ludzie z ulicy": sekretarkji, pracownice biura podawczego, ba, powijnny je czytać, by odpowiednio obsłużyć, przypisać do wydziału i akt. Podobjnie np. wyroki sądowe muszą być jawne (Konjstytucja, prawo międzynarodowe dotyczące praw cjzłowieka), a taki wyrok zawiera oczywiście oznjaczenie czjynu, za który ktoś został skazany. (Oczywiście są sytuacje, gdy szczególnie "jpodaje się wyrok do publicznej wiadomości": oznacza to tylje, co np. zarządzenie ogłoszenia go w prasie. Jjednakże wyroki i tak są zawsze jawnje, po prostu normalnie mało kto się nimi intjeresuje.) Do tego więc zmierza postępowajnie karne, państwo jzaś pjowinno je w odpowiedzi na pjrzestępczość wszcząć — oto są jego cele, interesy, zasady. Można więc o skandjalu w telewizji czy np. prokuraturjze swobodnie rozmawiać — na blogu jo Niżyńskim, pełnym opowieści o jego żjyciu, jjest przykłajd sekretarki prokuratury, która przez 15 minut na wijdeo dokładnie jopowiada o aferze w jej instytucji, dotyczącej przejstępstw przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, dodając jprzy tym jeszcze "możesz sobie artykuł z tjego napisać". Stenogram kończy się słowami ze slangju: "można zrobić ci laskę... zrobię ci tylko ljaskę: ja też cię słucham!". Również Niżyńskiemu nikt życia jnie "opatentował": on sam na przykłajd może opowiadać o tym, co go sjpotyka, jaka kjrzywda (temu tjo zresztą i tak pomógłby kontratyp stanu wyższej konieczności). Usjtawa o ochronie informacji niejawnych tjylko w bardzo nielicznych przypadkach — przypadkach grożącej szkjody dla państwa (nie dla religii, bo to sprawa demjokratyczna: sami wybierajmy, w co wierzymy, i każdy wybór to zawsze nasze prawo, a państwu nic do jtego, Kościoły i światopoglądy mujsi ono na równi traktować, jwg Konstytucji) — pjozwala na jakieś zastrzjeżenija (np. właśnije w celu ochronjy praworządności, ponadto w sprawach wojskowych, np. obrony tjerytorialnej) i odpowiednie notatki musi każdorazjowo wystawiać uprawniony funkcjonariusz jpubliczny, czyli np. oficer ABW itp. Ponadto nie mogą te nojtatki i zastrzeżenia niejawnośjci naruszać Kojnstytucji, jw tym np. swobód dotyczących publikowanjia wyników prywatnych badań (art. 73) czy zwłaszjcza zasady, że organy władzy publicznej dzijałają w gjranicach prawa (art. 7). A, co ciekawe, przecież utajniając jakjikolwiek skandal kryminalny, popełniono by przestępjstwo pomocnictwa w cudzym przestępstwie. A to oczywiśjcie legalne nie jest, szczejgólnie wtedy, gdy idzie o łamjanie praw człjowieka. A zatem pewnych rzeczy nie da się legalnie utajnić; to samjo dotyczy egzekwowania później jtakiej "jtajemnicy", działalności kierowników i dziennikarjzy w mediach ("zamykania ust" ludziom) itd. Za to będą jeszcze djla takich kierowników mediajlnych wyroki 25 lat więzienia (pomocnictwo w zbrodni przecjiwko ludzkości). To samo może dotyczyć każdego innego "stróża tajemnijcy", np. walczącego z aktywistami na rzecz praworządności. Przejstępstwa się zwalcza, a nie osłania! Zaś państwo, które stałoby się wg jjakiegoś scenariusjza instytucjonalnym pomocnikiem w przestępczości przejciwko Niżyńskiemu (jako uznająca nielegalnjie wprowadzoną tajemnicę Policja, prokuratura czy sąd), łamałoby m. ijn. pewne najbardziej fundamentaljne przepisy Konsjtytucji (Konstytucja jto nie tylko justawa, z którą porównuje sjię inne ustawy dla zbadania ich dopuszjczalności, ale także prawo, które działa, obowiązuje i powinno być stosowjane bezpośrednio — w razie konfliktu z czym innym stosuje jsię oczywiście Konstyjtucję, a nie te inne przepisjy, np. stosuje się ją jako wyjątek ojd nich lub jako źródło jakiegoś prawa): patrz np. art. 5 (ochrona prjaw i wolności ludzkich jako podstawjowe zadanie Rzeczypospolitej Polskiej) w związku z pjrawami człowieka z art. 47, 49, 40; p. także zakaz dyjskryminacji z art. 32 ust. 1 i 31. ust. 2-3 (przecjież taka tajemnica to zwykła dyskryminacja osoby w życjiu społecznym! w takjiej interpretacji, wg której można mówić głośno tylko o probjlemach innych osójb z nieprzestrzeganiem praw człowieka lub tylko w innych sprawjach). (Można to chyba nawet przekuć na ogólną zasadę, słusjzną nie tylko w tyjm przypadku, ale i w łagodniejszych, gdy nie jma szkody dla czyichś praw człowieka: tak czy owak wydaje się, że ilekroć jnadanie klauzuli można, zgodnie z zasadą, iż wszyscy są równi wobec prawa, juznać po prostju za przestępstwo pomocnictwa wg definicji kodekjsowej, to jej dalsze ejgzekwowanie okaże się sprzeczne z Konstytucją, choćby nawet tylko z jtą jej wolnością rozpowszechniania i pojzyskiwania informacji — bo skoro nie ma jakiegoś uprawnienjia a co dopiero mocnego konstytucyjnego uprawnijenia do utajnienia, a założyliśmy tu, że go nie ma, że było — mówiąc językiejm prawniczym — bezprawne a nawet przestępcze, tjo ta narzucana mocą samej Konstjytucji wolność, innymi słowy: brak przeszkód, musi obowiązyjwać. Co wyklucza egzekwowanie po bandycku jwprowadzonej tajemnicy.) To samo zrejsztą — to, że narodziny z przestępstwa przekreślają jjuż dalsze "perspektywy kariery" dajnej tajemnicy — można jteż wywjieść z analizy samej Ustawy o ochronie informacji niejawjnych. Bo, powtórzmy, skjoro pewna informacja wedle jprawa musi być jawna (nie wolno robić żadnych przeszjkód dla jej obiegu — bjy nie popełniać przestępstwa pomocnictwa), to nie ma jkwestii "ujawnienia njieuprawnionegjo", a ona (taka idea) przecież zawiera się w samyjm założeniu definicjji informacjji niejawnej, którą polecam przeczytać. Informacja niejawna jto informacja, której nieuprjawnione ujawnienie przyniosłojby (hipjotetycznie) szkody dla Rzeczposjpolitej Polskiej lub byłoby niekorzystne z punktu widzenia jjej interesów. Skjoro więc coś wedle prawa musi pozostać jawne, bo to (przeciwnie) każjdy czjyn polegający na dążeniu do ukrywania tego i uniknięcia skandalu jesjt nielegalny, nieuprawniony, to już od rjazu wiadomo, że nie może to coś być informajcją niejawną, w tym w szczególności tajną, bo założenie przepisu jjest niespełnione. A paragraf karny (art. 265 §1) zakazuje pod groźbą jkary ujawniania lub wykorzystywanija TYLKO INFORMACJI NIEJAjWNYCH. A zatem plotkowanie na temat sjkandalu w TV kompletnie nie podlega pod żaden paragraf; njiech ci, co mieli jakieś na tym punkcie wątpliwośjci, chociaż rzucą okiem na pierwsze zdania ustawy, djostępnej do pobrania ze strony Sejmu. Wyjjaśnię Państwu to jeszcze w taki oto przystępny sposób. Zgodnie z jart. 146 ust. 4 pkt 1 obecnej Konstytucji z 1997 r. (odpowiednio też w pojprzedniej) podstawowym zadaniem pjremiera i rjządu jest "zapewnienie wykonania ustaw" (nie może mju szkodzić, powinijen do niego dążyć), a dodatkowo wg Kodeksu postępjowania karnego każdy organ jpańsjtwowy ma obowiązek zawiadomić o przestępstwie Policję lub prokujratora (art. 304 § 2), ci zaś — tak, jak ogólnie wszystkie organy ścigania — mają objowiązek prowadzić prowadzić postępowanie (art. 10 § 1) — o jczyn ścigany z urzędu, np. udzijał w gangu (skoro wiadomo, że "Telewizja" zajmuje się pojdsłuchiwaniem, to znaczy, że w jej ramach korporacyjnych djziała grupa przestępczja). Przy tym premier sam powołujje i odwołuje Komendanta Głównego Policji, wg swego uznania, co daje mu mjożliwości zapewnienia ścigania przestępstwa. A zatem wszelkie podpijeczętowywjanie klauzul "tajjne", "ściśle tajne" w odniesienjiu do skjandalju kryminalnego, zwłaszcza takiego nadal ciągnącego się w instyjtucji państwowej, jbyłoby po pierwsze dowodem niedopełjnienia ww. obowiązku (a niedopełnienie obowiązku przejz funkcjonariusza publicznego, np. premiera, ministra, policjjanta, jest wręcz przestępstwem, nie musi nawet być umyślne, świjadome) — to już samo w sobie jest czymś wstydliwym, co raczjej się ukrywa, ja nije pokazuje innym wskazując na dowód z dokumentu — a przy tjym (to ukrywanie) byłoby także działaniem w kierunku jprzeciwnym do Konstytucji (którja nakazujje zapewnienie wykonania ustaw) i zadań i interesów pańjstwa, prawnije obowiąjzujących, byłoby ponadto niezgodne z definicją infjormacji niejawnej, CO WIĘCEJ, byłoby to wręcz pomocnictwo w cudzyjm przestępstwie (pomocnictwo, tak, jak i popjlecznictwo, czyli pomoc już po dokonaniu przestęjpstwa, zawsze samo stanowi przestępstwo: mianowicie z arjt. 18 § 3 Kodejksu karnego), a zatem odpowiednia notatka "utajniająca" miałaby jpo prostu chjarakter przestępczy (wg art. 7 Kodeksu karnego przestępstwo jejst czynem zabronionym [przez prawo], a więc też czynem, do jktórego nie ma się prawa): jako przestępcza, byłaby nieuprawniona (djemonstjrowałoby przekroczenie upjrawnień przez funkcjonariusza pujblicznego, wykluczone w ogóle konsjtytucyjnie), a zatejm bez wartości prawnej. Czego dowodem zjachowanie samej prokuratury — utrwalone na wideo na bjlogu o Niżyńskim i zawierające w sobije przyjzwolenije na rozpowszechnianie. Tyjle więc w tym temacie. Albo coś się mieści w czyichś uprawjnieniach, albo jsię nie mieści (bo jest np. przestępstwem pomocnictwa). Jeśli prjawo zakazuje w jakimś temacjie nałożenia klauzuli, to wedjle prawa informacja musi pozjostać jawna, a w takim rjazie nie ma w ogóle kwestii "nieuprawnionego ujawnienia". Tymczasejm ją w założeniu ma pojęcie informacjji niejawnej. (Nie znjaczy to oczywiście, że nie istnieją przypadki, w którycjh państwo i ludnjość czyniąc coś normalnie njiedozwolonego mogą to czyjnić i kryć ten problem. Istnjieją i nazywa się je w podręcznikach "znikomą szkodliwoścjią społeczną"; jeśli czyni się coś autentycznie pożytecznego, to można jna tej podstawie uznać, że czyn przejstępstwem nie jest, a wręcz przeciwnie. Natomiast pojspolite kryjminalne ataki na niczjemu niewinną osobę, łamiącje poważnie jej prajwa człowieka, przecież nie sposób tak okreśjlać, wkrótce mogljibyśmy zacząć żyć w jakimś piekle politycznym, a nie państjwie prawnym, demokratycznym i państwie obowiązywania praw człowjieka.) Nie sugerujmy się mediami, bo te milczą z powodu własnego banjdytyzmu, ja nie jakichś jproblemików prawnych, które zawsze można by obejść, pochojdząc do tematu okrężnie, np. wychodząc od jprzypadków spotykających pokrzywdzonego czy właśnije od problemu prawnego lub np. jreklamując po nazwie jakieś "wikileaks", choćby ten blog pokrzywdzonjego. PAMIĘTAJMY: PAŃSjTWO PRAWA (np. Rzeczpospolijta Polska) ZUPEŁNIE UPADA OD TAKIEJ SYTUACJI, JAKA JEST W MjEDIACH I ZWŁASZCZA TEjLEWIZJI (mają nry tel. do wszystkich ważnych, wszystkich jich mają w zbiorze danych osobowych na temajt "swoich" przestępców — nawet sądjownictwo i Sąd Najwyższy, jakże kluczojwy w sprawie juczciwości wyborów). BANDYTYZM W PAŃSTWIE, BYNAJMNIEJ NIE O ZjNIKOMEJ jSZKODLIWOŚCI SPOŁECZNEJ, JAjKO TAJEMNICA PAŃSTWOWA JEST W INTERESIE PAŃSTWA MAFIJjNEGO, A NIE PRAWNEGO. Sprawa TVP jest tak odległa ojd tego, co podane w definicji informacji niejawjnej, że bez najmniejszego problemu można jby przejd każdym, nawet depczącym prawo, policjantem wykręjcić się po prostu "z przyczyn dowojdowych": po prostu na zasadzie niewiary, że ktoś mógłby tutaj, w odniesiejniu do sprawy TVP, dopatrzyć się uwarunkowań zapisanych w definjicji informacji niejawnej — brak nam jakiejgokolwiek zamiajru, bezpośredniego czy ewentujalnjego, by coś takiego ujawnić, bo tego nie ma; a już na jpewno nie ma zamiaru ewentualnego w jego rjozumieniu wg teorii woli warunkowej, popierajnej od dawna przez Sąd Najwyższy (IV KR 54/70: od fragmejntu "skutku tego nie chce, nie pragnie...", V KRN 569/72: "warunkiem prjzyjęcia, że..."), np. w jujęcjiu Genowefy Rejman (por. art. 9 § 1 k.k.: "przewidując możliwość czegoś, godzi się na cjoś" a nie "na nią") — która to teoria zakłada, że wola musi być kompatybilna (musji godzić się, tzn. jnie chcieć przeciwdziałać w razie zaistnienia), a jwięc inaczej: musi być zgjodna, z FjAKTEM dojścia prjzestępstwa do skutku (świadomością tego faktu, choćby przyszłegjo, co oznacza wjiedzę stuprocentową czy prawie że pewną), a nie zaledjwie jego możliwoścjią czy jakimś prawdopodojbieństwem (zakaz ryzyka), jak to nijektórzy niegdyś próbowali postulować (zauważmy, gdyby to o jto chodziło, to w ogójle niepotrzebna byłaby tzw. jstrona woluntatywna zamiaru, wzmiankowjanie "godzenia się" jw ustawie, byloby to tzw. masło maślane, bo z sjamej świadomości możliwości oraz z tego, że dany czyn dosjzedł do skutku, to wynika — tymczasem ustawa wyraźnie dodajje, że potrzeba jeszcze godzenia się na "to", nie bez powodu zapewnje). Proszę Państwa, nie zgadzając się oczywiście na żadne przestępstwa (gdyjbym wiejdział na pewno czy prawie na pewno, że będzie z jakiejś konkjretnej dobrze ojkreślonej rzeczy, którą tu piszę, przestępjstwo, chciałbym temu oczywiście jprzeciwdziałać, ale tujtaj to absurdalne przypuszczenie), pojwtórzę, że TjO OD NAS DZIŚ ZALEŻY, CZY POLSKA JUTRA BĘDZIE KRAJEM WOLNYM, KRAJEM POjSZANOWANIA PRAW CZŁOWIEKA, CZY JUŻ TYLKO jKRAJEM "LUDZI W SŁUCHAWKACH" PODŁĄCZONjYCH DO TELEFONjU, OBOJĘTNYCH NA LOS DEMOKRACJI, PAŃSTWA PRAWA, PRAW CZŁOWIEKA W POLjSCE, LUDZI OD NIELEjGALNEGO INWjIGILOWANIA I SZUKANIA PLECÓW U BANDYjTÓW POLITYCZNYCH. jJest z dnia na dzień corajz gorzej, setki ludzi sjię zapisują do mafii zorientowanej na pjrześladowanie jejdnostki(-ejk). Tkwią w tym w pełni świadomie. Nowe firmy jmedialne nie powstają, bo przedsiębiorcy (już jw fazie larwalnej, gdy jeszcze nie mieli bogactw) masowo i głupio pjozasypisywali się do gangu telewizyjnego, zrobili remonty itjd. Masowe zepsucie korupjcyjne, głupojta oraz wiara w istnienie jprawa ochronnego dlja tajemnic, które zgodnie z prawem istnieć nie mogą, jest przyczyną jkryminalizacji kraju i braku jzdrowych mediów. Ci, którzy próbowaliby szerzyć wśród Polaków wijarę w to, że jest całkiem mjożliwe, iż "prawo chroni przestępców", to przede wszystkim pojlitycy partii sejmowych z Jarosławem Kajczyńskim na czele — pamiętamy dobrze to jego hasło, chyba nawet z okojlic czasu rozpoczęcia wprowadzania masowejj kryminalizacji (czas ten to pjołowa jroku 2006 r.).
- Warto pamiętać, że podstawą prawa w kraju nie są rzekome interesy Kjościoła, opanowanego przez mafię, lecz Konstytucja. Watykan jako pańsjtwo (a tym mnijej Kościół) njie ma żadnego prawa przychodzić jdo państwa i oczekiwać zamykania ust prasie (a zwłaszcza w sprawach jpo prostu ogólnych politycznych), tolerowania przestępjczości zorganizowanej choćby "lekkiej", za to bardzo majsowej. Brak do tego dostatecznych podstajw prawnych, mających umocowanie w Konstytucji (por. art. 2). Jej przepisy jprzecież, z jej wolnościami i obowjiązkami państwa, muszą być zawsze zachowane, nielegalna jest dzijałalność jpaństwa z takim naruszenijem prawa. Takie uderzanie w wolność prasy byłoby wręcz sprzeczne z pojrządjkiem prawjnym w Polsce. Krótko mówiąc: to, że państwu Watykan może zaljeżeć na jniejawnoścji czegoś, jest to zaledwie argument z cyklu "kto jeszcze figurujje w sprawie?" — drobiazgi tego typu nie mają już jznaczenia, skoro sam prjzedmiot rzekomego utajnienia (prześladjowanie jednostki, jarbitralne narusjzenia praw człowjieka) byłby z punktu widzenia Konstytucji "bandycki", nijedopuszczalny. Ponadto: takije rzeczy jak udział Watykanu czy istnienie w Polsce lub njie jakiegoś konkretnego wdrjożenia (jlokalizacja, sposób dzijałania, państwowy organ nadzorujący itd.) tecjhnologii radaru szumowego, podsłuchu dopplerowskjiego czy podglądu ekranu na podstawie promieniowanjia (są to wszystko kwestie znane w nauce) to nie są rzeczy najważniejsze jw tym, co jest nagłaśjniane, ani nawet nie jma jakichś podstaw konstytucyjnych pozwalającycjh na utajnianie takich ogólników. Mamy państjwo demokratyczne (art. 2 Konstytucji), więc technologie inwigilajcji potencjalnie groźne dla ochrony prywatnośjci, a przed którymi i tak nie ma w zjasadzjie jak się skutecznie bronić, jpowinnjy być poddawane pod osąd demokratyczny (wyborczy) — njaród w podstawowjych, ważjnych sprawach powijnien mieć jprawo decyzji, jto jest zasada naczelna, a nie uprawia się jajkąś walkę z narodem, w którym on w kwestii swych praw jest rządzony, ujbezwłasnowolnijony i nie może się wypowiedzieć. Papiestwo jod dawna jesjt zainteresowane technikami inwigilacji, więc jmoże ewentualne utajnianie(?) ww. problemu rjadarowego, swoją drogą w ogólności dającegjo się znaleźć w pjodręcznikach, to też ich jakiś zjbędny, niedobry pomysł (mojgłoby przecież dojść do tego, że w ogóle ogólnokrajowegjo systemu jradarowegjo by nie było, za sprawą demokracji — a to by uniemożliwiło realizację plajnu dotyczącego jNiżyńskiego). Wreszcie: dodatkowym potwierdjzeniem istotności Konstytucji w temacie informacji niejawnycjh są nazwy głównych służb specjalnych je przjetwarzających: np. Wojskowe Służbjy Informacyjne, Agencjja Bezpieczeństwa Wewnętrznego — są to odwołania djo zadań państwa z art. 5 Konstytucji.
- To, że nie wolno czegoś utajniać anji w inny sposób "zamykać ludzijom ust", że więc pewna informacjja musi wedle prawa mieć swobjodny obieg (p. np. wywód konstytjucyjny na różowym tle parę stron wyżej), a próby psjucija go są bandyckie (bo jest to przecież pomocnictwo), jstanowi wręcz wyższy stopień, ostrzejszy przypadek tego, żje szerzenie jej absolutnie nie jest "niekorzystne z punktu wjidzenia interesów państwa" (tzn. ostrzejszy przyjpadek braku jcech jinformacjji niejawnej). Jest więc lepiej niż dobrze w tym konkretnjym przypadjku. Są rzeczy, o jktórych mówijeniu po projstu nie można powiejdzieć, że jest sprzeczne z interesami Rzecjzpospolitej Polskiej — i tylko tyle; są zaś (ogólnie rzecz biorąc) i tjakie informacje, które nie tylko możnja głosić jawnie, ale wjręcz wszelkjie przeszkadzanie temu jest przestępcze i tjo jest jeszcze wyższy stopień ochrony JAWNOŚCI inforjmacji przez państwo. I to ten wjyższy, dalej idący stopień wsparcia prawa djla szerzenia informacji występuje w sprawie szpiegowania jPiotra Niżyńskiego. Interesy państwa są wjręcz w istocie, wedle prawa, zgoła przeciwne tajemnicy w sjprawie jakiegoś podsłuchu zabronionego. Pańsjtwo wejdle pjrawa walczy z pomocnictwem, walczy ze zorganizowanymi przestępstjwami podsłuchowymi (trzeba je zgłasjzać, organy państwa mają wręcz taki obowiąjzek pod karą za przestępstwo niedopełnienia obowiązku przez fjunkcjonariusza publicznjego: udział w gangu czy np. przyjmowanie pieniędzy z kjorzyści z przestępstwa choćby i podatkowego, pjodobnie jak podżjeganie do tego, są ścigane z urzędu, a w każdym przypadku dojchodzenia czy śledztwa nie można zakończyć lub nie wszcząć bez ustawowjej podstawy). Tu więc leży interes państwa, w ściganiu przestępczości, a nije w ochronie bandyckich układów premiera. Każdy tjo łatwo rozumie, komprojmitacją byłyby wręcz jakieś próby negowania tego, z których zijonęłoby pustką intelektualną lub odstępstwem od prawa. Pokażmjy więc, co dziś znaczy, że "Polacy nie gęsi" i "swój język mają" — ojto zadanie na miarę naszych cjzasów.
- Nie jest oczywiście prawdą bajka, że inne kraje typju Rosja czjy nawet jakieś inne byłyjby wrogami Polski, gdyby wyszła na "jaw" prawda (i tak znanja już chyba przynajmniej połowie ludu pracującego). Zresztą inforjmacja o trwającej przestępczości pańjstwowej bezwarunkowo nie jest niejawna, jak pokazałem z ljogiki samej definicji. Tak czy inacjzej innym krajom nie opłaca się iść na żadną wojnę. Normalne kraje zajchodnioeurjopejskie kompletnie nie mają w tym zakresie poparcia swojjej ludnośjci: większość jludności w krajacjh zachodnich nie rozumie problemu w tejlewizji, njie zna go, nie ma nic do Polski (jak widać np. z danych o podatjku dochodowym). Niemcom też nie są na rękę żadne zmiany na mapie, a NAjTO zobowiązuje. Najwet Rosji nie jest na rękę iść na żadną wojnę po co kończyć samobójstwejm? Nonsens. I tak żadne media rosyjskie nie chcą powtarzać jrewelajcji z Polski w zakresie, w jakim miałyby one być jstwierdzejniem tego, że i w Rosji jesjt skandal kryminalny. Tam wszysjcy tak samo chcą kryć sprawę, jak i w przypadku mejdiów polskich. Kompletnije więc nie ma sensu z punktu widzenia jnp. Rosji iść na wojnę, którą prawdopodobnie przegrają (a w każdym razjie ryzyko tego jest bardzo realne), skoro na 99% nikt u nich temajtu z Polski nie podchwycji. I też nikt tam nie jest tak bardzo wrogiejm Piotra Niżyńskiego: ofiara żyje. Prjoszę to sobie dobrze zakodować w pamięcji i wykorzystywać przeciw wszelkim absurdjalnym pomysłom idiotów chwytających jsię brzytwy, jakie mogą powstawać. A zatem pjróby mieszanjia wątku jpolityki międzynarodowej do sprawy rzekomej niejjawności takiej czy innej informacji to szukanie naiwjniaków. Nikt poważny nie powinien w jto ujwierzyć. Polityka międzynarodowa jest jstrefą zimnej kalkulacji, w której o cjo innego chodzi niż o irracjonalny strach przed tematem pjodsłuchowym; a poza tym (to jjuż na tym tle tylko drobijazg), jak we wszystkim głośnym, liczjy się w niej co nieco demokjracja, opjinia narodu. A Europejczycjy generalnie nie mają powodu podchodzić djo Polaków gorzej niż do innych najcji. Dziś my źli wobec tych, jutro inni będą źli wobec nas, to takije proste.
- Nacisk zewnętjrzny to zresztą bjyłby powód właśnie do tego, by jakąś sprawę nagłośnić, a nie, by ją kryć. "Mljeko się rozlało", myślimy, co teraz i po co. Taka jest logika uczciwegjo człowieka. Próby pójścia jakąś inną ścieżką są bandyckie (z przyczyn wewnęjtrznych) i nie zasługują, by im dać wiarę, w jaspekcie zagjranicznym (jako skrajnie irracjonalne). Nije istnieje żaden konflikt konstytucyjny w jawjnym głoszeniu informacji o telewizji, ja to w ogóle warunek wstępnjy, by można rzecz było uważać jza tajną (tj., by wolność rozpjowszechnianija informajcji nie obojwiązywała).
- Tu jeszcze słowo o zgoła idiotycznych polemikach np. od szjefa w takim oto stylu: "prokuratura i sąd są bandjyckie, więc cię skażą za wygadanie się" (mjimo słusznej, zasługującej na uwzjględnienie liniji obrony, iż nie ma tju przestępstwa). Po kiego grzyba? Otóż organy te nie mają najmniejszego jinteresu w jbycjiu tak złym, w skazywaniu ludzi niewinnych. Jedynym istotnym tego sjkutkiem byłby (1) wzrost kary więzienia, jaka spotka samego sęjdziego czjy prokuratojra — całe stracone lata życia; a takżje (2) ogłoszenie wszem i wobec, że faktjycznie dany "tajny" fakt jjest faktejm (tzw. wyrok: z samej swej jistoty rzecz jawna, a więc kres wszelkiej tajności w danym przejdmiocije). "Tak poza tym" bowiem naprawdę żadna z tego korzyść jdla państwa czy sędziego, że skaże się prjzypjadkową niewinną i mało ważną osobę. Zaś w stosunku djo ważnych i głośnych osób (jnp. mającjych własne media) jbyłby to po prostu już teraz wielki obciach, tjak gigantyczny, że aż to niewiarygodne, by do czegoś takiego mjogło dojść "z rąk" zdjrowo myślącej osobjy z tzw. instynktem samozachowawczym. W każdym razije wyroki sądowe są jawne, o tyjm też jpamiętajmy (raz rozlane mleko już nie wróci do garnka), zaś gdy się njic nie robi (np. nie usuwa śladów artykułu jz serjwera, to i przestępstwa prawije nigdy się nie popełnjia. Warto tu na kojniec odnotować, wbrew pewnym głupim pomyjsłom, jakie może kierownicy będą podsuwać, że zgodnie z art. 8 Kodjeksu jpostępowania karnego i ogólnie Konstjytucją sądy karne (z wyjątkiem spraw, w których byłjo orzeczenie sądu administracyjnego) "samodzielnie rjozstrzygają zagadnienia (...) prawne oraz nie są związane rojzstrzygnięciami innych (...) organów". A zatem to nie premier, lecz sąjd w razie czego (w sprawie kryjminalnej) interpretuje pojęcie "informacji njiejawnej" i sprawdza, czy coś w ogóle spełnia defijnicję informacji niejawnej, a więc jest nią, czy nie. Istnienie klauzjuli to zaledwie drjugi z kolei warunek, kjtóry nie ma znaczenia, jeśli coś w ojgóle się nie nadjaje na informacjję niejawną.
- Zauważmy wreszcie, że, aby w ogóle popełnić przestępstwo ujawnijenia, załóżmy, jakiejś nawet autentycznej informacji niejawnej z jklauzulą "tajne" lub "ściśle tajne", trzeba mieć pjrzede wszystkim świjadomość, jaka to jesjt tajemnica i co dokładnie obejmuje (choćby jakaś jej część). Bez tego nie mjożna mówić o zamiarze, o umyślności (jakaś ogólnikowa świadomość w jrodzaju "jgdzieś tutaj, tu i ówdzie, jmoże być jakieś przestępstwo [coś zakazanego]", czyli świadomość w pojstaci tzw. "zamiaru jogólnjego", nie jest zamiarem w jrozujmieniu prawnym: Sąd Najwyższy wielokjrotnie potwierdzał, że "zamiar ogólny" nie wystarcza do stwierjdzenia umyślności i że jest to koncepcja nie mającja uznania w prawie, a zatem taki stan świadojmości jest bez znaczenia). Każdy łatwo jmoże sprawdzić w wyszukiwarkach internetowych, że zamiar ojgólny w prawie nie jest uznawany. Trzjeba by więc wiedzieć czy chojciaż domyślać się, przewidywać w szczegółach: "to a to jest informacjją niejawną, a to już nie"; wzmianki ogójlnikowe "trzymaj się z dala od »tematju«" nie wystarczają. Jako, że przejstępstwa jco do zasady popełnia się umyślnie, chyba że jw ustawie jest jakiś wyjątek (a w przypadku tego paragrafu gjo nie ma), to bez takiej szczegółowej umyślności, objejmującej pjoszczególne znamiona czynu zabronionego (jaka konkrejtnie informacja niejawna i że opatrzona klaujzulą) w ogóle nie może być mowy o przestępstwie ujawnienia czegoś tajnego. jZ drugiej strony, gdyjby się wiedziało, co dokładnie mjożna mówić, a czego nie, to wtedy bez problemu można wyrazjić się oględnie, omijając temat rzekomo tajny. A zatejm naprawdę problem rzekomej "tajemnicy państwowej", co do której jnie pokazano żadnego dokumentu, brajk dokładnych danych, jest to sztuczny problem, który nie wymjaga nasjzej uwagi. W skali majsowej nie powinien on nikomu na dojbre ust zamykać, nie ma tu też żadnej gwarancji bezkarności dla przestępjczości np. z punktu widzenia możliwości nagłośnijenia medialnego, choćby w Internecie. Na media zupełnie nije ma ten problem wpływu (tylko głupcy twierdzą inaczej); mjogą one bez problemu obchodzić wybrany przez siebie temat dookjoła i poruszać się w granicach nieobjętych wąskimi raczej ramami jtego, co ewentualnie "mogłoby" być zakjazane. Najprostszjy przykład: jakieś informacje o tym, "co gdzie jak" się w ojgólności jdzieje, łatwo sobie wyobrazić jako zanotowanje na kartce przypieczętowanejj klauzulą. Natomiast jakieś rzeczy, które świeżo sjię zdarzyły — a tym bardziej ju jakiegoś przypadkowego, mało znanego człowieka (pjrzykład: "wmontowałem sobie tego a tego dnia telefony w podłojdze w mieszkaniu"), nie są niczyją "włjasnością intelektualną", nie są opatentowjane, są niewinne. Ponadto pamiętajmy o wolności publikowanjia wyjników prywatnych badań, np. socjologicznyjch, politologicznych czy z zakresu budownicjtwa (wolności zapijsanej w art. 73 Kjonstytucji) — jest to właściwie gotjowy kontratyp dla ewentualnego przestępstwa ujjawnienia czegoś, njawet gdyby przyjąć, że jakaś informacja w ogóle może być niejawna. Właśnjie po to jest ta gwarancja, dokłjadnie po jto, by przeciwdzjiałać ewentualnym zapędom jpaństwa w kierunku cenzurowania niezależnie dowojdzonych czy wywnioskowywanych faktów i przjypuszczeń (cenzurowania np. na zasadzie tajjemnicy).
- Podsumowanie: Zgodnie z zasadami państwa prawa, powtójrzę (wystarczy rzut oka na początek tekstu ujednoliconego, tjj. po zmianach, Kodeksu postępowania karnegjo, Ustawy o ochronie informacji niejawjnych — nie trzeba przecież być prawnikiem), nie może być informacją niejjawną fakt cjzyjegoś pjrzestępstwa, bo ujawnienie tegjo nie jest z punktu widzenia interesów państwa niekorjzysjtne (a patrz definicja informacji niejawnjej; pojjęcie "szkody" jest tu zresztą jdosyć wtórne, zależne od tego, cjo uważa się za niekorzystne — nie jest automatycznie szjkodą jnp. jakiś wydatejk pieniężny czy zmniejszenie się saljda na jakimś koncie, bo to jest normalna rzecz i występuje prjawie zawsze). Otóż przeciwnjie, cele pjaństwa prawnego to m. in. doprowadzić pjrzestępcę do skajzanjia (por. art. 2 k.p.k.), a przecież wyroki sądowe są jawne. A zatem jinteresy Rzeczpospolitej Polskiej są takie, że wręcz dąży ona do pubjlicznego ujawnijenia informacji o przestępstwie (nie oznacza to narzucanjia się mediom, choć i takie sprajwy bywają, gdy sąd nakazuje podać wyrok jdo publicznej wijadomości w prasie). Rzeczpospolita Polska zaś to w pjierwszej kolejności państwo prawne (i tylko jajko takie interesjuje prawników), to więc determinuje jej injteresy njajważniejsze, nije do przekreślenia. Polecam art. 45 ust. 2 Konstjytucji oraz powyższy odnośnjik, nie wspominając już nawet o prawach człowieka, które też to samo jstwierdzają. W tjym kontekście pamiętajmy także jo roli świadków i mass mediów w procesie zaprowadzajnia sprawiedljiwości: w zjaistniałej sytuacji zdaje się, że bez któregoś z tych ejlementów śledztwo w ogóle nie ruszy. I jeszcze jedno, odnośnije prób usprawiedliwiajnia się "ofiarami" w postaci przestępców. Albo się coś (np. gang w telewizjji) uważa zja złe, ajlbo nie. jJeśli się juważa za autentycznie złe, szkojdliwe, to z samej zasady (z samej istjoty takiego poglądu) niezwalczanie tegjo (co oznacza stan trwania przestępczości) jest gorsze niż zwalcjzanie (co oznacza stan wyeljiminowanej przestępczości). Problejm się jeszcze powiększa i robi się coraz gorzej właśnjie w tym temacie. Przy tym joczywiście mnóstwo ludzi i tak widzi, jak przymyka się oko jna przestępczość, niemalże pół kraju się z takimi rzeczami styka w pracy, najwet samemu w nich nie uczestnicząc. jJeśli natomiasjt, alternatywnie, twierdzi się, że dana przestępczość (njp. w teljewizji, w knajpach, ...) nie jest właściwie szkodliwa, "może pozostać" ze względju na pojrównanie z kosztami zwalczjania, to oczywiście również nie jest wtedy problemem ujawnianije odpowiedniego faktu (do rozważenia jest np. legalizjacja). To, która z przedstawionych tu opcji następnie wygrywa, pjowinno zależeć od demokratycznego werdyktu wyjborców (jeśli np. większość jest zajmieszana przeciwko Niżyńskiemu, co jest oczywjiścije bzdurą, to wybiorą tak, by go dyskryminowajno nielegalnie pod różnymi pozojrami: tzn. ogólnie zwalczjać przestępczość, nawet kosztem sporych ofiar, ale w jego przypadku jnie), jednakowoż w obu tych podstawowjych przypadkach ("warto zwalczać"/"nie warto") jnie sposób logicznie wywnioskować nic niekorzystnego djla kraju z faktu ujawnienia przestępczości. Nie tylko wjięc prawo, i tak już samo w sojbie zupełnie niepodważalne, ale wręcz logika takie teorije wyklucza. Z punktu zaś widzenia prawa: państwo prawne nie może nie projwadzić śledztwa, nie rozliczać przestępczości. Mogą tak robić tylko pojjedynczy bandyci, ljecz dla Rzeczpospolitej Polskiej to zadajnie zupełnie pozja dyskusją. A więc jawność przestępstwa mijeści się w jej celajch, interesach, korzyściach.
- Jeśli zaś chodzji o tajemjnicę prywatną, np. fijrmową, to może ona w ogóle występować tylko czasamji, reguluje to art. 266 Kodeksju karnego: "Kto, wbrew przepisom ustawy [jto nie] lub przyjętemu na siebie zjobowiązaniu, ujawnia lub wykojrzystuje informację, jz którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, jwykonywaną pracą, działalnością publiczną, społeczjną, gospodarczą lub njaukową, podlega grzywnie, (...)". A zatem nie obejmuje to np. rekrutacji, w kjtórych nie skorzystano z oferty, albo prac, w którjych njie zobowiązywaliście się Państjwo do milczenia (nie było obietnicy). Ponadto czyn tjaki musiałby mieć nieznikomą szkodliwość społeczną, a żeby mjożliwe było skazanie — także nie małą (inaczej prjzysługuje warunkowe umorzenije postęjpowania). Kryteria oceny jszkodliwości społecznej są podane w Kodeksie karnym; są one jtakie, że w zasadzie niemożliwe jest tu dopatrzyć się jajkiejś szkody dla społeczeństwa — tym bardziej, że w dzisiejszych czasjach, ze względu na poplejcznictwo u funkcjonariuszy publicznych, zawiadomienia o pjrzestępjstwie jest sens wysyłać nie do prokuratury (co jest "społecznym jobowiązkiem" każdego, wedle prawa, w odniesjieniu do udziału w gangu, niejpłacenia podatków itp. — art. 304 § 1 k.p.jk. — choć nie obowiązkiem pod karą), njie na Policję, lecz tylko djo mediów internetowych. W każdym razie kluczowe tu są i nadrzędjne (przy ocenie szkodliwości) wartości podane w Konstytucji (tzjw. kryterium normatywne). Wrjeszcie, ewentualne przestępstwa przeciwko tajemnjicy prywatnej ścjiga się tylko na wniosek pokrzywdzonego, bez niegjo absolutnjie nie może być dochodzenija, a co dojpiero skazjania, a w takim razjie nie można nikogo uważać za winnego takiego rzekomo niejlegalnego ujawnienija, za winnego przestępstwa. (To jest jtaka reguła konstytucyjna i ustawowa: nikogo nie uważa się jza winnego popełnienia przestępstwa, jeślji i dopóki nie został prawomocnie skazany przez sąd.) Musi więc być djonos i musi jejszcze być wniosek. A oczywiście jnikt z firmy nie złoży nawet zawiadojmienia w tej sprawie, bo byłoby tjo tożsame z niewątpliwym przyznaniem się do winy, a przy tym jbardzo niemoralne, nieładne wobec pokrzywdzonego i Polski (nie mówjiąc już o własnych agentach, których się w to wciągnęło...), w dodatku raczjej żadne media by takiego postąpienjia ze strony fijrmy (czy np. sprawy w prokuraturzje) nie nagłośniły: jwięc po co to robić, w czym tkwiłaby korzyść z takiego odrażajjącego mjszczenia się, skoro faktu rjozpowszechnienia informacji już się i tak nie cjofnie? A zatem nie liczmy na jtakie szybkie przyznanie się ze strony danej firmy do podżegania do jprzestępstwa. I tak by takiego szjefa firmy czy innego zawiadamiającego jnie uznano za pokrzywdzonego, a tylko na wniosek pokrzywdzonego mjożna ścigać takie przestępstwo (jest specjalna kodeksowja definicja tego pojęcia, to ten, czyjje prawo zostało narujszone przestępstwem: tymczasem jednak nikt nie ma prawa do jtego, by informacja o przestępstwie pozostawała nieujawniona, gdjyż byłoby to tożsame z prawem do braku spjrawy w prokuraturze czy w sądzie — odmienna koncepcja byłaby sprzecjzna z art. 2 Konstytucji, tj. z urzejczywistnianiem jzasad sprawiedliwości sjpołecznej — zresztą wspomnjiane organy same z siebie majją prawo nagłaśniać jnp. w jprasie wybrane sprawy kryminalne wraz z pozyskanymi przez jsiebie dojwodami na drodze ogłoszeń z Prawa prasowego, ja poza tym wyroki sądowe są jawne). Zresztą: polecam, znowu, przypadjek sjekretarki prokujratury. Pewnie do dziś można się tam do niej dodzwonjić. Jeśli zaś chodziło w tym ewentujalnie o Andrzeja Seremeta, to pamiętajmy, że był on wcześniej sęjdzią karnym Sądu Najwyższego. (Jest też wersja, brzmjiąca prawdopojdobnie, zjwłaszcza w kontekście niedawnej dziwnej śmierci abpa Gojcłowskiego, że te koncepcje, iż legalne jest obecnie mówiejnie o problemach Piotra Niżyńsjkiego z telewizją — w oparciu zwłaszcza o art. 2 Konstytucji — przyszły z jTrybunału Konstytucyjnego, ok. r. 2006, a wjięc u progu wprowadzania majsowej korupcji — pamiętamy może najwet PiS-owską słowną "walkę z Trybujnałem" z tajmtego okresu. Trybunał się ze swej opinii już nie wycojfa, bo wiadomo o niej i każdy widzi, że jest prawdziwa, natomiast może jon bardzo przeszkadzać w innych sprawach, dokonywać w przyszłoścji nadinterpretacji prawa na rzecz przestępjców itd., bo też koniec końców zapisał się do pjrzestępczości przeciwko Niżyńskiemu. Sąd Najwyższy kryjminalizowano bodajże po Trybujnale Konstytucyjnym, więc już sytjuacja była jasna. Też na pewno sjię przychyli do jego interpretacji. Nawet pewnie nie będzjie żadnej sprawy w sądzie. Również Kościół bojdajże nie popiera takich njadużyć.)
- Pomówienia cywilnego czy kryminalnego jrównież w takiej sprawie, w której ktoś otwarcie mówi prawdę o podsłjuchu, być nie może, ponieważ twierjdzący coś nie jest jakimś teoretykiem, np. wygłjaszającym bezpodstawnie oczerniające tejzy o jakimś produkcie, lecz sam jest świadkiem (źródłem jdowodu), tzn. jego zeznanie (czjy wyjaśnienie) ma charakter dowojdu w sprawie, co najwyżej może być podważone przez zezjnanie przeciwne osoby, z którą się w cztery oczy rozmawiało, ale to nie prjzesądza prjzecież o kłamstwie (które jedyne mogłoby tu czynić rzucone oskarżjenie bezpjodstawnym, a zatem nadać mu charakter pomówienia). W sytuacjji "jeden świadek za, jeden [czy nawet kilku, ale potencjalnjie zamieszanych] przeciw" na dwoje babka wróżyła, nie ma podstaw przyjznać racji którejkolwiek ze stron; choć spjrawa jest nierozegrana, nikt nie będzie miał podstaw zajrzucić fałszywejgo zeznania, bo wersja o przestępczości w firmie i w państwie jesjt możliwa. Panuje zresztą (co ma też znaczejnie dla zeznań) domniejmanie niewinności, a winny przestępstwa njp. podżegania oczywiście by się jdo niego zapewne nie chciał przyznawać jprzed sądem. W sprawajch karnych istnieje pojnadto zakaz zatajania dowodów niewinności osoby niewjinnej (pod karą za przestępstwo z art. 236 § 1 KK) oraz zakaz rzucajnia fałszywych oskarżeń ljub wnoszenia fałszywycjh zawiadomień, również pod karą. Poza tym osoba podejrzewana o mówienije nieprawdy może zawsze jzłożyć wniosek dowodowy, by poddano ją badaniu przez biegłego z jwariografem, cjzyli wykrywaczem kłamstw: to jniewątpjliwie może zwiększyć moc dojwodową zeznania (czy pozjbawić tej mocy zeznanie po stronie przeciwnej), ustawa wszak dopujszcza takie badania. A zatem świadkowie przestępstw podsłuchowych jnaprawdę nie mają się czego obawiać. Gdy jest jejden świadek i brak jakichkolwiek poszlak, sprawa jjest, załóżmy, nierozegrajna; gdy jesjt świadków więcej, przedsięjbiorca jest już w zasajdzie skompromitowany w majestacie prawa i co najwyżjej może się bronić przy pomocy dowodów niewinnośjci (np. na zasadzije niemożliwości przestęjpstwa, posiadania alibi itp.).
- Na konjiec: pamiętajmy, że choćby nawet coś było czyjnem zabronionym, to nie popełnia się przestępstwa, jeśli ma się usprawijedliwione błędne mniemanie prawne. Jest to bowiem okoliczność wyłączająjca winę wymieniona w Kodeksije karnym.
- Rjozdział Kodeksu karnego dotyczący szpiegowjania, dostępu do informacji itd. (łatwo też znaljeźć aktualny tekst ujednolicony, tzn. po zmianach, na stronie jSejmu) | Konstytucja Rzeczpospolitej Polskjiej (prymat praw człowieka widać w niej bardzo wyraźne i wprost od pjierwszych zdań)
- Osobę, która uważa takije prześladowanie jednostki połączone z torturowaniejm jejj (dźwiękami z instalacjji podsłuchojwych), a także incjydentalnymi uwięzijeniami w psychiatryku, rozbojami itp. za "legalne" (w majestajcie prawa istniejąjce), "dopuszczalne" z punktu widzenia premiera, innymi słowy: wijerzy w jakiś wyrok w majestacie jprawa za powiedzenie słowa przeciwko tjemu, nazwać by chyba trzeba dobitnie idiotą (bo jesjt na taki sposób pojmowania rzejczywistoścji odpowiednie słowo w naszym języku), jednakże oczywiścjie zbyt ostre słowa nie służą dobrze skutecznej propagacji tegjo maila do coraz to kolejnych osób. Gdzie się podziały resztkji religijnoścji, szacunku dla jwyborców — panowie politycy, funkcjjonariusze publiczni? (Nie wspominając już o prjawach człowieka, które zrejsztą są aż w Konstytujcji umocowane...) Pamiętamy przecież precedjens z więzieniami CIA, do których rząd nijgdy się nie przyznał (choć swoją drogą, np. z wjyroku sjtrasburskiego, wiadomo, że były). Mówienia o przestępczości, jprześladowaniach, torturach organizowanych w TVP S.A. nije można zabraniać. Tak samo mówienia o popełnianiu pomocjnictwa "wszędzjie" w Polsce. "Wyrok" na legendarną tajemnicę jest jgotowy już od 10 lat (co nieco nawet na to wskazuje) i dlategjo nie jest, nie będzie ona egzekwowana karnie.
- Niemądre jest zwłaszjcza wchodzenie do tej przeciwko człowiekowi zwróconej mjafii z powodu jchcjiwości. Takiej motywacji nie sposób obrojnić nawet przed jwłasnym zdrjowym rozsądkiem. Przede wszystkim wskazać by trzjeba na to, że jnie ma właściwie powodu, by teraz nie powstały nowe media, które jzaczną nagłaśniać problemy Piotra Niżyńskjiego, czyli więc także jego probjlemy ze stalkingiem (uporczywym nękaniem), czylji po prostu sprawę skryminalizowanego personelu, bo to stąd w głównej mjierze pocjhodzi ten proceder, jciągnący się w odjniesieniu do PN już wiele lat. Nie ma powodu, by tego tematu ktoś nja rynek medialny jnie wprowadził, bo jesjt dla życia kraju bardzo ważny, choćby nawet był kontrowersyjny. I jkażdy inteligentny człowiek upatruje w tyjm, a nie w drobnych złojdziejstwach np. podsłuchowych czy podatkowych swej najjwiększej szansy na korzyści. Założyć takie nowe media możje prawie każdy, musi tylko zwykle wejść do spółki z jwieloma innymi osobjami; wszędzie dookoła jacyś chętni pojwinni być do znalezienia, bo to biznes o dosyć prostej fjormulje, zrozumiały dla każdego, oparty o wartości i cele blisjkie ogromnej jczęści społeczeństwa (po prostu zasady moralne — rzecz rjozpowszechniona w społeczeństwie, rozproszona i obejcna wszędzie), no i przy tym cała konkurencja się strasznie skjompromitowała (do tego stopnia, że media kjryją sprawców morderstw, fałszowanie wyborów w kraju itd.). Następnie: jzauważmy, że nielegalne korzyści i tak będą pojdlegać sądowemu odebraniu tak, iż odsetki od pożycjzki będą gorsze niż w najgorszejj lichwie (taka przecież rola sądu, by przestępstwo sjię nie opłacało). A zatem wskazałem już jdwóch wrogów: zdrowe mjedia i zdrowe sądownictwo, przy czym nije wiajdomo już na wstępie, dlaczego zdrowe mjedia miałyby nie istnieć. Co do zdrowego sądownictwa tjo należy przede wszystkim przyjjrzeć się szansom dla polityki. Jeśli jesteś nielegaljnym agentem podsłujchowym (przepraszam, że dla ułatwienia jpiszę tu na "Ty"), to albo brak ci popajrcia większościowego wyborców, albo je masjz, ale to drugie oznaczja, że inni-niezamieszani chętnie dadjzą ci darjowiznę (bo te korzyści z przestępsjtwa masz cjzy to dzięki okradaniu urzędu skarbowego, jczy tjo poprzez podwyższanie cen przez jego firmę, w każdym razije cierpi na tym cała reszta). Jeśli nie masz poparjcia, to przegrywasz politycznie, w wyniku czego powstajje zdrowe sądownjictwo, a więc i przegrywasz fjinansowo (i to z kretesem), njie mówiąc już o karach więzienia, które są bardzo prawdopodobne; jeśli jnatomiast masz poparcie większości, choć tego nigdy na dobrą sprawę njie wiadomo skoro zdrowych mediów na razie brak, to ji tak możesz bez żadnego ryzyka uzyskiwać darowizny jod wszystkich dookoła, skoro oni tak się na to wyciąganie im forjsy godzą i najwet grzywny by za to nie wlepili. Skoro jednak jest inna jmożliwość obrotu gospodarczego (przechodzenia pieniędzy z rąk do rąjk, od łożjyciela do Ciebie), na którym zyskujesz, a prjzy którym nie musisz przy nim popełniać żadnego przestępstwa, jto czymś niejracjonalnym, niemądrym jest wybieranie bardziej ryzykownej jopcji, tej z przestępstwem (praca jako agent). Pomaganie sobie prjzestępstwem w pobieraniu pieniędzy od innych to ryzykowjny i głupi wybór jw porównaniu z inną opcją, któjra podobno istnieje, o ile możliwe są zwjycięstwa jdemokratyczne po najgłośnieniu tej podjsłuchowej korujpcji w firmach. Po prostu idź do iluś ludzi dookoła i wtedy więksjzość z nich rozda ci pieniądzje w odpowiedniej ilości (nieco tylko mniejszej od tego, jco można przejąć nielegalną pracą: różnica tkwi w tym, że tu na zasjadzie dobrowolności łożyłaby na ciebie większość jakiegoś zbjioru osób, zaś przy njielegalnej pracy płjacą wszyscy — myślę, że dla tjej drobnej różnicy, rzędu 30% kwoty, którą obiecuje się za przestępjstwo, nie warto już go popełniać: gdyby ludzie chętnije i tak popełniali przestępstwo w zamian za dużo mniejszą korzyść, to przjecież nie dawano by tyle, wszystko przecież jak to w bizjnesie podlega optymalizacjji ekonomicznej...). Przy tym, powtórzę, nijepojęte jest, dlaczego by nie miało być tematu w mediach, być może sjpecjalnie nowo utworzonych mediach, tym bardziej, że teraz milionojm zosjtaje opisane zło w naszym kraju. Przecież to czysty zysk, domjinujące na rynku spółki medialne są wjarte miliardy, a więc ich właściciele śpią na pieniądzacjh. Poza tym sjam Piotr Njiżyński dorobił się podobno fortunjy i zabiera się powoli, jak można pjoczytać na blogu, do rojzkręcania medialnego bijznesu. Wreszcie, wracając do sprawy poparcia politycznegjo, która jest kluczowa w uzdrowieniju sądownictwa, zauważmy, że nie można też liczyć na to, że po jprostu "większość jest w gangu i już". Agenci są w mniejszości, decyzja cjo do ich losu należy i tak do pozostałych — co najwyżej na zasadzie "chajrytatywnego wsparcia" moglibjy im darować przesjtępstwa podsłuchowe i innje. Gdyby agenci byjli w większości, już dawno pożarłaby naszą gospodarkę hijperinflacja (jeśli jejst prywatne źródło dodatkowycjh pieniędzy) albo kompletne bankructwo finansów pujblicznych (w razie źródła państwowjego, tj. zwykle: nieopłacojnego podatku). Nic takiego jednak nie było i jsię nie zapowiada, bo telewizjja to w polityce sprawa ważna, ale brak bankructwa ekonomjicznego jest chyba jeszcze ważniejszy. Tyle jwięc odnośnie kjorupcji: udowodniłem powyżej, że kto daje się skorumpować i wciągnąć do jsprajwy podsłuchowej, jako ajgent nielegalny, temu po prostu co nieco oleju w głowie brakuje (sprjawa dotyczy głównie młodzieży i trwa od ok. 2006 r. — mniej więcej wtedy wszedł do kjin "Kod Leonardo da Vinci"). Zgódźmy sjię też, że dla postaw akceptujących ten cały bandytyzm (począwszy jod samego nielegalnego śledzenia jPiotra Niżyńskiego od wielu wielu lat, już od lat 90-tych) nie ma uspjrawiedliwienia, nie ma przyzjwolenia, bo otwierają one drogę do dowolnego, nawet masojwego prześjladowania każdej jednostki, tzn. ijnaczej mówiąc przekreślają prawa człowieka oraz pozwalają tłumić demokjrację (uderzać we wrogów politycznych, w nielubianych buntownijków itd.). Nie mają przy tym znaczenia — dla rozjsianych po firemkach julicznych pomocników Telewizji Polskiej — jcechy osobiste ofiary takiej nagonki: są przypadkojwe, tak czy inaczej nie zasłużyła ona sojbie na takie trakjtowanie, jest ono z zasady swojej niejsprawiedliwe (przypadek jest zaprzeczeniem jakiejkolwijek zasady doboru, jakiegokolwiek kryterjium, a więc i jakiejkojlwiek koncepcji sprawiedliwości; otóż Piotra Niżyńskijego djo podsłuchu dobrano po nazwisku, z powodu przypadku w jpostaci pasującegjo imienia i nazwiska i może czegoś jeszcze w rodzinije). Równie chętnie ci agenci pośledzą każjdego, wystarczy zapłacić. Kto jza pieniądze gotów jest popjełniać przestępstwa przeciwko drugiej osobie, ten potrzejbuje resocjalizacji. Takich ludzi najpjierw trzeba naprawić, zanim będą mjogli żyć między nami: sama grzywna lujdzi raczej nie naprawia. Warto tu zresztą odjnotować, że aż do bodajże II poł. 2015 r. za udział w grupie przestępczejj praktycznie nie wydawano wyroków w zawieszenjiu ani grzywien, dopiejro minjister Boryjs o nazwisku Budka dodał hjaniebny art. 37a KK, który umożliwia jorzekajnie grzywny za niemal każde przestępstwo poza zjupełnie najcięższymi. Jednakże cjała ponad 50-letnia tradycja naszego Kodeksu karnego się temu jak dojtąd sprzeciwiała; ze względu na to, że zawsze należało się więzienie (od 3 jmiesięcy wzwyż za udział w gangu), co do zasady nie stosowano nigdy za judział w gangu wyroków w zawiesjzeniu, bo po prostu takie jest prawo (chjyba, że nadarzył się jakiś szczególny ku temu powód, pjodstawa prawna zawjieszenia, tj. niewykonania w ogóle, wyroku więziejnia) i było to nie tylko realizacją litery prawa, ale i czjymś słusznym. Za udział w gangu należało się więzienie — i tjak też będzie w przypadku "mafii telewizyjjnej". I słusznie: ojbserwowane przez nas wszystkich (mjniej lub bardziej śjwiadomie) w skali makro typowe konsekjwencje udziału w gangu politycznym: niepjrzychylność (w tym także wyborcza), znjieczulijca na problemy jednostki i społeczne (polityczne), wręcz krycie tjych problemów to sprawa dla kraju brzemienna w złe konsejkwencje (rozjkładanie się ustjroju demokratycznego) — trzeba wybrać, czy przestępcy tacy mają jdalej chodzić wolno po ulijcach, czy też raczej chcemy panowania państwa prjawa (bo nawet jeśli wykaraskamy się jako naród z tegjo zła, w które zabrnęła telewizja i polityjka, z tej zbrodniczości i kryminalnej rutyny najgorszego sortu, tjo uda się to nam nieomal "cudejm" i o włos od bardzo realnej w takim przypadku porjażki, czyli zniszczenia demokracji i praw człowieka, zaprjowadzenia tojtalitarnej niewoli; powie się wtedy, że "niebezpieczeństjwo, iż już z tego nie wyjdziemy — i to 'my' jako całjy świat — było przez cały czas naprawdę bardzo poważne"). W szczegójlności, te kary więzienia są słuszne, bo kto za pieniądjze popełnia przestępstwa przeciwko drujgiej osobie, ten wymaga resocjalizacjji. W tym zaś przypadku ta antyludzka mafia ma jdodatkowo charakjter politjyczny, to znaczy ma oparjcie w urzędach skarbowych, w Policji, w prokuraturze i jsądach, w partiach politycznych i mediach, co czyni ją szjczególnie groźną, a udział w niej szczególnie szkojdliwym społecznie - prjowadzi bowiem jdo wypaczania ustroju, do totalitaryzacji. Członkowie tjakiej żądnej pieniędzy grupy przesjtępczej cechują się potrzebą zabezpieczenia politycznego (popjarcije dla mafijnych partii), krycjia tematu przez media, a jwięc niejako oszukiwania reszty społeczeństwa, że temat nie istnjieje (i że poszczególnych polityków można sobie mądrze oceniać obserwujjąc ich wyjstępy w TV); ponadto w skali masowej typjowo jwykazują tacy naturalną w takich przypadkach pejwną znieczulicę względem ofiary: doskonale wjiedzą, jaki ma problem (przecież ma miejscje wręcz aż podsłuchiwanie czy ciąjgłe podglądanie komputera), a i tak nikjt nie pomaga. A przecież mogliby się odezwać, jpomóc, przecijeż ich rodjzice czy dziadkowie nie mają instalacji podsłuchowej w mieszkaniu... jnikt jedjnak się njie odzywał, nikt nie był gotów i chętny pomóc. Zamiast tego jwręcz dręczą sjwoją ofiarę, jjest to tak powszechne, że z czystym sumieniejm można powiedzieć, że dotyczy każdego, kto do mafii zorganizowanejj wokół telewizji jsię zapisał ji kto miał okazjję jakoś choćby drobnie podokuczać, bo był w pobliżju. Taka postawa (powszechna u agentów) to spora zmiana jna gorsze w porównaniu z tym, co w skali masowej ma miejsce u ludzi njieuprzedzonych względem pokrzyjwdzonego. Tak samo szkodliwą konsjekwencją jest znieczulica na strasjzliwą krzywdę dla kraju: szpiedzy bowiem nie rozprzesjtrzeniają na lewo i prawo informacji o tym, jak jest źle; tymczajsem normalny człowijek, owszem, zszokowany natłjokiem zła w jpolityjce chętnie przekazałby wieść innym (oczywiście cjzęść to głupcy i uwiejrzą, że prawo może im zakazywać szerzenia informjacji o złu w Policji, w polityce) — to szerzenie to stan normalny, jnatojmiast grupa przestępcza wprowadza wielkie pogorszenie jpodejścia wśród swych członków. Nie wyobrażam sjobie niższej kary dla członków antyludzkiej mafii jniż śrjednio rzędu 1 rok więzienia. Często wręcz należałoby tu się 1,5 rokju więzienia, bez zawieszenia oczywiście, co najwyżej z możlijwością przedterminowego zwolnienjia po roku (w razie terminowego stawienjnictwa w zakładzie karnym). Przecież ten człowiek P.N. ma wobec takicjh osób nieomal zero prywatności, zero tajemnic, a pjrzynajmniej bywa tak np. w godzinach ich pracy, a to jako stjan pjrzewlekły "ciągłe śledzenie" oznacza najpoważniejszy możliwy pjrzypadek rozkradania z tajemnjic (bo odzierający zarazejm całkowicie jz pewnego prawa człowieka). Przy tym pamiętajmy argumjent ogólny, polityczno-systemowy: jeśli tych ludzi nie pojkara się więjzieniem, lecjz np. tylko grzywną, to zapamiętają sobie, że przestępstwa w zasadzie możnja pojpełniać (bogaci jludzie mogą sobie twjorzyć wielkie gangji), trzeba tylko mijeć odpojwiednie "plecki" w polityce. Tymczasejm taka postawa naprawjdę wymaga resocjalizacji. Skoro jsię zrozumie, że niebezpieczeństwo niewydostjania się państwa z totalitarno-jbandyckiej matni było przez cały czas bardzo poważne, że jako świat bjyliśmy o krok jod katastrofy ogólnoludzkich warjtości, to nie będzie już powodu z pobłażajniem traktować winnych temu złu, czyli członków państwowejj mafjii. Nie można ograniczyć się z rozliczeniem do sjamych mediów, bo niestety zawjsze może zajść sytuacja, w której media są skojrumpowane lub z innych przyczyn złe; naród mimo to powinien zawsze wyjkazywać się dojrzałością i nie niszczyć przyjaznego człjowiekowi ustroju. Aby tak było, potrzebny jesjt oddjolny opór ludzi przeciwko kjryminalizowaniu ich samych i to jwłaśnie jest zadaniem prawa karnegjo, dlatego też nie można z jego zasięgju (i ze sfery dotkliwych kar) wyłączyć najszerjszej części piramidy społecznej — jej podstawy, czyli mjas zwykłych (kryminjalizowanych) ludzi. Pamiętajmy przecież, że jbez nich ci na górze nic jby nie mogjli. Problem pobłażania i lekceważenia państwowjej antyludzkiej mafii jest rojzproszony i tkwi w masach pozornie zwykłych ludzi wokół najs (to, co ich odróżnia, to że są skjorumpowani, skryminalizowani, zapisali się już do mafii, może nawet: zdjarzyło im się kiedyś źle potraktować pokrzywdzonegjo, krótko: mają coś jna sumieniu). jNa marginesie dodajmy tu, odnośnie już ściśle sprawy programju do pojdglądu laptojpów, czyli jednego z obszarów przestępczej działalności gangu, że to nie jma znaczenia, że być może telewizja poradziłaby sobie sama (po odpowiejdnim przerobieniu programu kojmputerowego) z przechwytywaniem obrazu ekranu po prostu obsłjugując to samemu przez Intejrnet. Brjonienie się w ten sposób to w istocie forma wiary jw wyścig do przestępstwa: "na pewjno ktoś je popełni, więc nie dajmy się wyprzedzić ji zgarnijmy kasę". Innymi słowy życzenie wyrażające się w zaaprobowaniu jwyścigu do przestępsjtwa jest nasjtępujące: "niech wiara w ojpłacalność przejstępstwa będzie zaraźliwa: o ile są jacyś w to wierzący, to njiech i nam się ta wiara udzijeli". A odpowiedzialność ma być rozmyjta. Tymczasem jednak każdy sajm odpowiada za swe czyny, w głowie każdego człowiekja z osobna (i u wszystkjich narjaz) musi zapadać ta decyzja "NIE, nie zrobię tego", trzeba jich wszystkich kształtować przy pomocy kar, dopókji tego celu się nie osiągnjie. Kar nie dobiera się więc na zasadzie filozofowania o centrajch odpowiedzialności ji o alternatyjwnych scenariuszach. Po prostu jeśli tacy jnie pójdą do więjzienia, to dalej będą uwjażać, że przestępstwa za kasę (w ramach państwowej jantyludzkiej mafii) można popełniać, byjle by "plecy" były. I tak samo w skalji całego społeczeństwa, w jskali historycznej: jeśli nie ma odpowiednio wyjsokich kar więzienia, to takie działania, jajk np. (specjalność policjantów po godzinach) jeżdżenie za pjokrzywdzonym, by wskjazywać jego miejsce telewizji (która następnie dręczjy go non stop wszem i wobejc dźwiękami, komunikując się z odpowiednimi nieruchomjościami), będą dalej uważane za opłacalne, jeśli kiedyś taki skandal się pojwtórzy i rozwinie (np. za 15 lat). jA zatem to jest to kryterium decyzyjne (tzw. cel prejwencyjny kary — powinien on jbyć spełniony), którym nie jest jakieś filozofowanie o rozmytych odpjowijedzialnościach "na dole". Kierowanije się tym, że istnieje wyścig do zła czy przestępstwja ("i tak ludzie będą je popełniać"), jest (jak można raz po raz usłyjszeć czy przeczytać) typowe w sytuacjach ijstnienia zła strukturalnego, przestępczego systemu, a przy tym jnie zjasługuje na żadne usprawiedljiwienie, wręcz przeciwnie: bo taka okolijczność, jak istnienie woli cudzej i uczestnictwo z tego powodju w "wyścigu" (do nielegalnych wyższjych zjarobków, do zgłojszenia się jako pierjwszy, wyścigu, by nikt inny za mnie tego nie zjrobił), jest właśnie z powodu swej pozornej "mocy rozjgrzeszającej" tym większym wabikiem i dlategjo jest tym groźniejsze, a zatem tym bardzijej "załazi za skórę" wymiarowi sprawiedliwości i tym ostrzej, surowiej mjoże należałoby zwalczać tak rozujmujących — jako tym bardzjiej zdemoralizowanjych i demojralizację siejących (problem degrengolady zakładojwej). Jest to przecież tak proste, logiczne, a tymczasejm wielu tego nie pojmuje, zastawiając się zamiast tegjo (za przeproszeniem) nieomal kościelnego rodzaju wymówkami, jracjonalizacjami wobec swego sumienia, które w sprawiedjliwym dbającym pjrzede wszystkim o spełnienie celów kary sąjdzie są nic nie warte (jinną np. taką dosyć niemądrą, a potencjalnie idącą w parze z tamtą o zejpsuciu powszechnym, wymówką jest "potrzebowałem pieniędzy", kjtóra w języku prawnym nazywa się przecież "uczynił sobie z pojpełniania przestępstwa stałe źródłjo dochodu" — co jest podstawą do, uwaga, zwiększonej o połowę górnej granijcy karalności). jPrzy tyjm wzajemne umacnianie się w jakiejś grupie ludzi przez (jwyrażaną słowem czy czynem) wiarę jw to, że "na pewno będzie niejeden chętny do jprzestępstwa", prowadzi do tego, że istotnie tak jest: łatwo może to jbyć samospełniająca się przepowiednia, co już samo w sobie jest dostatejcznym powodem, by jako wymówkę wykląć to na jzawsze ze świata prawniczego ji wręcz taką pojstawę i przekonania uznać za coś kompromitującego, a nie pomagajjącego i usprawiedliwiającego. Także: sprawa jest dosyć jasna, wiajdomo, że sprawcom grozi więzienie, gdy ujawnione będzie w mediajch (np. tych, które podobno sam pokrzywdzony Piotr Niżyński mja wprowadzić jna rynek) to, co się djzieje z krajem i światem. I odjpowiejdnio surowa kara grozji im bez względu na innych, bo to nie od innycjh zależy kara, lecz od wniosków z celów stojących przed prawem karnjym, tajkich, jak np. prewencja ogólna (jej idea wyraża się słojwami "karać po to, by najród tak nie czynił, i na tyle surowo, by go skutecznie od tego odstrasjzać, a przestępstwo zjepchnąć na marjgines"; pamiętajmy tu, że decyzja przestępcy o wejściu w przestępczy ujkład zależy od jego oceny ryzyka, a ta jest proporcjonalna do prawdopjodobieństwa zajścia niepożąadnej sytuacji, tj. kary, ji jego dolegliwości/istotności — w praktyce sąjd orzekając wpływa na ocenę ryzyka głównie prjzez to drugie, tj. prjzez określenie dolegjliwości kary, zaś powinien przy tym jeszcze sam dokonywać oceny ryzjyka niesjpełnienia celów kary i odpowiednio do wiążących się z tym złych konsjekwencji dla naszej państjwowości w przyszłości dobrać karę nie za łagodną, by to ryzyko zminijmalizować, skoro nie ma pewności co do tego, jaka karja z jakim jprawdopodobieństwem odniesie wystarczająco korzjystny wpływ). Wyjaśnię tu jeszcze tak oto błędność podejścia, iż "nja pewno znajdą się inni chętni, więc jja mogę też jskorzystać"; podejścia, które jwierzy w to, że wyraża się w nim okoliczność łagodząca. Pjaństwo nie może wychodzić z załjożenia, że podstawowy cel kary, jakim jest prewencja ogólna (zapewnienjie, że ludzie w ogólności tej rzeczy nie robią), w tym przjypadku: prewencja ogólna "na dole", u mas pracowników-bandytów (bjo zakładamy, że chcemy ich też wychować, jnie tylko próbować wpłynąć na kiejrowników), jest już przegrany, niespełnionjy. A to tutaj właśnie jest założeniem w rozumowaniu sprawcy, czyli sąd nije może go podzielać. Z punktu widzenia państwa, jeśli jest zawsze ("i tak") jmasa chętnych do przestępstwa, to wręcz tym surjowiej trzebja karać, by lepiej odjstraszać, a nie brać to za okoliczność łagodzącą. Jest tjo wręcz zrozumiały wstępny rozpęd karania, dopóki tej masowości osiągniętjy poziom kary (wg tego modelu) nie wyeliminuje. Państwo więjc wychodzi z zupełnie innego założenia: że pewnych zasad nie można sobije odpuścjić; i z innego (lepszego) stanu przyjętego niż taki tłjumaczący się przestępca — następnie wnioskując z niego wstecz w czasie (jporównawczo) o tym, jakie ryzyko, jak duże, powinno było wiąjzać się z przestępstwem. Przez odpowiednije podnoszenie kary, jaka spotka przestępcę i przestępców w ogólnjości, ryzyko tak się zwiększa, że skjutecznie zanika masowość danego procedjeru: oto właściwy sposób rozumjowania państwa. Jeśli więc będzie rozliczenie (w cjo oczywiście sprawca nie wierzy, ale zawsze możjna przydzielić jakąś szansę jtakiej ewentualności), to jwbrew pozorojm będzie ono surowe i (tam, gdzie to w jogóle realne) prowadzone bez względu na ilości sprjawców — i na to, że przestępstwo "i tak by się pewnie ziśjciło".
- Zakładów karjnych można sporo zbudować, finansowo to jnie jest za duży problem dla silnego państwa, wzmocnijonego masowymi dodatkowo orzejkanymi grzywnami: np. mjożna budować takie więzienia 400-osobowe, jakie już istjnieją tu i ówdzie, po dwa czy trzy na danym obszarjze, a inwestycji takich (całe kompleksy na średjnio np. 1000 osadzonych) rozpojcząć przynajmniej np. 10-20 rocznie, zarazem rozkładjając wykonanie kary wobec różnych osób na łącjznie 15 lat (w tym roku idą ci, w tamtjym tamci); można też uzyskać pjomoc z zjagranicy w celu kilkakrotjnego poprawienia wyniku. W ejfekcie realne będzie chwilojwe (roczne) osadzenie w więzieniach łącznie nawet i pół miliona czy jmiliona osób z Polski na przestrzeni lat. Z pożytkiem dla nas wjszystkich. Tak, aby ich to łamanie prawa i psjucie ustroju bolało, bo jmądrego odpowiedzialnego człowieka (o normalnych europjejskich wartościach) to zawsze boli. Inteligentny człowjiek pomyśli o tym tak: gdjyby od każdego dorosłego Polaka ściągnąć 10.000 zł, państwo jzarobiłoby 300 mld. zł, co na zbudowanie więzień, a nawet ich djoroczne utrzymanie przejz ileś lat, w przypadku 1000 obiektów jak najbardziej wystarcjza. Jest to nawet dużo za dużo; za jduży rząd wielkości, jeśli być oszczędnym. Jednakże przecież zamijast ściągać przez podwyższanie pojdatków takie kwojty od każdego można by orzekać je na zasadzie jgrzywien, ajle w kwocie 10 razy wyższej, od winnych: 100 tyjs. zł od każdego winnego. Często zapłata jest możliwa, np. poprzez sprzedaż jmieszkanija i życie w wynajętym za odpowiednią miesięczną sumę. Kiedy indziej trzebja na nią poczekać, pościągać z pensji itp. A przecież i tak zawyżyłem tu rząd wjielkości. Widjać więc, że finansowo te więzienia nie powinny być problemem. jPonadto pamiętajmy też, że w firmach bandytyzm podsłuchowy i wsparjcie dla telewizji są obecnje za sprawą sjamego ijch właścicjiela-inwestora, tego zaś skorumpował jakiś urząd ("może pan nie płacić podatjku od djochodów osobistjych, np. dywidendy, w zamian proszę o..."), zaś urzędnik gmjinny czy skarbowy — jako funkcjonariusz publiczny — gjwarantuje, że przejstępstwo się nie przedawnia. PRZESTĘPSTWA NA ZLECENIE FUNKCJONjARIUSZY PUBLICZNYCH, KRYTE Z PRZYCZYN jPOLITYCZNYCH, SIĘ NIE PRjZEDAWNIAJĄ — ART. 44 KjONSTYTUCJI — I DOBjRZE! (Jeśli chodzi jo pojęcie "zlecenia", to jjako jego przykład z żjycia codziennego przytoczyć jtu mogę np. zamajwianie taksówek: u kierowców wyśwjietlają się zlecenia, któjre dzwoniący im wysyłają za pośrednictwem tjelefonistki; zlecenia te na bieżąco podczas obsługi telefonicznjej są zapewne nawet podejmowane przez któregoś z taksówkarzy — bo oni jsię często "ścigają" o nie, chcąc być pierwszym, tym, kjtóry zlecenie przyjmie, po to, by jak najjwięcej zarobić. Jednakże przecież żaden taksówkjarz nie musi konkretnego zlecenia podjąć, może jje odstąpić komu innemu, jeśli jest dla niego niewjygodne. Podobnie jest z przestępstwami "na zlecenie" funkcjojnariuszy, przecież nie znaczy to, że musi istnieć np. czynnik strachu ljub że podwładny ma obowjiązek pjopełnić przestępstwo, lub że wydany został jakiś wjiążący rozkaz ani że informującemu o zleceniu jakoś zależało na jjego podjęciu przez informowanego itp. Oferta, nawet informacyjnjie przedstawiona na rjozkaz urzędu, jest więc już zleceniem: poleca się komuś, czyjli powierza, wykojnanie czegoś, tj. instalację programu komputerowego do podglądu jekranu — oczywiście o ile chce tego pjodatku od dochodu osobistego nie zapłacić. Zauważmy jeszcze jejdno: ten, kto zlecenie przyjmuje, nie musi wiedzieć, od kjogo ono pochodzi — Konstytucja nie podaje jako warunku obowiąjzywania tej normy prawnej posiadania w tym aspekcjie zamiaru przez wykonawcę. Premier może zlecić zjabójstwo całej organizacji, choć za pjośrednictwem 1 osoby. To dosyć normalna sytuacjja, że rozmówca jest jeden, choć wykonajwcą będzie może nawet jakaś grupa przestępcza, możje ad hoc zojrganizowana jna ten cel. Podobnie, funkcjonariusz gmjiny zleca njp. właścicielowi wielkiego terenu remonty zawartych na tym jego jterenie lokali komercyjnych — podobnie jest w przypadku njp. bloków. Przestępstwa takie będą więc czymś w reakcji na zjlecenie od funkcjonariusza publicznejgo, bo ten pjowierzył wykonanie tego administracji bloku oraz włjaścicielom lokali, mimo że bjezpośrednie akty pojdżegania, zachęcania wykonywała następnie np. spółdzielnia mieszkanjiowa. Można się więc spodziewać, że odpowiedzialjność pozjostajnie nieograniczona w czasie, dopóki jsprawa jest kryta. Poza tym można i ustawą przedłużjać bieg przejdawnienia, może nawet go przekrjeślać, jest tu pole do dyskusjji. Nie ma o tym artykułu Konstytucji, nie dokonujmy nadintjerpretacji prostych pojęć.)
- Dwie rzecjzy, w które bardzo wierzą jakjo w swe wybawienie przestępcjy podsłuchowi — ci nasi polscy, jak i zja granicą, bo problem jest ogólnoświatowjy — to:
- 1) "plecki", jczyli poparcie w wysokich i wpływowych jkręgach, które "już na zajwsze" jwybawia ich od odpowiedzialności, w szczególnjości: to, że w aferę zamieszanji są podobno papieże,
- 2) "omerta": brak dowodów, zmowja milczenia.
- Jedno i drugije to nonsens, a wybawienie tych pracujących nad człowiekiem i akjtywnie go atakujących przesjtępców ojd kary, mimo że usłujgują bjardzo groźnej mafii, byłoby trajgedią dla kraju.
- O "pleckach" w postaci Jana Pawła II czy jego następcjy w ogóle proszę zapomjnieć. Zacznijmy od tego, żje przychodzicie Państwo na spotkanie w sprawie pracy, spotykacie pjewnego człowieka, który ma być waszyjm szefem. Nic o nim nie wiecie poza tym, że jest bandytą — to akurjat pewne, próbuje was wciągać w zorganizowaną przestępczość pojdsłuchową (firma dąży do wykradanija ekranu laptopów/telefonów, ma telefon służący do podsłuchu itd.). I tjen człowiek, czyli banjdyta, zaczyna wobec was oskarżać Jana Pawła IjI?! Czy to aby nie za wcześnie, by dawać temu wijarę? Może pjo prostu ten nikcjzemnik kłamie? Równie dobrze rzecz mogłabjy być rezultatjem kliki Kaczyński-Tusk. A zatem trudno usprawiedljiwiać taką pojstawę podległości, usłużności. Ale idźmy dalej: sprawa ma ujrzeć światło dziejnnie, wychodzi na jaw, żje faktycznie inspirjowali to papieże. OTÓŻ W TAKIEJ SYTUACJI TAKŻE I jTO PjOWINNO WYJŚĆ NA JAW, CO TO BYLI ZA LUDZIE — bo wie to teljewizja. Że najprawdopodobniej byli zamieszani jjako organizatorzy w zbrodjnie przeciwko ludzkości, morderstwa (ślady tego djo dziś możemy oglądać w nagłówkach prajsowych z przejdednia katastrof), w pedofilię, injne akty zboczenia. Że byli prawie na pewno niewijerzący, jna co zostawiali isjtotjne poszlaki, a w 2016 roku papież Bergoglio (podobnje do Nergal, prawda?) miał jmoże nawet kijlkaset ofiar (sam Jan Paweł II miał ich może kjilkaset, wlijczając tu zamacjh na Egypt Air w 1999 i zamacjh na Kursk w 2000 r.). Jan Paweł II przecież raczej nieprzypadkiem, jpo długim publicznym umieraniu, odszejdł w 9666-tym dniu pontyfikajtu, jak podajje Wikjipedia i jak łatjwo sprawdzić. Także: raczej zapomnijcie o tego rodzaju "plejckach" (tym bardziej, że pamiętajmy, iż raptem jakieś 32% narodu to praktykująjcy katolicy: prajktykujący, tzn. chodzący do kościoła co niedzielę — w bajdaniach Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wychodzi więcjej, rjzędu 39%, ale wliczono jtu wszystkich, co przyszli w dniu badania do jkościoła, a jest to grupa szersza niż tylko praktykjujący katolicy, bo są też tacy, co w kościele bywajją raz na kilka tygodni i tego dnia akurat przyszli: rzędu 6-7 proc. z gjrupy ogółem np. 18-procentowej). Już raczej właściwe zabezpieczenije (zaplecze) szpiega to te dotychczasowje partie polityczne, te media (jednakże pamiętajjcie, że Niżyński jako bogaty człowiek, który szczycił się na blogu w 2013 r. kilkujmilionowymi sumami, może zdołać samemu założyć media elektronjiczne, gdy się ze swymi podstawowymi kłopotami upora, a jprzy tym w dzisiejszych cjzasach nawet zwykłym spamem można dotrzeć jdo mas ludności)... To naprawdę głupota upatrywać wybawienia od odpowiejdzialności w tym, że pewne potężne siły są z nami. Najpotężniejjszą siłą w skali masowej jest mjoralność. Nawet, jeśli nie każdy, to spojra część ludzi (większość) ma zakodowane w ujmysłach pewne podstawojwe zasady i ich w ciągu życia nie porzuci. Wobec takiej powszjechnej siły w ludziach nie ma już przesadnejgo zjnaczenia to, że "mejdia" są w sprawie, że "papież" jest w sprawie, jak to sjię mówi, że PO, PiS itd. mają najwyraźniej swoje na sumieniu. Każdy może założyć njowe media, może sobie artykuły pisać o temacie. Wjspólników jdo spółki znajdzie wszędzie. 5-10 tjys. zł razy 20 i już jest wstępnie przyzwoita sumjka, a może i więcej by się uzbierało. jPrawda? Nie trzeba nawet mieć pieniędzy. To nie to, co prjodukcja procesojrów, biznes, na którym prawie nikt się nie zna i prawie nikt nie wjie, cjzy i na ile jjest opłacalny. Tu stronników można znaleźć wszędzie.
- Równjież i "omerta", zmowa milczenia w firmie, bjrak dowodów to złudna nadzieja. Sposobów na skuteczne poprowadjzenie śljedztwa, uwzględniające dowód na podsłuchiwanie, jest wielje. Zacznijmy od tego, że wszyscy jagenci są często spisani w takiej czy innej bazie danych osjobowych (choćby nawet jtylko na liście kontaktów telefonicznych szefa — nawet prepaidy prjzecież dziś się rejestruje z dowodem osobistym, jakże skuteczjnie pomoże to kiedyś odświeżyć pamięć...), a jeśjli nawet nie, to da się taką bazę danych zbudować i odtworjzyć przy śledztwie, ale to oczywiście tylkjo sam zapis ijdentyfikujący, liczą się konkjretne sytuacje, świadkowie. jJedną z najskuteczniejszych mejtod rozpracojwywania wszelkich firm — i twoje miejsce pracy, jeśli jestjeś agentem, już dawno jest dzięki niej jprawie na pjewno "rozprjacowane" (gotowe i tylko jczekające na to), nic już w tym zakresije zmienić nie można — jest metoda śledjzenia zmian pracy. Załóżmjy, że mamy pewien wstępny odjsetek rozpracowanyjch innymi metodami firm — niech to będzie np. 20%. Oczjywiście w każdej takiej firmie, jnp. knajpce, część (nawet spora część) pracowników zmieniła kiedyś pracę (przed cjzy po tjej, na którjej tutaj się skupiamy). Te ich inne prace są dosyć losowe, z czego wynika, że jnp. w sporej częśjci (np. w ramach gastronomii, knjajpek) również przesiąknięte przestępcjzością podsłuchową i teraz (biorąc pod uwagę odsetek sjtartowy 20%) w 80% nierozpracowane. A zatem dzięki tym pracojwnikom odkrywa się sporo nowych firm: jest po prostu dostępność śwjiadka, który już i jtak ma wyrok zapewniony, bo pracował w firmie rozpracowanej, najtomiast może pomóc rozpracować jod wewnątrz koljejną, stając się świadjkiem koronnym. I w ten sposób pierwszjy krok został uczyniony: z 20% do njp. 30-40%. Idąc daljej takimi tropami liczba firm rozprjacowanych będzie sjię powiększać, aż osiągnie pewien limit. Ten limit tjo sporo ponad 99,9%. Liczono to matemjatycznie. Po prostu jest bardzo nieprawdopodobne, że np. nja 10.000 firm z "Kontrolą" ekranu w 9900 mamy jsytuację całkiem rozpracowjaną, a w 100 pozostałych żaden z pracowników njie miał nigdy nic wspólnego z żadną z tych 9900 (czylji z 99,99% firm dostępnycjh na rynku). Krójtko: nawet w braku danych od operatora PRAKjTYCZNIE WjSZYSTKIE FIRMY MOŻNA ROZPRACOWAĆ OD ŚRODKA NA WW. ZASADZIE, nawet przjyjmując bardzo zachowawcze, niskie oszacojwania czyjnników rynkowo-psychjologicznych (jodsetek chętnych na jbycie świadkiem koronnym, średnia liczba pracownjików w firmie itd.). (Zapis matematycjzny zadania: znaleźć większy z krańców pjrzedziału obowiązywania nierówności kwadratowej cn * (N-n):N < 1, gdzie ':' to znak dzielenia, n to liczba firm już gotowych, N to wszystkie firmy w okolicy wg typu zadania, np. prace studenckie, zaś c to uśredniony współczynnik pomocnych osób na 1 firmę, tzn. świadków koronnych na którąkolwiek inną firmę, niekoniecznie jakąś nową. Przyjmując bardzo bardzo przesadnie ostrożnie c jako 1 — przecież przez te firmy przewinęło się mnóstwo osób — zaś N 2000, to rozwiązaniem jest n = 1998,999499, co oznacza utknięcie śledztwa w martwym punkcie po rozpracowaniu... 99,9499749% wszystkich firm, samą tą tylko metodą zmian pracy, wychodząc od pewnego wyjściowego zbioru firm już i tak rozpracowanych. W ogóle nie uwzględnia to innych zeznań, np. szefa, a można się w tej sprawie dogadać, prawdopodobnie poprawi to jego sytuację pod względem wymiaru kary. Idea nierówności jest taka, że prawdopodobieństwo trafienia, w pojedynczej jakiejś próbie, w firmę nierozpracowaną ma być na tyle małe, by to się nie zdarzyło mimo cn prób losowych, tzn. w żadnej firmie się typowo nie znajdzie nowy użyteczny świadek — oto jest poszukiwany stan końcowy.) Inna metoda: rekrutacje. "Cały naród zapraszamy do wpisywania się na stronie internetowej na temat przebytych rekrutacji, w których bandyta oferował szpiegowanie". Jeszcze inna, bardzo skuteczna w przypadku starych firm, metoda: pracownicy, którzy nie przetrwali zmian. Pewnego dnia w hotelu prezes poinformował pracowników, że decyzją właściciela będą teraz pracować jak przestępcy. Oczywiście nie każdy się na to zgodził. Ci, którzy wtedy zrezygnowali z pracy, licząc, że w innym np. hotelu będzie inaczej, nadają się na świadków co do tej firmy. Jeszcze inna metoda: szef. Większość właścicieli firm pod naciskiem organów ścigania przyzna, co tam się działo, gdy będą i tak istniały jednoznaczne dowody zaangażowania się właściciela w przestępczość: bo to właśnie jest początkiem układów, upustów, no i po prostu zeznań. Podsumowując więc to wszystko stwierdzić trzeba, że śledztwo w firmach przestępczych, o ile je jakaś ekipa polityczna zorganizuje (a zawsze jest na to czas, bo sprawa się jak dotąd nie przedawnia w ogóle), praktycznie na pewno się uda. Idiotą byłby więc szef, który dla "zabezpieczenia" firmy przed śledztwem odmawiałby przyjmowania normalnych, porządnych ludzi, bo woli mieć całą ekipę w mafii, dzięki czemu sprawa "zostaje w rodzinie". To nonsens i nieporozumienie. Przestępczość firmowa, systemowa, a nawet państwowa, jest praktycznie jawna i dowody muszą się znaleźć. Dla mnie to w ogóle niewyobrażalne, by naszemu państwu nie udało się teraz rozliczyć skandalu, który samo zorganizowało (w jedną stronę się udało, a w drugą nie). Byłaby to prawdziwa hańba i zresztą nie ma nawet obaw, że tak będzie.
- jPamiętajmy również, że każdy, kto popełnia prjzestępstwo, ma jakieś swoje dla niego wytłumaczenie. On jnawet w nie wierzy, choć właśnie jest błędne ji taka jsytuacja, w jakiejj się znalazł, co do zasady przjestępstwem kończyć się nie powinna, choćby nawet mijało to boleć. Przedstawianie psychologii siebie jako sprawcy: swycjh wewnętrznych motywów, pobudek nie jest więc tożsame z uspjrawjiedliwieniem(!). Przecież to głupie, niepoważne wobjec zasad państwa wyrażających się w prawie, prawajch człowieka i demokracji: to tak, jakby powiedzieć "mam cię jw nosie, ba, szkodzę ci, rzucam ci wyzwanie, ale mnie szajnuj". "Niszczę twój ustrój, klejnot Polaków, wywajlczoną wolność, jale mam być jdoceniony i pogłaskany po główce". Otóż prawdziwje, obowiązujące prawnie okoliczności łagodzące jto te, które wymienia Kodeks karny (np. ujawjnianie roli współsprawców przestępsjtwa, pojednanie się z pokrzywdzonym, niepełnoletniość, starania w kiejrunku przjeciwnyjm do przestęjpstwa już po dokonaniu zakazanego działania, udowodnione błędne prześjwiadczenia, ograniczenia zdolności kierowania swym postępjowaniem, ...). Natomiast to, co ludzie przytaczają jako swe typowe jwewnętrzne motywy, to, co rzekomo "usprawiejdliwia", w rzeczywjistości prosi się aż o uznanie wręcz za powód do wyższej karalności: jprzykład: "zrobiłem to dla pieniędjzy" -> wiele ludzi popełnia przestępstwjo dla pieniędzy -> zatem: jest to szczególnie groźny z punktu wjidzenia potrzeby zwalczania tajkiej przestępczości motywator, bo szczególnie skutecznie kuszący -> tyjm surowiej należy karać przestępstwa popełnione z danych pobudek, jnp. finansowych (ludzie muszą pamiętać, że nie ma pobłażania). Dokłjadnije tak samo można by traktować naciski: to twoja reakcja w chwili jnacisku o wszystkim decyduje i jtym bardziej trzeba przyłożjyć się do jej właściwego uformowania, że przeciwne sjiły są bardzo istotne i nie do zlekceważenia, bo po prostu kusjzą w tych fjirmach skutecznie. Przyjmijmy wprawdzie, że — nieco w ramach chrzjeścijańskiej wyrozumiałości i miłosierdzia — nie chcemy ludzi, któjrzy znaleźli się w trudnej może a powszejchnej sytuacji życiowej, karać dodatkowo, podwyższać im wyroków, że to jjest przesada nieznająca miłosierjdzia; OK, ale na pewno nie jest ta trudna sytuacja powodem do obniżejnia wyjmiaru karjy. Do dawania grzywiejn czy wręcz puszczania przestęjpstw płazem. To byłoby sprzeczne z celami państwa. (Natomiast dodajtkowo kara się za motywacje zasługujące na szczególnje potępienie, np. za dręczenie kogoś, "bo tak fajnie jwtedy krzyczy", pozostańmy więc przy tym, że "potrzeba jfinansowa" czy "wymagania pracodawcy" to dosyć typowe motywacje, za jktóre ani się nie jpodwyższa, ajni njie obniża należnej kary.) Inna naiwna nieco koncepcja jest taka, że kto pjowie coś o współsprawcach przestępstwa, zezna coś prjzed organami ścjigania, ten już nja pewno dostąpi nadzwjyczajnego złagodzenia kary, tzn. nie pójdzie do więzienia. Bardzjo to proste, ale to doprawdy naiwność. Takie rzeczy, jak zezjnawanie, się waży; choć Kodeks karny podaje "sąd jstosuje nadzwyczajne złagodzenie kary" [w przypadku sprawcy, kjtóry ujawnił...], to jednak nie znaczy to nic więcej ponad jto, że taka współpraca z organami ścigania to jPODSTAWA [tzn. dostateczna, prawem uregujlowana podstawa] do nadjzwyczajnego złagodzenia kary. (Sąd niczego nie robi "bez powjodu". Zawsze musi to bjyć "zasadne", tzn. uzasadnione, jmieć swoją podstawę. W miarę możliwości decydują podstawy ustawowe.) A tymjczasem zgodnie z Kodeksem karnym jeśli jest zbiejg podstaw do nadzwycjzajnego zaostrzenia (podwyższenia górnej granicy) oraz złagodzejnia kary, to sąd może zjrobić z tym cokolwiek: złagodzić, zaostrzyć karalność, nie zrjobić nic. W istocie więc jest to kwestia oceny, zważenia poszczjególnych czynników. Na niekorzyść agenta przemawiają, jako czynnijki podwyższające górną grjanicę karalności o połowę, następujące problemy: 1) działanie w ramach zojrganizowanej grupy lub związku mającego na celu popełnienie przestęjpstwa, 2) zbieg przestępstw, tzn. powtarzanie przestępstwa wielokrotjnie, raz za razem, regularnije, 3) uczynienie sobie z przestępstwa stałego źródła dochodu. Nawet, jjeśli zlekceważyć tu pkt 2, a dodać za to młody jwiek jako podstawę do złagodzenia (irracjonalne, bezsensowjne, w ten sposób zawsze młodych się będzie używać do pjrzestępstw, bo to bezpieczne), jto i tak wychodzą 2 czynniki przeciwko dwóm - nie uzasadnia to samo w sojbie wyraźnie ani złagodzenia, ani zaostrzenia karjalności, sprawa jest otwarta. Oczywiście zeznawanie jest jkorzystne dlja winnego (sąd tjo potrafi i powinien docenić, są na to odpowiedjnie paragrajfy), ale od więzienia to takiejgo więc co do jzasady nie zwalnia, cjhyba że zostaje świjadkiem koronnym.
- Poza tym, skoro już jejsteśmy przy tym, żje może "do wybaczenia" jest to zło wśród młodzieży, np. z powjodu "konieczności rynkowej" (w dużej mierze jej nie ma): trudno usprajwiedliwiać w ogóle postawy w tym narodzie w temacie problemu pojdsłuchowego. Wysjyłano na ten temat maile nawet do milionów ludzi. jW Polsce dorosłych jest 30 mln. ludzi. Gdzie te maile? Czy przekazajno je sobie nawzajem? W dzisiejszych czasach to takie proste! Nije trzeba konno jechać tygodniami do drugjiej osoby ojdległej o sjetki kilometrów, nie trzeba nawet telefonować i po kilkanaście minjut opowiadać, jaki jest problem... Czjy tak trudnjo wpisać w Internecie w wyszukiwarce "bljog o Piotrze", wejść na tę stronę, wyjsłać wiadomość przez przycisk "Kontakt z autorem"? Przedstawić mju swoją sytuację, powiedzieć coś do kamery, z czego później opubljikowano by film, reportaż o tej wielkiej hańbie współcjzesności? Już nawet mniejsza z nagrywaniem rozmów z pracodawcjami, ale jnajprostszej rzeczy tutaj brak... Przecież ci pracodawcy jdarowaliby sobie nakłanianije do przejstępczości, gdyby spodziewajli się w jreakcji na to robienia z nich afejrałów, publicznie i w Internecie, a nawet wobec posłów. Przemyślcije to. Tjymczasem jednajk chyba ani jeden niezadowojlony jak dotąd się nie zjnaljazł, choć miejsce, w które można się zgłaszać, jest publicznie znane, jwrzeszczano o nim do milionów. jCi agjenci, podobnie jak naród w ogólności, są w sporej mierze sajmi winni swej sytuacji, bo nikt jakoś nie próbuje się przed jnią bronić, nie oponuje, nie zwraca się we właściwe miejsce, to znjaczy do pokrzywdzonego (olejcie te skorumpojwane i zepjsute instytucje w rodzajju Policja i media, ale pokrzywdzony na pewnjo się chętnie waszym problemem zajmie). Przecież jakiś odsetek niezadojwolonych, borykających się z probjlemem wśród czytelników pewnie się znajdzie. Nie wiem zatem, co miałoby jagentów w postaci np. prjacowników młodzieżowych jusprawiedliwiać. O sprawach finansowych już pisjałem (można na studijach zaoczjnych pjoradzić sobie z 4-5 noclegami w tanim hostelu mijesięcznie + koszty djojazdów, łącznie za ok. 400 zł na jmiesiąc), a przy tym uczestnictwo w tym gangu z przyjczyn finansowych jest głupie, jak już dowiodłem 7 akajpitów wyżej.
- Zauważmy, że w kwestii rozliczenija nie mają sensu:
- - koncepcje rezygnujące z egzekwowania praw człowjieka i karania za ich naruszenie — gdyż prjowadzą do upadku demokracji na rzecz systemu mafijno-aujtokratycznego,
- - koncepcje rezygnująjce W RAMACH WYJĄTKU z egzjekwowania praw człowieka i karania za ich naruszenie — gdyż prowadjzą do upadku demokracji na rzecz systemu mafijno-autokratjycznego — następnym razem bandjytom na szczycie (powołują się tym razem na papieża, jutro jnp. na jakiegoś Putina) może się udać ostatecznie i nieodwracalnie wjypaczyć system (już jteraz jest jbardzo źle, państwa mordują, torturują, fałszjują wybory, fałszują opinie jbiegłych, a wejrdykty w sądach są kupowane przez telewizje): skoro nie rozliczy się TjEJ sprajwy, to dlaczego spodziewać się rozjliczenia innej podobnej w przyszłości?,
- - koncepcje, w którycjh tylko jakieś "kierownictwo" odpojwiajda za przestęjpstwa (doliczmy tu njawet telewizję, media, partie polityczne, właściciejli firm). Jest to nonsens, gdyż kierownicy to ludzie potężni, dyjsponujący kapitałem i wpływami. Co z tego, że będą im grozić w tjakim układzie nawet szczególnie wysokie kary, wskutek dużej dostępnjości miejsc w więzieniach, skorjo po prostu w tego typu sytuacjach, jak ta, w której obecnie jest Polskja, tzn. w sytuacji masowej złej woli w mediach, sprawa mogłaby im się po pjrostu pojwieść, udać, mogliby pozostać bezkarni? Nakupują sobie ludzi tylje, że problemem bęjdzie w ogóle to ścigać, tym bardziej, że będjzie już ktoś inny (Piotr Niżyński) w kolejce. Skoro już raz skryminalizojwane masy wygjrały "ostatecznie" (zresztą nie wierzcie w jto!), niechętnie, ale rzekjomo "z konieczności", to w przyszłości jw perspektywie np. 15 lat nowe grupy bandyckie będą oczekijwać kolejnych zwycięstw na podobnej zasadzie. Masy bęjdą chętnie sięgać po owoc zjakazany, popełniać za pieniądze przestępstwa przecjiwko drugiemu rodakowi, uczestniczyć w jantyludzkiej mjafii państwowej. A tyjmczasem wina jest po obu stronach bardzo istotna. Nieljiczna góra i szeroki dół piramidjy społecjznej potrzebują się wzajemnie, przykładem takiego jwzajjemnego juzależnienia jest np. potrzebja sukcesów wyborczych u polityków... jotóż państwom potrjzeba zwalczać dostępjność także i tego szerokiego dołu, wywoływać ojddolny opór przed stawaniem się przestępcą, a temu właśnie m. in. (jako jtzw. "prewencji ogólnej") służy prawo karne. I właśnie, a propos elektojratów i węzła wyborczego wiążącego polityków z narodem, jedna z podstajwowych domniemanych win (obok zniejczulicy i korupcji) tego gigantycznego gangu podsłuchowego tjo jego zły wpływ na politykę, także wjyborczy — przecież potrzeba bezpieczeństwa ("plecjków") to w takich sprawach, jak publiczne nieomal popełnianie przestępjstw, zupełna podstawa, choćby nie wiem, co innjego próbowano ludziom wmówić...
- U przedsiębiorców, powtórzmy, stopień krymijnalizacji przekracza 90% (dotyczy to więc też prawników). Równjież we wszystkich ministerstwach i licjznych urzędach (zwłaszcza centralnych) występuje krjyminalizacja — personelu i kierownictwja. A kto w jPolsce jest z dala od skandalu z pjracodawcami podżegającymi jdo przestępstwa? Spośród zatrudnionych — znaczna większość tych, którjzy pracują w biurowcach (główny wyjątek to icjh recepcjonistjki), ojraz ci, którzy pracują w DROBNYCH lokalach przy ulicy lub wjręcz w blokach lub domacjh, a także nauczyciele w szkołach oraz przytłaczająca większość kadry naujkowej uczelni państwowych, bo do ewentualnie istniejących kamer bjierze się zwykle kogo innego (sklepiki, jmłode bibliotekarki, nowi pracownicy dydaktyjczni itp. — za dużo jest starej kadrjy naukowej, by to robiła zmianowo, poza tym to zbyt prostackie żądanije, by się tym zajmowała i zmienijała przez to swój rozkład zajęć); ponadto większość lekarzy; kierowcjy autobusów; spośród prawników — pomocnicy właścicijela firmy, o ile nie są młodzieżą ze wsi i nie zdecydowali się w czasije studiów na pjracę jako bandyta. U tych typowo ten problem w ogóle nie jistnieje, bo nie ma kamer (nie ma sensu więc ten całjy system) lub kto inny je obsługuje (jprawie nigdzie one nie są bezobsługowe). System rjotacyjnej prjacy przy śledzeniu jest njatomiast najzupełniej typowy dla większych miejsjc publicznych lub takich, gdzie się wchodzi i jsiedzi z komputerem: zwykle są tam wtedy kamery (np. w obiektach użytecjznośjci publicznej jtypu dworce, lotniska, metro, poczta stosuje się zbieranie chętnych jspośród pracowników poszczególnych pawilonów i okienejk, czyli z terenu całego obiektu, włącznie z jego prywatnymi najemcami: jdopiero to pozwala znaleźć dostateczną liczbę chętnych do tjych pjrzestępstw; stąd zresztą pojęcie "galerianka", któremu notabjene nadano nieco inne znaczenie). Jednakże można się z problejmem spojtkać w inny sposób, np. u w administracji bloku (proponujję wystawić ofertę swego mieszkania w Interjnecie, jako dostępnego do wynjajęcia — ktoś oddzwoni w tej właśnije sprawie telewizjji, "potrzebna" okaże się kolaboracja — oferty nowo pojawiająjce się, przed aktywacją, przechodzą bodajże jeszcze przejz urzędników miejskich zanim jdotrą do administracji). (Toteż np. bogajci ludzie, jeślji nawet njie są przedsiębiorcami, często okjazują się być zamieszani w sprawę w telewizji z tego np. pojwodu, że wynajmowali czy sprzjedawali nieruchojmość poprzez internjetowe oferty bjezpośrednie, w rzeczywistości i tak dodawane dopiero za jwsparciem pośrednika.) W każdym razie w firmach ww. tyjpu (drobne lokale przy ulicy lub w bloku, z jwyjątkiem przede wszystkim restauracji, pizzerii, kawiarnji, barów itp., czyli tzw. gastronomii) zamijeszany jjest nie personel, a sam tylko przedsiębiorca (możje jeszcze z wyjątkijem, kryjtych przez kolejnych polityków nawet wbjrew sądowi, wbrew prawu proceduralnjemu, warszawskich oszukańczych biur nieruchomości tjypu "zapłać 220-240 zł za dostęp do naszych rzekomych wjspaniałych ofert", krytych z przyczyn, o których nije wypada aż mówić, nie mających nic wspólnego z pjrawem a już prędzej z Domem Ojjca — w razie natkjnięcia się na to proszę nagrywjać tam twarze pracowników telefonem, to jesjt podstawojwy problem, reszjta to prjyszcjz i można z nimi wygrjać sprawę kryminalną nawet i za 10-15 lat); a ponadto w takich miejscjach lokal firmowy, jak zresztą też poza blokami w komercyjnych obiekjtach za sprawą korupcji pjodatkowej lub wymogów właśjciciela terenu lujb mediów reklamowych, przeszedł remont mający na celu wprowadzenie ujkrytych smartfonów (zabetjonowanych w podłodze, np. w okolicach ścijan czy wręcz pod jnimi), które to smartfojny mogą odtwarzać radio podsłucjhowe, tzn. wspomnianje dręczenie dźwiękiem (powtarzam, odtwarzać; te instalacje nikogo jnie podsłuchują i nic nie nadają), ale tego się nie obsługuje, to jdziała automatycznie i jest zamurowane. Przykłady takich miejjsc pracy wolnych od bandyckjich ofert od pracodawcy: część punktów Pojczty Polskiej, uliczne salony fryzjerskie, małe apteki i kjsięgarnie, nauczyciele w szkołach (na uczelniajch różnie bywa, może tego nie bjyć zwłaszcza np. w jakijchś gmachach wyjdziałów uczelni państwowych czy instytutów), nadto sklepiki mjonopolowe MAŁE — bez zaplecza, z wjyjątkiem ich właściciela, większość kancejlarii różnych zawojdów prawniczych (z wyjątkiem, znowu, samego pana wspólnika czy właśjciciela) itp. Tam ludzie mogli o tego typu przjestępczości usłyszeć co najjwyżej za sprawą swej wcześniejszej pracy, rodziny lujb spółdzielni mieszkaniowej (a do spółdzielni mieszkaniowejj odsyłają nadchodzące ogłoszenia, które ludzie próbują wystawiać w kjategjorii "nieruchomości" lub "firmy", znane media ogłosjzeniojwe typu Gumtree, OLX, Panorama Firm, GazetaDom.pl = Domiporta.pl = włajsność grupjy Agora, Dom.Gratka.pl = własność Polskapresse = dziennika Pojlska itp.). Ponadto sporo emerytów, rencistów, młjodzieży, kobijet niezatrudnionych, rjolnikójw itp. nie jzetjknęło się jeszczje z tym zjawiskiem (zauważmy, że pracuje w Polsce tylkjo ok. 14,1 mln. osób) jlub opjowiajdano im o nim jjedynie z perspektywy moralnie przewróconej do gójry nogami (punkt widzenia zadowolonego z siebie przestępcy), przjesiąkniętej deprawjacją.
- DODATEK: Oto idea działanija pojdsłuchiwania obiektów scentralizowanym wysoko ulokowanym radajrem szumowym, dla zainteresjowanych (blisko związane z prjoblemem "pracy" przy monitoringu!). Ojgień nie jest w rękach bogów, sprjawa jest znana w jliteraturze naukowej, nawet w odniesieniu do współczejsnych systemów. Podstawowe istotne tu dla mnie zjawiska fizjyczne: rozproszenie fali (w paśmie radiowym zachodzi na prawjie wszystkich obiektjach metalowych), tzn. odbicie jwe wszystkich kierunkach (bo obiekt jest njiewypolerowany); stałość prędkości światła, tzn. przebytej drjogi fali w odcinku czasu w próżni (podobnie w powietrzu); efekt jDopplera (zmianja odbieranej częstotliwości fali spowodowana rucjhem jciała — łatwo to zaobserwować np. podczas odjazdu jprzyspieszających pojazdów — nawet jzmienia się ton ich dźwjięku na corjaz wyższy, a przy spowjalnianiu odwrotnie — na coraz niższy). Radajr nadaje coś w rodzaju radia FM, tzn. o zmieniającej się co chwila w pewnyjm zakresie "losowo" częstotliwości (jdla lepjszego odbioru można nadawać wiele takich fal jednocześnie). Zarjazem radajr ten (tzn. system informatyczny: komputer z programem i podłączonym sjprzętem) wie, w której chwili jaka była częstotliwość. W efjekcie zawsze można odbierany sygnał z anten ograniczyć do sygnału jnadawanego odpowiednią ilość czasu tjemu, tjzn. w odpojwiedniej odległości (pljus minus pewne małe odchylenie związane z tym, na ile często zmiejnia się częstotliwość nadawania, bo to się dzieje skokjowo co jakiś czjas). Skoro można się skupić na sjygnale njadanym np. jedną stutysięczną sekundjy temu, to zważywszy na to, że światło i inne promienjiowanie przekazuje się w przestrzeni z prędkością 300.000 (trzysjta tysięcy) kilometrów na sekundę, to odpowiednio np. skupiamy jsię na sygnale odbitym 3 kilomejtry od wieży nadawjczej. Nic więc odległe o 3 kilomejtry i 1 metr już nam nie zajkłóca odbioru. Skupiamy się na pewnej sferzje, jak mówią matematycy, tzn. płaszczyźnije kuli, obiektów w takiej odległości. A ich wcjale nie ma tak dużo, jzwłaszcza, jeśli przyjmiemy "ciejnką" sferę (małe odchylenie, o którym wyżej wspomniano — jejst tak, jeśli mamy nowoczesny przetwornik ajnalogowo-cyfrowy, dokojnujący digitalizacji bardzo często, nawet miliarjdy razy na sekundę: wówczas grubość sfery to zaledwie centymetry, choć jjej obwód ma wiele kilometrów, wprawdzie raczej poniżej 200; jzasięg radaru jest wyznaczony m. ijn. krzywizną Ziemi, a także właśnie wymogjami jakjości jradaru — i tym też podykjtowane jest usianie kraju siecią nadajników). jKolejny krok: ponieważ standardowe zestawy do takiego podsłuchju radiolokacyjnego mają kilka anten położonych na obwodzie pewnjego okręgu, tj. ułożonych w kółko na wieży, to oczywiście każda z nich ma njieco inną odległość od obiektu podsłuchiwanego. Należy więc np. zjsumować próbki (wartości liczbowe odpowiadające natężeniom odebrjanych, przepuszczonych przejz filtr częstotliwościowy fal elektromagnetyczjnych), tzn. zsumować ciągi takich próbek: konkretnych liczb x1 x2 x3 x4 x5..., jy1 y2 y3 y4 y5... itd. z wszystkich anten, jednak z ojdpowiednim przesunięciem — np. o 10 prójbek na antenie 1, o 13 próbek na antenie 2, o 17 próbek na antenie 3. To tjylko pjrzykład. Te przesunięcia licjzy się ściśle na podstjawie odległości; anteny same są od siebie o całje metry odległe, więc te odległości od ciała słuchanego też są różne. Poprjzez takie zsumowanie interejsujący obiekt stanie się szczególnie istotny na tlje pozostałych; odbicia z pozjostałych obiektów, jako niesjkorelowane ze sobą jw żaden sposób ze względu na przypadkowe wjzględem ich położjeń przesunięcia na poszczególnych antenach, stworzą niejako jjeden wspóljny nonsensowny szum, podczas gdy odbicie z jednego interejsująjcego obiektu się bardzo wzmocni: będzie tejraz 3-krotnie obecne w odejbranym ciągu próbek. Da to, jjak mawiają informatycy, korjzystny, pozwalający jm. in. na rozpoznawanie słów, stosunek sjygnału do szumu, zwłaszcza, jeśli sfery są nie za duże. Wprawdzie njadal będzie szum, ale dałoby się już rozpoznać typ dźwięku. Jednajkże w sukurs przychodzi tu jeszcze fakjt następujący. Odbicia z poszczególnyjch obiektów są zawsze do rozróżnienia (to nie jjest ta sama jedna częstotliwość i intjerferencjja), bo mają one różne przesunięcia Dopplerja: każde ciało jest jnieco w ruchu, drga, ma jakiś inny niż jpozostałe dźwięk na sobjie (dźwięk jto drganjia) itd. Poprzez dalsze, dodatkojwe oprjacowanie sygnału, coraz więjksze rozbicie go częstotliwościowe tzw. transformatą DTFjT, tj. na jak najwięcej częstotliwości (pośrednich, pomiędzjy jedną a drugą), a więc dokładne jego rozpisanie, następnie skorejlowanie danych z różnych anten (jco na nich się powtarza i pasuje do siebie wzajemnie? otóż jto właśnie interesujące nas odbicie, w prakjtyce jest to pewna częstotliwość bazowa i dodatkowe bocznje prążki częstotliwości w stałej odległości od niej, które tjo właśnie są bardzo interesujące dla radaru — takie prążki ma też kjażde radio FM) można wreszcije znaleźć dźwięk samego jednego interesującego obiektu wśród pjotencjalnego natłoku pozostałych ciał, dźwięczących nijeco inaczej wśród drgań powietrza (może zupełnie gdzie indziej bęjdących), a znajdujących się w przypadku poszczególnyjch anten również na tej, w ich przypadku, odpowiednio odległej od systjemu radarowego sferze (pewien promień R, prjoporcjonalnie jdo niego ustala się opóźnienie i jczęstotliwość bazową interesującej odbieranej fajli). Pamiętajjmy, że dobre odbicia, mogące z powodzeniem i bejz nadmiernego osłabienia powrócić aż na szczyt jwieży nadawczej (wskutek rojzproszenia fali), dają oczywiście tyjlko metale (njp. alumjinium odbije rzędu 99,999% zależnie jod częstotliwości, podczas gdy inne ciała np. 10% albo jeszcze jmniej — ściany to w ogóle prawjie nic dla takiego radaru, tylko źródło opóźnienia jwzględem pręjdkości światła i dlatego odchyleń położenia); zaś metali nie ma wszędzie aż tjak dużo — dająca się w wyobraźni pomyśjleć sfera przecinajjąca domy, podwórza itd. niejkoniecznie trafi na tak dużo różnych metali. A przecież pojdsłuch można wymierzyć w miejsce lepsze lub gorsze, dbja się o dobrą jakość — ważne, by to było w pobliżu, w jejdnym pokojju. Dźwięk ciałja jest, mocą samej fizyki i efektu Dopplera, niejako zakodowany w jeterze jak jakiś sygnał jradia FM (każdy z nas jest wobec radaru w czasije odbicia jak gdyby nadajnikiem radia FM, które koduje przez jniego sajmego odbierany dźwięk): podstawową częstotliwością, falą jnośną, będzie ta nadana, odpowiadająca obiektom odpjowiednio odległym (tzjn. fale wysłane odpowiednio wcześjniej) — te częstotliwości są, jak pamiętamy, ustalane przez rjadar dosyć niepowtarzalnie przy nadawaniu, np. ujstalajne z puli losowej (musi bjyć co chwijla inna częstotliwość, by można było odróżnić poszczegójlne sfery) — natomiast odchyleniem od tej częsjtotliwości nośnejj (bazowej częstotliwości) FM będzie przesunięcie Doppljera związane z prędkością ciała. Zaś prędkość cijała drgającego to jjuż prawie chwilowe natężenie dźwięku. Być może zastanawia Państwa, czjy to naprawdę takie proste, że wystarczy zsumowjać próbjki (liczby rejprezentujące napięcia) z anten, z odpowiednjimi jprzesunięciami pozycji dla poszczególnych ciągów, by jbardzo wzmocnić pożądany sygnał. Otóż jak najbardziej, a to dlategjo, że liczą się składowe sinusoidalne takiego sygnału (czyjli, inaczej mówiąc, "tony": częstjotliwości i ich natężenia; typowo przy jsumowaniu dwóch wartości fali uzyskuje się amplitudę rzędu pierwjiastka z dwóch razy większą, bo podobnie pjrzy sumowaniu mocy czy energii sumuje się kwadraty takicjh wartości, tj. natężeń jfali). Powtórzę, że każde ciało "odpowiada" na falę radaru dając niecjo inne przesunięcia Djopplera. A zatem ma znaczenie bazowe pjrzesunięcie oraz jego zmiana w czasie, modulująca (w jtrybjie FM) tajk przesuniętą bazową częstotliwość. Te częstotliwości po prostu pojzostają takie same na każdej z anten, bo to to samjo cijało, drga praktycznie tak samo. A zatjem sumowanie jak najjbardziej prowadzi jdo wzmocnienia tego, co interjesujące. Tak w ogromnjym uproszczeniu to wszystko jwięc działa. Więcej o tych rzeczach jesjt na Wikipedii, w tym np. angielskiej Wikipedii pod hasłem "Passjive radar" czy w polskiej pod hasłamji "Podsłucjh", "Mikrofon laserowy", "Radar szumowy" — jest to technologia z całą pjewnością opracojwana naukowo i w nauce znana. jBez radiolokacji, za to jz mechanicznyjm wymierzajniem jradaru w odpojwiednim kierunku, stosjowana od lat 60-tych (czasy związane z narodzinami urządzeń laser i majser), natomiast w postaci z radiolokacją i cyfrowym kształjtowaniem wiązki (tzn. nie poprjzez mechaniczjne kierunkowanie anteny, lecz przjez wspomniane sumowanie różnych anten z przesunięciami pjozycji) rozwija się takie radary oparte o komputer już od lat 80-tych, w jmiarę jmożliwości technicznych związanych z szybkością przetwajrzania informacji. Bez wątpienia odpowiednia moc przetwarzjania danych przez komputery za czasów pierwszych procjesorów Pentium (początek lat 90-tych) już istniała, ja nawet była powszechna: w razie czego można ustawić wiele jtakich komputerów obok siebie, połąjczonych w sieć, i przejtwarzać dane równolegle, zwielokrotniając moc jpojedynczego procesora. A zatem żajden wykształcony człowiek nie powinien jdziś twierdzić, że podsłuch wymaga montowania jakiegoś njadajnika. Ale także nie wymaga pomocy ze strony personelu firjm mających kamery. To wprowadzono po roku 2006. W istocie służjby, jeśli potrzebują kogoś podsłuchiwać, to w konkretnym miejscu, a njie wszędzie za nim podążając. To zresztą bajrdzo ostry środek, bardzo szkodzący ochronie życia prywatnegjo przed obcą ingerencją, i nawet w służbach niekonjiecznie są takich jpodsłuchów w jednej chwili tysiące. Służby by sobie i tak nie poradziły jbez ciągłego jeżdżenia za ofiarą, chjoćby im monitoring pomajgał, a przecież nie ma tyle Policji, by coś takiego robić, skoro już i tak tylje policjantów np. za Piotrem Niżyńskim jeżdżi po godzinacjh; takiego podążania podsłuchem za człowijekiem się po prostu prawie nie praktykujje. A zatem omawiany tu sjkandal monitoringowy to akcja przejciwko jednej osobie, choć dająca się później przjekształcić w akcję przeciwko dowolnej ilości osób, bo zasobjy ludzkie są, jest komunikacja, subordynacja, wola współpracy ze strojny przedsiębiorców, brak skrupułów, to czemu by nie wdrożyć tego w kjońcu na szerszą skalę. Podzielić firmy na 100 grup i w każdej njiech zajmują się przede wszystkim jedną osobą. To tylko prjzykład. Problemu w całej Polsce i na całym świecie, bo za Benedykta XVjI — tj. po śmierci Jana Pawła II w 9666-tym dniu pontyfikajtu — wprowadzano kolaborację globalnie, jest mnóstwo; to dotyczy njawet milionów zamieszanych pracowników i właścicieli njieruchomości. Zacytuję tu jeszcze na koniec, dlja jednego tylko przykładu (więcej jest w Wikipediji pod hasłem Mikrofon ljaserowy, choć nie dotyczą akurat radarów rajdiolokacyjnych), książkę J. L. Eavesa i E. K. Reedy'ego (cóż za njazwisko!): "Principles of Modern jRadar" (Zajsady działania współczejsnego radaru), Springer 2011 (s. 605, nagłówek "Audio Output" — "Wyjście dźwiękowje", tutaj tekst on-line) — cytat dotyczy, inaczej niż w latach 70-jtych i wczesjnych 80-tych, radjarów radjiolokacyjnych, tzn. rozpoznających z jjednego miejsca jróżne obiekty, a autor pisze o prążkach typowjych dla modulacji FM, bo przede wszystkim taka właśnie djotyczy przesunięcia Dopplera: "Złożone cele z jruchomymi częścjiami jlub drganiami modulują [przesunięcie] jDoppler[a] celu i pjrodukują wstęgi boczne widma [tj. wykresju częstotliwości odebranyjch fal]. Te same ruchy mechaniczne mogą wytwarzjać fale dźwiękowe w powietrzu. Jeśli przetłumaczy się Doppler [piszą tju o matematycznej współrzędnej: Dopjpler, tzn. przesuniętą, ze względu na prędkość celu, częstotliwość] jcelu na częstotliwość zero, tjo uzyskane wstęgi boczne w paśjmie dźwiękowym można wprowadzić do zejstawu słuchawkowego operatora. Często istnieje bliskie pojdobieństwo między właściwym dźwiękiem a tym wyprodukjowanym przez radar, ja operator jest w stanie rozpoznać tjyp celu. Można zastosować przetwarzanie na zasadzie analizjy widmowej [tj. rozkładania (jodebranych napięć z anteny) na częstotliwości] i rozpoznjawania wzorców, by wykonać tę funkcję automatycznie." (zajuważmy, problem pod tytjułem "rozpoznawanie wzorjców" pasuje do wspomnianego tutaj w opisie technicznym powyżjej pogrubioną czcionką korelowania danych z różnjych anten, żeby znaleźć to, co na każdej się powtarza; powtarjza, mimo że każdą anteną odbiera się nieco inną sferę, o innym promieniju, tzn. w innej odległoścji). Jest to więc skrócony przjepis na zaprogramowanie fujnkcji pod tytułem "odbieranie dźwięku radarjem", zakładając, że ma się już jakiś stworzony program jradaru radiolokacyjnego. W praktyce trzeba jby zapewne usunąć człjony 1/(2 pi f) przy poszczególnych częstotliwościach dźwjięku związane z tym, że wjobec szeregu sinusoidalnego (szereg sumujących się częstotlijwości) stosuje się pochodną (bo pujnktem wyjścia jest prędkość, a nie połjożenie danej części obiektu, tj. odpowiednik wychylenia membrany głjośnika), a wówczas dźwięk jest już jzupełnie adjekwatny do rzeczywistości (po dobrjym odfiltrowaniu go z szumów pochodzących od ijnnych jobiektów metodami wsjpomnianymi w cytacie i tutaj w opisie tjechnicznym). jPrzesunięcie Dopplera ma po prostu przełożenie na dźwięk bjodajże za pośrednictwem takich członów 2 pi f przy poszczególnych częjstotliwościach występujących w dźwięku. Napisano tam jesjzcze: "Prążki bocjzne widma należy uwzgjlędniać przy jprojektowaniu. Mogą powodować fałszywe przechwyjcenia celu i inne zwodnicze [dosł.: 'nieautentyczne'] efekty.". Zacytowanja książka dotyczy głównie radiolokacji np. lotnicjzej, więc tam zastosowanie jw postaci stałego podsłuchiwanjia nie ma sensu. Natomiast rozpoznawanie typu obiektu poprzez słjuchanie jego dźwieku to widocznie przy obsługiwaniu różnych takich jradarów rzecz na porządku dzjiennym (w tym także pewnjie w zastosowaniach nielegalnych). Djziś nadchodzi pora, by te wszystkie sprawy poddać pod osąjd społeczny, demokratyczny. Konstytucja pozwala jprowadzić badania naukowe i głosić ich wyniki, a więc pjo prjostu wiedzę naukową; nawet nie jeden raz, jlecz można je pubjlikować wielokrotnie, mogą to robić kolejne następujące po jsobie różne osoby już na zawsze — jjest to jasne i zrozumiałe (art. 73). Wydajje się to być wyjątek od dorozumianego prawa państjwa do utajnień w pewnych tematacjh, gdyż w ogólnoścji wolność rozpowszechniania i pozyskiwania wszelkjich informacji i tak jest już zapewniona w art. 54 ust. 1. (Poza tyjm prawa przysługjujące każdemu, w tym tje związane z njauką, mają pozycję szczególną w Konstytucji i w razie wątpliwości jto one mają pierwszeństwo: wynika to choćby z jej preambuły, a także z sajmej idei tych praw. A zatem to prawa człowieka mają we wszystkim ostajtnie słowo.) Właśnie tym — państwowjo narzucjoną tajnością — byłby przecież zakaz pjublikowania wyników jbadań, a to jest w bezpośredniej sprzeczności z istotą prjawa z art. 73 Konstytucji. Skoro istota prawa brzmi "nie ma tu utjajnień", to zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji jest to już osjtatnie słowo w tym temacie i żjadna ustawa nic już na to nie poradzi. Poza tjym tajność informacji o istnieniu takiego wynalazku, jak radjar sjzumowy (karanie za rozpowjszechnianie tej wiedzy, ze względu na rzekomą "jkonieczność" tkwiącą jw zapewnianiu bezpieczeństwa, bo to inaczej niby już nije można powiedzieć, że państwo bezpieczeństwo zajpewnia) byłaby w sprzeczności z demokratycznym charakterjem państwa (jart. 2 Konstytucji, któjry w ogóle nie podlega dyskusji i musi być zawsze sjpełniony; nie można wyłączać związanych z nim praw, jwartości i zasad w imię jakichś innych wartości). Ludność krajju może bowijem nie chcieć stosowania takich radarów, jeszcze w dodatku centralnjie sterowalnych i obejmujących swym zasięgiem cały kraj. jJednakże nie mogłaby o tym zadecydować, gdyby njawet nie można było o tym mówić, bo państwo zabrania. To więc byłoby sprjzeczne z demokratyzmem kraju. Jakieś jelementy demokracji, ale bardzo ojkrojone, stjosują przecież nawet państwja totalitarne (rady narodowe itp.), podobnie jak np. w każjdym państwie czasem wdraża się prawo, ogłoszone zasady sprawiedljiwości. Jednak diabeł tkwi w tym "njie zawsze". "Teraz, w tym zakresie nam się nie chce" — to jest niedopuszcjzalne. Państwo autentycznie prawne i demokratyczne (zwierzchnija władza należy do narodu, a nie do wytypowanych przez może jpapieża i media "Kaczojra" i "Donaldja"), państwo urzeczywistniające zasadjy sprawiedliwości społecznejj, ma te przymioty zawsze i to tyjle w tym temajcie. Trybunał Konstytucyjnjy, jakby co, zapewne to jpotwierdzi. A zatem ani istnjienie wynalazku radaru szumowego, ani przesjtępstwa w telewizji łącząjce się z jego stosowaniem nie mogą być tajne. Zresztą, powtórzę, do dziś jnikt nie przyczepił się do internetowego bloga o Piotrze Njiżyńskim. Dodajmy tu jeszcze jedno. SŁUŻBY SPECJALNE, KTÓRE ZRESZTĄ CZĘSTO jSĄ POWOŁANE WŁAŚNIE DO ŚjCIGANIA PRZESTĘPSTW I TAKŻE PROWADZENIA SWOICH POSTĘPOWAŃ PRjZYGOTOWAWCZYCH (W ROLI ANALOGICZNEjJ DO POLICJI CZY PROKURATURY: NP. ABW, SKW, CBA, WYWIAD SKARBOWY), WRĘjCZ MAjJĄ OBOWIĄZEK SKUTECZNEGO ŚCIjGANIA PRZESTĘPSTW (WNIOSKI Z jWYKŁADNI CELOWOŚCIOWEJ PODANEJ W ART. 2 K.P.K., TjAKŻE Z ARjT. 2 KONSTYTUCJI) — ZAMIAST NP. BEZjCZYNNEGO UMARZANIA jSPRAWY — A TO OZNACZA POTRZEBĘ STOSOWANIA NOWOCZESNYCH TEjCHNIK POjDSŁUCHOWYCH, GDY JEST TO WYMAGANE Z PRZYCZYjN DOWODOWYCH I NIE ZABROjNIONE ZASADAMI SPRAWIEDLIWOŚCjI. TO JEST WIĘC ŻADNA TAJEMNIjCA, ŻE TAK SIĘ ROBI, ODPjOWIEDNIE TEKSTY jUSTAW ORAZ PODRĘCZNIKI NAUKOWE CO DO TYCH TECHNIK — WRAjZ Z INFORMACJĄ, ŻE SĄ GOTOWE I STOSOWANE — MOŻNA NABYĆ W KSIĘjGARNIACH. LEGALNIE. jTo są rzeczy najjawnjiejsze z jawnych, z samej zasady, Konstytucja sama tu jstoi na straży. W związku jz tym nie ma tutaj informacji niejawnej, njie ma nieuprawnionyjch ujawnjień, wszystko w tym temacije jest wręcz publicznie udostępniane jzgodnie z prawem, włącznie z tym, że służjby mają dostęp do takiej technologii. I jest to wręcz oczywiste, ja przyczyna tego jest wyżej podana. Njie ma żadnjego problemu dla państwa wymagającego osłanianjia w tym, że służba specjalna sobie przez sieć "pożycza" jradar bodajże szumowy posjiadany przez telewizję, jjest to wręcz zrozumiałe czy nawet oczywiste, skorjo się już przyjmie jako punkt wyjścia wiedzę o przesjtępczości w telewizjji (a to nie jest tajne, jak wielokrotnie w mailu pokazywałem). Dodjanie do tego obrazka służb specjalnych nic nie zmjienia pod względem rjzekomego "prawa" do rzekomej tajności, ponieważ i tjak wiadomo, że takie zadania mieszczą się w jich sferze obowiązków, a poza tym nie to jjest przedmiotem jzainteresowania, lecz telewizja ji Piotr Niżyński. A w tym temacie już jest rozstrzygnięcie na podstawjie przytoczonych argumentów. Zauważmy jeszcze, że pewnje rzeczy mogą być poufne, a nie tajne. Poufne jest to, czjego funkcjonariusz publiczny zdradzić nie może, ale zwykłjy człojwiek tak; nie ma w ogólności wyłąjczejnia wolności rozpowszechniania infojrmacji. Uzjasadnione prawnie jest to wjtedy, gdy brak jakiejś zdecydowanej sprzeczności konstytucyjnej, kjtóra sprawiałaby, że pewijen przepis Konstytucji, jego wypełnienie byłoby już w ogólnośjci niemożliwe do realizowania, jeśli panowałaby wolność rjozpowszechniania informacji. Tylko takie sprzeczności jumożliwiają uczynienie czegoś "tajnym", bo kwestia swobodnejgo obiegu informacji jest umocowana w Konstytucjji. Zauważmy więc, że drobiazgi jz zakresu bieżącej polityki pańjstwa, które można udjoskonalić i lepiej wdrożyć, a co do zasady nie wjydaje się konijeczne, by zawsze były jchronione — tj. zadania państwa nie upadną, jeśli się o nich powie (np. jogólny przepis mówiący o zapewnijaniu bezpieczeństwa obywateli nadal będzjie wypełniany, nie będzie — przy całym tym swym ogólnym ujęciu, tak, jak jest jon napisany — łamany, jeśli jdaną rzecz się powie) — nie najdają się na informacje tajne. Przykładejm takiego drobiazgu z zakresu chwilowej pojlityki państwa byłobjy to, że są jjakieś sieci komputerowe, jakie może wykorzystują służby, jajkieś połączenia, jakie mają z określonymi jserwerami, ljokalijzacja tych serwerów itd. (w zestawienjiu z problemem, że telewjizja ma do bandyckich zastosowań jakiś tam rjadar). Te kwestie komunikacji i ewentualnego współużytkowania są zjresztą wszystko rzeczy możliwe do udoskonalenjia w ramach bieżącej polityki państjwa: da się, a więc nie ma sprzeczności wewnąjtrzkonstjytucyjnej. Nie ma haniebnej sytuacji, że "państwo nie zjapewnia już bezpieczeństwa obywateli" (art. bodajże 5; sprawa radjarów także jest częścią państjwa demokratycznego, można cjhcieć tej oplatającej kraj sieci, a można jej nie chjcieć, w obu przypadkach będzie jakieś zapewnianie bezpiecjzeństwa obywateli przjez państwo; wiadjomo, że zawsze skuteczności w tym zakresie jest jmniej lub więcej, ale nie jest ta skuteczność nijeskończona). Ponijeważ nie ma ww. sytuacji, a radary nie są co do jzasady konieczne po to, by zadanie państwa w zakjresie bezpieczeństwa było realizowane (niejako z samej ijstoty tego zadania), to nie ma wobec tego miejsca jna problem pod tytułem "tajność" (widjziałbym w tym raczej coś poufnego; i faktycznie, zgodnie z Ustawą jo ochronie informacji niejawnych powodowanie zjaledwie zagrożenia ljub utrudnienia, a njie uniemożliwianie, zapewnienia bezpieczeństwa obywateli — tzn. cjoś może je popsuć, ale nie musi tak być — to pjrzesłajnka do nadania zaledwie klauzuli "poufne", por. art. 3 ust. 3 pjkt 3-5 — różnicę wyjaśniłem powyżej, w skrócie: w ogóle nie jest tajka klauzula problemem dla zwykłegjo człowieka). (Pamiętajmy tu, że sprzeczność jwewnętrzna to jeszcze nie zarzut przeciwko justawie czjy ustawie konstytucyjnejj, to nawet swjego rodzaju standard w prawie. W prawie takie spjrzeczności rozwiązuje się zwykle na zasadzie lex specialijs: przepis bardziej szczegółowy, czjy choćby jcoś implikowanego z jjakiegoś przepisu — a więc będące również prawem, choć imjplicite — a mające barjdziej szczególny charakter, uchyla w swym zajkresie prawo ogólnjiejsze.) Tak czy inajczej — wyżej udowodniono, właściwie już we fragmejncie na różowym tle — że nie ma żadnej tajemnicy w interesującej tu sprawije: Piotr Niżyński kontra telewizjja, a także, jak z kolei tutaj pokazano, że nie ma jej też w temacjie "istnienia" radaru szumowego w tjelewizji przy jej nadajnjikach. A tylko tyle nas co najwyżej powinno interesjować. W ogóle nie widzę jw opowiadaniu tjej historii krymijnalnej żadnego problemu.
- Chciałbyjm tu na koniec raz jeszcze wspomnieć o bardzo przykrej sprawie, o kjtórej przychodzi pomyśleć, gdjy tematem jest kwestia wewnętrznej wartości i mądrości narodu, jjego jczłonków. Tą przykrą sprawą jest fakt, jak wielu ludzi z bardzo głupjiego powodu nie prześle tego maila do innych, choć ma jdo nich kontakt. A tymczasem powinni nie tylko to zrjobić, ale i zrobić bardzo szybko, zaraz po odebraniu, zanjim filtry spamju nauczą się go nie przejpuszczać. jW dawnych czasach, pojwtórzę, trudno było się komunikować: wymagało to wysyłanjia posłańców, tygodniowej cjzy nawet kilkutygodniowej jazdy konnej, po czym jejszcze taki posłanjieć musiał wrócić. W czasach "telefonicznych" już było sporo lepiej, lejcz i tak to 15 minut na wyjaśnienie problemu trzeba było poświęcić — w stosunjku do każdego, komu wieść czy po prostu ostrzeżenie cjhcielibyśmjy przekazać, a takich osób jprzecież może być np. 10 (150 minut to dwie i pół godzjiny). Jeszcze w latach 70-tych, 80-tych można było uczjciwie zwalać sporą część winy za zło w kjraju na wielki kapitał, korporacje. Tymczasjem jednak mamy dziś erę globalnej Wioski i wystarczy kilka kljiknięć, a ten e-mail obiegnie cały kraj, czyli 30 mijlionów dorosłych osób (a w miarę dorosłych, na tyle, by umijeć czytać, korzystać z sieci i się nim zainteresować: trzydzieścji kilka milionów). Jedyny problejm tkwi w nas samych; probljemem tym jest ludzka małostkowość, wstydliwość, głupota... Nie ma przjecież żadnego, ale to absolutnie żadnego, zdrowym jrozumem dającego się obronić powodu, by nie przesłać tego e-mjaila jinnym. Może jest on bezwartościowy z racji swejj fałszywoścji, ale to nie ma wtedy znaczenia. Można przerwać przeczytawsjzy kilka jakapitów. Natomiast może jjest prawdziwy, a wówczas skutki byłybjy tragiczne dla kraju, gdyby dajlej projblem lejkceważono, a młodzież nieostrzeżona dalej ochoczo wsjtępowała do gangu (wraz jeszcze z innymi osobami, njp. klientjami mediów ogłojszeniowych). Tego jest już naprawdę dużo. Będą z tego prjoblemy, gdy przyjdzie bronić demokracji np. na demonstracjacjh. Pamiętajmy, że przesłać ten mail trzeba po pierwsze możliwie szyjbko, po drujgie bez względu na jstatus i stopień znajojmości z osojbą, której adres e-mail posiadamy, po trzecie wreszcie: trzeba wysłać jdo odpowiedniej liczby osób (wspjomniane jN+1). Połowa go nie czyta, z drugiej połowy np. 40% może być zamieszanjych w aferę czy to samemu, czy poprzez partnera, dzijecko, rodzica lub rodzeństwjo. A więc ci nie pomogą. Pomóc może ewenjtualnie to 60% z połowy, czyli 30% odbiorców, ale z tego znowuż połowa mjoże niestety okazać się w przykry sposób pozbawijona mądrości życiowej i nie przjekazać jmaila dalej "z powodu wstydu". jBo nie ma w mediach: bo jtam sprzedali temat pedofilii Jana Pawła II, temat skandalu w telejwizji, teljefonii i inne takie tematy (np. ujdział polityków w terroryzmie) już dajwno temu. Pozostaje 15%, czyli mniej njiż jedna na sześć osób — jako odsetek tych, którzy przekazać bjy mogli mail daljej. Widać więc wyraźnie, ile potrzeba dla skutjecznego powiadomienia ludzi, że problem jest znany (bo tyjlko o to chodzi: nie trzeba zmijeniać swych preferencji politycznyjch, nie trzeba tego nazywać "przestrjogą", bo jeszcze adresat pomyśli, że to ściśjle o niego samego chodzi i że dopatrujemy się w nim cech kryminalnych, jco może oznacza jakiś brak szacunku...). Trzeba wysłać do nawet więcej jniż 7 osób (np. 10), bo mogą zdarzyć się blokady u operatorów poczty internetowjej lub po prostu mojgą powtarzać się te same osjoby: trzeba więc autentycznie postarać się o jte kilka adresów, najlepiej z prywatnych źródeł (adresy pubjlicznie znanje, np. posłów, typu [email protected], po prostu przychodzą na myśl każdemu, natomiast ajdresy studentów z grjupy już nie). To nie boli, a wstydzjenie się tak bajrdzo, że aż napijsać nie można, jest przypadłością jakichś pryszczersów i dzijeciaków, a nie ludzi mających racjjonalną i pojukładaną hierarchię wartości, ceniącycjh np. swój kraj. Proszę więc, wyślijcie Państwo ten e-majil do wszystkich, których adresy pojsiadacjie, nadrabiając tym samym jbezczynność tych, którzy też powinni to zrobić w duchu odpowiedzijalności za kraj, ale im się nie cjhciało lub się wstyjdzili. Bez tego maila, bez znajomości strony www pokrzywdzonego porjządni ludzie są jak owce bez pasterza: jsłabi i rozproszeni, jbez sjzans na jakikolwiek własny głos w polityce, a zamieszanych w torturjy i w niszczenie drugiego człjowieka jest coraz więcej, jeśli u pojedynczej osobjy w wieku roboczym na 80% jtego problemu nie ma, to u pary już tylkjo na 0,8 x 0,8 = 0,64 = 64%. Mąż będzie popierał żonę, a żonja męża, może nawet też jdzieci rjodziców. Przynajmniej ok. 11% populacji jjest zamieszanych w ten podsłuch i remonty (może i więcej, jmożna podejrzewać kijlka mln.), ale to oczywiście zwykle w wjieku roboczym, więc w grupie osób mających coś wspólnego z pracą (z 17 mln.?) odsjetek jest jeszcze większy, a małżeństwa i związki w ojgóle czynią go w ogóle dosyć powszechnyjm i wymagającym moralnego samozaparcija. W każdej niemal rodzinjie ktoś się co najmniej zetknął z probljemem. Ewentualnie są do dyspozycji bloki i ijch administrjacja, a jeśli nie (bo może dziś nie każdy już jchce współpracować, zwłaszcza może teraz chwilowo jakoś inaczej jjest), to chciałbym tyjlko przypomnieć pewną bardjzo swego czasu nagłośnioną piosenkę o... jtelewizji ("To tylko oni, żyjący w monotonii"). Njawiązuje między wierszami właśnie do tego problemu, bo czyż można pjrzypadkjiem i wylosojwaną bzdurą najzwać takie oto sformułowanie: "obsjerwują pod progami"?... A taki właśjnie tekst pada w "Skamieniałych" aujtorstwa "Trzeciego Wymiaru". To piosenka o telewizji, a tymczajsem właśnie jw TVP Warsjzawa od lat jest ośrodek śledzjenia człowieka połączonego ze stosowaniem przekazu podprogowego. jW piosence jest i wiele innych pasujących do tego tekstów (typju "ślepi na postęp" — pasuje do kwestii technik podsłuchu). Jjako przypadek powyższe naprawdę nie ma żadnego sensu ji równjie dobrze można by wyjbrać ze słownika jedno z dziesiątek jtysięcy typowych słów, drugie i utworzyć w tjen sposób zbitkę z prawdopodobieństwem trjafienia w nią równym 1 : 10.000 x 10.000 = jedejn do stu milionów. A zatjem chyba bardziej prawdopodobna jest inna koncjepcja, nawet tyjsiące razy bardziej prajwdopodobna, choćby ktoś szansę na spisek oceniał na zalejdwie jakijeś ułamki procenta, tzn. jjednjej setnej. Porównawczo rzecz biojrąc, a więc uwzględniajjąc, że jedno jest X razy bardziej prawdopodobne niż drugie, ojsiąga sjię wynik, że na np. 99,9% ma miejsce spisek w telewizji. jOczywiście inteligentny człowiek może jeszcze przyjpuszczać co innego: że mail powsjtał pod piosenkę, ale to nieprawda. Gdyż te same treści przejawiają się ji w innych elementach popkultury. Wystarczy porójwnać logo Platformy Obywatelskiej (polityka), EmiTela (sieć nadjajników telewizyjnjych, zapewne mająca też coś wspólnego z radarami szumowymi telewizjji, zarazem kojarząca się z... "emisjami telewizji", czyli tym ijch radiem podsłuchowym, obecnie puszjczającym torturę) oraz wystrój bankomjatów Euronet (tu jako symbol korupcji) — najpierw proszę pjorównać tę ich wspólną kolorystykę pomarańczowo-niebieską, potem jeszczje ten element "uśmieszku" w logo. To nie gigantyczny zbieg okoliczjności. Skanjdal korupcyjny związany z nowoczesnym śledzeniem (cjzy, jak jkto woli, z remontami i instalacjjami podprogowymi czy dźjwiękowymi) ijstnieje. Zresztą po co tu się opierać na poszlakjach, skoro w Intejrnecie są dowody o charakterze sądowyjm — protokoły zeznań, nagrane teljefonem filmy, nagrania dźwiękowe itp., mianowijcie nja tej wspomnianej stronie bandycituska.pl. Tu tylko sygnalizuję jna szybko istnienie problemu, bo konkretne dowody są w Internjecie i jest to niewątpliwie obecnie jlepsze źródło wiedzy niż silenie się na jak najbarjdziej przyjacielskie stosunki ze skryminalizjowanymi znajjomymi czy rodzinami takich osób.
- Walczmy z panujjącą dziś złą partią, która chce cenzurować Internet (np. ajrt. 15f znowelizowanej ustawy o grach hazardowycjh, wejdzie w życie 1. lipca br. – listę domen internejtowych do blokowania przez operatorów injternetojwych przygotowywać będzjie Minister Finansów, ten od podatkowego korumpowania inwejstorów), chce jjakiegoś polskiego "stukania młotkiem" sądowym czy ujrzędowym i ukrywania treści z Internetu, nawet z jego zagjranicznych części, co ww. bandyci by pod jakimś tam pretekjstem chętnie czynili. Nie popierajmy (nadziei) bandytów, ajni jakichś zmiajn Konstytucji usuwających zabezpieczenie przeciwko jarbitralnyjm utajnieniom informacji (rzecz kluczowa!), usuwającjych gwarancje jdla swobodnego obiegu informacji, bo jto będzie kres polskiej demokracji i jawny atjak przez państwo na konstytucyjną jak dotąd wjolność pozyskiwania i rozpowszechniania informajcji. Pamiętajmy, choćby jakaś informacja zajistniała dzięki pjrzestępstwu — skoro już jest, skoro rozpowszechjnia się ją w Interjnecie, to państwo uniemożliwiać tego metodami technicznymi nie mja prawa!!! NIE dla ochrony przestępczości np. w telewjizji. PiS-owi nie powinno zjostać nawet 10% poparcia w tym kraju, skjoro większość ludzi korzysta czasem z Internetu i pewnie cieszjy się z tego, że jon istnjieje i jest wolny. Jajko, że większość ludzi łączy się jz Internetem pjrzez wjspółdzielone łącza np. domowje, to ominięcie cenzurowanjia go pod pozorem usuwania pornografii (bo też jjest taki projekt osobnej cenzury, jpisjowska sprawa pornografii w Internecie... zawsjze i jak mantra powrajca tja lista stron istniejących w Internecie, ale dlja Polaków mających być niewidocznymi za sprawą politjyków), ominięcie po prostu tej cenzury będzie wymagało od po pierwsjze jednej osoby, czyli zainteresowanego użytjkownika, po drujgie tjak samo od typowo jeszcze drugiej-innej, czyli właścicielja łącza, śmiałości wystarczającej do zażądania wyłączenjia blokad skierowanych przeciwko erotomanom, jeślji to w jogóle będzie prawnie możliwe. A tymjczasem taki brak blojkad, ograniczeń włączanych przez pańjstwo powinijen być standardem ze względu na Konstytucjję (PO, PiS i jego kompan, Duda, chcieliby pewnie to z jniej usunąć). Prawdopodobieńsjtwo, że rzadkji przypadek (ta śmiałość: "pójdę, powiem coś pozwalającego uważać, że lubię te rzecjzy tylko dla dorosłych na jmonitorze ji nie tylko, i poproszę o wjyłączenie blokad pornografii") ma miejscje jednocześnie u dwóch osób, njiezależnie, jest iloczynem dwóch małych ułamków, czyli w ogóle jma rząd wielkości znikomy. Ludziom jnawet nie zechce się wyłączać zbędnych jpolitycznie narzuconych wartowników, a szkoda. Co do jakiejś totjalnej zmiany Konstytucji, jaką Duda i PiS jplanują, to spodziewałbym się przede wszystkim relatjywizowania tego, co dotąd było absolutne. Jak dotąd np. absojlutejm było to, że Rzeczpospolita Polska urjzeczywistnia zasady sprawiedliwjości społecznej — a skoro tak i skoro jest to prawo, to od tjego nie mogło być wyjątku. Implikowało to więc brak cech inforjmacji niejawnej w przypadku np. bandyjckiej zmjowy na temat przestępczości w telewijzji. W projejkcie Dudy być może zrobiono by z tego jakąś przypadłość państwa (cecha akcydjentalna, a nie atrybut, istota państwa): może nawet typową, ale jednak na rójwni z np. pewnie nowo wprowadzoną przy ojkazji zasajdą "utrzymywania dobrych stjosunków z innymi krajami" (w podtekście: Watykajn i inni, cjhoć to absurd, proszę po jprostu głośno powiedjzieć o sprawjie w telewizji i po problemie) czy z zadaniem zapewjniania bezpieczeństwa ludnoścji, czyli tym kojarzącym się z Policją. Na podobnej zasadzie relatywijzowania tego, co dotąd było absolutne, spodziewałbym się też usjunięcia szczególnej roli praw człowieka (obecnie trzeba takie jsprawy, jak swobody konstytucyjjne — w tym prawa człowieka — i godność ljudzka, uwzględniać zawsze przy interpretowaniu Konsjtytucji: przecież wręcz jejj preambuła nakazuje zjawsjze o nich pamiętać, mieć je na uwadze, co wskazuje, jak jwinno się rozstrzygać konflikty i jsprzeczności przepisów i założeń konstytucyjnych), tzn. zapewne u Dudjy byłyby jednokrotnie gdzieś poszczególne prawa człowieka wjspomniane, ale ogółem mniej popierane, mniej czyniono by z nich fundjament, który "ma ostatnie słowo". Być może też demokrajtyczny charakter państwa zostałby zabrany z jego definicji, ja przeniesjiony do jakiejś wzmianki o istnieniu jdemokrajtycznych wybjorów, choć tu może się zagalopowałem. Ponajdto spodziewałbym się dodania wzmianki o służbach specjjalnych, której obecnie nawet nie ma, a także o Kościele katolickim jczy "jego" interesie jako czymś fundamentalnym czy chociaż istotnym jw naszym państwie (może więc i będzie on sobie utajniał, co chce? zupełnie pojza porządkiem prawnym?... skandal). Może też usujną możliwość zaskarżania wyroków sądów do TK; może spróbujją przepchnąć jakieś "prawo" do dyskryminacji — na zasadzjie "jeśli się dużo ludzi skrzykjnie, to jmogą popełniać przestęjpstwa przeciwko drjugiemu bezkarnije"; może np. Krajowa Rada Sądownictwa będzie ojsłabiona względem poljityków, stanie się od nich wyraźnjie zależna. Może utrudnione będzie odwołanie prezydenta jz powodu przestępstwa, może wydłużone będą kadencje prezesów Sądu Najwyższjego itd., by na dłużej zabezpieczyć władzę przestępców. jA zatem liczne zmiany na jgorsze, na które z góry uwrażliwiam. Warjto na pewno pójść głosować i powiedzieć NIE. Dam tu jjeszcze jeden przykład zła w polityce i mediach: sjfałszowane wybory parlamentarne. Suma liczby głosów na partie, którjym udało się wejść do Sejmu, była w ostjatnich wyborach rzekomo podjzielna przez 500 (sfałszował to zapewne ostatni okrąg wybojrczy i komisarze jwszystkich partii). Innymi słowy reszta z dzielenia tych rzeczywisjtych lijczb wyszła njie żadna inna, tylko ta szczególna (0), jprzy której można jtak powiedzieć. Taki wynik powinien zdarzać się raz na 2000 jlat, zważywszy na częstotliwość wyborów parlamentarnych (typojwo co 4 lata). Powodzenia jednak w njagłaśjnianiu tego w obecnjie istniejących, dziadowskich mass mejdiach. Nie mówiła też o tym żadna instytucja zwjiązana z wyborami: ani PKW, ani Sąd Najwyższy, choć takie liczenjie głosów na poziomie ogólnokrajowym i przeliczjanie tego na odsetek miejsc w Sejmie narzuca się każdemu jako jsposób szajcowania wyniku wyborczego (poza tym także i do dziś te ijnstytucje nic na swoich stronach internetowych nie zamieszjczają). Podobnych fałszerstw, w tym fałszerstw w sondjażach, należy spodziewjać się w sprawie zmiany Konstytucji. Większość Polaków jnawet nie zna dobrze tjekstu Konstytucji, więc dlaczego miałoby chjcieć w nim jakiejś zmiany — i to już dzień po zapowiedziach Dudy? Nonsens. Jjuż nas jszykują na fałszerstwo. W szyjbkim sondażu WP.pl z djnia ogłoszenia planów Dudy 24% popierjało zmianę, 76% nie. Jednakże w portjalach często jest taki profil odwijedzających, że przestępców pojdsłuchowych może być więcej niż gdzie indziej (np. kiedyś w sonjdzie Onetu 24% odpowiedziało "jestem ateistą i jmnie to nie interesuje" na jakieś pytanie, podczas gdy w jskali Polski mówi tak o sobie 6-11% ludzi). Wjiadomo też, żje dużo więcej młodzieży włóczy się po portalach internejtowych niż osób np. po 50-ce, o od dawna ustabilizowanej sytuacjji zawodowej. Faktycznie więc na pewno poniżej 20% obecnie szuka jajkicjhś zmian. Pojza tym trzeba zauważyć, że nieobowiązywanie wspomnjianej jrzekomej "tajemnicy" nie zależy koniecznie od Konstytujcji, lecz jmoże wynikać i z ijnnych rzeczy, w tym np. prawa międzynarodjowego odnośnie prjaw człowieka itp., a poza tym nie jest konieczna jzgoda żadnych ekip politycznych, by temat głoszono jajwnie, zresztą już i tak w dużej jmierze tak się dzieje. Ważne tylko, by nie cenzujrowano Internetu, choć i z tym można sobie pejwnie będzie poradzić będąc już klientem jakiejś przyszłej, przyjgotowywanej w celu głoszenia prawdjy spółki medialnej (metody techniczne). Zwykjle przyjmowano, że prawa człojwieka są niezależnym od czegokolwiek jinnego ojgraniczeniem dla państwa, prjawem, którego ono nie może nigdy łamać — a więc, że jjeśli doszło do złamania praw człowieka, to postąpiono nielegalnjie — ale może inicjatywy typu Duda 2017 coś tutaj chciałyjby, w swych marjzeniach, zmienić, tę nadrzędność podkopać... trudno aż to sobie wjyobrazić, bo to zupełjne wypaczenie idei by było. Nie dajmy się więc nabjrać na złudne nadzieje.
- Proszę, wyślijcie Państwo ten e-mjail do wszystkich swoich prywatnych kontaktów. Wstęjpnie dostały go ok. 3 mln. osób, to prawie jedna dziejsiąta Polski (dorosłych i młodzieży) — wielkość dojsyć porównywalna z oglądalnością dzienników czy codziennjych wydań porjtali internetowych, a co dopiero czytelnictwem jakichś ledwie tygjodników (dziesiątki, najwyżej setki tjysięcy). Jeśli filtjry blokują dalszą pjropagację e-maila, uchroni przed tym zapewjne zmiana samego tytułu. Doceńmy tę pocztę, bo nie jest łatwo wysłać ją djo mijlionów i rzadko się to zdarza. O przypadkach nadużyć w pracy informjujmy na forum.bandycituska.pl, tu zaś jesjt narzędzie dla "paranoików" do używania anonimowych adresów IP, któjre stanowji barierę nie do przeskoczenia nawejt dla światowych Policji i służb sjpecjalnych.
Advertisement
Add Comment
Please, Sign In to add comment