Don't like ads? PRO users don't see any ads ;-)
Guest

historyjka

By: a guest on May 24th, 2012  |  syntax: None  |  size: 72.96 KB  |  hits: 27  |  expires: Never
download  |  raw  |  embed  |  report abuse  |  print
Text below is selected. Please press Ctrl+C to copy to your clipboard. (⌘+C on Mac)
  1. Jak pozbyć się orzeszka w płucach
  2. Wstęp
  3. Siema. W sumie to cool story, ale też sytuacja kryzysowa.Co zrobić jak orzeszek ziemny i to w
  4. dodatku kupiony w Biedronce wpadnie komuś do płuca? LOL Czekam na odpowiedzi bo kaszlenie nic
  5. nie daje :D Hyhyhy
  6. Część I
  7. Jest już późno, a więc kładziesz się spać. Wstajesz o 6 rano, wędrujesz do przychodni i rejestrujesz
  8. się na wizytę u swojego lekarza pierwszego kontaktu. Niestety przed Tobą było już pięćdziesięciu
  9. emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ.
  10. Wracasz do domu. Następnego dnia wstajesz o 5 rano, wędrujesz do przychodni. Niestety przed Tobą
  11. było już trzydziestu emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Wracasz do domu. Wieczorem zabierasz śpiwór i około 22giej idziesz do przychodni,
  12. żeby mieć pewność, że zostaniesz zarejestrowany na wizytę. Kładziesz się w śpiworze pod drzwiami i
  13. starasz się czuwać, aby żaden emeryt nie odebrał Ci pierwszego miejsca w kolejce do rejestracji do
  14. lekarza pierwszego kontaktu. Niestety człowiek nie jest maszyną i przysypiasz na pięć minut. W tym
  15. czasie przychodzi dziewięciu emerytów i wciskają się na Twoje miejsce. Postanawiasz zwinąć śpiwór i
  16. za wszelką cenę walczyć o utrzymanie ostatniej pozycji. O szóstej rano dzielnie stoisz w kolejce, a za
  17. Tobą stoi pięćdziesięciu emerytów i dwudziestu rencistów z nadzieją, że uda im się wcisnąć. Z
  18. odległości kliku metrów starasz się przeczytać informację na drzwiach. Na szczęście masz aparat z
  19. zoomem, robisz zdjęcie i czytasz: "Lekarz pierwszego kontaktu przyjmuje: 1. osoby ubezpieczone w
  20. NFZ, poniedziałek, godz 09:00-09:30, pokój 21. 2. Prywatnie: od poniedziałku do piątku w godz 09:30-
  21. 18:00". Patrzysz na komórkę. Dziś wtorek. Niestety nie zarabiasz średniej krajowej, więc nie stać Cię
  22. na prywatną wizytę. Rejestrujesz się na najbliższy poniedziałek i idziesz do domu. W czwartek
  23. orzeszek w płucu zaczyna Ci przeszkadzać, zaczyna się świstanie i trudności w oddychaniu.
  24. Pożyczasz od rodziców sto złotych na prywatną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Wchodzisz do
  25. przychodni, pokazujesz pieniądze i wpuszczają Cię od razu do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje dane,
  26. bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach. Każda z
  27. tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, dlatego dzwonisz do rodziców, żeby szybko przyjechali do
  28. przychodni z pieniędzmi. Wracasz do lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz
  29. wyszedłeś z gabinetu, więc musisz zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę. Na szczęście
  30. rodzice jeszcze nie wyszli. Lekarz po przeanalizowaniu wyników badań, stwierdza, że musi wypisać Ci
  31. skierowanie do szpitala na operację. Niestety on, jako lekarz prywatny nie może wypisać Ci
  32. skierowania do publicznego szpitala, bo nie ma takiego kontraktu z NFZ. Musisz przyjść do niego w
  33. poniedziałek, gdy pracuje publicznie. Wracasz do domu, kładziesz się do łóżka i tak czekasz do
  34. poniedziałku. Rano idziesz do tego samego lekarza, który po zebraniu dokładnego wywiadu i zleceniu
  35. trzech dodatkowych badań. Na szczęście zabrałeś kopię wyników (kosztowały 25zł/stronę w ksero w
  36. przychodni) ze sobą i lekarz na ich podstawie wystawia Ci skierowanie do szpitala na oddział
  37. chirurgiczny. Zadowolony wsiadasz w autobus i jedziesz do wskazanego na skierowaniu szpitala.
  38. Jesteś na miejscu o godz 11:05. Rejestracja szpitalna jest zamknięta, a napis na kartce mówi:
  39. "Rejestracja czynna od 10:00 do 11:00". Wracasz do domu. Nauczony doświadczeniem z przychodni,
  40. stawiasz się pod bramą szpitala wieczorem i czekasz do rana. Przychodzi godzina dziesiąta i
  41. wręczasz "miłej" pani w okienku skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. Ona otwiera wielką
  42. księgę, przewraca kartki, przewraca... Udało się! Jest wolne miejsce! Przyjmą Cię do szpitala w
  43. sierpniu... 2016 roku, ponieważ wcześniej są już wykorzystane limity z NFZ. Do tego czasu, w trosce o
  44. Twoje zdrowie, masz kategoryczny zakaz wykonywania pracy fizycznej. Masz siedzieć na kanapie
  45. przed TV i nic nie robić. Postanawiasz udać się do ZUS i wypełnić wniosek o rentę inwalidzką.
  46. Niestety nie mogą go przyjąć, bo zalecenie nie wykonywania pracy fizycznej jest wystawione przez
  47. pielęgniarkę z recepcji, a nie lekarza. Wieczorem idziesz ustawić się w kolejce do rejestracji do
  48. lekarza pierwszego kontaktu w Twojej przychodni, celem zdobycia zaleceń potrzebnych do
  49. wypełnienia wniosku w ZUS.
  50. Część II
  51. Udało Ci się zarejestrować na wizytę w ramach ubezpieczenia z NFZ. Czekasz w łóżku do
  52. poniedziałku. Przychodzisz do przychodni w dzień wizyty. Przed Tobą pięciu emerytów i czterech
  53. rencistów, a więc jesteś dziesiąty. Spokojnie czekasz w kolejce. Przychodzi w końcu Twoja kolej, ale
  54. pojawia się sąsiadka, pani Zosia emerytka i pyta, czy może wejść pierwsza i przez drzwi zapytać, czy
  55. jeszcze ją dziś lekarz przyjmie ekstra. Zgadasz się nic nie podejrzewając. Emerytka wchodzi, zamyka drzwi. Wychodzi po piętnastu minutach i ładnie Ci dziękuje. Wchodzisz do gabinetu na umówioną
  56. wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, niestety ten informuje Cię, że już dzisiaj przyjął dziesięć osób, a
  57. pani Zosia była ostatnia. Oczywiście lekarz oferuje Ci prywatną wizytę za sto złotych. Dzwonisz więc
  58. do rodziców, żeby szybko przyjechali, bo w przychodni znów Cię zrobili w konia i musisz zapłacić za
  59. wizytę. Rodzice przyjeżdżają, dostajesz pieniądze, wchodzisz do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje
  60. dane, bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach.
  61. Każda z tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, na szczęście rodzice czekają na korytarzu. Wracasz do
  62. lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz wyszedłeś z gabinetu, więc musisz
  63. zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę i dodatkowo trzysta złotych za wystawienie
  64. zaświadczenia o całkowitej niezdolności do pracy. Nie martwisz się, bo rodzice zapewnili, że mają
  65. więcej pieniędzy na ewentualne "dodatkowe koszty leczenia". Z kompletem dokumentów jedziesz do
  66. ZUS. Pobierasz wniosek o rentę inwalidzką, wypełniasz i razem z plikiem papierów od lekarzy
  67. (nauczony doświadczeniem zrobiłeś ksero wszystkich wyników badań 25zł/szt w przychodni) oddajesz
  68. "miłej" pani w okienku. Niestety okazuje się, że wniosek można pobrać na miejscu, ale złożyć trzeba
  69. osobiście w wojewódzkim oddziale NFZ, który znajduje się w centrum miasta. Jedziesz więc do
  70. nowego pałacu NFZ, wybudowanego za niebagatelną kwotę 2mld złotych (z pieniędzy podatników). W
  71. rejestracji opisujesz swoją sprawę, że chcesz złożyć wniosek o rentę inwalidzką i masz cały komplet
  72. dokumentów. Zostajesz skierowany na XI piętro, pokój 1173. Niestety winda jest tylko dla
  73. pracowników, więc musisz iść schodami, pomimo tego, że lekarz zabronił. W końcu docierasz pod
  74. wskazany pokój. Czekasz w kolejce tylko trzy godziny i rozmyślasz jak to wszystko jest dobrze tutaj
  75. zorganizowane w porównaniu do przychodni na Twoim osiedlu. W końcu przychodzi Twoja kolej,
  76. wchodzisz do pokoju i zadowolony kładziesz teczkę z dokumentami i wypełnionym wnioskiem.
  77. Niestety okazuje się, że w tym pokoju przyjmują tylko osoby powyżej 35 r. życia, a ty masz dopiero
  78. dwadzieścia z hakiem. Na pytanie gdzie przyjmą Twój wniosek, "miła" pani odpowiada, że nie wie i
  79. musisz zapytać się w informacji na parterze. Schodzisz z XI piętra na parter, gdzie dowiadujesz się, że
  80. wniosku o rentę inwalidzką dla osób poniżej 35 r. życia przyjmowane są na XI piętrze w pokoju nr
  81. 1179. Kierujesz się w stronę schodów i zdyszany rozpoczynasz wspinaczkę do góry. Robisz częste
  82. przerwy, ponieważ orzeszek w płucu mocno daje się we znaki. Na X piętrze zatrzymuje Cię ochroniarz
  83. i mówi, że ten oddział NFZ zamykają o 16:00, a jest 15:45 i od pół godziny żaden urzędnik już nie
  84. pracuje. Poganiany przez ochroniarza schodzisz na dół. Wracasz do domu i kładziesz się do łóżka.
  85. Wstajesz następnego dnia rano i jeszcze raz jedziesz do centrum miasta do wojewódzkiego oddziału
  86. NFZ. Idąc w kierunku schodów przechodzisz obok windy dla pracowników. Ktoś Cię do niej wciąga.
  87. Okazuje się, że to Twój kumpel ze studiów, mgr filologii polskiej. Udało mu się dostać pracę w NFZ
  88. jako pracownik fizyczny (przynieś, podaj, pozamiataj i napraw) na ćwierć etatu. Dzięki czemu stał się
  89. szanowanym człowiekiem wśród bezrobotnych magistrów, którzy ukończyli z Wami uniwerek. Kumpel
  90. wyświadcza Ci przysługę i wiezie Cię na XI piętro windą. Uradowany wchodzisz do pokoju 1179 i
  91. podajesz "miłej" pani przy biurku komplet swoich dokumentów razem z wnioskiem o rentę inwalidzką.
  92. Niestety okazuje się, że dla NFZ sam dowód osobisty nie jest wystarczającym dokumentem do
  93. potwierdzenia tożsamości, dlatego do wniosku musisz załączyć także odpis skrócony aktu urodzenia,
  94. który można otrzymać w Urzędzie Stanu Cywilnego w miejscu Twojego urodzenia.
  95. Część III
  96. Niestety pech chciał, że urodziłeś się w małym miasteczku "X" 100km od obecnego miejsca
  97. zamieszkania. Idziesz więc do rodziców i prosisz o kilkadziesiąt złotych na podróż do X. Sprawdzasz
  98. rozkład jazdy pociągów w internecie i wynajdujesz jedyne bezpośrednie połączenie o godz 05:49.
  99. Pakujesz się, na wszelki wypadek wkładasz do plecaka teczkę ze wszystkimi dokumentami i idziesz
  100. spać. Rano wstajesz i wyruszasz w podróż. Na dworcu PKP kupujesz bilet do miejscowości "X".
  101. Niestety już się nie uczysz i nie masz jeszcze renty inwalidzkiej, więc nie możesz kupić biletu z ulgą
  102. 49%, musisz zapłacić pełną kwotę. Składasz bilet i chowasz do wewnętrznej zapinanej kieszeni kurtki,
  103. żeby go nie zgubić. Sprawdzasz rozkład jazdy pociągów i udajesz się na peron 7, skąd powinien zaraz
  104. odjechać Twój pociąg. Czekasz 5 minut... Czekasz 10minut... Czekasz godzinę... Z powodu remontu
  105. torów (trzeba je przystosować do "nowych" składów Pendolino zakupionych przez PKP) Twój pociąg jest opóźniony o 120 minut. Dwie godziny to dla Ciebie nic w porównaniu z oczekiwaniem w kolejce w
  106. przychodni. Czas szybko mija na liczeniu wagonów składów towarowych. Gdy wybija godzina odjazdu
  107. Twojego pociągu, z głośników podają komunikat:Opóźniony pociąg Przewozy Regionalne do "X"
  108. wjedzie wyjątkowo na tor drugi przy peronie pierwszym. Szybko chwytasz swój plecak i biegniesz
  109. (choć lekarz zabronił biegać) do tunelu, żeby dostać się na pierwszy peron. Niestety tam zablokowali
  110. Cię emeryci - właśnie pędzili na opóźniony pociąg, który wyjątkowo wjeżdżał na peron siódmy.
  111. Wpadasz zdyszany na peron, niestety pociąg właśnie ruszył i nie możesz wsiąść. Postanawiasz
  112. odzyskać pieniądze za bilet w kasie dworca. Przy okienku okazuje się, że zwroty wydaje się tylko w
  113. kasie nr 2, która w tej chwili jest nieczynna, ponieważ kasjerka ma przerwę. Nauczony
  114. doświadczeniem stajesz przy kasie i czekasz aż pojawi się pracownik. W ciągu kilku minut za Tobą
  115. ustawia się kolejka zdenerwowanych podróżnych, którzy też próbują odzyskać stracone pieniądze.
  116. Kasjerka pojawia się po pół godzinie i informuje Cię, że nie przysługuje Ci zwrot pieniędzy za bilet.
  117. Bilet można zwrócić, gdy pociąg jest opóźniony, a pasażer z tego powodu musi zrezygnować z
  118. podróży. Wg kasjerki chcesz oddać bilet pod odjeździe pociągu, więc bardzo możliwe, że zwyczajnie
  119. się spóźniłeś i próbujesz wyłudzić zwrot pieniędzy. Wyrzucasz nic nie warty bilet do kosza na śmieci i
  120. wychodzisz z dworca. W drzwiach zatrzymuje Cię patrol Straży Ochrony Kolei. Niestety zwinięty
  121. papierek, który rzuciłeś do kosza, odbił się od krawędzi i spadł obok, w związku z czym
  122. funkcjonariusze wystawiają Ci mandat za "zaśmiecanie przestrzeni publicznej" na kwotę 150zł. Z dużo
  123. lżejszym portfelem wychodzisz z dworca i wracasz do domu. Kładziesz się do łóżka. Następnego dnia
  124. wstajesz rano, jesz śniadanie, myjesz zęby i znowu jedziesz na dworzec PKP. Kupujesz bilet do
  125. miejscowości "X" i zajmujesz strategiczną pozycję na środku tunelu, który prowadzi do różnych
  126. peronów. Po dwóch godzinach pada komunikat, że Twój pociąg wjeżdża na peron czwarty. Szybko
  127. biegniesz na górę i wskakujesz do pociągu. Yeah! Udało się! Porannym pociągiem jadą robotnicy do
  128. pracy, nie ma miejsc siedzących i wszyscy tłoczą się w korytarzu. Na szczęście stukilometrowa
  129. podróż PKP, to tylko cztery i pół godziny, więc możesz postać tę chwilę. Pociąg rusza i natychmiast
  130. przychodzi konduktor sprawdzać bilety. Wyciągasz swój starannie złożony bilet z wewnętrznej,
  131. zapinanej kieszeni kurtki i podajesz do sprawdzenia. Twój bilet jest nieważny! Zapłaciłeś za podróż
  132. pociągiem przewoźnika TLK, a to jest kurs Przewozów Regionalnych! Mogłeś przyswoić wiedzę z
  133. Wykopu o pociągach w Polsce i nie dać się nabrać, niestety jest już za późno i pokornie przyjmujesz
  134. "bilet kredytowy" o wartości 250zł. Dalsza podróż mija bezproblemowo, pomijając kilku pijanych
  135. facetów, którzy palą papierosy w pociągu. Od dymu kaszlesz, a orzeszek przemieszcza się w płucu
  136. powodując nieznośne swędzenie. Twoja podróż dobiega końca, pociąg nabrał jedynie 90 minut
  137. dodatkowego opóźnienia. Wysiadasz w miejscowości "X".
  138. Część IV
  139. Gdyby nie bilet kredytowy w pociągu, byłoby Cię stać na drugie śniadanie w barze mlecznym.
  140. Nauczony doświadczeniem z przychodni wolisz nie wydawać za dużo pieniędzy. Opuszczasz dworzec
  141. PKP i kierujesz się w stronę Urzędu Stanu Cywilnego. Na miejscu pytasz w rejestracji, gdzie można
  142. dostać odpis skrócony aktu urodzenia. "Miła" pani kieruje Cię do pokoju nr 8. Tam pobierasz wniosek
  143. do wypełnienia. Niestety nie możesz go wypełnić przy okienku w pokoju nr 8, bo "dużo ludzi czeka w
  144. kolejce, a pan blokuje!". Wychodzisz na korytarz, siadasz na ławeczce i szukasz czegoś do pisania.
  145. Lipa. Zabrałeś 10kg dokumentów, ale o długopisie zapomniałeś. Pytasz się "miłej" pani w rejestracji,
  146. czy mogłaby pożyczyć długopis. "Chyba pan upadł na głowę?! Z jakiej racji ja mam panu dać
  147. długopis?! Pan sobie idzie do kiosku naprzeciwko i sobie kupi jeden!". Uprzejmie dziękujesz za
  148. wskazówki i kierujesz się w stronę kiosku. Koszt jednego długopisu, to 10zł, ponieważ "Wszyscy
  149. zapominają długopisów idąc do USC, więc te sprzedają się jak świeże bułeczki. Czemu na nich nie
  150. zarobić?". Wracasz do urzędu, siadasz potulnie na ławeczce i wypełniasz wniosek. Ustawiasz się w
  151. kolejce do pokoju nr 8. Po 15 minutach wchodzisz do pokoju i podajesz wypełniony wniosek "miłej"
  152. pani. "Panie, co pan?! Ja tu tylko wydaję puste wnioski! Przyjmuje kto inny w pokoju nr 21, na drugim
  153. piętrze! Idź mnie pan w cholerę!". Maszerujesz więc pokornie na drugie piętro. Nie ma kolejki, więc od
  154. razu wchodzisz i kładziesz dokument na biurku. Kolejna "miła" pani sprawdza dokładnie, i pyta: "czy
  155. ma pan dowód wpłaty 23zł za wydanie odpisu?". Dziwi Cię to, bo myślałeś, że zapłacisz gdy dostaniesz gotowy dokument. Okazuje się, że z powodu (głośnych w mediach i na Wykopie) cięć w
  156. sektorze publicznym, USC nie posiada już własnej kasy, ponieważ zwolnili kasjerkę i księgową.
  157. Musisz iść do kasy Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta "X". Wychodzisz z USC i kierujesz się do
  158. UM, który znajduje się tylko 3km dalej. Bez problemów odnajdujesz odpowiedni wydział, niestety kasa
  159. jest zamknięta, a na drzwiach wisi kartka "wracam za 5min". Po godzinie przychodzi urzędnik z kawą i
  160. mówi "jeszcze tylko skoczę na papieroska". W końcu udaje Ci się zapłacić w kasie 23zł. Jako
  161. pokwitowanie dostajesz oderwany świstek kartki z zeszytu z wpisaną odręcznie kwotą i pieczątką
  162. urzędnika, "bo wie pan, cięcia w sektorze są". Z pokwitowaniem i wypełnionym wnioskiem wracasz do
  163. USC, do pokoju nr 21 na drugim piętrze. "Miła" pani urzędniczka przyjmuje wniosek, bierze
  164. pokwitowanie i krzyczy: "Do odebrania w pokoju 8a na parterze! Następny proszę! Następny
  165. powiedziałam!!!". Schodzisz na parter, jak urzędniczka nakazała i czekasz w kolejce do okienka w
  166. pokoju nr 8a. Niestety w drukarce do dokumentów skończył się tusz. Ponieważ urzędnik nie jest
  167. informatykiem, na pomoc wezwano serwis komputerowy. Z powodu przerwy serwisowej urzędnicy
  168. kończą wcześniej pracę, a zaległe dokumenty będą gotowe do odbioru na następny dzień. Nie opłaca
  169. Ci się wracać do domu, na szczęście znasz jednego Wykopowicza z tego miasta, który pozwala Ci
  170. zostać na noc. Wykopowicz mieszka z dzieckiem, żoną i jej rodzicami w dwupokojowym małym
  171. mieszkanku, więc rozkładają Ci materac w kuchni. Myślisz sobie "lepszy rydz niż nic" i kładziesz się
  172. spać. Następnego dnia wędrujesz do USC w celu odebrania wymarzonego odpisu skróconego aktu
  173. urodzenia. Czekasz tylko trzy godziny, aż nadrobią zaległości z poprzedniego dnia. Przy okazji
  174. przypadkiem podsłuchujesz rozmowę kierownika USC z zastępcą i dowiadujesz się, że serwis
  175. drukarki był bardzo tani, tj. 19,99zł za tusz i 500zł robocizny. Odbierasz dokument i szybko udajesz się
  176. na dworzec. Nauczony doświadczeniem prosisz w kasie o bilet do Twojego rodzinnego miasta z
  177. zastrzeżeniem, że ma to być bilet na Przewozy Regionalne. Podajesz "miłej" kasjerce banknot
  178. stuzłotowy. "Panie! Ja nie mam wydać z takich grubych! Co pan oszalał?! Idźże pan zmienić to na
  179. drobniejsze w kiosku!". Pociąg za pięć minut, biegniesz więc do kiosku, szybko rozmieniasz i wracasz
  180. do kasy. Kupujesz bilet, pani oczywiście nie ma drobnych, więc "będę panu winna grosika.". Pędzisz
  181. do tunelu, orzeszek lata Ci w płucach jakby ożył, krztusisz się. Po drodze sprawdzasz peron, ale
  182. nauczony doświadczeniem zatrzymujesz się na środku tunelu i nasłuchujesz komunikatów. Nic się nie
  183. zmieniło, pociąg czeka na tym samym peronie. Zdyszany wskakujesz do pociągu. W przedziale
  184. jeszcze dyszysz i się krztusisz. "Pani patrz! Narkoman jakiś! Pewnie biletu nie ma!", kilka osób
  185. opuszcza przedział, bo nie chcą przebywać w jednym pomieszczeniu z "narkomanem". Dzięki temu
  186. znajdujesz miejsce siedzące. Pociąg odjeżdża. Jesteś zadowolony. Udało Ci się zdobyć odpis
  187. skrócony aktu urodzenia i zajęło Ci to tylko dwa dni. Z powodu remontu torowiska, pociąg staje w
  188. szczerym polu i nabiera 180 minut opóźnienia. Zamykasz na chwilę oczy. Budzi Cię starsza kobieta z
  189. miotłą: "Panie! Pobudka! Koniec trasy! Wynoś się pan, bo posprzątać muszę"
  190. Część V
  191. Z dworca PKP docierasz zmęczony do domu i kładziesz się spać. Następnego dnia wyruszasz na
  192. ponowne spotkanie z ZUSem. Uzbrojony w dziesięć kilogramów dokumentów docierasz do "pałacu".
  193. W rejestracji upewniasz się, czy wnioski o rentę inwalidzką dla osób poniżej 35 roku życia nadal
  194. przyjmowane są w pokoju 1179. Wszystko tak samo. Patrzysz na schody i nagle do głowy wpada Ci
  195. cudowny pomysł wydedukowany z ostatnich doświadczeń w ZUS i USC. Zajmujesz strategiczne
  196. miejscówkę w pobliżu windy. W pewnym momencie przechodzi obok Ciebie urzędnik i wsiada do
  197. windy. Wskakujesz za nim i mówisz: "Dzień dobry, ja z serwisu komputerowego do drukarek na XI
  198. piętrze, podobno tuszu nie macie.". Urzędnik nic nie przeczuwając wpuszcza Cię do windy. Winda
  199. staje, wysiadasz i wędrujesz zadowolony do pokoju nr 1179. Wchodzisz do środka, wyciągasz
  200. dokumenty i kładziesz na stole. "Witam pana. Mam tutaj wniosek o przyznanie renty inwalidzkiej. Do
  201. tego załączniki: odpis skrócony aktu urodzenia; kserokopia dowodu osobistego potwierdzona przez
  202. prawnika; kserokopia kserokopii dowodu osobistego; zaświadczenie o oczekiwaniu w kolejce na
  203. przyjęcie do szpitala; kserokopia zaświadczenia o oczekiwaniu w kolejce na przyjęcie do szpitala;
  204. wyniki badań krwi; kserokopia wyników badań krwi; zdjęcie RTG klatki piersiowej; kserokopia zdjęcia
  205. RTG klatki piersiowej; zalecenie lekarskie od lekarza pierwszego kontaktu odnośnie niezdolności do pracy i kserokopia tegoż". Urzędnik mocno podirytowany przyjmuje Twój wniosek, przybija pieczątkę i
  206. podpisuje. Jest! Udało się!!! Pytasz kiedy dostaniesz rentę. Okazuje się, że najpierw musi zbadać Cię
  207. lekarz-orzecznik pracujący dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i to on dopiero wyda ostateczną
  208. decyzję co do Twojego stanu zdrowia. Otrzymujesz od urzędnika skierowanie "za trzy miesiące".
  209. Wychodzisz, wracasz załamany do domu. Na miejscy widzisz rodziców przy stole. Są mocno
  210. przygnębieni. Pytasz co się stało. Okazuje się, że oprócz opłacania przymusowych składek na
  211. publiczną służbę zdrowia, musieli pożyczyć pieniądze z Providenta na Twoje wizyty u lekarza i
  212. wyjazdy w poszukiwaniu dokumentów. Po tygodniu przyszło trzech osiłków i zażądali natychmiastowej
  213. spłaty zadłużenia wobec firmy Provident. Ponieważ rodzice nie mieli takiej kwoty przy sobie, musieli
  214. oddać sprzęt AGD i RTV. Rozglądasz się dookoła. Nie ma telewizora. Nie ma wieży. Zniknęła
  215. mikrofalówka i nowy piekarnik. Pamiętasz jak mama była z siebie dumna, że udało jej się
  216. zaoszczędzić na sprzęt, który będzie służył dziesiątki lat. Wchodzisz do swojego pokoju. Na biurku
  217. gdzie stał komputer, kupiony za pieniądze zarobione na zbieraniu truskawek w Niemczech, widać
  218. tylko kłęby dawno nie sprzątanego kurzu. PlayStation też nie ma. Wracasz do rodziców, przytulasz ich
  219. i zapewniasz, że nie puścisz tego płazem i odzyskasz wszystko co zabrał Wam Provident. Zmęczony i
  220. załamany idziesz spać.
  221. Część VI
  222. Następnego ranka idziesz do znajomego, siadasz przy komputerze i opisujesz historię z Providentem
  223. na Wykopie i szukasz pomocy wśród wykopowej społeczności. W zamian otrzymujesz kilkanaście
  224. komentarzy w stylu "znowu gorzkie żale; trzeba było nie brać pieniędzy od oszustów; frajer jesteś,
  225. dałeś się zrobić w konia", a Twoje znalezisko zostaje natychmiastowo zakopane. Wyłączasz komputer
  226. i wracasz do siebie do domu. Chwytasz za książkę telefoniczną i szukasz swojego lekarza-orzecznika,
  227. wszak nie możesz czekać trzech miesięcy, trzeba działać. W książce telefonicznej znajdujesz adres i
  228. telefon. Dzwonisz i pytasz, czy jest jakaś możliwość przyspieszenia procedury orzecznictwa. W
  229. zamian dostajesz długą historię jak to lekarz był na urlopie w Szkocji i jaką tam przepyszną whisky pił.
  230. Szybko pojmujesz, że jest to umiejętne wymuszenie wręczenia korzyści majątkowej. Otwierasz barek
  231. rodziców, wybierasz najlepszy alkohol jaki mają i pakujesz do papierowej torby. Wychodzisz z domu i
  232. wsiadasz w autobus miejski, który wiezie Cię do gabinetu lekarza-orzecznika. Wchodzisz do
  233. poczekalni dla pacjentów, gdzie siedzi kilka osób i każdy ściska w dłoniach papierową torbę z
  234. oczywistą zawartością. W końcu przychodzi Twoja kolej i wchodzisz do gabinetu. Pokazujesz
  235. skierowanie i stawiasz na stole flaszkę. Lekarz rozpakowuje papier, ogląda, czyta. Patrzy na Ciebie
  236. spod okularów, bierze skierowanie i mówi: "Tutaj chyba z trójki można zrobić ósemkę, a tutaj z jedynki
  237. czwórkę. Proszę bardzo, teraz ma pan skierowanie na jutro rano i proszę się nie spóźnić." Uradowany
  238. wracasz do domu i kładziesz się spać. Następnego dnia, tak jak lekarz nakazał stawiasz się na
  239. badanie. Za namową rodziców zabrałeś ostatnie zaskórniaki w kopercie, tak "na wszelki wypadek".
  240. Lekarz bada Cię, osłuchuje, każe kaszleć. W końcu wyciąga arkusz papieru i zaczyna pisać:
  241. "Orzeczenie lekarskie w sprawie przyznania renty inwalidzkiej..." Wyciągasz kopertę i powoli
  242. podsuwasz ją lekarzowi. Ten otwiera, patrzy do środka i liczy. "Powinno być tysiąc, a jest pięćset" -
  243. mamrocze do siebie i chowa kopertę do szuflady i kończy pisać: "W wyniku przeprowadzonych badań
  244. stwierdza się, że pacjent jest zdolny do wykonywania pracy." Wybiegasz z gabinetu na ulicę...
  245. Część VII
  246. …wpadasz prosto pod przejeżdżający ulicą ambulans, który właśnie wyjeżdżał ze szpitala! Leżysz bez
  247. ruchu... Czujesz ból... Na ulicy tworzy się korek. Kierowcy trąbią, niektórzy wysiadają i patrzą na
  248. Ciebie. Jeden z nich wyciąga komórkę i zaczyna nagrywać. "Ale będzie fajny filmik na YouTube. Koleś
  249. wpadł pod ambulans, ale jaja" - słyszysz jak przez szybę. Nikt nie kwapi się, żeby sprawdzić czy coś
  250. Ci się nie stało. Po kilku minutach z ambulansu wysiada ratownik medyczny. Podchodzi do Ciebie,
  251. ogląda, bada. Odzyskujesz pełną świadomość. Ratownik pyta czy wszystko w porządku, próbuje ułożyć Cię w pozycji bocznej ustalonej, ale tłum gapiów gromadzi się tak blisko, że nic z tego nie
  252. wychodzi. W końcu udaje Ci się wstać. Ratownik bardzo Cię przeprasza i mówi, że nie może Cię
  253. zabrać do szpitala, bo nie dostał zgłoszenia. Procedury nakazują, aby dyspozytor przyjął zgłoszenie i
  254. wysłał ambulans na miejsce wypadku, a nikt ze świadków wypadku i gapiów nie wpadł na pomysł,
  255. żeby zadzwonić po pogotowie. Ambulans wyjeżdżał ze szpitala, więc postanawiasz, że dokuśtykasz
  256. sam do SORu (Szpitalny Oddział Ratunkowy). Powoli dochodzisz do drzwi szpitala. Czujesz, że masz
  257. skręcone kolano, więc mówisz to pierwszej spotkanej pielęgniarce. "Panie! Jak masz pan skręcone
  258. kolano, to na Izbę Przyjęć! Tutaj jest SOR i przyjmujemy tylko pacjentów z wypadku!". Ale Ty właśnie
  259. miałeś wypadek i informujesz o tym fakcie pielęgniarkę. "Ja jakoś nie widziałam, żeby ambulans tu
  260. pana przywiózł, proszę opuścić teren oddziału!". Teraz jesteś wkurwiony! Wracasz na ulicę, kładziesz
  261. się i wyciągasz telefon, żeby zadzwonić na pogotowie. Wykręcasz 112: "Proszę czekać na zgłoszenie
  262. się operatora. Proszę czekać na zgłoszenie się operatora". Mija piętnaście minut. "Dzień dobry,
  263. komisariat policji, w czym mogę pomóc?". Grzecznie się przedstawiasz i podajesz wszystkie
  264. potrzebne informacje: nr telefonu, adres, datę urodzenia, pesel, nip, regon sąsiada, pin do karty
  265. płatniczej, numer buta, obwód kołnierzyka, legalny CD-key do Windowsa, numer IMEI telefonu. W
  266. końcu opowiadasz o wypadku. "Panie, jak potrącił Cię ambulans, trzeba było do niego wsiąść od razu.
  267. A tak w ogóle, to nie zawracaj mi pan głowy, tylko zadzwoń na pogotowie. Do widzenia.". W takim
  268. razie dzwonisz na 999, opisujesz dokładnie cały wypadek i zapewniasz, że nie możesz chodzić.
  269. Dyspozytor obiecuje wysłać ambulans, rozłączasz się. Leżysz tak sobie i patrzysz co się dzieje na
  270. terenie SOR, gdzie stoją karetki. Jesteś tak blisko, że słyszysz rozmowę dwóch ratowników:
  271. "Skręcone kolano? Nie umrze, zdążymy zajarać po papierosku na świeżym powietrzu.". Mija
  272. piętnaście minut. W końcu karetka rusza, wyjeżdża przez bramę i skręca w przeciwną stronę. "Co
  273. jest?!" - myślisz sobie. Po kolejnych dwudziestu minutach przyjeżdża w końcu ambulans. Pytasz
  274. dlaczego nie zatrzymali się zaraz za bramą, tylko pojechali dalej. "Bo wie pan, dostaliśmy taki nowy
  275. zintegrowany system naprowadzania oparty na GPS. Wybiera optymalną trasę biorąc pod uwagę
  276. kierunek, porę dnia, korki na drodze, itp. A dyrektor zabronił jeździć na pamięć, tylko wg wskazań
  277. urządzenia.". Pakują Cię do na ambulansu i z piskiem opon ruszają na sygnale, aby przejechać te 50
  278. metrów do wejścia na SOR. Ratownicy zostawiają Cię lekarzowi dyżurnemu i życzą powodzenia.
  279. Lekarz najpierw pyta o nr PESEL potrzebny do ubezpieczenia (jeśli go nie znasz, to szpital wystawi Ci
  280. rachunek), a dopiero po tym sprawdza czy wszystkie funkcje życiowe masz w normie. Mówisz mu, że
  281. masz skręcone kolano, na co on odpowiada, "Co za bezczelność! To ja tu jestem lekarzem i to ja
  282. stawiam diagnozę, a nie pacjent! Ma pan skręcone kolano. Trzeba zrobić RTG". Wydaje polecenie
  283. pielęgniarkom i odchodzi. Leżysz na łóżku w korytarzu i czekasz... Czekasz... Czekasz...
  284. "Przepraszam, kiedy pojedziemy zrobić to zdjęcie?" - pytasz pielęgniarki - "Daj pan w spokoju kawę
  285. wypić! Od kolana nikt jeszcze nie umarł, może se pan poczekać.". Po około trzydziestu minutach litują
  286. się nad Tobą i zabierają do pracowni RTG. Czekacie chwilę na wyniki, po czym wracacie na SOR.
  287. Podchodzi do Ciebie lekarz dyżurny, tym razem inny. Okazuje się, że właśnie była zmiana i lekarz,
  288. który Cię przyjął już poszedł do domu. Pielęgniarka podaje nowemu doktorowi zdjęcie. Ten rzuca na
  289. nie okiem, a Ty w tym momencie widzisz na fartuchu: "Adam Kozłowski - Ginekolog". Zastanawiasz
  290. się dlaczego zdjęcia skręconego kolana nie ogląda ortopeda, ale wolisz nie pytać, bo zapewne
  291. dowiesz się, że takie są procedury. Lekarz nakazuje pielęgniarkom założenie szyny ortopedycznej. Te
  292. wykonują zadanie i wyrzucają Cię za drzwi szpitala mówiąc: "Może pan iść do domu". Na zewnątrz
  293. jest już ciemno...
  294. Część VIII
  295. Wychodząc ze szpitala mijasz drzewo. Na szczęście pracownicy miejscy, którzy przycinali gałęzie, nie
  296. posprzątali po sobie dokładnie. Zabierasz z ziemi dwa leżące patyki i przy ich pomocy kuśtykasz do
  297. domu. Postanawiasz zostać w łóżku przez te sześć tygodni, w tym czasie obmyślasz plan na dalszą
  298. walkę. Po trzech tygodniach nadchodzi dzień wizyty kontrolnej. Nauczony doświadczeniem z
  299. przychodni, idziesz o północy do szpitala. Lekarz ortopeda przyjmuje tylko 10 osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Na szczęście zajmujesz pierwsze miejsce w kolejce do rejestracji. Pielęgniarka
  300. przychodzi o szóstej rano. Za Tobą już kolejka emerytów i rencistów. Rejestrujesz się i sprawdzasz na
  301. planie, gdzie znajduje się gabinet ortopedyczny - budynek D2, piętro VI, pokój 618. Pierwszy emeryt
  302. chyba zna dokładną drogę, ponieważ bez patrzenia na plan pędzi zająć miejsce w kolejce do
  303. gabinetu. Kuśtykasz za nim. Idziesz schodami na czwarte piętro, ponieważ winda jest zepsuta.
  304. Przechodzisz cały budynek aż do zachodniego skrzydła, gdzie nowo dobudowanym łącznikiem
  305. przechodzisz do budynku B. Schodzisz na drugie piętro i skręcasz w kierunku pracowni RTG. Tam
  306. doganiasz emeryta i wskakujesz za nim do windy. Zjeżdżacie na poziom -1, czyli do piwnicy. Mijacie
  307. kostnicę, a następnie archiwum. Przez dobrych kilkanaście metrów korytarza nie ma światła. Masz
  308. wrażenie, że coś otarło się o Twoją nogę. Emeryt z przodu odwraca się nie przerywając marszobiegu i
  309. mówi: "uważaj pan na te szczury, bo ostro sukinsyny gryzą". W końcu docierasz do schodów, którymi
  310. wchodzisz na parter południowego skrzydła budynku C. Do gabinetu już tylko kilka kroków.
  311. Przechodzisz cały budynek aż do północnego skrzydła. Następnie wychodzisz drzwiami wejściowymi i
  312. przecinasz wielki plac, na którym znajduje się lądowisko dla śmigłowców. Po drugiej stronie wchodzisz
  313. do budynku D2, w którym przyjmują lekarze różnych specjalizacji. Gdyby nie emeryt, pewnie
  314. wszedłbyś do budynku D1, gdzie znajduje się porodówka. Odwracasz się i widzisz tłum rencistów,
  315. którzy wyprzedzili emerytów i teraz próbują dogonić Ciebie. Emeryt pojechał windą. Nie czekasz aż
  316. zjedzie ona na dół, ponieważ stado rencistów może Cię w każdej chwili dogonić. Wbiegasz na schody
  317. przeciwpożarowe i za pomocą kul skaczesz co czwarty schodek aż na szóste piętro. Widzisz emeryta,
  318. który zajął pierwsze miejsce. Siadasz zaraz za nim. Do otwarcia gabinetu zostały tylko cztery godziny.
  319. Nauczony doświadczeniem zaopatrzyłeś się w kilka gazet, krzyżówki i sudoku. Masz nawet długopis,
  320. który kupiłeś za 10zł w kiosku obok USC. Cztery godziny mijają jak z bicza strzelił. W tym czasie
  321. zebrało się ponad stu pacjentów. Co druga osoba pyta się Ciebie, czy może wejść przed Tobą tylko
  322. się o coś zapytać. Kategorycznie wszystkim odmawiasz, ponieważ pamiętasz jaki numer wywinęła Ci
  323. sąsiadka w przychodni. W odpowiedzi słyszysz komentarze: "zobaczy pani jaki ten gówniarz jest
  324. bezczelny, szacunku dla starszych ludzi nie ma". Masz to jednak daleko i głęboko, spokojnie czekasz
  325. na swoją kolej. W końcu wchodzisz do gabinetu, gdzie okazuje się, że kolano ma się bardzo dobrze i
  326. można zdjąć szynę przed czasem. Od lekarza dostajesz skierowanie na rehabilitację. Uradowany
  327. wychodzisz i zastanawiasz się dlaczego wszystko dzisiaj tak dobrze Ci idzie? Wracasz schodami na
  328. parter, przecinasz lądowisko, przemierzasz budynek C i schodzisz do piwnicy. Mijasz archiwum i
  329. kostnicę i wschodzisz do budynku B. Stamtąd już tylko dwa kroki i jesteś w budynku A, gdzie w
  330. rejestracji pokazujesz skierowanie na rehabilitację. Najbliższy wolny termin w 2017 roku.
  331. Postanawiasz przeprowadzić rehabilitację we własnym zakresie. Bierzesz swoje skierowanie,
  332. zgniatasz i wyrzucasz do kosza. Wychodzisz ze szpitala i idziesz na przystanek autobusowy.
  333. Przyjeżdżają po kolei trzy autobusy, każdy marki Solaris. W obawie przed samozapłonem autobusu
  334. na trasie, postanawiasz przespacerować się do domu, a w głowie majaczy Ci zarys perfekcyjnego
  335. planu odzyskania sprzętu RTV i AGD, który zabrali "przedstawiciele" Providentu...
  336. Część IX
  337. Wracasz do domu. Szybko zjadasz kolację i zapewniasz rodziców, że chyba znalazłeś rozwiązanie
  338. problemu bezprawnie odebranego sprzętu. Dostrzegasz, że w ciągu tych kilku dni ojciec zyskał więcej
  339. siwych włosów niż przez ostatnie pięć lat. Mocno przytulasz mamę, która od tamtego feralnego dnia
  340. nieustannie płacze. Wychodzisz do znajomego. Tam siadasz przed komputerem, podłączasz się do sieci TOR i rozpoczynasz anonimowe poszukiwanie informacji. Udaje Ci się odnaleźć informację o
  341. aukcji sprzętu firmy Provident. Zakładasz konto mailowe jako komis-agd-rtv i wysyłasz do firmy
  342. zapytanie o datę i miejsce najbliższej aukcji. W oczekiwaniu na odpowiedź wysyłasz informację do
  343. najbliższych zaufanych znajomych, że szukasz silnych facetów z "ciekawą" przeszłością na
  344. spektakularną akcję wymierzoną przeciw złodziejskiej firmie pożyczkowej. W odpowiedzi dostajesz
  345. numery telefonów do kilku osiedlowych karków, którzy charakteryzują się uczciwością wobec
  346. mieszkańców swojej "dzielni". Pamiętasz, że na Wykopie pojawił się jakiś czas temu plik z bazy
  347. danych kont Allegro. Wyszukujesz rzadko używane konto i sprawdzasz czy podane hasło jest jeszcze
  348. aktualne. Po dwudziestu próbach zdobywasz w końcu dostęp do konta niejakiej Genowefy S., która
  349. pięć lat temu kupiła na Allegro depilator i od tamtego czasu nic. Szybko wybiegasz trzy bloki dalej,
  350. gdzie bez prądu i gazu mieszka osiedlowy pijak. Dobijasz z nim targu, że w zamian za flaszkę
  351. odbierze Twoją przesyłkę i nie piśnie nikomu ani słowa. W rozmowie okazuje się, że takich paczek, to
  352. on odbiera kilkanaście w miesiącu, a stawka to 3/4 litra Starogardzkiej. Wracasz do znajomego i na
  353. Allegro kupujesz pięć kominiarek i tablice rejestracyjne z napisem "Młoda Para". Sprawdzasz maila.
  354. Właśnie przyszła odpowiedź z Providenta. Otrzymujesz datę i miejsce najbliższej aukcji, które
  355. zapisujesz na kartce, a także regulamin i komplet dokumentów, które trzeba wypełnić i odesłać do
  356. firmy przed przystąpieniem do aukcji. Aby zatrzeć ewentualny trop piszesz ze swojego prywatnego
  357. maila do Providenta, że chciałbyś wziąć udział w aukcji i odkupić swój sprzęt. Wypełniasz dokładnie
  358. dokumenty i wysyłasz. Zadowolony z postępów wprowadzania w życie Twojego perfekcyjnego planu
  359. idziesz spać.
  360. Część X
  361. Następnego dnia idziesz na spotykanie z osiedlowymi "karkami". Po drodze odbierasz paczkę od
  362. pijaczka i wręczasz mu obiecaną flaszkę. Na spotkaniu z karkami dokładnie tłumaczysz im, że na kilka
  363. dni musicie porzucić różnice zdań odnośnie ulubionych klubów piłkarskich i zrobić coś dobrego dla
  364. dzielnicy. Okazuje się, że każdy z karków zna co najmniej dwie osoby, które Provident okradł w
  365. podobny sposób. Rozdzielasz zadania: jeden organizuje furgonetkę, drugi zbiera informacje od
  366. znajomych jaki dokładnie sprzęt stracili, model, nr seryjny, etc. Razem z pozostałą dwójką jedziecie na
  367. miejsce, gdzie będzie odbywać się aukcja. Zgodnie z Twoimi przewidywaniami znajduje się tam
  368. magazyn, w którym przechowywany jest cały towar. Nie rzucając niczyich podejrzeń zapisujecie jak
  369. najwięcej detali i robicie zdjęcia komórkami. Przydadzą się podczas akcji. Umawiacie się na następny
  370. wieczór. Wracasz do domu i od razu idziesz spać. Następnego dnia zapewniasz rodziców, że
  371. cokolwiek się stanie, bardzo ich kochasz i zrobisz wszystko, żeby odzyskać honor rodziny. Matka jest
  372. przerażona i nie chce Cię wypuścić z domu. Powstrzymuje ją ojciec i mówi: "Idź synu i rób co do
  373. ciebie należy. Cokolwiek się stanie, wiedz, że jestem z ciebie dumny.". Wieczorem spotykasz się ze
  374. swoją ekipą. Idziecie do baru, żeby odstresować się dwoma piwkami. Po północy wychodzicie z baru,
  375. wsiadacie do furgonetki i jedziecie do magazynu. Kilkadziesiąt metrów przed bramą zmieniacie tablice
  376. rejestracyjne i zakładacie kominiarki. Podjeżdżacie do stróżówki, w której dorabia sobie do emerytury
  377. starszy jegomość. Kojarzysz go z kolejek w przychodni lekarskiej. Emeryt nie broni się i zapewnia, że
  378. bardzo chętnie będzie z Wami współpracował, aby tylko odgryźć się na tej złodziejskiej firmie, która
  379. płaci mu 4zł/h nocnej pracy. Wręcza Wam pęk kluczy i pokazuje dokładnie, który jest do jakich drzwi.
  380. Żeby odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia proponuje jednemu karkowi, aby po związaniu strzelić
  381. go jeszcze lekko w głowę kijem baseballowym. Będzie wyglądało, że otrzymał cios zaskoczenia i
  382. stracił przytomność. Podjeżdżacie furgonetką pod drzwi magazynu i wchodzicie do środka.
  383. Rozdzielacie się i wyszukujecie cały sprzęt ze sporządzonej listy. Kategorycznie zabraniasz zabierać
  384. więcej, żeby nie robić sobie dodatkowych problemów w razie wpadki. Ładujecie sprzęt do furgonetki i
  385. odjeżdżacie, po drodze dziękujecie emerytowi za pomoc, a ten życzy Wam powodzenia. Kierujecie się
  386. do lasu, gdzie przykręcacie tablice rejestracyjne. Zamierzasz zawieźć od razu sprzęt poszkodowanym
  387. z listy i swoim rodzicom, ponieważ nie możesz doczekać się radości na ich twarzach. Jeden z
  388. "karków" twierdzi, że to zły pomysł i proponuje podrzucić sprzęt do zaprzyjaźnionej meliny na innym
  389. osiedlu. Gdy sprawa przycichnie i się rozejdzie, wtedy oddacie sprzęt właścicielom. Zgadzasz się od
  390. razu i cieszysz, że dobrałeś dobrą ekipę. Przez tak drobny błąd mógłbyś od razu wpaść. Po rozładowaniu furgonetki wracacie do domów. Kompletnie wycieńczony kładziesz się do łóżka. Jest
  391. trzecia w nocy, zasypiasz od razu. O szóstej rano budzi Cię łomotanie do drzwi. Za trzecim razem
  392. drzwi zostają wyważone, a do środka wpada...
  393. Część XI
  394. Grupa uzbrojonych i zamaskowanych antyterrorystów! Wrzucają granat dymny, nic nie widzisz. Ktoś
  395. szarpie Cię za ręce i słyszysz: "Policja ****! Na podłogę **** ty **** **** jak ci zaraz **** to ci, ****
  396. ,żaden **** sąd nie będzie, ****, potrzebny, tylko **** **** kostnica ty **** ****, jakbym mógł, to bym
  397. ****** w ****** twoją matkę ty ****** *****!" Opada dym. Widzisz swoich rodziców w piżamach skutych
  398. kajdankami. Czujesz, że jeden z policjantów trzyma nogę na Twojej głowie. Próbujesz coś powiedzieć,
  399. zapytać o nazwisko, stopień służbowy i cel tej jakże kulturalnej wizyty. W odpowiedzi dostajesz
  400. mocnego kopniaka w żebra. Grozisz, że zrobisz obdukcję i ich zaskarżysz, na co dostajesz kilka
  401. uderzeń tonfą w nerki. Ktoś podnosi Cię z ziemi i wyprowadza z mieszkania. Masz wrażenie, że
  402. osoba, która Cię prowadzi celowo uderza Tobą o każdą ścianę tak mocno, że orzeszek w płucu
  403. skacze Ci raz na lewo, raz na prawo. Oddalając się od mieszkania słyszysz ostatnie zdanie
  404. wypowiedziane przez śledczych: "Co jest ****?! Tutaj **** nie ma żadnego **** towaru, który **** z tego
  405. **** magazynu, **** w **** jego mać!". Zastanawiasz się jakim cudem tak szybko wpadli na Twój trop.
  406. Pakują Cię do jednej furgonetki, rodziców do drugiej. Radiowóz rusza z piskiem opon, a zamaskowany
  407. policjant zaczyna Cię okładać pałką. "Jeszcze jesteś, ****, taki mądry?! Ty, ****, **** **** ty! Na
  408. przyszłość odechce Ci się, ****, pytać o stopień, ****, służbowy! Roman! Nie zapomnij, ****, zanotować
  409. w ***** raporcie, że ten śmierdzący, ****, pajac stawiał czynny opór przy wsiadaniu do radiowozu!".
  410. Czujesz, że kręci Ci się w głowie, a do ust napływa krew. Tracisz przytomność i odzyskujesz ją, gdy
  411. funkcjonariusze wyciągają Cię z auta. W tym samym czasie podjechały inne radiowozy - najwidoczniej
  412. była łapanka i przywieźli Twoją ekipę Robin Hood'ów - myślisz. Jakże wielkie jest Twoje zdumienie,
  413. gdy wśród zatrzymanych widzisz kilku emerytów, paru pijaczków i tylko jednego z "karków", którzy Ci
  414. pomagali. Gdy wszystkich Was prowadzą przez drzwi, dresiarz mruga do Ciebie okiem i szepcze, że
  415. nic na Was nie mają. Na komisariacie rozdzielają Was i każdy trafia do osobnego pokoju przesłuchań.
  416. Przykuwają Cię do krzesła i wychodzą. Po chwili pojawia się śledczy: "I co kwiatuszku? Mów gdzie
  417. jest towar, bo nie mam czasu dyskutować." Starasz się nie dać nic po sobie poznać (opłacało się
  418. oglądać seriale kryminalne) i odpowiadasz, że nie wiesz o jakim towarze mówisz, że to jakaś
  419. paranoja. Uczciwego człowieka wyciągać na siłę z łóżka, okładać pałami i oskarżać o kradzież
  420. jakiegoś towaru "Zaraz tam uczciwy! Ukradłeś towar z magazynu Providenta! Wiemy, że to Ty, bo
  421. zginęły wszystkie rzeczy, które należały wcześniej do Ciebie.". "Niemożliwe! I tylko mój sprzęt
  422. zaginął? Przecież już się zapisałem na aukcję, żeby go wykupić" - pytasz. Śledczy wygląda na lekko
  423. zmieszanego, bierze telefon i przez chwilę dyskutuje. Słyszysz, że podaje Twoje nazwisko i wspomina
  424. o aukcji. "Macie go zapisanego, tak? No to po co miałby kraść towar dzień przed tym jak chciał go
  425. wykupić? Coś tu nie pasuje." Śledczy wzywa funkcjonariusza, który zabiera Cię do aresztu. Zamykają
  426. się za Tobą kraty. W celi naprzeciw widzisz rodziców, matka chce coś powiedzieć, ale ojciec ją
  427. powstrzymuje i tłumaczy jej coś szeptem do ucha. W celi po Twojej prawej stronie widzisz parę
  428. przerażonych i lekko poobijanych emerytów. Po lewej Twój kompan z nocnej akcji. Przysuwasz się
  429. więc do lewej strony i po cichu wymieniacie spostrzeżeniami. Gratulujesz mu pomysłu z meliną,
  430. inaczej już byście stali przed obliczem sędziego. Wychodzi na to, że śledczy nie mają żadnych
  431. dowodów i postanowili zapuszkować wszystkich, do których należał skradziony sprzęt. Dresiarz mówi,
  432. że mogą Was trzymać tylko 48 godzin, więc wystarczy nie wygadać się i na pewno puszczą wolno. Po
  433. cichu "przypominasz" rodzicom, że wróciłeś wczoraj pijany z baru parę minut po północy. Zaraz po
  434. tym zostajesz wezwany na przesłuchanie. Wracasz do celi. Znowu na przesłuchanie i znowu do celi.
  435. Jest noc, próbujesz zasnąć. Gdy tylko zamykasz oczy, funkcjonariusze wyciągają Cię na kolejne
  436. przesłuchanie. "Koniec tej zabawy. Twój kumpel Cię sypnął, żeby dostać mniejszy wyrok. Opowiadaj
  437. jak to było!". Uprzejmie informujesz śledczego, że nie znasz nikogo spośród zatrzymanych, oprócz
  438. rodziców. "Yyy... No właśnie! Twoi rodzice Cię sypnęli! Powiedzieli gdzie byłeś wczorajszej nocy!".
  439. Grzecznie odpowiadasz, że byłeś w barze, piłeś z kumplami i wróciłeś do domu dwadzieścia po
  440. północy. Czerwony ze złości śledczy każe odesłać Cię do celi. Patrzysz na zegarek, jeszcze tylko parę godzin i będziesz wolny. Czas się dłuży i nie możesz się doczekać zwolnienia. Wymieniasz spojrzenia
  441. z ojcem i widzisz, że się uśmiecha. Zapewne też zrozumiał, że śledczy nie mają żadnych dowodów. W
  442. końcu przychodzi funkcjonariusz, otwiera wszystkie cele i mówi: "Wolni! Proszę opuścić teren
  443. aresztu". Patrzysz na zegarek - dokładnie 47 godzin i 58 minut w celi. Na zewnątrz powoli wstaje
  444. dzień...
  445. Część XII
  446. Wracasz do domu i śpisz cały dzień. Budzisz się następnego dnia i sprawdzasz czy u rodziców
  447. wszystko w porządku. Obiecujesz, że jak tylko policja przestanie węszyć, to sprzęt wróci do domu z
  448. bezpiecznego miejsca. Wychodzisz do osiedlowego sklepu po coś na obiad, ponieważ matka nadal
  449. nie może się pozbierać po takiej dawce emocji. Mijasz klatki bloków, w których zawsze gromadziły się
  450. ciemne typy. Teraz też się gromadzą, ale zamiast rzucać w Twoim kierunku obelgami i kamieniami,
  451. wszyscy się do Ciebie uśmiechają i gratulują. Nie dość, że okradłeś złodziejskiego Providenta, to
  452. jeszcze nie sypnąłeś kumpli na komisariacie. Karki mówią, że jesteś większy twardziel od nich,
  453. pomimo tego, że masz dużo mniejsze mięśnie. W życiu nie spodziewałbyś się po tępym troglodycie
  454. takiego poczucia humoru. Wracasz do domu i przyrządzasz rodzicom obiad. Po obiedzie leżysz na
  455. łóżku i patrzysz w sufit. Czy aby o czymś nie zapomniałeś? Niby wszystko załatwione. Sprzęt
  456. oczekuje w melinie na sprzyjające czasy, nie postawiono Ci żadnych zarzutów i jeszcze zyskałeś
  457. szacun na dzielni. Z nudów postanawiasz pojechać na działkę i trochę poprzycinać gałęzie jabłonek.
  458. Pakujesz siekierę do plecaka i wychodzisz z domu. W drodze na działkę odbierasz telefon od
  459. rodziców. "Listonosz przyniósł list polecony do Ciebie." Prosisz mamę, żeby otworzyła i przeczytała,
  460. przecież nie masz przed nią żadnych tajemnic, prawda? Ona więc czyta: "Obywatel Z Wchłoniętym
  461. Do Płuca Orzeszkiem wzywany jest do natychmiastowego stawiennictwa w Sądzie Rejonowym (...)
  462. pod zarzutem stawiania czynnego oporu podczas prowadzenia czynności śledczych i naruszenia
  463. nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji na służbie. Rozprawa odbędzie się w trybie
  464. ekspresowym, 24-godzinnym.". No to klops. Nie dość, że Cię sprali na kwaśne jabłko, to teraz
  465. oskarżają o pobicie. Wyskakujesz z autobusu i przesiadasz się na kurs w stronę sądu. Zajmujesz
  466. miejsce na końcu, drzwi się zamykają i autobus rusza. Rozglądasz się po pojeździe. Twoją uwagę
  467. przykuwa logo marki maszyny. Z daleka próbujesz przeczytać: So.... la.... r... Oż w mordę!
  468. Wyskakujesz na najbliższym przystanku. Uff. Było blisko, przecież w każdej chwili przecież mógł się
  469. zapalić! Czekasz na następny autobus. Podjeżdżają dwa Solarisy pod rząd. Nadal czekasz. W końcu
  470. pojawia się stary dobry Ikarus. Wskakujesz do środka i zajmujesz miejsce na przegubie. Uwielbiałeś
  471. tą miejscówkę w autobusie, gdy byłeś dzieckiem. Jedziesz jeszcze chwilę i wysiadasz pod Sądem
  472. Rejonowym.
  473. Część XIII
  474. Wchodzisz do środka. Zaraz za drzwiami znajduje się stanowisko kontroli osobistej. Kładziesz plecak
  475. na taśmie i oglądasz jak znika w maszynie do prześwietlania. Operator ziewa i przeciąga się w fotelu.
  476. Drugi strażnik woła Cię, żebyś w końcu przeszedł i przystępuje do kontroli osobistej. Zawsze
  477. zastanawiałeś się jak taki facet musi się czuć, gdy maca innych w pobliżu genitaliów. Odbierasz
  478. plecak i maszerujesz do sekretariatu. Chwila, chwila! Czy Ty aby nie masz siekiery w plecaku?! A
  479. może jej nie zabierałeś. Ostrożnie otwierasz torbę. Jest siekiera. Patrzysz na stanowisko kontroli i
  480. strażników. Patrzysz znowu do torby. Na pewno jest tam siekiera. No cóż, ich strata. Dzwonisz do
  481. matki i prosisz o przesłanie SMS'em sygnatury akt, która widnieje na wezwaniu. Wiadomość
  482. przychodzi od razu, pokazujesz telefon sekretarzowi. On chwilę narzeka, że nie ma oryginału
  483. wezwania, ale w końcu numer to numer. Grzebie w archiwum, wyciąga cienką teczkę z kilkoma
  484. kartkami, otwiera i mówi: "Przykro mi spóźnił się pan, wyrok już został wydany w trybie zaocznym."
  485. Jak to?! Prosisz o podanie wyroku. "Aby uzyskać wyrok proszę napisać wniosek o wydanie kopii
  486. wyroku i dołączyć znaczek skarbowy o wartości 50zł, który można dostać w kasie na czwartym
  487. piętrze." Maszerujesz do kasy i prosisz o znaczek skarbowy. Wyciągasz długopis, który kupiłeś w
  488. kiosku naprzeciwko USC. Tyle kosztował, więc wszędzie go ze sobą nosisz. Grzecznie prosisz kasjerkę o jedną kartkę z drukarki. Ona podaje Ci kartkę i mówi: "Znaczek 50zł, kartka papieru 5zł.
  489. Razem 55zł!". Zaskakujące jak każdy potrafi sobie dorobić na zapominalstwie szarego obywatela,
  490. prawda? Bierzesz kartkę i na szybko na kolanie skrobiesz wniosek o wydanie kopii wyroku. Zbiegasz
  491. na parter i podajesz dokument sekretarzowi. Ten wyciąga z teczki kartkę papieru, kseruje ją, podbija
  492. pieczątkę i podaje Ci. Czytasz: "Komisja Sędziowska w składzie (ble ble ble), na mocy ustawy (ble ble
  493. ble) na podstawie przeprowadzonego postępowania w sprawie (ble ble ble) uznaje co następuje:"
  494. Koniec kartki, odwracasz na drugą stronę... Pusto. Co jest?! Patrzysz na sekretarza i pytasz, czy nie
  495. ma drugiej kartki przypadkiem, bo chyba zapomniał ją skserować. "Oczywiście, że jest, ale Pan
  496. przykleił tylko jeden znaczek za 50zł, czyli za jedną stronę." Wracasz do kasy na czwartym piętrze,
  497. kupujesz kolejny znaczek skarbowy o wartości 50zł i zbiegasz na dół. Podajesz tę osobliwą walutę
  498. sądową sekretarzowi. "Teraz się zgadza?" - pytasz. "Znaczek się zgadza, ale nie ma pan wniosku o
  499. wydanie drugiej strony wyroku". Kompletnie wyprowadzony z równowagi biegniesz do kasy, wyrywasz
  500. kasjerce kartkę z drukarki, rzucasz pięć złotych i wracasz na dół. Na kolanie piszesz wniosek i
  501. podajesz sekretarzowi. Ten kseruje drugą kartkę, przybija pieczątkę i wręcza Ci do rąk. Czytasz dalej:
  502. "Uznaje Obywatela Z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem winnym zarzucanych mu czynów i nakłada
  503. karę grzywny w wysokości 1500zł.". Dobrze wiesz, że od każdego wyroku można się odwołać, więc
  504. lecisz do kasy na czwartym piętrze, wyrywasz kolejną kartkę, rzucasz kolejne 5 złotych i wychodzisz...
  505. Stop! Wracasz do kasy i prosisz o pięćdziesiąt znaczków skarbowych, każdy o wartości 1zł. Na
  506. kolanie piszesz odwołanie od wyroku i oklejasz dookoła znaczkami o łącznej wartości 50zł. Podajesz
  507. sekretarzowi. "A co to? obrazek w ramce? Panie ja tutaj poważne dokumenty przyjmuję! Co pan
  508. wyprawiasz?!". Grzecznie informujesz go, że w kasie skończyły się znaczki o nominale 50zł, bo
  509. wszyscy je kupują do uzyskania kopii wielostronicowych wyroków. Oburzony sekretarz przyjmuje w
  510. końcu wniosek, przybija pieczątkę i wrzuca do teczki. "Proszę czekać na odpowiedź, która przyjdzie
  511. na podany adres korespondencyjny. Do widzenia!". Wychodzisz z budynku sądu. Otwierasz plecak i
  512. patrzysz do środka... Siekiera nadal tam jest....
  513. Część XIV
  514. Przez kilka dni oczekujesz listu z decyzją sądu w sprawie odwołania od wyroku. Któregoś ranka
  515. postanawiasz rzucić okiem do skrzynki, bo może list polecony nieopatrznie został wrzucony do
  516. skrzynki. Otwierasz, a w środku pusto. Nie! Jest jakaś mała zielona karteczka. Wyciągasz ją i czytasz:
  517. "Niestety listonosz nie zastał państwa w dniu (blablabla) o godzinie (blablabla) w domu. Przesyłkę
  518. można odebrać w najbliższym urzędzie pocztowym." Co za leniwy śmierdzący gnój! Byłeś cały czas w
  519. domu i dobrze o tym wiesz. Nie chciało mu się wchodzić na drugie piętro i bezczelnie wrzucił awizo do
  520. skrzynki! Biegniesz na pocztę i ustawiasz się w kolejce do jedynego czynnego okienka. Przed Tobą
  521. ogromne stado emerytów i rencistów. Pokornie czekasz na swoją kolej i obserwujesz co robią kolejni
  522. klienci. Po godzinie obserwacji dochodzisz do wniosku, że Poczta Polska służy do wszystkiego...
  523. Oprócz wysyłania listów! Klienci płacą rachunki, kupują rajstopy, znicze, segregatory, witaminy, a
  524. także część leków na receptę. Można nawet zmierzyć sobie ciśnienie! Co druga starsza osoba wysyła
  525. połowę swojej emerytury do Radia Maryja i przy okazji narzeka kasjerce, że Tusk jej tak mało płaci, że
  526. ledwo co na życie starcza. "Przez całe życie tyle pieniędzy mu oddałam, że teraz byłabym milionerką!
  527. I co za to mam? Marny tysiąc złotych!". Wysokość emerytur i rent jest najpopularniejszym tematem
  528. rozmów klientów oczekujących w kolejce. Stoisz tak jeszcze dwie godziny i słuchasz narzekania, aż w
  529. końcu docierasz do okienka. Podajesz Pani awizo. Ona chwilę patrzy, idzie na zaplecze. Mija 5
  530. minut... 10... 15 minut. Wraca i trzyma w dłoniach list. "Poproszę o dokument tożsamości". Podajesz
  531. jej dowód osobisty. Ona chwilę go ogląda, patrzy na kopertę, znowu na dowód. "Ale to nie jest list do
  532. pana!". "Jak to nie do mnie?! Przecież przed chwilą, znaczy się kilka godzin temu wyciągnąłem awizo
  533. z mojej własnej skrzynki pocztowej!". "Pan mi tu kitu nie wkręca! Przecież dobrze widzę. Na dowodzie
  534. ma pan (tu Twoje imię i nazwisko), a adresatem jest Obywatel Z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem!
  535. Jak mi pan to wytłumaczy?! Poza tym na kopercie jest mieszkanie numer 8, a w dowodzie ma pan
  536. mieszkanie 8a! Nie zgadza się adresat, ani adres!". Ale to przecież Ty właśnie wchłonąłeś tego
  537. cholernego orzeszka! "Nie czytała pani historii o orzeszku na Wykopie?! Niech pani zobaczy",
  538. wyciągasz pamiątkowy długopis: "to jest długopis kupiony w kiosku obok USC w miejscowości X.". Pokazujesz siniaki na twarzy: "A tak mnie załatwiła policja, gdy wtargnęli bladym świtem do mojego
  539. mieszkania! Czy to naprawdę Pani nic nie mówi?! To ja przykleiłem sekretarzowi w sądzie na złość
  540. pięćdziesiąt znaczków skarbowych na jednym wniosku!". Kasjerka przybiera złowrogą minę i krzyczy:
  541. "Jakie znowu wykopki?! O czym pan tu do mnie mówi? O ziemniakach?! Wariat jakiś!". Wyciągasz
  542. laptopa z plecaka, szybko uruchamiasz Wykop.pl i próbujesz jej pokazać całą historię. "Pan schowa
  543. ten komputer i się wynosi, bo ochronę wezwę! Następny proszę!" Nie możesz pojąć, jak można być
  544. tak nieobeznanym w świecie człowiekiem, żeby nie znać historii o orzeszku, a tym bardziej nie
  545. wiedzieć co to jest Wykop. Wyrywasz jej z rąk awizo i kompletnie zdenerwowany wychodzisz. W
  546. drzwiach spotykasz dresiarza ze swojej dawnej ekipy. Opowiadasz mu jak Cię właśnie potraktowała
  547. kasjerka-ignorantka. On bierze od Ciebie awizo i mówi, że spróbuje coś wymyślić. Przedziera się
  548. przez tłum emerytów i rencistów, podchodzi do kasy i podaje awizo: "Pani mi pomoże, bo sąsiad mnie
  549. prosił, żebym to odebrał za niego. Zaniemógł biedak jak zobaczył Tuska w telewizji i podwyżkę
  550. podatku VAT. Obiecuję, że przyniosę Pani dobrą kawę później." Kasjerka podekscytowana, bo kawa
  551. w pomieszczeniu służbowym (w którym spędza 3/4 czasu pracy) już się kończy, odnajduje list po
  552. numerze i nawet nie patrzy na adresata. Nie sprawdza też żadnych danych Twojego kompana, tylko
  553. podaje mu i życzy miłego dnia... Wychodzicie z budynku, a tam...
  554. Część XV
  555. Przechodzi właśnie grupa strajkowa dowódców policji. Jest to głośna manifestacja mundurowych z
  556. gwizdkami i transparentami: "Chcemy godnie żyć! Żądamy skrócenia czasu pracy o połowę i
  557. dwukrotnego wzrostu zarobków!", "Za 12 tysięcy złotych miesięcznie nie da się wyżywić rodziny!",
  558. "Emerytura po pięciu latach, a nie piętnastu!", "Żądamy 10% procent od wystawionych mandatów!".
  559. Pochód się kończy, ale zaraz za nim idzie następny. To strajkują sędziowie i adwokaci. "Żądamy
  560. wcześniejszej emerytury! skrócenia czasu pracy o połowę i dwukrotnego wzrostu zarobków!", "Za 16
  561. tysięcy złotych miesięcznie nie da się wyżywić rodziny!". Manifestacja się kończy. Nikt z przechodniów
  562. nie jest zainteresowany strajkami. Ale co to? Idzie następny pochód! Oto lekarze w fartuchach, ze
  563. stetoskopami na szyjach. "Żądamy prywatnej służby zdrowia!", "Wysadzić NFZ!", "Lekarz w Polsce
  564. zarabia 3 tysiące złotych (i 30 tysięcy w prywatnym gabinecie)! To skandal!", "Chcemy wcześniejszej
  565. emerytury!". W końcu kończy się lekarski pochód. Stoicie i patrzycie w dal, czy może nie wyjdzie
  566. następna niezadowolona grupa społeczna. Nikt się nie pojawia. Po pochodach na ulicy została masa
  567. śmieci. Papierki od hot-dogów, puszki i butelki po napojach. Na horyzoncie wyłania się pojazd.
  568. Kompan Cię szturcha i mówi: "Patrz, śmieciarka jedzie sprzątać po skurwysynach.". Oglądacie jak
  569. ekipa sprzątająca szybko i zgrabnie zbiera śmieci pozostałe po strajkach niezadowolonych
  570. pracowników budżetówki. Kompan chwilę się zastanawia i mówi:"_ Popatrz, oni zarabiają dwa tysiące
  571. miesięcznie za grzebanie się całymi dniami w śmierdzących śmiechach. I co? Są szczęśliwi. Nie
  572. narzekają, nie strajkują. Tym co przeszli tutaj przed chwilą chyba w dupach się poprzewracało od
  573. pieniędzy. Ponoć apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja zapieprzam w fabryce na magazynie. Za etat i 20
  574. nadgodzin wyciągam 1400 zł i nie narzekam. Czasem człowiek się zastanawia co do gara włożyć, ale
  575. ogólnie jest szczęśliwy. W dzisiejszych czasach każda robota jest dobra. A ty gdzie pracujesz
  576. przyjacielu?". To pytanie zbiło Cię z tropu. Przecież Ty nie pracujesz. Jesteś tylko nędznym magistrem
  577. filologii polskiej, jakich miliony w Polsce. Bez przerwy siedzisz na utrzymaniu rodziców i tak naprawdę
  578. nigdy nie zastanawiałeś się nawet, jak to jest liczyć pieniądze, planować budżet i codzienne zakupy. A
  579. na domiar wszystkiego masz tego cholernego orzeszka w płucu. Nie możesz pracować i nie
  580. dostaniesz też renty, bo dałeś zbyt małą łapówkę ZUSowskiemu konowałowi. Bodaj by go szlag trafił!
  581. Kompan patrzy się na Ciebie i chyba oczekuje odpowiedzi, więc mówisz: "Wiesz co, ja nie pracuję.
  582. Właśnie skończyłem jedne studia i chyba pójdę na drugie." Dresiarz ogląda Cię z ciekawością i mówi:
  583. "Wytłumacz mi jak to jest. Ty skończyłeś studia, masz tytuł naukowy i nie masz pracy. Ja ledwo
  584. skończyłem podstawówkę, ale jakąś tam pracę mam. O co w tym chodzi? Po co poszedłeś na
  585. studia?". Zaczynasz się zastanawiać. Przecież to było takie naturalne. Po zdanej maturze, wszyscy
  586. szli na studia, więc Ty też. Poza tym rodzice prosili, żebyś dalej się uczył, bo "w dzisiejszych czasach
  587. bez wyższego wykształcenia jest się nikim." Przypominasz sobie jak kilka osób otwarcie powiedziało,
  588. że nie idzie na studia. Od razu ich wykluczyliście i wyzywaliście od debili i nieuków. Co oni teraz porabiają? Próbujesz sobie przypomnieć z informacji na facebooku. Jeden ma własną firmę. Drugi...
  589. Też ma własną firmę. Trzeci, ten co nawet matury nie zdał... Rozkręcił biznes do tego stopnia, że nie
  590. musi go pilnować, a ogromna kasa spływa mu co tydzień na konto. Chyba coś przegapiłeś w życiu. W
  591. pogoni za wiedzą zapomniałeś o pogoni za szczęściem. Nie masz żadnego doświadczenia. W Twoim
  592. CV jedyną pozycją jest zbiór truskawek za zachodnią granicą. Masz mało prawdziwych znajomych,
  593. nie masz nawet dziewczyny. Twoimi jedynymi partnerkami są te, które oglądasz wieczorami na
  594. redtube. Jedyne pieniądze jakie miałeś przez cały okres studiów, to kieszonkowe i stypendium
  595. naukowe. Tfu! Zasrane stypendium! Nawet na jedną porządną imprezę nie wystarczało... Tak
  596. rozmyślasz o tym stypendium i masz wrażenie, że o czymś zapomniałeś. Nie daje Ci to spokoju do
  597. tego stopnia, że dzwonisz do matki i pytasz czy nie zapomniałeś czegoś zrobić w związku z tym. "A
  598. rozliczyłeś się już z Urzędem Skarbowym?_". Cholera jasna!!! Przecież niedługo termin składania
  599. zeznań podatkowych. Żegnasz się kompanem i jedziesz do domu, żeby odnaleźć wszystkie
  600. dokumenty. Nigdy ich nie zbierałeś, na szczęście ojciec zbierał i segregował wszystkie dokumenty,
  601. które rzucałeś na biurko. Ech, gdyby nie rodzice, to byłbyś kompletnym zerem. A czy Ty może nim nie
  602. jesteś? Nic w życiu nie osiągnąłeś. No może oprócz możliwości wpisania sobie trzech literek przed
  603. nazwiskiem. Dobra, koniec gorzkich żalów, może kiedyś napiszesz je na Wykopie, a teraz musisz
  604. jechać do skarbówki. Bierzesz dokumenty, długopis kupiony za 10 złotych w kiosku naprzeciwko USC
  605. i idziesz na przystanek autobusowy...
  606. Część XVI
  607. Na przystanek podjeżdża autobus. Niestety nie możesz do niego wsiąść, bo jest to pojazd marki
  608. "samozapalająca się maszyna potępiona przez Wykop". Czekasz na następny... Znowu Solaris... I
  609. znowu.. Co jest?! Czy oni już nie mają normalnych autobusów w tym mieście?! W końcu przyjeżdża
  610. stary Jelcz. Wskakujesz do środka. Bardzo lubisz jeździć starymi autobusami. Przypominają Ci
  611. beztroskie dzieciństwo i fascynację wielkimi pojazdami. Poza tym zapach tych spalin. Ech, żaden
  612. nowy autobus nie wydaje tak cudownego zapachu. Dojeżdżasz do Urzędu Skarbowego. Przed
  613. wejściem kilometrowa kolejka. Jak widać, nie tylko Ty chcesz się rozliczać w ostatniej chwili. Stajesz w
  614. kolejce i czekasz. Widzisz kilka osób, które najwyraźniej chcą być kolejkowymi liderami i jako "Komitet
  615. Kolejkowy" tworzą listę - kto za kim stoi, przed kim, jaki ma numerek. Tłumaczą to faktem, że jest tu
  616. wielu przedsiębiorców, którzy zamiast stania w kolejce, mogliby przez ten czas załatwiać inne sprawy
  617. biznesowe. "Taa, sranie w banie!" - myślisz sobie - "Staruchy przypominają sobie lata młodości w PRL
  618. i zwyczajnie tęsknią za tym co było kiedyś.". Lista dochodzi do Ciebie i chwilę się wahasz, czy brać
  619. udział w tej farsie. Niestety zauważasz złowrogie spojrzenia innych oczekujących i pokornie
  620. dopisujesz się do listy. Stoisz sobie spokojnie. Mija godzina, dwie... Podchodzi do Ciebie jakiś
  621. jegomość i pyta czy już dopisałeś się do listy. Mówisz mu, że oczywiście, na co on prosi o nazwisko,
  622. żeby się upewnić. "Obywatel z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem? Przykro mi, ale nie ma pana na
  623. liście". Co jest? Przecież sam się osobiście wpisywałeś. Okazuje się, że powstał drugi komitet
  624. kolejkowy powołany przez osoby niezadowolone z działania poprzedniego komitetu. "Co za farsa!" -
  625. myślisz i pytasz: "Czyli ta pierwsza lista już nie obowiązuje, tak?" Jegomość odpowiada: "No wie pan
  626. jak to jest, my jej nie tolerujemy, ale ona jednak gdzieś tam jest." Dopisujesz się do nowej listy dla
  627. świętego spokoju. Stoisz sobie spokojnie. Mija trochę czasu... Podchodzi do Ciebie kolejny jegomość.
  628. "Pan pewnie z Komitetu Kolejkowego?" - pytasz. "A skąd pan wie?". "Szkoda gadać" - odpowiadasz,
  629. bierzesz od niego listę i dopisujesz się długopisem kupionym za 10zł w kiosku obok USC. Ech, ludzie
  630. nawet nie potrafią wpisać się na listę bez kłótni. Zaczyna padać deszcz. Oczekujący rozkładają
  631. parasolki, niestety Ty takowej nie posiadasz, więc po cichutku "przytulasz się" do osoby przed Tobą.
  632. Pod jej wielkim parasolem zmieściłby się pułk wojska. "Co pan mi tutaj podchodzi?! Proszę się
  633. odsunąć!". No tak, oto Polska właśnie. Jeszcze przed chwilą baba narzekała, że kolejka taka
  634. rozciągnięta, ale jak teraz ktoś mógłby skorzystać z jej parasola, to zaraz wielka obraza majestatu i jej
  635. ciasno jest. Mokniesz jeszcze trochę czasu, aż w końcu docierasz do drzwi wejściowych Urzędu
  636. Skarbowego. Teraz już nie obowiązuje komitet kolejkowy. Porządku pilnuje ochrona złożona z kilku
  637. emerytów. Zapewne nie byliby przeszkodą, gdybyś chciał podłożyć bombę pod ten przybytek szatana. Część XVII
  638. W końcu przychodzi na Ciebie pora i podchodzisz do okienka nr 1. "Dzień dobry miłej pani, jak dzisiaj
  639. dzień mija?" - starasz się być miły i kulturalny - "chciałbym rozliczyć się z uzyskanych dochodów". "A
  640. co pana obchodzi jak mi dzień mija?! Okropnie mija, bo muszę tu siedzieć i słuchać takich wariatów
  641. jak pan! Formularze PIT dostępne w okienku nr 8! Następny!". Wędrujesz do okienka nr 8 i ustawiasz
  642. się w kolejce. Rozglądasz się dokoła. Do wszystkich okienek prowadzą osobne wężyki. Skręcają raz
  643. w prawo, raz w lewo, krzyżują się z innymi i tylko wprawne oko potrafi rozpoznać dokąd prowadzi
  644. dana kolejka. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i prosisz o formularz PIT. "Jaki numer
  645. formularza?". Skąd możesz wiedzieć? To jest więcej niż jeden? "Po co pan przychodzisz tu jak nie
  646. wiesz jaki chcesz pan formularz?! Informacja w okienku nr 23! Następny!". Ustawiasz się w kolejce do
  647. informacji. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i pytasz jaki formularz potrzebujesz, żeby rozliczyć
  648. się z dochodów, a dokładnie stypendium naukowego. "Formularz PIT-37. Formularze wydawane w
  649. okienkach 8, 8a i 8b! Następny!". Wracasz do kolejki do okienka nr 8. Mija 10 minut, podchodzisz i
  650. prosisz o formularz PIT-37. "Panie! Ja tu mam formularze tylko i wyłącznie dla płatników VAT! Proszę
  651. do okienka obok!". Patrzysz w bok - sterta Twoich formularzy jest metr obok. Niestety kolejka ma
  652. metrów kilkanaście. "A nie może pani sięgnąć ten metr i mi podać PIT-37? Widzę, o tam leżą" -
  653. wskazujesz palcem kierunek. "Jeszcze czego! Ja się z miejsca ruszam tylko na przerwę, następny!"
  654. Ustawiasz się w kolejce do okienka 8a. Mija 10 minut, podchodzisz i prosisz o formularz PIT-37.
  655. Kobieta podaje Ci formularz. Odchodzisz do stolików, zajmujesz ostatnie wolne miejsce, wyciągasz
  656. długopis i zaczynasz wypełniać. Patrzysz na ogrom kratek na formularzu: "Przychód, koszt uzyskania
  657. przychodu, dochód, strata, zaliczka pobrana przez płatnika". Po co to wszystko? Patrzysz na
  658. dokumenty z uczelni, a tam: "Informacja o uzyskanym stypendium", a niżej krateczki: "Przychód, koszt
  659. uzyskania przychodu, dochód, strata, zaliczka pobrana przez płatnika". Jaki jest tego sens? Czy nie
  660. można po prostu oddać tego dokumentu zamiast przepisywać wszystko? Kolejnego sensu nie możesz
  661. się doszukać w tym, że stypendium nie jest opodatkowane, więc marnujesz swój czas, żeby dać im
  662. formularz z zerową kwotą podatku. Jaki jest sens rozliczania się z niczego? Ale nie Ty stworzyłeś ten
  663. system, więc wypełniasz formularz i idziesz go oddać. Tylko gdzie go teraz oddać? Ustawiasz się w
  664. kolejce do informacji. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i pytasz, gdzie można oddać wypełniony
  665. formularz. "Przyjmowanie formularzy w okienku nr 41c, następny!". Wędrujesz do 41c i ustawiasz się
  666. w kolejce. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i zadowolony z siebie oddajesz gotowy formularz
  667. PIT-37. "Panie! Coś pan tu narobił?! Formularz można wypełniać tylko czarnym atramentem, a pan
  668. masz niebieski. Ja nie mogę tego przyjąć! Następny!". Cholera jasna! Wracasz do 8a po nowy czysty
  669. arkusz. Ustawiasz się w kolejce. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i prosisz o kolejny formularz.
  670. "Przez takich jak pan, to my tutaj podwyżek nie dostajemy! Wszystkie pieniądze idą na dodruk
  671. formularzy! Następny!". Wracasz do stolika i prosisz pierwszą z brzegu osobę o pożyczenie czarnego
  672. dłupoisu. "Panie! Co pan?! Kup pan sobie! Ochroniarze w swojej kanciapie sprzedają!". No tak,
  673. mogłeś się tego spodziewać. Ustawiasz się w kolejce do ochroniarza. Mija 10 minut, podchodzisz do
  674. emeryta i prosisz o czarny długopis. Emeryt podaje Ci go i mówi: "Należy się...", wtrącasz mu się w
  675. słowo: "niech zgadnę. 10zł, tak?". Emeryt zaskoczony: "A skąd pan wie?". To nie było trudne do
  676. przewidzenia. Bierzesz długopis i wędrujesz do stolików, Niestety nie ma wolnych miejsc, więc
  677. wypełniasz formularz na kolanie. Sprawdzasz czy wszystko się zgadza. Ustawiasz się w kolejce do
  678. okienka 41c. Mija 10 minut, podchodzisz i oddajesz wypełniony formularz. "Ależ panie! Kwotę podatku
  679. trzeba zaokrąglić do dziesięciu groszy! Następny!". "Ale przecież to jest zero! Zero, czyli nic. Jak mam
  680. nic zaokrąglić do dziesięciu groszy?!". Na co urzędniczka odpowiada: "To jak masz pan zero podatku,
  681. to do okienka nr 41d/II/bis! Co mi pan tu głowę zawracasz?! Następny". Czujesz ulgę, równie dobrze
  682. mogła Ci kazać zaokrąglić nic do jednego miejsca po przecinku, a informację o innym okienku
  683. przekazać, jak znowu odstoisz swoje. Ustawiasz się w kolejce do 41d/II/bis. Mija 10 minut w tym
  684. czasie poprawiasz kwotę podatku, dzięki czemu nie płacisz 0,0zł, zamiast zwykłego 0zł. Podchodzisz
  685. do okienka, a w tym momencie urzędniczka stawia przed Tobą tabliczkę "Nieczynne, przerwa".
  686. Czekasz 10minut, 20 minut.. W końcu nie wytrzymujesz, wciskasz się w okienko, odkładasz swój formularz na stertę wypełnionych PIT-37 i wychodzisz z Urzędu Skarbowego. Właśnie spędziłeś 8
  687. godzin i 53 minuty, aby poinformować państwo, że w tym roku płacisz 0,0zł podatku dochodowego...
  688. Część XVII
  689. Od tamtego czasu mija kilka miesięcy. Każdego dnia sprawdzasz skrzynkę pocztową w oczekiwaniu
  690. na odpowiedź z Sądu Rejonowego odnośnie kary grzywny. Dziś właśnie chyba nadszedł ten dzień i
  691. opieszałość urzędnicza się skończyła - w skrzynce jest awizo! Nie musisz na nie patrzeć - wiesz, że to
  692. list urzędowy, ponieważ jedyne listy jakie listonosz wrzuca do skrzynki to ulotki reklamowe i
  693. ewentualnie bożonarodzeniowe kartki, ale to tylko w styczniu i w lutym. Na awizo widnieje informacja
  694. "do odbioru dn. 28.11.11". Planujesz odbiór na jutro, a teraz idziesz po zakupy, bo w lodówce pustki.
  695. W sklepie kupujesz chleb, masło i prosisz o ćwierć kilo żółtego sera. Kobieta chwilę się zastanawia i
  696. wychodzi na zaplecze. Wraca z kierowniczką i o czymś żywo dyskutują. Słyszysz tylko część
  697. rozmowy: "ja ci mówię Hanka, że ćwierć to jest połowa połowy", "no tak, ale ile to będzie w
  698. dekagramach?", "A ja wiem? Zrób tak, że zważysz mu 40dkg i asekuracyjnie powiedz, że za dużo Ci
  699. się ukroiło, czy może tyle być ile jest.". Ekspedientka kroi kawałek sera i podchodzi do Ciebie: "Ojej,
  700. za dużo mi się ukroiło. Może być 40dkg?". Grzecznie odpowiadasz: "Gdybym chciał 45dkg, to bym o
  701. tyle poprosił! A teraz zmieniłem zdanie i poproszę 26,65dkg tego sera, dokładnie co do jednej setnej!".
  702. Kobieta stoi jak głupia i widzisz, że zaraz się popłacze. Na ratunek przychodzi jej kierowniczka. Stawia
  703. wagę obok krajalnicy, kroi po jednym plasterku i kładzie na wadze. Gdy dochodzi do dwudziestego
  704. plasterka, waga wskazuje 27dkg. Teraz z ostatniego plasterka kierowniczka odrywa po malutkim
  705. kawałku, aż w końcu na wadze pojawia się 26,65dkg. Wbija wszystko na kasę i wychodzi 14,98.
  706. Podajesz banknot dwudziestozłotowy, na co ona wydaje Ci okrągłe 5zł reszty i mówi: "będę panu
  707. winna dwa grosiki, dobrze?", na co uprzejmie odpowiadasz: "Gdybym chciał, żeby ludzie byli mi winni
  708. pieniądze, to sprzedawałbym kredyty! Czy ja wyglądam na przedstawiciela providentu?! Jeśli brakuje
  709. pani monet, to niech pani wyśle Hankę do banku i niech rozmieni, ja tutaj poczekam!". Kierowniczka
  710. jest cała czerwona ze złości i zapewne chciałaby coś odpyskować, ale za Tobą już rośnie powoli
  711. kolejka zniecierpliwionych klientów, którzy obserwują całą sytuację. Hanka szybko wybiega ze sklepu i
  712. wraca po chwili z woreczkiem jednogroszówek. Dostajesz swoje brakujące dwa grosze, wychodzisz
  713. zadowolony na zewnątrz - Twoje ostatnie przygody nauczyły Cię jak być wrednym bezczelnym
  714. chamem, który zawsze dostaje, to czego chce. Powoli spacerujesz w stronę domu. Starasz się nie
  715. przemęczać, bo zimową porą orzeszek lubi dać o sobie znać. Niestety nie jest łatwo, ponieważ miasto
  716. podpisało umowę z Firmą, Której Nazwy Wymieniać Nie Wolno i wymienili cały tabor na nowe
  717. autobusy. Teraz, z wiadomych przyczyn musisz chodzić pieszo. Wracasz do domu, chwytasz swoje
  718. odzyskane PlayStation, ponieważ widziałeś w drodze powrotnej nowo otwarty serwis, a coś tam
  719. trzeszczy w środku konsoli, wszak lepiej dmuchać na zimne. Dochodzisz powoli do firmy, wchodzisz
  720. do środka, a tam wita Cię wielkie logo firmy z napisem: "NEXT-GEN KONSOLE NAPRAWA I
  721. SERWIS"... Gdzieś już słyszałeś tę nazwę, tylko gdzie? Pracownik pyta, czy może w czymś pomóc,
  722. ale Ty się wahasz. Ściskasz mocno konsolę i próbujesz sobie przypomnieć o co chodzi. Wydaje Ci
  723. się, że stoisz tam wieki, choć mija zaledwie kilkanaście sekund. Pracownik ponownie pyta, czy może
  724. pomóc. W tym momencie doznajesz olśnienia! Wykop! Szybko wybiegasz z pomieszczenia i wracasz
  725. do domu. Z konsolą pod pachą wchodzisz do salonu, gdzie widzisz rodziców w towarzystwie
  726. nieznanego urzędnika. Ten widząc Cię przedstawia się jako komornik i informuje, że przyszedł
  727. zarekwirować Twój sprzęt na poczet niezapłaconej grzywny. Kolejne kilka sekund, które wydają się
  728. wiecznością. "Eeeee... tego... yyyy... bo ja jestem kolegą Orzeszka i tylko przyszedłem z tą konsolą,
  729. bo może mógłby mi pomóc ją naprawić, ale jak go nie ma, to ja przyjdę później. Do widzenia!"
  730. Odwracasz się i wychodzisz szybko z domu. Uff, mało brakowało. Wyciągasz telefon i piszesz do
  731. matki, żeby go jakoś spławili, wtedy wrócisz do domu. Po godzinie dostajesz odpowiedź: "poszedł już,
  732. możesz wracać". Ech, a przez tyle miesięcy było cicho i spokojnie. Czujesz w kościach i w płucu, że
  733. znowu zaczyna się kolejna walka z idiotami.