Don't like ads? PRO users don't see any ads ;-)
Guest

Untitled

By: a guest on Jul 29th, 2012  |  syntax: None  |  size: 21.37 KB  |  hits: 13  |  expires: Never
download  |  raw  |  embed  |  report abuse  |  print
Text below is selected. Please press Ctrl+C to copy to your clipboard. (⌘+C on Mac)
  1.  
  2. Wiatr przenosił jesienne liście z miejsca na miejsce chłodną, listopadową nocą, co jakiś czas zawodząc i przeganiając po niebie ciemne chmury, które przysłaniały blade światło księżyca.
  3. Gdyby nie stare latarnie, sączące żółtawe światło, ulica byłaby całkowicie pogrążona w mroku.
  4. Mimo pozornego spokoju panującego w owym miejscu, dało się wyczuć pewną nutkę niepewności. Jak gdyby ten spokój był tylko przelotny, a za chwilę miałoby się wydarzyć coś nieoczekiwanego.
  5. Wiatr zawiał mocniej, powodując skrzypienie małej, żelaznej bramki, prowadzącej do wnętrza starego parku.
  6. Wewnątrz znajdowały się wąskie ścieżki wyłożone były kamieniem, gdzieniegdzie już wytartym i wbitym głęboko w ziemię. Drzewa zgromadzone w tym zakątku pamiętały dawne czasy. Były zapewne świadkami ciekawych wydarzeń, jednak nigdy nie będzie im dane tego opowiedzieć.
  7. Przez szum wiatru i ciche uderzenia gałęzi dało się słyszeć chrzęst piasku pod stopami. Po chwili zaś ciche westchnienie i skrzypienie starej ławki, uginającej się pod ciężarem osoby siadającej na niej.
  8. Mężczyzna usiadł i odchylił się do tyłu, strącając kaptur z głowy. Jego ciemne włosy zostały niedbale rozwiane przez silniejszy podmuch wiatru po przystojnej twarzy. Jasna, prawie biała cera wyraźnie odcinała się od ich czerni.  Do tego piwne oczy i pełne, wydatne usta. Jak gdyby osoba nie z tego świata.
  9. Ławka zaskrzypiała ponownie, gdy brunet wyprostował przed siebie nogi i z cichym jęknięciem, przeciągając się. Otworzył  zmęczone, nabiegłe krwią oczy i mocniej wcisnął ręce w kieszenie skórzanej kurtki. Wiatr przeszywał jego zimne ciało na wylot, co wcale nie budziło w nim przyjemnych uczuć. Zadrżał kuląc się odrobinę w sobie.
  10. Spojrzał w ciemne niebo zastanawiając się nad własnym życiem i tym, co właściwie robi na tym świecie. Nie podobała mu się jego obecna sytuacja, jednak wiedział, że nie ma z niej wyjścia. Nie lubił siebie i podobnych sobie. Na dobrą sprawę zastanawiał się, czemu tak właściwie istnieją takie istoty jak on. Nie był ani człowiekiem, ani zwierzęciem... więc tak naprawdę kim? Sam już tego nie wiedział.
  11. Wiatr wiał coraz mocniej, a temperatura coraz bardziej spadała. Zbliżała się pierwsza w nocy,  więc do świtu brakowało kilku godzin. Wyciągnął dłoń i przetarł nią powieki, starając się odpędzić nagromadzony pod nimi sen i zmęczenie. Nic dziś nie jadł, co nie wróżyło dobrze jego organizmowi. Z dnia na dzień robił się coraz słabszy, a jego silna wola topniała niczym lód w lipcu. Choć unikał tego jak ognia musiał się pożywić. W jakikolwiek sposób.
  12. Brunet westchnął i podniósł się z ławki, zakładając kaptur na głowę. Spojrzał jeszcze raz w ciemne niebo szukając na nim jasnego punktu. Na próżno jednak go wypatrywał. Poprawił ręce w kieszeniach i ruszył przed siebie. Czas w tym momencie działał na jego niekorzyść.
  13. ~~~
  14. - Rita ! Może pomógłbyś mi wnieść te rzeczy? - zapytał chłopak próbując przecisnąć się przez wąskie, obdrapane drzwi.  Pole widzenia, w dość szerokim stopniu, zasłaniały mu drewniane skrzynki ustawione jedna na drugiej.
  15. - Dajesz sobie świetnie radę sam– odparł z uśmiechem chłopak o różowych, jasnych włosach. - I już ci mówiłam, że nie masz się zwracać do mnie w rodzaju męskim – prychnął odznaczając kolejną pozycję na liście towarów. Zbliżała się druga w nocy i właśnie kończyli swoją zmianę. - No już, stawiaj to tutaj i będziesz mógł iść. Znaj łaskę pana.
  16. - Dzieki Bogu – burknął Aron stawiając ciężkie skrzynki na podłodze i prostując plecy z cichym jękiem. Praca w hurtowni stanowczo nie była tym, czym sobie wymarzył. Nie przepadał za tym zajęciem, ale jak to się mówi „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Nie narzekał więc na późne godziny zmian ani na szefostwo. No, może nie licząc dziwnego współpracownika o imieniu „Rita”, który był kobietą w ciele mężczyzny... jak to zwykł subtelnie siebie określać.
  17. - Czyli mogę już spadać? - zapytał rozwiązując fartuch i zwijając go dość nieporadnie.
  18. - Możesz możesz – odrzekła Rita uważnie przeliczając towar. - Do zobaczenia jutro.
  19. - Paa – mruknął tylko Aron, nie odwracając się nawet w kierunku współpracownika. Chciał teraz iść coś zjeść i się wyspać. Dziś miał już wolne, więc mógł sobie pofolgować. Nie mniej jednak stanowczo wolał spędzić wolne godziny w łóżku niż na imprezie.
  20. Szybko przebrał spodnie i wrzucił je razem z fartuchem do swojej małej szafki. Pośpiesznie założył te, w których przyszedł i sięgnął po ciepłą kurtkę. Mimo chłodu panującego na dworze nie nosił nic, oprócz koszulki z krótkim rękawem. Należał do ludzi, którym zawsze było ciepło.
  21. Wciągnął buty i nie przejmując się nawet ich zawiązaniem ruszył w kierunku wyjścia.
  22. Podmuch wiatru uderzył w jego młodą twarz, kiedy otworzył drzwi. Przymknął lekko oczy i rozejrzał się po ulicy. Jak zwykle w tych godzinach panowały pustki. Uśmiechnął się lekko do siebie i przeczesał palcami włosy wciągając chłodne, rześkie powietrze. Mimo wszystko lubił to miejsce.
  23. Powolnym krokiem ruszył w stronę swojego mieszkania. Przeciągnął się lekko, po czym ziewnął szeroko. O tak, w jego mieszkaniu było ciepło, przytulnie, a przede wszystkim... było tam wspaniałe łóżko, które zapewne tęskniło już do niego.
  24. Uśmiechnął się do swoich rozmyślań. Jak wstanie odwiedzi Michelle, dawno się z nią nie widział. Może spędzą razem parę godzin, byłoby całkiem miło.
  25. - Masz może fajkę? - męski głos wyrwał go z przemyśleń. Rozejrzał się w koło. Chwilę trwało, zanim udało mu się spostrzec mężczyznę stojącego w cieniu jednego z murów ogradzającego park.
  26. - Eeee... nie, nie palę – odrzekł niezbyt elokwentnie Aron spoglądając na przybysza. Ciekawiło go, po co facet kręci się po obrzeżach miasta o tej porze, przecież normalni ludzie albo spali, albo byli na imprezach w centrum. Spojrzał jeszcze raz na mężczyznę po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w swoją stronę, mając nadzieje, że mężczyzna nie ruszy za nim. Nie miał ochoty na bliższe kontakty z nieznajomym.
  27. ~~~
  28. Sebastian uśmiechnął się do siebie. Trochę zaczynał żałować, że już się pożywił, gdyż owo nowo spotkany osobnik był całkiem... apetyczny.
  29. Przymknął lekko oczy i oparł się całym ciałem o ścianę nabierając głęboko powietrze. Właśnie dlatego żałował, że musi jeść... to wywracało jego mózg do góry nogami, przestawał myśleć racjonalnie. Spojrzał w górę i przymknął oczy. Powinien wracać do domu. Im szybciej ruszy w drogę tym lepiej. Musiał jeszcze spakować swoje rzeczy, zanim przyjedzie ciężarówka. Jego były kazał mu się wynieść... w tempie natychmiastowym.  Nie, żeby było mu z tego powodu przykro czy coś... Po prostu zrobił to w dość szybkim tempie. Wczoraj mu to zakomunikował, a dzisiaj już przyjeżdżała ciężarówka.  Brunet zaśmiał się cicho. Nigdy nie wiadomo, jak diametralni może zmienić się życie.
  30. Jednego dnia masz wszystko ułożone, a drugiego musisz zaczynać wszystko od nowa. Zastanawiał się tylko, czy jego stare mieszkanie jest w dobrym stanie. Cieszył się, że je zatrzymał i nie wynajmował nikomu. Przynajmniej teraz miał gdzie wracać.
  31. ~~~
  32. - No nieee... - jęknął Aron zakrywając sobie twarz poduszką. Mgliste promienie słońca przebijały się lekko przez zaciągnięte zasłony. Była dziewiąta rano, spał więc trochę ponad pięć godzin, co wybitnie mu nie pasowało. Miał dziś wypocząć, ale nie... już od rana musiało mu coś przeszkadzać. Po odgłosach dochodzących zza drzwi wejściowych można było stwierdzić, że ktoś się wprowadza do mieszkania na przeciwko. Niby nic dziwnego, bo od paru miesięcy stało puste... nie mniej jednak można było wprowadzać się o jakiejś bardziej ludzkiej godzinie.
  33. Kiedy usłyszał brzęk tłuczonego szkła rzucił z wściekłością poduszką w przeciwległą ścianę i podniósł się do pozycji siedzącej. Miał ochotę zamordować nowych lokatorów.
  34. W tym samym momencie rozległo się donośne pukanie do drzwi. Aron zemmeł w ustach przekleństwo i ponownie położył się w łóżku nakrywając kołdrą. Miał nadzieję, że natarczywy jegomość zaraz sobie pójdzie. Nie mniej jednak, kiedy po raz trzeci zaczęto walić w drzwi, Aron odrzucił kołdrę i chcąc nie chcąc, z miną dość niezadowoloną ruszył w ich kierunku.
  35. Przeczesał włosy palcami i chwycił za klamkę,  chcąc jak najszybciej pozbyć się natręta. Otworzył drzwi i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć wysoki mężczyzna w krótkiej koszulce i bardzo obcisłych skórzanych spodniach odezwał się.
  36. - Hej, słuchaj, miałem miały wypadek... przed chwil... To ty jesteś tym kolesiem, co wczoraj nie miał fajek !– dokończył brunet uśmiechając się lekko, jednocześnie krzyżując ramiona na piersi i wpatrując się w zdezorientowanego w tym momencie blondyna. Po jego minie widać było, że nie za bardzo kojarzy co się właśnie dzieje. Dodatkowo jest mu to chyba wybitnie nie na rękę, gdyż na jego twarzy zaczął gościć coraz bardziej poirytowany wyraz twarzy.
  37. - Eee... Y... kimkolwiek jesteś, czego chcesz? - zapytał chłodno Aron spoglądając na mężczyznę z bliska. Starał się nie zdradzać zdezorientowania, lecz chyba nie za bardzo mu to wychodziło. Zlustrował go od góry do dołu. Może faktycznie przypominał tego kolesia z nocy, Aron nie był w stanie tego określić. Jedyne co zapamiętał, to wzrost, ciemne włosy przysłaniające twarz i głos... Tak, głos faktycznie wydał mu się dość znajomy. Nie często spotyka się tego rodzaju barwę.
  38. - Chciałbym pożyczyć miotłę bo miałem mały wypadek – zaczął ponownie mężczyzna starając się zamazać złe wrażenie – A tak w ogóle jestem nowym sąsiadem, albo raczej starym sąsiadem i mam na imię Sebastian. Chyba wprowadziłeś się tutaj niedawno, co nie? No ale nic, to co, znajdzie się dla mnie miotła czy powinienem szukać pomocy w innym mieszkaniu?
  39. - Znajdzie – burknął chłopak odwracając się tyłem do przybysza i kierując się szybkim krokiem do malej kuchni. Wyciągnął zza lodówki miotłę i po chwili wrócił do drzwi. - Byłoby miło gdyby za jakiś czas do mnie wróciła – odrzekł niezbyt przyjemnie wręczając rzecz mężczyźnie i zatrzaskując drzwi. Po chwili jednak znów je otworzył. - I spróbuj zachowywać się ciszej i NIE dzwonić ani NIE pukać przez najbliższe trzy godziny. Chciałbym się chociaż raz wyspać – mruknął ponownie patrząc na zaskoczonego bruneta, po czym znów niezbyt delikatnie zamykając drzwi. Tym razem po zatrzaśnięciu zasuwając zasuwkę. Westchnął ciężko i skierował się do łóżka, które nadal zapraszało w swoje objęcia. Miał nadzieję jeszcze trochę się przespać. Jeżeli ten facet jeszcze raz do niego zapuka wsadzi mu ten kijek od szczotki w tyłek. To będzie odpowiednie przywitanie nowego lokatora kamienicy.
  40. ~~~
  41. Sebastian uniósł brwi w geście zdziwienia. Nie spodziewał się zobaczyć tutaj tego chłopaka. No ale cóż, wiele mogło się zdarzyć od momentu, kiedy się stąd wyprowadził. Chociaż mimo wszystko lokatorzy owych mieszkań nie zmieniali się tutaj dość często. Na przedmieściach panował raczej spokój, nie było modne tutaj wynajmowanie mieszkań komu popadnie. Lokatorzy byli raczej stałymi bywalcami owych okolic, pracującymi w pobliżu.
  42. Cóż, jeżeli mieszkanie na przeciwko było zajęte przez blondyna,  to oznaczało, że starsza pani musiała wykorkować pod jego nieobecność. Miała już swoje lata... I była dość marudna. Nie, żeby mu to jakoś strasznie przeszkadzało, ale jej wieczne narzekanie potrafiło być dość męczące, kiedy człowiek był skonany po całym dniu pracy. A to ktoś za głośno schodził po schodach, a to trzaskanie drzwiami, a to brak przywitania. Biada temu, który miał mieszkać z taką osobą. Sebastian zaczynał rozumieć, czemu kupił to mieszkanie parę lat temu po tak okazyjnej cenie... i czemu starsza pani od zawsze mieszkała sama.
  43. Brunet wrócił do mieszkania i zaczął sprzątać resztki potłuczonych szklane, które niefortunnie wypadły z jednego z pudeł. Musiał się rozpakować... Nie spodziewał się nawet, że zdążył zwieźć do mieszkania Martina tyle rzeczy ze swojego mieszkania. Jakby nie patrzeć planowali razem coś więcej, więc praktycznie się do niego przeprowadził. Teraz na powrót trzeba było ustawić rzeczy na swoich miejscach.
  44. Sebastian przeczesał palcami włosy spojrzał za okno. Miał nadzieję, że powrót na stare śmieci nie oznaczał powrotu do dawnych przyzwyczajeń.  Mimo wielu zmian polubił swoje nowe „ja” i nie chciał wracać do starego, ponurego siebie.
  45. - To wszystko? - zapytał mężczyzna wchodząc z resztą pudeł do mieszkania i wyrywając bruneta z rozmyślań. Sebastian tylko skinął głową i skierował się w jego kierunku chcąc się rozliczyć.
  46. Gdy tylko mężczyzna wyszedł,  zamknął drzwi na klucz i zabrał się za odkurzanie. Zanim zacznie wszystko układać musi tutaj gruntowanie posprzątać i wywietrzyć. Przydałoby się też założyć pułapki na myszy. Nie wiadomo jakie rzeczy mogły się tutaj zalęgnąć pod jego nieobecność.
  47. Miał tylko nadzieję, że jeden dzień całkowicie mu na to wszystko wystarczy. No może trzy, biorąc pod ilość rzeczy do rozpakowania.
  48. Niby mieszkanie nie było duże, zaledwie dwa pokoje z kuchnią i łazienką urządzone dość minimalistycznie. Wystarczająco by upchnąć swoje wszystkie rzeczy, ale nie za dużo, by nie zagracić mieszkania.
  49. Jednak to było kiedyś... A z tego, co Sebastian zdążył zauważyć przyjechał z dużo większą ilością rzeczy niż wyjeżdżał. Będzie musiał pewnie zaopatrzyć się w nowe półki albo szafki.
  50. Na razie planem minimum było odświeżenie mieszkania i upakowanie tego, co się dało. O resztę będzie się martwić później.
  51. Skierował się do kuchni, spod zlewu wyciągając miskę oraz szmatki i detergenty. Uśmiechnął się do siebie. Cieszył się, że zostawił tutaj najpotrzebniejsze rzeczy. No może oprócz miotły. Tak czy siak teraz przynajmniej nie musiał chodzić po nie do swojego sąsiada, który najwidoczniej nie był zbyt przyjaźnie do niego nastawiony. Przynajmniej tak można sądzić po minie, z jaką go przywitał późnym rankiem. Cóż... trzeba będzie ocieplić trochę stosunki ze współlokatorami. Nie mniej jednak do tego zabierze się później, teraz należało zająć się potrzebniejszymi rzeczami.
  52. ~~~
  53. O godzinie pierwszej po południu z wąskiego łóżka rozległo się głośne jęknięcie. Następnie dało się słyszeć chrzęst sprężyn, oznajmiające ruch.
  54. Aron przebudził się z niezbyt zadowoloną miną. Nadal był zmęczony, co nie wróżyło nic dobrego. Skrzywił się patrząc na bure światło sączące się przez zasłony. Westchnął wyciągając ręce w górę i przeciągając się lekko. Pora była dość późna i należało zwlec się z łóżka.
  55. O ile nie chciał tego sam chłopak, jego brzuch głośno domagał się zjedzenia czegokolwiek. Tak więc chcąc nie chcąc Aron zmusił się z cichym jęknięciem do wstania.
  56. Przeczesał palcami jasne włosy, kierując się do starej, ale jasnej kuchni.
  57. Z małej lodówki wyjął zimne mleko, a z górnej szafki płatki oraz miseczkę. Może to nie był posiłek głodny króla, ale jako śniadanie stanowczo go zaspokajał.
  58. Po chwili z pełną miseczką i łyżką w dłoni skierował się znów w stronę łóżka, licząc na to, że jest ono jeszcze ciepłe.
  59. Nie pomylił się. Kołdra nosiła jeszcze śladowe ilości cennej energii. Chłopak więc bez wahania zakopał się w niej z miseczką płatków, w skupieniu zaczynając je konsumować.
  60. Ranne przebudzenie wcale nie było miłe, nie mniej jednak zastanawiał się skąd koleś którego widział wczoraj dziś wprowadzał się do mieszkania obok. W gruncie rzeczy potraktował go zbyt chłodno, nie mniej jednak nie lubił, kiedy się go budziło. Zwłaszcza, jeżeli był to jego dzień wolny i mógł się wyspać.
  61. Ułożył się wygodnie w łóżku biorąc łyżkę płatków do ust. Spojrzał w sufit nasłuchując, czy z mieszkania naprzeciwko nie dochodzą jakieś ciekawe odgłosy. Po chwili jednak rozejrzał się po mieszkaniu szukając gdzieś telefonu komórkowego. Miał przecież zadzwonić do Michelle gdy tylko wstanie!.
  62. Schylił się do swoich spodni, uprzednio odstawiając miseczkę z płatkami na mały, sosnowy stolik obok łóżka. Szybko wygrzebał z bocznej kieszeni telefon i wybrał numer do dziewczyny.
  63. Zmarszczył brwi, kiedy jednak zamiast sygnału usłyszał dość znany tekst o niedostępności abonenta. Było to dość dziwne, gdyż dziewczyna praktycznie nigdy nie wyłączała telefonu. Chyba, że była długo poza zasięgiem jakiegokolwiek kontaktu, a z tego co wiedział, dziś była cały dzień w biurze.
  64. Westchnął cicho. Cóż, prawdopodobnie prędzej czy później włączy telefon. Aron wzuszył tylko ramionami i postanowił dalej kontynuować swoje śniadanie. Potem weźmie szybki prysznic i pójdzie uzupełnić zapasy w lodówce. Może też zajrzy do swojego nowego sąsiada. Przydałoby się odzyskać miotłę i trochę ogarnąć całe mieszkanie. Nie, żeby był jakimś rytypem porządnisia. Po postu nie lubił przebywać w zbyt dużym bałaganie.
  65. Szybko skończył płatki, wrzucając pustą miseczkę wraz z łyżką do zlewu, po czym skierował się do łazienki. Odkręcił kurki i poczekał, aż woda nabierze odpowiedniej temperatury.
  66. Wszedł po niego i namydliłsię przymykając oczy z przyjemności. Lubił wygrzewać się w cieple. Zawsze było to dla niego bardzo miłym doświadczeniem.
  67. Szybko jednak umył się i spłukał wodą, po czym zaczął wychodzić spod prysznica.
  68. W tym samym momencie jednak momencie niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
  69. Aron zaklął pod nosem i opatulił biodra krótkim ręcznikiem. Przytrzymując go nisko na biodrach skierował się do drzwi, gdzie natarczywy gość bez przerwy dzwonił.
  70. - Czego? - warknął chłopak otwierając zamaszyście drzwi.
  71. - Miotła – odrzekł Sebastian mierząc chłopaka od góry do dołu. Smukłe łydki i uda, krótki ręcznik zakrywający biodra i jeszcze chłopięca klatka piersiowa. Nie mniej jednak bardzo pociągająca. Do tego mokre włosy opadające na oczy. Kto by pomyślał, że chłopak może prezentować się w tak... intrygujący sposób.
  72. - Dzięki – odrzekł chłopak odbierając miotłę od mężczyzny i patrząc na niego wściekłym wzrokiem. - To twój fetysz dzwonić i walić w drzwi?
  73. - Nie... jakoś tak, po prostu – odparował brunet opierajac się ramieniem o futrynę i dalej bezczelnie oglądając ciało chłopaka. - To nie było specjalnie, serio – dodał.
  74. - Aha – burknął Aron ściągając usta. - To nara – odrzekł zatrzaskując drzwi mężczyźnie przed nosem i wracając do łazienki. Już drugi raz koleś przeszkodził mu w ważnej, codziennej czynności. Zaczynało mu to powoli bardzo przeszkadzać. Następnym razem sąsiad dostanie w zęby, jeżeli tak zrobi.
  75. ~~~~
  76. Aron wracał późnym wieczorem do mieszkania. Michelle nie odzywała się do niego cały boży dzień, nie wiedział co się dzieje i zaczynał się odrobinę przez to denerwować. Nadal jednak żywił nadzieję, że dziewczyna odezwie się do niego prędzej czy później.
  77. Z cichym westchnieniem silniej włożył ręce w kieszenie kurtki i skierował się do swojego mieszkania, mając nadzieję spędzić spokojnie resztę swojego wieczoru. Parę dni temu odwiedził bibliotekę i wypożyczył parę ciekawych książek. Chciał zacząć dziś jedną z nich. Ciepła, malinowa herbata, dobra powieść i cisza. To wszystkie atrakcje, jakich pragnął na wieczór.
  78.          Wchodząc na klatkę schodową dało się słyszeć wrzaski i uderzenia, co było dość nietypowym w tym budynku. Z reguły mieszkali tutaj dość spokojni ludzie, dodatkowo samotni. Odgłosy jednak dochodziły z mieszkania jego nowego sąsiada. Gdy do mieszkania zostało Aronowi zaledwie parę metrów z drzwi naprzeciw wypadł obcy mężczyzna. Lub raczej został wyrzucony. Miał podbite oko, a z wargi sączyła mu się krew. Widać było po nim ślady bójki, prawdopodobnie z Sebastianem.
  79. - Wynoś się stąd ! - wrzasnął Sebastian wychodząc z mieszkania z wyraźnie opuchniętą twarzą. Był dość wzburzony, a sądząc po rozpiętej, lub raczej rozerwanej koszuli na piersi, między dwoma mężczyznami doszło do dość poważnych rękoczynów. - Wynoś się stąd w tej chwili!
  80. Mężczyzna leżący na podłodze wstał i splunął krwią na podłogę. Spojrzał wrogim wzrokiem na bruneta i szybko skierował się do wyjścia, potrącając jednocześnie Arona.
  81. Blondyn spojrzał niewyraźnie to na Sebastiana, to na przybysza nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Mężczyzna wyglądał na dość pobitego. Do tego miał sporą ilość zadrapań na przednim przedramieniu. Spojrzał tylko na Arona i zniknął w swoim mieszkaniu zatrzaskując szybko drzwi. Dało się również słyszeć wyraźny chrzęst zamka.
  82. Chłopak zmarszczył brwi. Nie podobało mu się zbytnio to, co zobaczył. Miał tylko nadzieję, że to już się nie powtórzy. Odetchnął głęboko i skierował się do swojego mieszkania. Chciał posiedzieć wygodnie w fotelu i poczytać książkę. Coś odprężającego na wieczór.
  83. ~~~