Advertisement
d4rky

Untitled

Jan 4th, 2012
157
Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
  1. Pod powierzchnią oceanu Po amerykańskiej premierze Solaris
  2. Wracam jeszcze do Solaris; Steven Soderbergh wyraził w ,,Newsweeku” nadzieję, że Lem nie dostanie zawału, kiedy film zobaczy. Dystrybutorzy polscy mają mi przysłać kopię w postaci kasety, a Soderbergh chce potem przyjechać do Krakowa. Znajduję się na razie w takim stanie fizycznym, że podobna wizyta nie jest możliwa, ale postaram się poprawić.
  3. Abstrahując już od tego, czy dzieło Soderbergha jest wartościowe, czy nie, zostało ono wrzucone w maziowaty ocean, ale nie solaryjski — w ocean krytyki, która nie bardzo wie; czy ma przed sobą kapelusz, czy wazon na kwiaty, czy może nocnik. Przypomina mi to
  4. sytuację sprzed lat, kiedy ukazał się niemiecki przekład Solaris, pojawiły się głębinowe egze- gezy freudystyczne, które wydawały mi się zupełnie bez sensu. Jak się pisze taki wielowykła- dalny tekst, trudno o syntonicznych odbiorców.
  5. Uważam jednak, że nie warto zabierać się za utwory pozbawione jakiegoś problemowego przesłania. Wprawdzie Solaris jest jednym wielkim zmyśleniem, ale problematyka, która pod powierzchnią fabuły i solaryjskiego oceanu się kryje, zmyślona nie jest. Książka moja — naturalnie pośrednio — stanowi odpowiedź na dość powszechne przekonanie, że albo w Kosmosie istnieją inne, technologicznie wysoko rozwinięte cywilizacje, które z nami nawiążą kontakt, albo nie ma w ogóle nikogo. Trochę tak, jakby na Ziemi dostrzegać tylko ludzi i szympansy, pomijać zaś termitiery, mrowiska, wszelkie inne socjalnie żyjące owady czy choćby inteligentne delfiny. Wyobraziłem sobie twór, który nie jest zespólnią zlewających się w jedno organizmów i który ma swoją własną problematykę. Jak ona wygląda? Nie–ludzko! Są nawet próby wykładni teologicznej, ale to wciąż ludzie jej dokonują, ocean się nie odzywa. I w tym tkwi sedno sprawy.
  6. Uważam się za racjonalistę, dlatego na pytanie: dlaczego coś w mojej książce jest takie, a nie inne, mogę odpowiedzieć: nie bez powodu. Na przykład niezniszczalność fantomów ma swoją rację: chodzi o to, by ich nie redukować do zwyczajnej kopii człowieczeństwa, bo wtedy nie wpisywałyby się w porządek narracji. Nie wiemy, czy ocean działa z premedytacją, złośliwie, czy też po prostu wyszukuje to, co najtrwalsze i najmocniej zafiksowane w podświ- adomości czy pamięci czterech bohaterów przebywających na stacji. A wiemy, że traumatyc- zne wspomnienia bywają zarazem trwałe i silnie stłumione.
  7. Jak właściwie wyglądają zjawy dręczące moich bohaterów? Nie potrafię odpowiedzieć nic nad to, co znalazło się w książce, bo nic więcej nie wiem! Sartorius, który jest facetem szale- nie oficjalnym i sztywnym, ma u siebie najprawdopodobniej jakieś dziecko. Czy on to dziecko molestował, czy łączą go z nim inne ponure wspomnienia, nie wiadomo, w każdym razie bardzo się wstydzi ujawnienia tej istoty. I podobny wstyd przeżywają inni, a Gibarian popełnia nawet z tego powodu samobójstwo; zresztą grubą Murzynkę, której postać wywołała u Gibariana reakcję tak gwałtowną, Amerykanie ze względu na political correctness całkowi- cie w filmie zlikwidowali. Kto zaś dręczy Snauta — pojęcia nie mam! Jest w powieści scena, w której trzyma on za rękę kogoś schowanego w szafie — i tyle.
  8. Główny bohater, Kelvin, który opowiada to wszystko w pierwszej osobie, musiał być na- tomiast wyposażony we wspomnienie, które nie byłoby ani pedofilne czy na inny sposób zboczeńcze, ani zbrodnicze. Nie mógł być Kubą Rozpruwaczem ani też złodziejem czy oszus- tem — wówczas cała historia nie trzymałaby się kupy. Dlatego wymyśliłem romans Kelvina z Harey tragicznie zakończony z jego, jak sam sądzi, winy. Stąd osad w jego pamięci i dlatego ocean przywołuje właśnie Harey.
  9. Nie przywołuje jej ze względu na płeć i nie chodzi o pożycie, które Kelvin miałby z nią na stacji Solaris pędzić, tylko o wspomnienie historii, która miała na Ziemi zakończenie par ex- cellence tragiczne i o której pamięć szła za Kelvinem. Uważam panowanie seksu w naszej kulturze za zjawisko maniakalne. Tymczasem wielu krytyków w Stanach Zjednoczonych opiniowało Solaris w kategoriach właśnie seksu, mnóstwo też mówiono — co mnie szczegól- nie dotknęło — o gołych pośladkach odtwórcy głównej roli. Sam Soderbergh zapowiadał So-
  10. laris jako coś pośredniego pomiędzy Odyseją kosmiczną Kubricka a Ostatnim tangiem w Paryżu Bertolucciego. Tego drugiego filmu nigdy zresztą nie widziałem...
  11. Pojawiły się już inne propozycje filmowe, dotyczące między innymi Niezwyciężonego. Chętnie bym przystał na jego ekranizację, przede wszystkim dlatego, że nie ma tam żadnych amorów w uniwersum, tylko po prostu statek kosmiczny szukający drugiego statku kosmic- znego, który zaginął. Syn ostrzega mnie: najtrudniej będzie z uratowaniem Niezwyciężonego przed kobietami. Ja jednak absolutnie się nie zgadzam na dokooptowanie do załogi statku jakichkolwiek kobiet.
  12. W Niezwyciężonym pojawia się problem, który nazwałem problemem „nekroewolucji” czy „martwej ewolucji” automatów, nawracających ku formom prostym i najbardziej podsta- wowym i tworzących dzięki temu niemal niezniszczalny niby–organizm. Teraz się dowiaduję, że Michael Crichton napisał bestsellerowy tom pod tytułem Nanoroboty atakują. I są tam nanoroboty jak w Niezwyciężonym, tyle że z trzydziestopięcioletnim opóźnieniem. W Am- eryce uważano jednak za niemożliwe, by jakiś dziki człowiek spod tatrzańskiej skały umiał napisać cokolwiek, co stanęłoby do konkurencji z tamtejszą science fiction.
  13. Rozwiodłem się nad Solaris i Niezwyciężonym, choć na ogół wyznaję zasadę, że autor powinien trzymać gębę na kłódkę. Jednak świat rzeczywisty, który nas otacza, jest tak niemiły i niespokojnie niekształtny, i tak daremnie przychodzi prześwietlać jego przyszłość, że na jego temat wolę dziś zamilczeć.
Advertisement
RAW Paste Data Copied
Advertisement