SHARE
TWEET

Untitled

Salacia Sep 20th, 2019 (edited) 103 Never
Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features!
  1. Lucretai a więc pospiesznie odebrała od skrzata karteczkę i zaczęła wertować ją wzrokiem. Nie zatrzymała się jednak na samych składnikach, a z racji tego, że miała sporo czasu przeczytała także do razu sposób przyrządzenia. Efekt, który także znajdował się na karteczce pominęła pamiętając go z poprzedniej lekcji. Kiedy upewniła się, że wszystko przeczytała i, że przepis, jak niektóre wredne kartkówki ma jeszcze jedną liniejkę na drugiej stronie, którą można banalnie przegapić, a znajduje się tam zadanie za pięć punktów, zabrała się do działania. Odbiła się nóżkami od stolika odsuwając tym samym taboret, na którym siedziała, po czym wstała z niego i dzierżąc w ręce karteczkę udała się w stronę półek, po drodze zgarniając jeszcze tackę, by nie musieć z każdym składnikiem osobno wracać.
  2.  
  3. Pierwsze na liście znajdowało się "9 gramów sproszkowanego roku jednorożca". Ingrediencję tą dziewczynka po chwili odnalazła w jednej z puszek na dolnej półce. Następnie z dobrze jej już znanego słoiczka wyciągnęła trzy pijawki, by ułożyć je zaraz obok na tacce. Kolejny na liście był mordownik- takiego składnika jednak nie odnalazła, tak samo na próżno szukałaby akonitu, w zamian za to odszukała koszyczek opisany jako tojad, a więc kolejna nazwa tej samej rośliny. Wyciągnęła z niego jedną średniego rozmiaru sztukę. Teraz pozostało jej tylko wspiąć się na palce, by dosięgnąć średniej, a więc zawierającej 100 mililitrów fiolki z krwią gronostaja. Ingrediencje te odniosła na blat, gdzie ustawiła je standardowo w kojeności pokrywajacej się z kolejnością dodawania do eliksiru, po czym wybrała się jeszcze po niezbędne przyrządy, na które składały się: miedziana waga, srebrny nożyk, drewniana chochla oraz szklana miarka.
  4.  
  5. Kiedy wszystko było już gotowe omiotła stanowisko wzrokiem. Już prawie chwytała za miarkę, kiedy przypomniała sobie słowa profesora o niestabilności eliksirów. Odsunęła wiec w czasie o kilka minut proces ważenia eliksiru kierując się w stronę stoiska z odzieżą ochronną skąd zabrała fartuch oraz rękawice. Wzrok Lusi padła na gogle ochronne jednak finalnie dziewczyna zdecydowała, że poradzi sobie bez nich. Założyła więc jedynie części stroju ochronnego mające osłaniać jej ciało i ręce, po czym powróciła na stanowisko pracy w międzyczasie wyjątkowo zapinając guziki bialej odzieży.
  6.  
  7. Tym razem, już nie przypomijac sobie o niczym ważnym co miałaby zrobić przed rozpoczęciem wazenia eliksiru, spokojnie zabrała się do pracy. Karteczkę z przepisem ułożyła w górnym brzegu stołu tak, by móc na nią spoglądać w razie jakiś wątpilowości co do kolejnego składnika, ilości zamieszań czy temperatury podgrzewania.. Prawą ręką natomiast lekko obróciła podorując, że z rękawa szaty wysunęła się różdżka. To za pomocą tego wykonanego z drewna przedmiotu rozpaliła kociołek używając, z przyzwyczajenia, werbalnego "Lacarnum Inflamare", a nie tak jak większość osób incendio.
  8.  
  9. Kolejną czynnością, jaką wykonała młoda adeptka eliksirów było przelanie krwi gronostaja do miarki. Niby fiolka powinna mieć sto mililitrów, jednak taki perfekcjonista jak Lu wolał mieć pewność, że jest tam równo tyle, o ile prosi przepis. Kiedy więc utwierdziła się, w przekonaniu, iż fiolka istotnie zawierała 0,1 litra krwi wlała ciecz do kociołka, a następnie spoglądając co jakiś czas na termometr odczekała, aż temperatura osiągnie 30 stopni. W międzyczasie trzy pijawki, za pomocą nożyka wykonanego z neutralnego metalu czyli srebra, pokroiła pijawki w kostkę, by następnie wrzucić je do kociołka. Kiedy się z tym uporała chwyciła za chochlę,a używając jej zamieszała ciecz dwa razy w stronę zgodną z ruchem wskazówek zegara obserwując jak eliksir zmienia barwę na fioletową. Uznając to za dobry znak, wszakże instrukcja podawała, ze dokładnie na ten kolor ma przybrać ciecz dodała pozostałe składniki, a więc mordownik oraz ściągnięte z szalki dziewięć gramów rogu jednorożca, które ówcześnie położyła tam, jednoczęsnie na drógiej szalce stawiajac dziewięciogramowy odważnik. Upewniając się, ze o żadnym składniku nie zapomniała podniosła temperaturę cieczy do 120 stopni i przez kolejne siedem minut pozwoliła cieczy się gotować, a po wyznaczonym czasie zgasiła płomień pod kociołkiem. Sciągnowszy rękawice, które w większości przypadkow uznawała za nieprzydatne i odkładając je na blat spojrzał w stronę profesora po czym uniosła dłoń.
RAW Paste Data
We use cookies for various purposes including analytics. By continuing to use Pastebin, you agree to our use of cookies as described in the Cookies Policy. OK, I Understand
 
Top