wawiorkot

wywód 4.0

Sep 25th, 2019
142
0
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
text 7.18 KB | None | 0 0
  1. musze to napisac, bo od 3 dni doslownie tak mi sie juz kotluje to wszystko w glowie, ze nawet zasypiajac zasypuja mnie natretne mysli z tym zwiazane i juz nie moge po prostu dluzej tego zniesc (tak, mam tak ze wszystkim i dopiero ucze sie nie przejmowac absolutnie wszystkim co mnie otacza), a jedyna opcja jest napisanie ci tego; mysle, ze to (jak powiedzialas) niedogadywanie sie ostatnio jest zwiazane miedzy innymi z tym, ze wciaz dusze wszystko w sobie i niewiele potrzeba do jakiegos spiecia
  2.  
  3. ogolnie jakos wiecej zaczelam zauwazac ostatnio, szczegolnie po tym jak ostentacyjnie poprosilas mnie zebym zamowila ci cos na ubereats, bo "nie masz apki", ktora magicznie pojawila sie nastepnego dnia, a chcialas po prostu 2 razy wykorzystac kod na dostawe, przez co ja automatycznie juz nie moglam tego zrobic, bo kod jest jednorazowy. nawet nie spytalas czy nie chce go wykorzystac, tylko wymyslilas taka wymowke zeby miec 2x profit dla siebie. serio, to slabe, i widze to teraz jeszcze bardziej jak czesto chcesz sie wyreczac ludzmi w jakichs "drobnych sprawach" z czystego lenistwa, to nie jest w porzadku i jestem prawie pewna, ze jestes tego swiadoma, szczegolnie po tej sytuacji z zamawianiem zarcia. z reszta podobna sytuacja z pukaniem do drzwi jak wracasz, bo nie chce ci się wyciągać klucza. a myślisz ze mi się chce wstawac specjalnie i biec ci otwierać? sama w życiu byś tego nie zrobiła. bo wiesz, doskonale rozumiem jakies przyslugi czy cos (wiem, ze pewnie jak zawsze potraktujesz to zerojedynkowo czyli "juz nic od ciebie nie chce", ale to zupelnie nie o to chodzi), ale takie jawne wymyslanie wymowek i szukania okazji zeby ktos cos za ciebie zrobil nie jest w porzadku. ostatnia mania sprzątania to kolejny przykład, w ogóle nie pytając mnie o zdanie zarządziłas „teraz będziemy więcej sprzątać”, a ciekawa jestem czy doszło do ciebie kto był odpowiedzialny za bałagan w kuchni (wyglądała tragicznie) podczas gdy ja przez pare miesięcy nic nie gotowałam i ledwo co z niej korzystałam. domyslam sie, ze pojecie granic jest ci znane, a ja chce w koncu miec i swoje. sprawiasz takie wrazenie, ze nie bierzesz pod uwage w ogole uczuc innych, wszystko musi na pewnym poziomie sluzyc tylko ulatwianiu sobie (tobie) codziennego zycia. i tych drobiazgów jest masa, z tym ze często są tak małe, ze w razie odmowy albo kwestionowania jest oburzenie, bo jak można nie wyświadczyć tak małej przysługi (bo nie mam problemu z jakimiś przyslugami i dobrze o tym wiesz, skoro sama zaczęłaś bezczelnie to wykorzystywać posuwając się coraz dalej). sama powinnaś wziąć za siebie odpowiedzialność (jak ma razie unikasz odpowiedzialności za wszystko, łącznie z sobą sama), bo traktując tak ludzi może się to kiepsko dla ciebie skończyć, a wtedy nagle się okaże, ze musisz wszystko ogarniać sama bo nie ma nikogo, kto cię w tym wyręczy.
  4.  
  5. chujowe jest tez to, ze co chwile negujesz moje problemy (psychiczne), umniejszajac ze "kazdy tak ma", "to normalne" i w ogole "idz pobiegac". no nie kazdy tak ma, bo to co mowie (czego mam wrazenie, ze nie sluchasz, bo jesteś skupiona tylko i wyłącznie na sobie, albo i tak interpretujesz pod siebie, już nie mówiąc o empatii albo chociaż raz zapytaniu jak się czuje gdy spałam 20h na dobę i nie miałam siły wstać z lozka, wiec jak możesz wiedzieć jak chujowa to była sytuacja przez pare miesięcy) to tylko wierzcholek gory lodowowej, a 99% gowna dzieje sie u mnie w glowie, tylko jakims defaultowym stanem u mnie jest spora powsciagliwosc na co dzien (nawet nie musze sie specjalnie starac maskowac, to sie samo dzieje, ale z kolei jak juz o czyms mowie, to mam wrazenie, ze nie traktujesz tego powaznie). jesli cos ci utrudnia zycie, codziennie funkcjonowanie, nie masz przez to spokoju i nie mozesz spac przez lawine mysli, to wykracza poza 'norme'. skoro leki i terapia dzialaja i pozwalaja mi po prostu funkcjonowac na jako takim poziomie, to chyba znaczy, ze cos bylo nie tak. cale zycie sie wszystkiego boje i przeanalizowuje rzeczy (tak jak i w tej sytuacji), nawet nie wiedzialam, ze normalnie ludzie domyslnie maja inaczej, bo sama nie zaznalam nigdy 'normalnego stanu'. a to, co mowie (nie wiem, np ze sie boje rozmawiac przez telefon czy stresuje sie jak musze mowic po angielsku czy w ogole w kontaktach interpersonalnych) to nie sa jakies przekoloryzowane rzeczy, tylko to wszystko mnie serio mega stresuje. nie trwonie tez hajsu swojego i rodzicow na lekarzy i terapie bo mam takie widzimisie czy dlatego, bo taka "moda", zreszta psychiatra chyba tez nie postawil diagnozy z nikad. to przykre troche, ze nawet nie starasz sie zrozumiec i wszystko widzisz przez pryzmat swoj, swoich mysli i stosujesz mocne uproszczenia myslowe, tzn dopowiadasz sobie sama czyjes mysli, a ja akurat mam te przyjemnosc, ze co do mnie te dopowiedzenia sa zazwyczaj negatywne i nijak maja sie do tego jak jest naprawde i widze, jak wiele rzeczy zle i nieslusznie interpretujesz (przyklad - powiedzialam ostatnio, ze kajaki mi sie ostatecznie nie spodobaly, to twoj komentarz to byl "hur oczywiscie ze ci sie nie podobalo", nawet nie znajac powodow tylko przeciez "mi sie nie nie podoba bo tak"). a naprawde nie jestem tak zla jak myslisz, sporo sie zmienilam przez ostatnie lata (jak i zapewne ty tez), wiec stare schematy myslowe sa juz nieadekwatne.
  6.  
  7. i tak jest juz od jakiegos czasu, bo serio, w wiekszosci przypadkow boje sie w ogóle cokolwiek mowic, bo nie przyjmujesz do siebie krytyki i zawsze jest ona odbierana jako atak. jak zwracasz mi na cos uwage (jak ostatnio np. rozsypany ser) to staram sie nie dyskutowac z tym, ale z kolei ja mam do wyboru albo ci powiedziec i ryzykowac niemila atmosfere i odbijanie piłeczki albo nie mowic wcale, dusic to w sobie, co i tak prowadzi do spin, bo non stop gdzies to siedzi. odnosze wrazenie, ze pod tymi wzgledami jest w naszej relacji duza nierownosc na twoja korzysc, co nie wydaje mi sie w porzadku. bo ty mozesz wszystko, a ja jak chce byc asertywna czy chce zwrocic na cos uwage, to juz nie jest zbyt ciekawie. "traktuj innych, jak sama chcialabys byc traktowana", taki kolejny prawdziwy truizm, ale jak ktoś sprobuje potraktować cię tak samo jak ty innych, to spotyka się to z oburzeniem
  8.  
  9. wiem, ze pewnie poczatkowo i tak zinterpretujesz to inaczej, ale to nie mam na celu atakowania cię, nazwalabym to informacja zwrotna, bo po prostu juz nie moge dluzej tego procesowac w glowie, za duzo mnie to kosztuje energii i stresu. tak samo jak duzo mnie kosztuja stresu rozne sytuacje, w ktorych mnie czasem stawiasz, ale nawet o tym nie myslisz. masz gdzieś to jak to, co robisz wpływa na innych. stad tez to wszystko i chec wyznaczenia jakichs granic i nauka asertywnosci. nie mam na celu krytyki tylko moze danie jakiegos bodzca do reflksji. sama kiedys mi napisalas podobna wiadomosc i na pewno nie chodzi tu o "ty jestes zjebana, a ja idealna" (akurat jestem swiadoma tez twoich 'zarzutow' wobec mnie, ktore niestety czasem sa kolejnym schematem i uproszczeniem), bo nic nie jest zerojedynkowe, tylko serio, musialam to z siebie wyrzucic. uwazam, ze to nawet dobrze, ze to z siebie zrzuce, bo jednak ma to wplyw na jakas nasza relacje przez co i posrednio na ciebie, a chyba chcemy raczej zyc w zgodzie i nie uprzykrzac sobie nawzajem zycia, a to lezy w gestii obu osob.
Advertisement
Add Comment
Please, Sign In to add comment