Guest User

Seba Pota

a guest
Sep 9th, 2012
2,424
0
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
text 25.96 KB | None | 0 0
  1. Janusz i Grażyna właśnie jedli niedzielny obiad, kiedy to do ich drzwi ktoś zapukał.
  2. -Co je do cholery, w boga nie wierzo że tak w niedziele?!-sapnął pan domu.
  3. -Januszku, spokojnie, zjedz bigosu, ja sprawdzę kto nam przeszkadza w niedzielnym obiedzie.
  4. Grażyna wstała i spiesznie podeszła do drzwi. Z trudem przycisnęła oko do judasza, dobre polskie jedzenie zrobiło swoje z jej nienaganną kiedyś figurą. A i do drzwi dobiegała szybciej.
  5. Za drzwiami, nie wiadomo dlaczego, stał wielki tłusty mężczyzna z brodą i koszulką z napisem LINUX RULES. "Pewnie jakiś zespół" pomyślała kobieta. Założyła łańcuch i uchyliła drzwi.
  6. -Nie dam panu żadnych pieniędzy, a i u nas się nie przelewa, przykro mi...-po tej wyuczonej formułce, często ledwo słyszalnej znad ściany dźwieku wylewającej się z wielkiego płaskiego telewizora(kupionego w pobliskim markecie, bo raty dla górnika zawsze mają zero procent) większość intruzów rezygnowała. Ale nie ten.
  7. -Bo wie pani, ja mam taki list, no, dla małego Sebastiana-wysapał przybysz i podrapał się po brodzie, z której wypadły okruchy-o tutej go mam, jest Sebastian?
  8. Grażyna skrzywiła się. Mały Seba, którego dostali na wychowanie 10 lat temu, był dziwny. Tylko gała i gała, czasem tylko posłuchał Tibia i pograł w Peja na komputerze. Nie to co ich prawdziwy syn, Mateusz, który, mimo kiepskich wyników w szkole, był naprawdę złotym chłopcem. Po chwili namysłu powiedzała;
  9. -Wie pan co, pan da ten list, ja mu przekaże-grubas bezwiednie wyciągnął rękę z listem w jej stronę, tracąc prawie palce między futryną a pośpiesznie zamykanymi drzwiami.
  10. -JANUUUUUUSZ!-wydarła się Grażyna, blada jak ściana.
  11. -Co jes, kobieta uspokój się jem przecież nie przerwe tera-bigos latał wokół głowy Janusza jak aureola. Żona jednak nie zwróciła uwagi na sarkanie męża, wzięła widelec ze stołu i jednym ruchem otworzyła kopertę.
  12. -Sebastian Gałecki został przyjęty do szkoły arg, arka, arkanów magii im. Piotra Łuszcza-ostatnie słowa wyszeptała, osuwając się na tapczan. Janusz wstał, zerknął okiem na treść listu i wrzucił go za meblościankę.
  13. -Nie będą do mnie jakieś magiki skakać-wycedził przez zęby.
  14. Do pokoju wszedł Mateusz, zdziwiony zachowaniem rodziców, tak niepasującym do atmosfery rodzinnego obiadu. On sam nie jadł, bo miał karę na talerze i papier do kanapek za jedynki z przyrody i godziny wychowawczej.
  15. -Mame tate gdzie skarpety?!-zagaił rozmowę, tak jak miał w zwyczaju.
  16. -Syneczku, spokojnie, nic ważnego się nie stało-powiedziała słodkim głosem mama. Ciche pyknięcie w tapczanie spowodowało że aż podskoczyła.
  17. -Mame mame, co to jest?!-zapiszczał Mati, ktorego oczom ukazała się gigantyczna mewa, próbująca wydostać się spod siedziska. Po chwili stanęła na stole, nie jadła nie piła, tak tylko stała. Do nogi miała przyczepiony list, łudząco podobny do tego, który przyniósł otłuszczony fan zespołu Linux.
  18. -No, poszła!-Janusz zdecydowanym gestem zamachnął się gazetą, ale mewa nie zareagowała.
  19. -Aaaaaa, Januszkuuuu-Grażyna ze strachem i odrobiną zaciekawienia spoglądała na smocze dildo trzymane przez męża. Janusz zemdlał.
  20. -Januszku, Januszku, już dobrze-mężyczna otworzył oczy, spoglądając na trzeci podbródek żony. "Ja to mam szczęście, taka dorodna" pomyślał, lecz zaraz przypomniała mu się mewa. Jednym ruchem podniósł się z podlogi i powiedział:
  21. -Żono moja, mam pomysła, w końcu Seba zajmuje nam tylko pawlacz, a i je niemało, pożytku z niego nie ma, matki ojca nie szanuje bo nie żyjom, papieża też, więc pozbędziemy się go jako komuny z Wałęsom...-oczy Grażyny spoglądały na męża z podziwem. Podeszła do okna i krzyknęła:
  22. -SEBA OBIAD!
  23. Nie minęło kilka chwil, a w pokoju, naprzeciwko lekko skonsternowanej rodzinki stał młody chłopak. Ubrany był w czerwoną koszulkę dekoral, dodatek do farby, która umalowano pokój Matiego, zielone krótkie spodenki i halówki z bazarku. Jak zwykle uśmiechnięty, spytał:
  24. -Co tam? Chłopaki grają mecza, ale akurat mamy przerwę.
  25. -Synku-to słowo było jak kawałek kotleta sojowego w ustach janusza-synku, znaleźlismy dla ciebie szkołę.
  26. -Ale ja mam szkołę, u nas w podbazie ciągle gramy w gałę na wfie i fajnych kumpli mam i w ogóle.-zaczął wyliczać zalety swojej placówki edukacyjnej Sebastian,troche jednak zbity z tropu.
  27. -MILCZ GÓWNIARZU!-krzyknął Janusz-Pójdziesz do szkoły imienia Łuszcza czy chcesz czy nie. Zabieraj bambetle z pawlacza i szykuj się, bo tutaj pisze że jak będziesz gotowy to cie zabiorom.
  28. -MAME TATE JA TEŻ TAK CHCE!-ręka ojca wylądowała na policzku Matiego z podobnym skutkiem jak tupolew.
  29. Sebastian posmutniał i poszedł po stołek żeby wejść do swojego pawlacza.
  30. W pawlaczu Seba szybko włączył latarkę. Dużo do zabrania nie miał, model autobusu, gałę i kilka Kaczorów Donaldów, które dostał po Matim. Spakował to do plecaka, z którego wcześniej wyrzucił ksiązki. Pewnie w nowej szkole będą inne. I kto to jest ten Piotr Łuszcz. Chłopiec smakował to nazwisko jak smalec, który kiedyś udało mu się podwędzić Grażynie.
  31. -SEBA SZYKUJ SIĘ-usłyszał. Zeskoczył zręcznie z pawlacza i poszedł do przedpokoju. Jego rodzinka nawet nie pożegnała się. Otworzył drzwi, ale raz jeszcze spojrzał przez ramię na Janusza i Grażynę.
  32. -Zginiecie w pierdlu w Sztumie-powiedział pod nosem i zszedł na dół.
  33. Pod klatką stał wielki mężczyzna, który sprawiał wrażenie trochę nieobecnego.
  34. -prosze pana, to ja Ssseba!
  35. -A gdyby te jeże z lasku koło szkoły sprzedać na allegro-wymruczał olbrzym, po chwili jednak spojrzał na chłopca i krzyknął:
  36. -Witam w szkole magii imienia Piotra Łuszcza, kruszynko.
  37. -Kto to ten Łuszcz?
  38. -Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie...
  39. -Proszę pana, a co będę tam robić?-Sebastian drążył sprawę, nie zważając na to, że mężczyzna coraz bardziej sapie się i poci, mimo że nie przeszli nawet 200 metrów.
  40. -Nieee, teerazzz.-wysapał brodacz.-Naajpierw poznasz swoich nowych kolegów, czekają u mnie w piwnicy.
  41. -A co to jest ta piwni-chciał spytać Seba, ale mocne uderzenie w potylice spowodowało że ujrzał ciemność.
  42. Ostry ból w potylicy uświadomił mu że jednak żyje. Na dodatek leżał w prawdziwym łóżku!
  43. -Przykro mi mały, że tak cie urządziłem. Ale niestety mam fobie społeczną i zupełnie nie nadaję się do tego co muszę robić.-grubas był strasznie spięty.
  44. -O, spójrz przyjacielu kogo to będziemi mieli możliwość poznać-pół chłopięcy, pół męski głos dobiegał z pokoju, jednakże jego źródło umieszczone było na wysokości głowy siedzącego Sebastiana.
  45. -To szuepr mój wiekli pszjcielu Dawizie!-
  46. Coś gigantycznego wyszło z cienia, pchając przed sobą wózek inwalidzki.
  47. -Witam cię kolego, oto mój przyjaciel Maciej Maks Prządło, a ja jestem Dawid Rolewski.-na wózku siedział młody chłopak, z dziewiczym wasem i czapką z daszkiem, przykrywającą jego ciemnobrązowe włosy. Jego nogi były chude jak patyki. Jednakże jego kolega był o wiele ciekawszy. Wysoki, wielki niczym brodacz, ubrany w gigantyczną białą koszulę, czarne sztruksy, które strasznie niefitowały oraz białe buty, spoglądał na Sebastiana okrągłą jak księżyc buzią, zwieńczoną parą oczu jak szparek i rudawą czupryna.
  48. -Jestem Maćek Psządło i nie zycze sobie żeby mnie obarżano albo śmieno sie z mnie czy mojego pszyjciela Dawid Rlewskiego.
  49. -No, widzę że się już poznaliście-grubas skończył gmerać coś przy wiekowym komputerze-jądro skompilowane, czas wysłać was do szkoły magii.
  50. Najtrudniej było zmieścić w windzie Macieja i Dawida, jednakże mimo przekroczonego udźwigu, maszyna powoli ruszyła.Po chwili znajdowali sie już na 9 piętrze wieżowca. Widok z okna był naprawdę piękny, widać było nawet ten słynny Pałac Kultury.
  51. -Prosza pana, ale jak my się dostaniemy do tej szkoły?-Sebastian coraz bardziej się niecierpliwił. To już ponad cztery godziny od ostatniego grania w gałę, a nie zapowiadało się żeby miał szybko trafić na boisko.
  52. -Żeby dostać się do elitarnej szkoły magii imienia Piotr Łuszcza, musicie dokonać skoku.
  53. -Cio jak to z tgeo wysoka skakakanie?! NIE RZYCZE SOBIE!-wybuchł Prządło.
  54. -Spokojnie, musicie skoczyć i krzyknąć w locie "Molte volte", to przeniesie was we właściwe miejsce.
  55. Chlopcy nie wyglądali na przekonanych. Grubas zlapał więc Rolewskiego, który w żaden sposób nie mógł się obronić i wyrzucił go przez okno.
  56. -Moltee volteeeeeeeeeeeeeeee-cisza. Chlopcy doskoczyli do parapetu, ale na dole nie było śladu biednego kaleki. Jakby rozpłynął się w powietrzu.
  57. Sebastian stanął na parapecie i spojrzał przed siebie. "Mam jedną pierdoloną schizofrenię" pomyślał przed skokiem.
  58. -Witaj Sebastianie w szkole magii-usłyszał nagle. Długo nie mógł jednak otworzyć zaciśniętych powiek.
  59. Kiedy jednak je otworzył, szybko zamknął z powrotem. "To niemożliwe, przecież on...nie żyje" pomyślał Sebastian.
  60. -Tak Sebastianie Gałecki, ja żyję. Muszę żyć, aby ten świat mógł trwać w niezmienionej formie-ogolona na łyso głowa z podkrążonymi oczami mówiła dalej-Dzieją się straszne rzeczy, panie Gałecki...
  61. -Ale ty, pan znaczy sie, z okna skoczył, tyle lat temu?!
  62. -Wy dzisiaj przecież też powtórzyliście mój wyczyn?
  63. Magik zaśmiał się, poprawił swoją granatową bluzę i spojrzał na stojącego nieopodal grubasa, który tłumaczył coś dwóm wielkim przyjaciołom.
  64. -Andrzeju, możesz zaprowadzić Dawida i Macieja Maksa do ich pokoju? Muszę porozmawiać z Sebą.
  65. Po chwili zostali sami. Magik wyjął zniszczony zeszyt i ze smutkiem powiedział:
  66. -To jedyne co zostało po twoich rodzicach. Byłeś wtedy małym dzieckiem, Seba, a twoi rodzice byli najlepszymi członkami naszego bractwa jakich znałem. Wszyscy byliśmy członkami zakonu Viszą, który walczył o wolność słowa na świecie. Ale jeden z naszych, moich, wychowanków, postanowił nas zniszczyć. Twoi rodzice zginęli przez Bialego Pana, zginęli aby cie chronić!
  67. -Ale jak to? Czemu?-Seba nie był w stanie przyswoić tylu informacji naraz. Przecież jego rodzice zginęli podczas wycieczki do Grecji, w wypadku samochodowym.
  68. -Twoi rodzice głosili prawdę o papieżu. A Białemu Panu się to nie podobało. Już wtedy był potężnym przywódcą swojej sekty. Wykopki-to ostatnie słowo wymówił twardo. Gorycz w jego głosie spowodowała że Sebastian zrozumiał, że mężczyzna, którego dotąd widział tylko na opakowaniach płyt u kolegów, mówi prawdę. "Tak bardzo wyjebane" pomyślał jednak "co ja mam z tym wspólnego".
  69. -On przyjdzie także po ciebie Sebastianie. Tak jak po twoich rodziców. Ostatnio zyskał na sile, może coraz więcej. Jego grupa wyznawców się powiększa. Pamiętaj, Biały Pan to Michał Białek...
  70. -WCIĄGA ROGALE-wyrwało się Sebie.
  71. -Brawo, masz dar-źrenice Magika były rozszerzone bardziej niż po zwykłej dawce marihuany-Ale on to poczuł. Przyjdzie po ciebie, Sebku. Musisz wziąc ode mnie ten zeszyt. To zeszyt twoich rodziców, którzy wklejali do niego zdjęcia papieża, a następnie je przerabiali-to mówiąc Magik podał chłopcu zeszyt.
  72. Seba przekartkował i zrobił się czerwony. W końcu wychowanie u Janusza i Grażyny dużo dało. "Jak tak obrażać Jana Pawła można, czy oni nie mieli honoru i godności człowieka?" pomyślał, jednocześnie śmiejąc się w duszy. "Jan Paweł Piąty gwałcił małe wielokąty" szybko wymyślił wierszyk podobnych do tych z zeszytu. Strachnął.
  73. -Jeszcze porozmawiamy Seba, teraz Andrzej zabierze cie do waszego pokoju.
  74. -Dalej trafisz sam, Seba, to ten pokój na końcu korytarza-Andrzej widocznie miał ważniejsze sprawy do załatwienia.
  75. Sebastian poczekał aż grubas stoczy się ze schodów i ruszył przed siebie. Nagle usłyszał za sobą kroki...
  76. -Witam konsumenta! a co ty tu masz prawilny ziomeczku za zeszycik pizdewko-chłopak odwrócił się i ujrzał łysego, ubranego w dresy młodzieńca. Miał on pokaźną szparę między jedynkami i groźnie spoglądał na Sebę.
  77. -A, nic takiego..
  78. -Dawaj dziesiona kurwo pierdolona, tu Bonus erpeka dla leszczy nie ma litości. Już dzisiaj ojebałem jednego na wózku i grubasa z zegarków-zaśmiał się paskudnie.
  79. -Zooostaw, to nie dla ciebie-Sebastian postanowił bronić jedynej pamiątki po rodzicach. Zaczęła się szarpanina, szelest dresu przerywany był co chwila kolejnymi wyzwiskami. Nagle silne ręce uniosły chłopaków w powietrze.
  80. -A CO TO ZA ŻYCIE KURESKIE?!-tego głosu Seba nie spodziewał się usłyszeć.
  81. -Oliwierku, znowu wpadasz w kłopoty. Szacunek ludzi ulicy to jedno, a być nie mieć to drugie-Ryszard Andrzejewski strofował Bonusa-A ty to kto, aaaa, ten słynny Sebastian Gałecki. Myślisz że bedę ci pobłażał tylko dlatego że jesteś sławny, a twoi rodzice należeli do zakonu? Do zobaczenia na moich lekcjach. A ty Oliwierku poćwicz trochę dziesiony i nie daj się złapać psom.
  82. Po chwili obaj odeszli. Seba wszedł do pokoju. W powietrzu niósł się zapach top chipsów i coli z biedronki. Poczuł sie jak w domu. Naprzeciwko drzwi, na łóżku siedział Prządło i Dawid, a obok nich jakieś dwie dziewczyny.
  83. -Mój pszyjacilu to sa Aralga i Karynke, noweew kleżanki z szkokły- w głosie Maćka czyć było podekscytowanie. Seba burknął coś do dziewczyn patrząc się na podłogę i kątem oka zauważył ruch w rogu pokoju.
  84. -Nie zwracaj na niego uwagi, to jest Stulej-szybko wyjaśnił Rolewski-on się do nikogo nie odzywa i tylko poleruje knagę.
  85. Dziewczyny zasmiały się nerwowo.
  86. -Za 15 minut macie zajęcia z obrony przed potworami-głos brzmiał bardzo znajomo. Seba podniósł głowę i zauważył lewitującą głowę Papieża Polaka, która lewitowała pod sufitem.
  87. Dopili colę i wyszli z pokoju.
  88. Szybko dotarli do klasy, podążając za głową papieża. Stał tam już tłumek innych uczniów, jednak nikt nie zwrócił na nie uwagi.
  89. -Podobno to jest wielkie otwarcie!-jeden z chłopaków był bardzo podniecony.
  90. -Ale otwarcie czego?-spytała Aralka.
  91. W tym samym momencie drzwi uchyliły się a ze środka mocny, damski głos zawołał:
  92. -Wchodzicz wchodzicz!
  93. Sebastian wszedł i zgodnie ze zwyczajem ulokował się w ostatniej ławce. ALe nawet stamtąd wiedział tę kobietę. Gigantyczne uda, tak wielkie jak Maciej prawie, kurtka w niedźwiadki oraz mała łysa głowa, filuternie zerkająca na nich oczami.
  94. -Nazywam się Ania Aniula Kamińska księżniczka i lubię konie kotostrupy kolor niebieski czarny czerwony-jak karabin powiedziała nauczycielka
  95. -Uczycz was o kotostrupach koniach i kolorze niebieskim. Coś pytacz?-w tym momencie otworzyły sie drzwi i stanął w nich męzyczna z podeszlym wieku, w marynarce i muszce. Zlustrował klasę, po czym zwrócił się do Kamińskiej:
  96. -Ru ru rurkowce w piwnicy! Musimy coś z tym zrobić!
  97. - Ozjasz Ozjasz Ozjaszyk beze mnie nicz nie moze zrobicz-ucieszyła się Ania Aniula-na następne zajęcia pisacz komentarz o kotostrupach!-krzyknęła i potruchtała za mężczyzną.
  98. -Z lekcji nici-powiedział Sebastian-Chodźmy pokopać gałę.
  99. Okazało się jednak że nigdzie nie ma boiska do grania w gałę. Sebastian chciał opuścić tak niepoważną szkołę, ale Dawid jakoś przekonał go, że na grze w nogę świat się nie kończy.
  100. -Są autobusy, solarisy, neoplany, mpk, mzk, mzt, wszystko!
  101. Seby to nie przekonało, jednak latająca głowa papieża szybko wezwała ich na kolejną lekcję. Tym razem była to lekcja obrony przed wykopkami. Samo pomieszczenie już było dziwne. Przed ławkami stało coś, co przypominało teatrzyk dla kukiełek, wkrótce kurtyna rozsunęła się i uczniowie zauważyli człowieka w białej koszulce i majtkach CK. Teatrzyk był tak zbudowany, że nie było widać jego głowy. Mężczyzna był świetnie zbudowany "Nigdy nie bede miał takiego brzucha" pomyśleli w tym samym momencie Prządło i Rolewski.
  102. -Co polskie kuhwy, myśleliście że to Andrzej Breiwik jak co hoku będzie phowadził obronę przed lewakami? Nie dla psa kiełbasa kuhwy, tehaz ja, profesor Testovihon będe phowadził obhonę przed wykopkami!
  103. W tym momencie w ręce mężczyzny pojawiła się pomarańcza. Sebastianowi coś kapnęło na ramię. To Prządło ślinił się jak pies.
  104. -Chodź, chodź, rhudy chłopczyku, tak ty, tłusty, do mnie, pomahancza dla ciebie, skuhwynysu-Prządlo jak zahipnotyzowany zbliżał się do Testovirona, kiedy jednak wyciągnął ręke, pomarańcza zniknęła, a jej miejsce zastąpiły pośladki mężczyzny, który klepał się po nich i krzyczał:
  105. -Nie dla psa kuhwa!
  106. Zapłakany Maciek wrócił do ławki. Na następne zajęcia Testo kazał przynieść noże szefa kuchni, bo będzie pokazywał jak wypatroszyć Białego Pana.
  107. W pokoju czekała na nich niespodzianka. Na łóżku siedział ogolony na łyso chłopak, który nie zdążył na zajęcia, bo zbierał pieniądze na opłacenie mieszkania w Warszawie, którego, jak się dowiedział przed chwilą, już nie potrzeboał.
  108. -Cześć, jestem Kamil. Lubię gry i komputery, mogę wam pokazać jak się robi różne rzeczy na kompie-powiedział wesoło. Stulej w kącie zabluźnił cicho.
  109. Cześć!-chórem powiedzieli chłopcy. Okazało się że Dawid znał nowego z internetu, bo często oglądał jego filmy dotyczące technologii komputerowej.
  110. -Ech, gała tak bardzo niekopana-westchnął po chwili Sebastian. Kamil uśmiechnął się:
  111. -A może przyszpilamy w fifę?-Sebastian aż podskoczył. Grał kiedyś z kolegami na informatyce, akurat kiedy skończyli medal of honor po lanie.
  112. -Jasne!
  113. Kamil rozłożył laptopa alienware, odpalił grę, a po chwili zapłakał. Sebastian ograł go 3 razy, z czego za pierwszym razem nie miał nawet zbindowanego klawisza do podań.
  114. -Dobry jesteś, może nagram o tobie vloga, rozmowę z przedstawicielem e-sportu?-Kamil nie dał po sobie poznać swojego humoru. Sebastian za to nie wiedział o czym jego nowo poznany kolega mówi.
  115. -Czemu nie, tylko może nie dzisiaj, późno jest.
  116. Dni mijały, Kamil powoli stawał się dobrym przyjacielem chłopców, a jak się okazało, obie dziewczyny były nim mocno zainteresowane. Rozmawiał o modzie z Mackiem Maksem, opowiadał chłodne historie z warszawskiej komunikacji miejskiej Rolewskiemu. Karyna dowiedziała się że niezłe z niej ciasteczko, a Aralka często oglądała razem z nim chińskie bajki. Tylko Stulej siedział w kącie i robił to, co stuleje lubią najbardziej.
  117. -Lubię Kamila-powiedział Sebastian pewnego wieczoru, kiedy to siedział z resztą paczki w pokoju. Vlogera akurat nie było, bo montował nowe nagranie, a potrzebował do tego spokoju i ciszy.
  118. -Żaden wygryw, normalgówno-odezwał się Stulej ze swojego kąta.
  119. -Tio bajdzoi mly hloepiec i nje rzycze sobie ziebyb go śmiać!-Prządło stanął w obronie nieobecnego.
  120. -Mój wielki przyjacielu, masz stanowczą rację. Przebywanie z Kamilem to jak jazda solarisem urbino, rzecz przyjemna i pełna radości.
  121. -Sugerowanie że on jest normalny. Mój licznik poziomu raka wariuje kiedy tu wchodzi.-Stulejarz nie dawał za wygraną.
  122. -A wy co sądzicie dziewczyny?
  123. Aralka i Karyna uśmiechnęły się, ale ich twarze przypominały dorodne brzydkie buraki.
  124. -Mnie się on naw-nagle zza okna usłyszeli jakieś drapanie, po chwili jak coś nie ryknie. Odwrócili głowy jak na komendę. Na parapecie stał ktoś bardzo kudłaty.
  125. -TO COWIEK MAUPA NAJWIEKSZY ZBRODNIARZ WOJENNY-zapiszczał Stulej-SKURWYSYNU ZOSTAW NAS!!!
  126. Kraaa! Kraaaa! KRAAAA!
  127. Szyba pękła, a Cowiek Maupa powoli zbliżał się do chłopców. Rolewski zaczął powoli toczyć się w stronę swojego modelu Neoplanu, który, chociaż pozbawiony tylnej szyby, dalej mógł być uznany za dobrej klasy maczugę.
  128. -Cio sle dizeje ttaj wgole i kto pna jest sznowny pnie cowku malpa?-Prządło dygotał, ale postanowił że nie ulegnie strachowi.
  129. -Kraaaaa! KRaaaaaa! Kraaaa!-odpowiedział największy zbrodniarz wojenny, po czym złapał Sebastiana, którego nogi znajdowały się wyjątkowo blisko jego zębatej paszczy. Sebastian kopnął. Kopnął tak jak w 2002 na mistrzostwach podwórka w gałę, kiedy strzelał karniaka Łysemu, a Łysy potrafił bronić. Uderzenie nie zrobiło jednak na Cowieku Maupie większego wrażenia, puścił jednak Sebastiana i skupił swoją uwagę na Dawidzie. Minął piszczące dziewczyny, dopadł kalekę i jak szmacianą lalką rzucił o ścianę.
  130. -NIEE RZYCIĘĘĘĘ SOBIEEEEEE-szał Prządła był natychmiastowy-NIEEE RZYCJIĘ SOBIEEE MJEGO WLKEIEGO PZICJACIELE O ZSCINAE!!!
  131. To co stało w miejscu Maciej Maksa nie przypominało już potulnego grubasa. Ruda, wielka kreatura z gigantycznymi zwojami mięśni rzuciła się na Cowieka Maupe zwierając się z nim w walce na śmierć i życie.
  132. -njee, njieie, mjego pszjlcieal tak bzidko nie zycie sobie!-w Cowieku Maupie coś pękło. Stał przez chwilę jak po wypiciu piwa, oszołomiony, po czym padł na podłogę. Maciej Maks stał i spoglądał na swe dłonie, z płaczem podbiegł do swojego przyjaciela.
  133. -Dwidzaei!
  134. -Mój wielki... przyjacielu... to przypomina mi moją grecką przygodę...
  135. Do pomieszczenia wbiegli Ania Kamińska i Ozjasz
  136. -Co to za lewackie ścierwo?!-Korwin przyglądał się truchłu, kiedy Kamińska zaczęła je przytulać
  137. -Cowieczek cowieczulek małpeczka nie życz nicz nie mócz zrobicz...-zaszlochała i zaczęła zajmować się Dawidem-nicz ci nie będzie, Ania Aniula Księżniczka zrobicz dobrze-ułożyła go na wózku i zaczęła pchać w stronę drzwi. Ozjasz odsunął się z obrzydzeniem.
  138. -Nie-nie-niech sam się pcha, na papaparaolimpiadę może. Pamiętajcie, z kim się zadajesz, takim się stajesz-człowiek z muszką wziął na ramię ciało Cowieka Maupy wyszedł. Sebastian zauważył jak od trupa odkleja się mała karteczka przypominająca wizytówkę, podniósł ją i spróbował odczytać:
  139. -Mmm, miron, kurcze, sch-eee-icht! Co to znaczy?!-nie miał jednak dużo czasu do rozmyślań, bo do pokoju wszedł Kamil, radośnie gwiżdżąc i żując gumę.
  140. -Mozisze nam wyjsnić cioś?
  141. -I skąd masz gumę?-zapiszczał spocony ze strachu Stulej.
  142. -Heeej, o co wam chodzi, nagrywałem vloga, co się stało, gdzie jest Dawid?-Kamil wyglądał na zaskoczonego.
  143. -Nie grzebałeś ostatnio w jakiejś skrzynce na bezpieczniki?-nie dawał za wygraną Stulej-sprawdzę czy nie grzebałeś...
  144. -A to jakoś wyjaśnisz?!-Seba podał vlogerowi zniszczoną wizytówkę-To nie jest czasem twój tata albo ktoś?
  145. Kamil zrobił się blady, zaczął powoli przesuwać się w stronę okna.
  146. -Maciek łap go!-krzyknęła Aralka. Jednak Kamil był szybszy niż wielki przyjaciel Dawida Rolewskiego. Stał na parapecie, jak kilka chwil wcześniej Cowiek Maupa i patrzył na nich z nienawiścią:
  147. -Udało się wam tym razem, farciarze, ale następnym razem Biały Pan was dopadnie-podsunął rękaw i pokazał mieniący się na niebiesko-pomarańczowo tatuaż. Błękitny prostokąt z białym tłem na którym widniała pomarańczowa litera W. Zadrżeli.
  148. -Nigdy mnie nie złapiecie! Do zobaczenia w kolejnym odcinku mojego vloga! HAHAHA!-zaśmiał się szyderczo, po czym wyskoczył przez okno.
  149. -Cholera, trzeba o wszystkim powiedzieć Magikowi-Sebastian nie wiedział co myśleć o całej sytuacji. Kamil okazał się agentem wykopu, udało mu się wkraść w ich łaski tak łatwo, jak łatwo Papieżowi zjeść kremówkę. "Dziwne" pomyślał "Nie słychać uderzenia o ziemię"...
  150. -Zdrajców chwytam jak sygnał satelita, nie leża martwi na chodnikach, inaczej wyciągną kopyta-zarymował gramolący się przed okno Magik. W ręku trzymał kopiącego, zapłakanego Kamila-jeżeli chodzi o numery ze skokami z okien, to jestem profesjonalistą-zaśmiał się.
  151. Karyna nie wytrzymała, podbiegła do Kamila i spoliczkowała go:
  152. -no i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?masz ty w ogóle rozum i godność człowieka?ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie ,chyba nie pomyślałeś nawet co robisz i komu służysz ,możesz sobie zdradzać tych co na to zasłużyli sobie ale nie naszego Sebastiana Gałeckiego naszego rodaka wielką osobę ,i tak wyjątkowa i ważną bo to nie jest ktoś tam taki sobie że możesz go sobie wyśmiać bo tak ci się podoba nie wiem w jakiej ty się wychowałeś rodzinie ale chyba ty nie wiem nie rozumiesz co to jest przyjaźń!
  153. Sebastian zaczerwienił się, spojrzenia jego i Karyny spotkały się, po chwili ona też spąsowiała i szybko wyciągnęła szlugę.
  154. -Sznowany pnie Maigku moj wikejklk pszijciel prwaie ginął, nje źiczę sobie-Maciek przedstawił najbardziej palącą go kwestią Magikowi.
  155. -Nie martw się kolego, twojemu przyjacielowi nic się nie stało, jest w dobrych rękach.
  156. -Musicie mnie wysłuchać-zaczął po chwili-Biały Pan coraz mocniej i częściej próbuje nas zniszczyć. Najbardziej zależy mu na tobie, Sebastianie. Tylko ty jako jedyny przeżyłeś jego atak, wtedy zginęli twoi rodzice. Tylko ty jesteś w stanie go pokonać...-Magik spojrzał uważnie na kopacza gały-Ale najpierw musimy zająć się naszym kolegą Kamilem. Wezwałem już Andrzeja, zaraz powinien tu być.
  157. Magik przez chwilę oglądał wizytówkę Mirona Scheichta. Okazało się że Stulej miał rację. Cowiek Maupa i jego uwięzienie nie były legendą, powtarzaną przez wielu anonimowych użytkowników Internetu. Ale ktoś musiał pomóc Kamilowi w odnalezieniu swojego ojca, ktoś kto bardzo dobrze zna internet. Tylko Biały Pan i jego armia mogli tego dokonać. Po chwili Andrzej był już w środku.
  158. -Andrzeju to już czas...-Magik skinął głową. Andrzej jednym ruchem ściągnął perukę, odkleił brodę. Seba osunął się na tapczan. Przed nim stał Ostatni Płomień Europy, Andreas Behring Breivik. Poprawił swoje włosy o kolorze pszenicy i spytał:
  159. -Jak na wyspie to lewackie ścierwo?
  160. -Tak, chociaż możesz zrobić to w dowolny sposób-Magik wykonał tajemniczy gest, położył prawą rękę na sercu, po czym uniósł ją wyprostowaną z zaciśnięta pięścią. Andreas powtórzył gest, z łzami w kącikach oczu. Po chwili Sebastian i przyjaciele zrobili to samo. Andreas wyszedł z chlipiącym Kamilem. Po chwili usłyszeli suchy strzał.
Advertisement
Add Comment
Please, Sign In to add comment