- Jak pozbyć się orzeszka w płucach
- Wstęp
- Siema. W sumie to cool story, ale też sytuacja kryzysowa.Co zrobić jak orzeszek ziemny i to w
- dodatku kupiony w Biedronce wpadnie komuś do płuca? LOL Czekam na odpowiedzi bo kaszlenie nic
- nie daje :D Hyhyhy
- Część I
- Jest już późno, a więc kładziesz się spać. Wstajesz o 6 rano, wędrujesz do przychodni i rejestrujesz
- się na wizytę u swojego lekarza pierwszego kontaktu. Niestety przed Tobą było już pięćdziesięciu
- emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ.
- Wracasz do domu. Następnego dnia wstajesz o 5 rano, wędrujesz do przychodni. Niestety przed Tobą
- było już trzydziestu emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Wracasz do domu. Wieczorem zabierasz śpiwór i około 22giej idziesz do przychodni,
- żeby mieć pewność, że zostaniesz zarejestrowany na wizytę. Kładziesz się w śpiworze pod drzwiami i
- starasz się czuwać, aby żaden emeryt nie odebrał Ci pierwszego miejsca w kolejce do rejestracji do
- lekarza pierwszego kontaktu. Niestety człowiek nie jest maszyną i przysypiasz na pięć minut. W tym
- czasie przychodzi dziewięciu emerytów i wciskają się na Twoje miejsce. Postanawiasz zwinąć śpiwór i
- za wszelką cenę walczyć o utrzymanie ostatniej pozycji. O szóstej rano dzielnie stoisz w kolejce, a za
- Tobą stoi pięćdziesięciu emerytów i dwudziestu rencistów z nadzieją, że uda im się wcisnąć. Z
- odległości kliku metrów starasz się przeczytać informację na drzwiach. Na szczęście masz aparat z
- zoomem, robisz zdjęcie i czytasz: "Lekarz pierwszego kontaktu przyjmuje: 1. osoby ubezpieczone w
- NFZ, poniedziałek, godz 09:00-09:30, pokój 21. 2. Prywatnie: od poniedziałku do piątku w godz 09:30-
- 18:00". Patrzysz na komórkę. Dziś wtorek. Niestety nie zarabiasz średniej krajowej, więc nie stać Cię
- na prywatną wizytę. Rejestrujesz się na najbliższy poniedziałek i idziesz do domu. W czwartek
- orzeszek w płucu zaczyna Ci przeszkadzać, zaczyna się świstanie i trudności w oddychaniu.
- Pożyczasz od rodziców sto złotych na prywatną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Wchodzisz do
- przychodni, pokazujesz pieniądze i wpuszczają Cię od razu do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje dane,
- bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach. Każda z
- tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, dlatego dzwonisz do rodziców, żeby szybko przyjechali do
- przychodni z pieniędzmi. Wracasz do lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz
- wyszedłeś z gabinetu, więc musisz zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę. Na szczęście
- rodzice jeszcze nie wyszli. Lekarz po przeanalizowaniu wyników badań, stwierdza, że musi wypisać Ci
- skierowanie do szpitala na operację. Niestety on, jako lekarz prywatny nie może wypisać Ci
- skierowania do publicznego szpitala, bo nie ma takiego kontraktu z NFZ. Musisz przyjść do niego w
- poniedziałek, gdy pracuje publicznie. Wracasz do domu, kładziesz się do łóżka i tak czekasz do
- poniedziałku. Rano idziesz do tego samego lekarza, który po zebraniu dokładnego wywiadu i zleceniu
- trzech dodatkowych badań. Na szczęście zabrałeś kopię wyników (kosztowały 25zł/stronę w ksero w
- przychodni) ze sobą i lekarz na ich podstawie wystawia Ci skierowanie do szpitala na oddział
- chirurgiczny. Zadowolony wsiadasz w autobus i jedziesz do wskazanego na skierowaniu szpitala.
- Jesteś na miejscu o godz 11:05. Rejestracja szpitalna jest zamknięta, a napis na kartce mówi:
- "Rejestracja czynna od 10:00 do 11:00". Wracasz do domu. Nauczony doświadczeniem z przychodni,
- stawiasz się pod bramą szpitala wieczorem i czekasz do rana. Przychodzi godzina dziesiąta i
- wręczasz "miłej" pani w okienku skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. Ona otwiera wielką
- księgę, przewraca kartki, przewraca... Udało się! Jest wolne miejsce! Przyjmą Cię do szpitala w
- sierpniu... 2016 roku, ponieważ wcześniej są już wykorzystane limity z NFZ. Do tego czasu, w trosce o
- Twoje zdrowie, masz kategoryczny zakaz wykonywania pracy fizycznej. Masz siedzieć na kanapie
- przed TV i nic nie robić. Postanawiasz udać się do ZUS i wypełnić wniosek o rentę inwalidzką.
- Niestety nie mogą go przyjąć, bo zalecenie nie wykonywania pracy fizycznej jest wystawione przez
- pielęgniarkę z recepcji, a nie lekarza. Wieczorem idziesz ustawić się w kolejce do rejestracji do
- lekarza pierwszego kontaktu w Twojej przychodni, celem zdobycia zaleceń potrzebnych do
- wypełnienia wniosku w ZUS.
- Część II
- Udało Ci się zarejestrować na wizytę w ramach ubezpieczenia z NFZ. Czekasz w łóżku do
- poniedziałku. Przychodzisz do przychodni w dzień wizyty. Przed Tobą pięciu emerytów i czterech
- rencistów, a więc jesteś dziesiąty. Spokojnie czekasz w kolejce. Przychodzi w końcu Twoja kolej, ale
- pojawia się sąsiadka, pani Zosia emerytka i pyta, czy może wejść pierwsza i przez drzwi zapytać, czy
- jeszcze ją dziś lekarz przyjmie ekstra. Zgadasz się nic nie podejrzewając. Emerytka wchodzi, zamyka drzwi. Wychodzi po piętnastu minutach i ładnie Ci dziękuje. Wchodzisz do gabinetu na umówioną
- wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, niestety ten informuje Cię, że już dzisiaj przyjął dziesięć osób, a
- pani Zosia była ostatnia. Oczywiście lekarz oferuje Ci prywatną wizytę za sto złotych. Dzwonisz więc
- do rodziców, żeby szybko przyjechali, bo w przychodni znów Cię zrobili w konia i musisz zapłacić za
- wizytę. Rodzice przyjeżdżają, dostajesz pieniądze, wchodzisz do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje
- dane, bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach.
- Każda z tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, na szczęście rodzice czekają na korytarzu. Wracasz do
- lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz wyszedłeś z gabinetu, więc musisz
- zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę i dodatkowo trzysta złotych za wystawienie
- zaświadczenia o całkowitej niezdolności do pracy. Nie martwisz się, bo rodzice zapewnili, że mają
- więcej pieniędzy na ewentualne "dodatkowe koszty leczenia". Z kompletem dokumentów jedziesz do
- ZUS. Pobierasz wniosek o rentę inwalidzką, wypełniasz i razem z plikiem papierów od lekarzy
- (nauczony doświadczeniem zrobiłeś ksero wszystkich wyników badań 25zł/szt w przychodni) oddajesz
- "miłej" pani w okienku. Niestety okazuje się, że wniosek można pobrać na miejscu, ale złożyć trzeba
- osobiście w wojewódzkim oddziale NFZ, który znajduje się w centrum miasta. Jedziesz więc do
- nowego pałacu NFZ, wybudowanego za niebagatelną kwotę 2mld złotych (z pieniędzy podatników). W
- rejestracji opisujesz swoją sprawę, że chcesz złożyć wniosek o rentę inwalidzką i masz cały komplet
- dokumentów. Zostajesz skierowany na XI piętro, pokój 1173. Niestety winda jest tylko dla
- pracowników, więc musisz iść schodami, pomimo tego, że lekarz zabronił. W końcu docierasz pod
- wskazany pokój. Czekasz w kolejce tylko trzy godziny i rozmyślasz jak to wszystko jest dobrze tutaj
- zorganizowane w porównaniu do przychodni na Twoim osiedlu. W końcu przychodzi Twoja kolej,
- wchodzisz do pokoju i zadowolony kładziesz teczkę z dokumentami i wypełnionym wnioskiem.
- Niestety okazuje się, że w tym pokoju przyjmują tylko osoby powyżej 35 r. życia, a ty masz dopiero
- dwadzieścia z hakiem. Na pytanie gdzie przyjmą Twój wniosek, "miła" pani odpowiada, że nie wie i
- musisz zapytać się w informacji na parterze. Schodzisz z XI piętra na parter, gdzie dowiadujesz się, że
- wniosku o rentę inwalidzką dla osób poniżej 35 r. życia przyjmowane są na XI piętrze w pokoju nr
- 1179. Kierujesz się w stronę schodów i zdyszany rozpoczynasz wspinaczkę do góry. Robisz częste
- przerwy, ponieważ orzeszek w płucu mocno daje się we znaki. Na X piętrze zatrzymuje Cię ochroniarz
- i mówi, że ten oddział NFZ zamykają o 16:00, a jest 15:45 i od pół godziny żaden urzędnik już nie
- pracuje. Poganiany przez ochroniarza schodzisz na dół. Wracasz do domu i kładziesz się do łóżka.
- Wstajesz następnego dnia rano i jeszcze raz jedziesz do centrum miasta do wojewódzkiego oddziału
- NFZ. Idąc w kierunku schodów przechodzisz obok windy dla pracowników. Ktoś Cię do niej wciąga.
- Okazuje się, że to Twój kumpel ze studiów, mgr filologii polskiej. Udało mu się dostać pracę w NFZ
- jako pracownik fizyczny (przynieś, podaj, pozamiataj i napraw) na ćwierć etatu. Dzięki czemu stał się
- szanowanym człowiekiem wśród bezrobotnych magistrów, którzy ukończyli z Wami uniwerek. Kumpel
- wyświadcza Ci przysługę i wiezie Cię na XI piętro windą. Uradowany wchodzisz do pokoju 1179 i
- podajesz "miłej" pani przy biurku komplet swoich dokumentów razem z wnioskiem o rentę inwalidzką.
- Niestety okazuje się, że dla NFZ sam dowód osobisty nie jest wystarczającym dokumentem do
- potwierdzenia tożsamości, dlatego do wniosku musisz załączyć także odpis skrócony aktu urodzenia,
- który można otrzymać w Urzędzie Stanu Cywilnego w miejscu Twojego urodzenia.
- Część III
- Niestety pech chciał, że urodziłeś się w małym miasteczku "X" 100km od obecnego miejsca
- zamieszkania. Idziesz więc do rodziców i prosisz o kilkadziesiąt złotych na podróż do X. Sprawdzasz
- rozkład jazdy pociągów w internecie i wynajdujesz jedyne bezpośrednie połączenie o godz 05:49.
- Pakujesz się, na wszelki wypadek wkładasz do plecaka teczkę ze wszystkimi dokumentami i idziesz
- spać. Rano wstajesz i wyruszasz w podróż. Na dworcu PKP kupujesz bilet do miejscowości "X".
- Niestety już się nie uczysz i nie masz jeszcze renty inwalidzkiej, więc nie możesz kupić biletu z ulgą
- 49%, musisz zapłacić pełną kwotę. Składasz bilet i chowasz do wewnętrznej zapinanej kieszeni kurtki,
- żeby go nie zgubić. Sprawdzasz rozkład jazdy pociągów i udajesz się na peron 7, skąd powinien zaraz
- odjechać Twój pociąg. Czekasz 5 minut... Czekasz 10minut... Czekasz godzinę... Z powodu remontu
- torów (trzeba je przystosować do "nowych" składów Pendolino zakupionych przez PKP) Twój pociąg jest opóźniony o 120 minut. Dwie godziny to dla Ciebie nic w porównaniu z oczekiwaniem w kolejce w
- przychodni. Czas szybko mija na liczeniu wagonów składów towarowych. Gdy wybija godzina odjazdu
- Twojego pociągu, z głośników podają komunikat:Opóźniony pociąg Przewozy Regionalne do "X"
- wjedzie wyjątkowo na tor drugi przy peronie pierwszym. Szybko chwytasz swój plecak i biegniesz
- (choć lekarz zabronił biegać) do tunelu, żeby dostać się na pierwszy peron. Niestety tam zablokowali
- Cię emeryci - właśnie pędzili na opóźniony pociąg, który wyjątkowo wjeżdżał na peron siódmy.
- Wpadasz zdyszany na peron, niestety pociąg właśnie ruszył i nie możesz wsiąść. Postanawiasz
- odzyskać pieniądze za bilet w kasie dworca. Przy okienku okazuje się, że zwroty wydaje się tylko w
- kasie nr 2, która w tej chwili jest nieczynna, ponieważ kasjerka ma przerwę. Nauczony
- doświadczeniem stajesz przy kasie i czekasz aż pojawi się pracownik. W ciągu kilku minut za Tobą
- ustawia się kolejka zdenerwowanych podróżnych, którzy też próbują odzyskać stracone pieniądze.
- Kasjerka pojawia się po pół godzinie i informuje Cię, że nie przysługuje Ci zwrot pieniędzy za bilet.
- Bilet można zwrócić, gdy pociąg jest opóźniony, a pasażer z tego powodu musi zrezygnować z
- podróży. Wg kasjerki chcesz oddać bilet pod odjeździe pociągu, więc bardzo możliwe, że zwyczajnie
- się spóźniłeś i próbujesz wyłudzić zwrot pieniędzy. Wyrzucasz nic nie warty bilet do kosza na śmieci i
- wychodzisz z dworca. W drzwiach zatrzymuje Cię patrol Straży Ochrony Kolei. Niestety zwinięty
- papierek, który rzuciłeś do kosza, odbił się od krawędzi i spadł obok, w związku z czym
- funkcjonariusze wystawiają Ci mandat za "zaśmiecanie przestrzeni publicznej" na kwotę 150zł. Z dużo
- lżejszym portfelem wychodzisz z dworca i wracasz do domu. Kładziesz się do łóżka. Następnego dnia
- wstajesz rano, jesz śniadanie, myjesz zęby i znowu jedziesz na dworzec PKP. Kupujesz bilet do
- miejscowości "X" i zajmujesz strategiczną pozycję na środku tunelu, który prowadzi do różnych
- peronów. Po dwóch godzinach pada komunikat, że Twój pociąg wjeżdża na peron czwarty. Szybko
- biegniesz na górę i wskakujesz do pociągu. Yeah! Udało się! Porannym pociągiem jadą robotnicy do
- pracy, nie ma miejsc siedzących i wszyscy tłoczą się w korytarzu. Na szczęście stukilometrowa
- podróż PKP, to tylko cztery i pół godziny, więc możesz postać tę chwilę. Pociąg rusza i natychmiast
- przychodzi konduktor sprawdzać bilety. Wyciągasz swój starannie złożony bilet z wewnętrznej,
- zapinanej kieszeni kurtki i podajesz do sprawdzenia. Twój bilet jest nieważny! Zapłaciłeś za podróż
- pociągiem przewoźnika TLK, a to jest kurs Przewozów Regionalnych! Mogłeś przyswoić wiedzę z
- Wykopu o pociągach w Polsce i nie dać się nabrać, niestety jest już za późno i pokornie przyjmujesz
- "bilet kredytowy" o wartości 250zł. Dalsza podróż mija bezproblemowo, pomijając kilku pijanych
- facetów, którzy palą papierosy w pociągu. Od dymu kaszlesz, a orzeszek przemieszcza się w płucu
- powodując nieznośne swędzenie. Twoja podróż dobiega końca, pociąg nabrał jedynie 90 minut
- dodatkowego opóźnienia. Wysiadasz w miejscowości "X".
- Część IV
- Gdyby nie bilet kredytowy w pociągu, byłoby Cię stać na drugie śniadanie w barze mlecznym.
- Nauczony doświadczeniem z przychodni wolisz nie wydawać za dużo pieniędzy. Opuszczasz dworzec
- PKP i kierujesz się w stronę Urzędu Stanu Cywilnego. Na miejscu pytasz w rejestracji, gdzie można
- dostać odpis skrócony aktu urodzenia. "Miła" pani kieruje Cię do pokoju nr 8. Tam pobierasz wniosek
- do wypełnienia. Niestety nie możesz go wypełnić przy okienku w pokoju nr 8, bo "dużo ludzi czeka w
- kolejce, a pan blokuje!". Wychodzisz na korytarz, siadasz na ławeczce i szukasz czegoś do pisania.
- Lipa. Zabrałeś 10kg dokumentów, ale o długopisie zapomniałeś. Pytasz się "miłej" pani w rejestracji,
- czy mogłaby pożyczyć długopis. "Chyba pan upadł na głowę?! Z jakiej racji ja mam panu dać
- długopis?! Pan sobie idzie do kiosku naprzeciwko i sobie kupi jeden!". Uprzejmie dziękujesz za
- wskazówki i kierujesz się w stronę kiosku. Koszt jednego długopisu, to 10zł, ponieważ "Wszyscy
- zapominają długopisów idąc do USC, więc te sprzedają się jak świeże bułeczki. Czemu na nich nie
- zarobić?". Wracasz do urzędu, siadasz potulnie na ławeczce i wypełniasz wniosek. Ustawiasz się w
- kolejce do pokoju nr 8. Po 15 minutach wchodzisz do pokoju i podajesz wypełniony wniosek "miłej"
- pani. "Panie, co pan?! Ja tu tylko wydaję puste wnioski! Przyjmuje kto inny w pokoju nr 21, na drugim
- piętrze! Idź mnie pan w cholerę!". Maszerujesz więc pokornie na drugie piętro. Nie ma kolejki, więc od
- razu wchodzisz i kładziesz dokument na biurku. Kolejna "miła" pani sprawdza dokładnie, i pyta: "czy
- ma pan dowód wpłaty 23zł za wydanie odpisu?". Dziwi Cię to, bo myślałeś, że zapłacisz gdy dostaniesz gotowy dokument. Okazuje się, że z powodu (głośnych w mediach i na Wykopie) cięć w
- sektorze publicznym, USC nie posiada już własnej kasy, ponieważ zwolnili kasjerkę i księgową.
- Musisz iść do kasy Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta "X". Wychodzisz z USC i kierujesz się do
- UM, który znajduje się tylko 3km dalej. Bez problemów odnajdujesz odpowiedni wydział, niestety kasa
- jest zamknięta, a na drzwiach wisi kartka "wracam za 5min". Po godzinie przychodzi urzędnik z kawą i
- mówi "jeszcze tylko skoczę na papieroska". W końcu udaje Ci się zapłacić w kasie 23zł. Jako
- pokwitowanie dostajesz oderwany świstek kartki z zeszytu z wpisaną odręcznie kwotą i pieczątką
- urzędnika, "bo wie pan, cięcia w sektorze są". Z pokwitowaniem i wypełnionym wnioskiem wracasz do
- USC, do pokoju nr 21 na drugim piętrze. "Miła" pani urzędniczka przyjmuje wniosek, bierze
- pokwitowanie i krzyczy: "Do odebrania w pokoju 8a na parterze! Następny proszę! Następny
- powiedziałam!!!". Schodzisz na parter, jak urzędniczka nakazała i czekasz w kolejce do okienka w
- pokoju nr 8a. Niestety w drukarce do dokumentów skończył się tusz. Ponieważ urzędnik nie jest
- informatykiem, na pomoc wezwano serwis komputerowy. Z powodu przerwy serwisowej urzędnicy
- kończą wcześniej pracę, a zaległe dokumenty będą gotowe do odbioru na następny dzień. Nie opłaca
- Ci się wracać do domu, na szczęście znasz jednego Wykopowicza z tego miasta, który pozwala Ci
- zostać na noc. Wykopowicz mieszka z dzieckiem, żoną i jej rodzicami w dwupokojowym małym
- mieszkanku, więc rozkładają Ci materac w kuchni. Myślisz sobie "lepszy rydz niż nic" i kładziesz się
- spać. Następnego dnia wędrujesz do USC w celu odebrania wymarzonego odpisu skróconego aktu
- urodzenia. Czekasz tylko trzy godziny, aż nadrobią zaległości z poprzedniego dnia. Przy okazji
- przypadkiem podsłuchujesz rozmowę kierownika USC z zastępcą i dowiadujesz się, że serwis
- drukarki był bardzo tani, tj. 19,99zł za tusz i 500zł robocizny. Odbierasz dokument i szybko udajesz się
- na dworzec. Nauczony doświadczeniem prosisz w kasie o bilet do Twojego rodzinnego miasta z
- zastrzeżeniem, że ma to być bilet na Przewozy Regionalne. Podajesz "miłej" kasjerce banknot
- stuzłotowy. "Panie! Ja nie mam wydać z takich grubych! Co pan oszalał?! Idźże pan zmienić to na
- drobniejsze w kiosku!". Pociąg za pięć minut, biegniesz więc do kiosku, szybko rozmieniasz i wracasz
- do kasy. Kupujesz bilet, pani oczywiście nie ma drobnych, więc "będę panu winna grosika.". Pędzisz
- do tunelu, orzeszek lata Ci w płucach jakby ożył, krztusisz się. Po drodze sprawdzasz peron, ale
- nauczony doświadczeniem zatrzymujesz się na środku tunelu i nasłuchujesz komunikatów. Nic się nie
- zmieniło, pociąg czeka na tym samym peronie. Zdyszany wskakujesz do pociągu. W przedziale
- jeszcze dyszysz i się krztusisz. "Pani patrz! Narkoman jakiś! Pewnie biletu nie ma!", kilka osób
- opuszcza przedział, bo nie chcą przebywać w jednym pomieszczeniu z "narkomanem". Dzięki temu
- znajdujesz miejsce siedzące. Pociąg odjeżdża. Jesteś zadowolony. Udało Ci się zdobyć odpis
- skrócony aktu urodzenia i zajęło Ci to tylko dwa dni. Z powodu remontu torowiska, pociąg staje w
- szczerym polu i nabiera 180 minut opóźnienia. Zamykasz na chwilę oczy. Budzi Cię starsza kobieta z
- miotłą: "Panie! Pobudka! Koniec trasy! Wynoś się pan, bo posprzątać muszę"
- Część V
- Z dworca PKP docierasz zmęczony do domu i kładziesz się spać. Następnego dnia wyruszasz na
- ponowne spotkanie z ZUSem. Uzbrojony w dziesięć kilogramów dokumentów docierasz do "pałacu".
- W rejestracji upewniasz się, czy wnioski o rentę inwalidzką dla osób poniżej 35 roku życia nadal
- przyjmowane są w pokoju 1179. Wszystko tak samo. Patrzysz na schody i nagle do głowy wpada Ci
- cudowny pomysł wydedukowany z ostatnich doświadczeń w ZUS i USC. Zajmujesz strategiczne
- miejscówkę w pobliżu windy. W pewnym momencie przechodzi obok Ciebie urzędnik i wsiada do
- windy. Wskakujesz za nim i mówisz: "Dzień dobry, ja z serwisu komputerowego do drukarek na XI
- piętrze, podobno tuszu nie macie.". Urzędnik nic nie przeczuwając wpuszcza Cię do windy. Winda
- staje, wysiadasz i wędrujesz zadowolony do pokoju nr 1179. Wchodzisz do środka, wyciągasz
- dokumenty i kładziesz na stole. "Witam pana. Mam tutaj wniosek o przyznanie renty inwalidzkiej. Do
- tego załączniki: odpis skrócony aktu urodzenia; kserokopia dowodu osobistego potwierdzona przez
- prawnika; kserokopia kserokopii dowodu osobistego; zaświadczenie o oczekiwaniu w kolejce na
- przyjęcie do szpitala; kserokopia zaświadczenia o oczekiwaniu w kolejce na przyjęcie do szpitala;
- wyniki badań krwi; kserokopia wyników badań krwi; zdjęcie RTG klatki piersiowej; kserokopia zdjęcia
- RTG klatki piersiowej; zalecenie lekarskie od lekarza pierwszego kontaktu odnośnie niezdolności do pracy i kserokopia tegoż". Urzędnik mocno podirytowany przyjmuje Twój wniosek, przybija pieczątkę i
- podpisuje. Jest! Udało się!!! Pytasz kiedy dostaniesz rentę. Okazuje się, że najpierw musi zbadać Cię
- lekarz-orzecznik pracujący dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i to on dopiero wyda ostateczną
- decyzję co do Twojego stanu zdrowia. Otrzymujesz od urzędnika skierowanie "za trzy miesiące".
- Wychodzisz, wracasz załamany do domu. Na miejscy widzisz rodziców przy stole. Są mocno
- przygnębieni. Pytasz co się stało. Okazuje się, że oprócz opłacania przymusowych składek na
- publiczną służbę zdrowia, musieli pożyczyć pieniądze z Providenta na Twoje wizyty u lekarza i
- wyjazdy w poszukiwaniu dokumentów. Po tygodniu przyszło trzech osiłków i zażądali natychmiastowej
- spłaty zadłużenia wobec firmy Provident. Ponieważ rodzice nie mieli takiej kwoty przy sobie, musieli
- oddać sprzęt AGD i RTV. Rozglądasz się dookoła. Nie ma telewizora. Nie ma wieży. Zniknęła
- mikrofalówka i nowy piekarnik. Pamiętasz jak mama była z siebie dumna, że udało jej się
- zaoszczędzić na sprzęt, który będzie służył dziesiątki lat. Wchodzisz do swojego pokoju. Na biurku
- gdzie stał komputer, kupiony za pieniądze zarobione na zbieraniu truskawek w Niemczech, widać
- tylko kłęby dawno nie sprzątanego kurzu. PlayStation też nie ma. Wracasz do rodziców, przytulasz ich
- i zapewniasz, że nie puścisz tego płazem i odzyskasz wszystko co zabrał Wam Provident. Zmęczony i
- załamany idziesz spać.
- Część VI
- Następnego ranka idziesz do znajomego, siadasz przy komputerze i opisujesz historię z Providentem
- na Wykopie i szukasz pomocy wśród wykopowej społeczności. W zamian otrzymujesz kilkanaście
- komentarzy w stylu "znowu gorzkie żale; trzeba było nie brać pieniędzy od oszustów; frajer jesteś,
- dałeś się zrobić w konia", a Twoje znalezisko zostaje natychmiastowo zakopane. Wyłączasz komputer
- i wracasz do siebie do domu. Chwytasz za książkę telefoniczną i szukasz swojego lekarza-orzecznika,
- wszak nie możesz czekać trzech miesięcy, trzeba działać. W książce telefonicznej znajdujesz adres i
- telefon. Dzwonisz i pytasz, czy jest jakaś możliwość przyspieszenia procedury orzecznictwa. W
- zamian dostajesz długą historię jak to lekarz był na urlopie w Szkocji i jaką tam przepyszną whisky pił.
- Szybko pojmujesz, że jest to umiejętne wymuszenie wręczenia korzyści majątkowej. Otwierasz barek
- rodziców, wybierasz najlepszy alkohol jaki mają i pakujesz do papierowej torby. Wychodzisz z domu i
- wsiadasz w autobus miejski, który wiezie Cię do gabinetu lekarza-orzecznika. Wchodzisz do
- poczekalni dla pacjentów, gdzie siedzi kilka osób i każdy ściska w dłoniach papierową torbę z
- oczywistą zawartością. W końcu przychodzi Twoja kolej i wchodzisz do gabinetu. Pokazujesz
- skierowanie i stawiasz na stole flaszkę. Lekarz rozpakowuje papier, ogląda, czyta. Patrzy na Ciebie
- spod okularów, bierze skierowanie i mówi: "Tutaj chyba z trójki można zrobić ósemkę, a tutaj z jedynki
- czwórkę. Proszę bardzo, teraz ma pan skierowanie na jutro rano i proszę się nie spóźnić." Uradowany
- wracasz do domu i kładziesz się spać. Następnego dnia, tak jak lekarz nakazał stawiasz się na
- badanie. Za namową rodziców zabrałeś ostatnie zaskórniaki w kopercie, tak "na wszelki wypadek".
- Lekarz bada Cię, osłuchuje, każe kaszleć. W końcu wyciąga arkusz papieru i zaczyna pisać:
- "Orzeczenie lekarskie w sprawie przyznania renty inwalidzkiej..." Wyciągasz kopertę i powoli
- podsuwasz ją lekarzowi. Ten otwiera, patrzy do środka i liczy. "Powinno być tysiąc, a jest pięćset" -
- mamrocze do siebie i chowa kopertę do szuflady i kończy pisać: "W wyniku przeprowadzonych badań
- stwierdza się, że pacjent jest zdolny do wykonywania pracy." Wybiegasz z gabinetu na ulicę...
- Część VII
- …wpadasz prosto pod przejeżdżający ulicą ambulans, który właśnie wyjeżdżał ze szpitala! Leżysz bez
- ruchu... Czujesz ból... Na ulicy tworzy się korek. Kierowcy trąbią, niektórzy wysiadają i patrzą na
- Ciebie. Jeden z nich wyciąga komórkę i zaczyna nagrywać. "Ale będzie fajny filmik na YouTube. Koleś
- wpadł pod ambulans, ale jaja" - słyszysz jak przez szybę. Nikt nie kwapi się, żeby sprawdzić czy coś
- Ci się nie stało. Po kilku minutach z ambulansu wysiada ratownik medyczny. Podchodzi do Ciebie,
- ogląda, bada. Odzyskujesz pełną świadomość. Ratownik pyta czy wszystko w porządku, próbuje ułożyć Cię w pozycji bocznej ustalonej, ale tłum gapiów gromadzi się tak blisko, że nic z tego nie
- wychodzi. W końcu udaje Ci się wstać. Ratownik bardzo Cię przeprasza i mówi, że nie może Cię
- zabrać do szpitala, bo nie dostał zgłoszenia. Procedury nakazują, aby dyspozytor przyjął zgłoszenie i
- wysłał ambulans na miejsce wypadku, a nikt ze świadków wypadku i gapiów nie wpadł na pomysł,
- żeby zadzwonić po pogotowie. Ambulans wyjeżdżał ze szpitala, więc postanawiasz, że dokuśtykasz
- sam do SORu (Szpitalny Oddział Ratunkowy). Powoli dochodzisz do drzwi szpitala. Czujesz, że masz
- skręcone kolano, więc mówisz to pierwszej spotkanej pielęgniarce. "Panie! Jak masz pan skręcone
- kolano, to na Izbę Przyjęć! Tutaj jest SOR i przyjmujemy tylko pacjentów z wypadku!". Ale Ty właśnie
- miałeś wypadek i informujesz o tym fakcie pielęgniarkę. "Ja jakoś nie widziałam, żeby ambulans tu
- pana przywiózł, proszę opuścić teren oddziału!". Teraz jesteś wkurwiony! Wracasz na ulicę, kładziesz
- się i wyciągasz telefon, żeby zadzwonić na pogotowie. Wykręcasz 112: "Proszę czekać na zgłoszenie
- się operatora. Proszę czekać na zgłoszenie się operatora". Mija piętnaście minut. "Dzień dobry,
- komisariat policji, w czym mogę pomóc?". Grzecznie się przedstawiasz i podajesz wszystkie
- potrzebne informacje: nr telefonu, adres, datę urodzenia, pesel, nip, regon sąsiada, pin do karty
- płatniczej, numer buta, obwód kołnierzyka, legalny CD-key do Windowsa, numer IMEI telefonu. W
- końcu opowiadasz o wypadku. "Panie, jak potrącił Cię ambulans, trzeba było do niego wsiąść od razu.
- A tak w ogóle, to nie zawracaj mi pan głowy, tylko zadzwoń na pogotowie. Do widzenia.". W takim
- razie dzwonisz na 999, opisujesz dokładnie cały wypadek i zapewniasz, że nie możesz chodzić.
- Dyspozytor obiecuje wysłać ambulans, rozłączasz się. Leżysz tak sobie i patrzysz co się dzieje na
- terenie SOR, gdzie stoją karetki. Jesteś tak blisko, że słyszysz rozmowę dwóch ratowników:
- "Skręcone kolano? Nie umrze, zdążymy zajarać po papierosku na świeżym powietrzu.". Mija
- piętnaście minut. W końcu karetka rusza, wyjeżdża przez bramę i skręca w przeciwną stronę. "Co
- jest?!" - myślisz sobie. Po kolejnych dwudziestu minutach przyjeżdża w końcu ambulans. Pytasz
- dlaczego nie zatrzymali się zaraz za bramą, tylko pojechali dalej. "Bo wie pan, dostaliśmy taki nowy
- zintegrowany system naprowadzania oparty na GPS. Wybiera optymalną trasę biorąc pod uwagę
- kierunek, porę dnia, korki na drodze, itp. A dyrektor zabronił jeździć na pamięć, tylko wg wskazań
- urządzenia.". Pakują Cię do na ambulansu i z piskiem opon ruszają na sygnale, aby przejechać te 50
- metrów do wejścia na SOR. Ratownicy zostawiają Cię lekarzowi dyżurnemu i życzą powodzenia.
- Lekarz najpierw pyta o nr PESEL potrzebny do ubezpieczenia (jeśli go nie znasz, to szpital wystawi Ci
- rachunek), a dopiero po tym sprawdza czy wszystkie funkcje życiowe masz w normie. Mówisz mu, że
- masz skręcone kolano, na co on odpowiada, "Co za bezczelność! To ja tu jestem lekarzem i to ja
- stawiam diagnozę, a nie pacjent! Ma pan skręcone kolano. Trzeba zrobić RTG". Wydaje polecenie
- pielęgniarkom i odchodzi. Leżysz na łóżku w korytarzu i czekasz... Czekasz... Czekasz...
- "Przepraszam, kiedy pojedziemy zrobić to zdjęcie?" - pytasz pielęgniarki - "Daj pan w spokoju kawę
- wypić! Od kolana nikt jeszcze nie umarł, może se pan poczekać.". Po około trzydziestu minutach litują
- się nad Tobą i zabierają do pracowni RTG. Czekacie chwilę na wyniki, po czym wracacie na SOR.
- Podchodzi do Ciebie lekarz dyżurny, tym razem inny. Okazuje się, że właśnie była zmiana i lekarz,
- który Cię przyjął już poszedł do domu. Pielęgniarka podaje nowemu doktorowi zdjęcie. Ten rzuca na
- nie okiem, a Ty w tym momencie widzisz na fartuchu: "Adam Kozłowski - Ginekolog". Zastanawiasz
- się dlaczego zdjęcia skręconego kolana nie ogląda ortopeda, ale wolisz nie pytać, bo zapewne
- dowiesz się, że takie są procedury. Lekarz nakazuje pielęgniarkom założenie szyny ortopedycznej. Te
- wykonują zadanie i wyrzucają Cię za drzwi szpitala mówiąc: "Może pan iść do domu". Na zewnątrz
- jest już ciemno...
- Część VIII
- Wychodząc ze szpitala mijasz drzewo. Na szczęście pracownicy miejscy, którzy przycinali gałęzie, nie
- posprzątali po sobie dokładnie. Zabierasz z ziemi dwa leżące patyki i przy ich pomocy kuśtykasz do
- domu. Postanawiasz zostać w łóżku przez te sześć tygodni, w tym czasie obmyślasz plan na dalszą
- walkę. Po trzech tygodniach nadchodzi dzień wizyty kontrolnej. Nauczony doświadczeniem z
- przychodni, idziesz o północy do szpitala. Lekarz ortopeda przyjmuje tylko 10 osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Na szczęście zajmujesz pierwsze miejsce w kolejce do rejestracji. Pielęgniarka
- przychodzi o szóstej rano. Za Tobą już kolejka emerytów i rencistów. Rejestrujesz się i sprawdzasz na
- planie, gdzie znajduje się gabinet ortopedyczny - budynek D2, piętro VI, pokój 618. Pierwszy emeryt
- chyba zna dokładną drogę, ponieważ bez patrzenia na plan pędzi zająć miejsce w kolejce do
- gabinetu. Kuśtykasz za nim. Idziesz schodami na czwarte piętro, ponieważ winda jest zepsuta.
- Przechodzisz cały budynek aż do zachodniego skrzydła, gdzie nowo dobudowanym łącznikiem
- przechodzisz do budynku B. Schodzisz na drugie piętro i skręcasz w kierunku pracowni RTG. Tam
- doganiasz emeryta i wskakujesz za nim do windy. Zjeżdżacie na poziom -1, czyli do piwnicy. Mijacie
- kostnicę, a następnie archiwum. Przez dobrych kilkanaście metrów korytarza nie ma światła. Masz
- wrażenie, że coś otarło się o Twoją nogę. Emeryt z przodu odwraca się nie przerywając marszobiegu i
- mówi: "uważaj pan na te szczury, bo ostro sukinsyny gryzą". W końcu docierasz do schodów, którymi
- wchodzisz na parter południowego skrzydła budynku C. Do gabinetu już tylko kilka kroków.
- Przechodzisz cały budynek aż do północnego skrzydła. Następnie wychodzisz drzwiami wejściowymi i
- przecinasz wielki plac, na którym znajduje się lądowisko dla śmigłowców. Po drugiej stronie wchodzisz
- do budynku D2, w którym przyjmują lekarze różnych specjalizacji. Gdyby nie emeryt, pewnie
- wszedłbyś do budynku D1, gdzie znajduje się porodówka. Odwracasz się i widzisz tłum rencistów,
- którzy wyprzedzili emerytów i teraz próbują dogonić Ciebie. Emeryt pojechał windą. Nie czekasz aż
- zjedzie ona na dół, ponieważ stado rencistów może Cię w każdej chwili dogonić. Wbiegasz na schody
- przeciwpożarowe i za pomocą kul skaczesz co czwarty schodek aż na szóste piętro. Widzisz emeryta,
- który zajął pierwsze miejsce. Siadasz zaraz za nim. Do otwarcia gabinetu zostały tylko cztery godziny.
- Nauczony doświadczeniem zaopatrzyłeś się w kilka gazet, krzyżówki i sudoku. Masz nawet długopis,
- który kupiłeś za 10zł w kiosku obok USC. Cztery godziny mijają jak z bicza strzelił. W tym czasie
- zebrało się ponad stu pacjentów. Co druga osoba pyta się Ciebie, czy może wejść przed Tobą tylko
- się o coś zapytać. Kategorycznie wszystkim odmawiasz, ponieważ pamiętasz jaki numer wywinęła Ci
- sąsiadka w przychodni. W odpowiedzi słyszysz komentarze: "zobaczy pani jaki ten gówniarz jest
- bezczelny, szacunku dla starszych ludzi nie ma". Masz to jednak daleko i głęboko, spokojnie czekasz
- na swoją kolej. W końcu wchodzisz do gabinetu, gdzie okazuje się, że kolano ma się bardzo dobrze i
- można zdjąć szynę przed czasem. Od lekarza dostajesz skierowanie na rehabilitację. Uradowany
- wychodzisz i zastanawiasz się dlaczego wszystko dzisiaj tak dobrze Ci idzie? Wracasz schodami na
- parter, przecinasz lądowisko, przemierzasz budynek C i schodzisz do piwnicy. Mijasz archiwum i
- kostnicę i wschodzisz do budynku B. Stamtąd już tylko dwa kroki i jesteś w budynku A, gdzie w
- rejestracji pokazujesz skierowanie na rehabilitację. Najbliższy wolny termin w 2017 roku.
- Postanawiasz przeprowadzić rehabilitację we własnym zakresie. Bierzesz swoje skierowanie,
- zgniatasz i wyrzucasz do kosza. Wychodzisz ze szpitala i idziesz na przystanek autobusowy.
- Przyjeżdżają po kolei trzy autobusy, każdy marki Solaris. W obawie przed samozapłonem autobusu
- na trasie, postanawiasz przespacerować się do domu, a w głowie majaczy Ci zarys perfekcyjnego
- planu odzyskania sprzętu RTV i AGD, który zabrali "przedstawiciele" Providentu...
- Część IX
- Wracasz do domu. Szybko zjadasz kolację i zapewniasz rodziców, że chyba znalazłeś rozwiązanie
- problemu bezprawnie odebranego sprzętu. Dostrzegasz, że w ciągu tych kilku dni ojciec zyskał więcej
- siwych włosów niż przez ostatnie pięć lat. Mocno przytulasz mamę, która od tamtego feralnego dnia
- nieustannie płacze. Wychodzisz do znajomego. Tam siadasz przed komputerem, podłączasz się do sieci TOR i rozpoczynasz anonimowe poszukiwanie informacji. Udaje Ci się odnaleźć informację o
- aukcji sprzętu firmy Provident. Zakładasz konto mailowe jako komis-agd-rtv i wysyłasz do firmy
- zapytanie o datę i miejsce najbliższej aukcji. W oczekiwaniu na odpowiedź wysyłasz informację do
- najbliższych zaufanych znajomych, że szukasz silnych facetów z "ciekawą" przeszłością na
- spektakularną akcję wymierzoną przeciw złodziejskiej firmie pożyczkowej. W odpowiedzi dostajesz
- numery telefonów do kilku osiedlowych karków, którzy charakteryzują się uczciwością wobec
- mieszkańców swojej "dzielni". Pamiętasz, że na Wykopie pojawił się jakiś czas temu plik z bazy
- danych kont Allegro. Wyszukujesz rzadko używane konto i sprawdzasz czy podane hasło jest jeszcze
- aktualne. Po dwudziestu próbach zdobywasz w końcu dostęp do konta niejakiej Genowefy S., która
- pięć lat temu kupiła na Allegro depilator i od tamtego czasu nic. Szybko wybiegasz trzy bloki dalej,
- gdzie bez prądu i gazu mieszka osiedlowy pijak. Dobijasz z nim targu, że w zamian za flaszkę
- odbierze Twoją przesyłkę i nie piśnie nikomu ani słowa. W rozmowie okazuje się, że takich paczek, to
- on odbiera kilkanaście w miesiącu, a stawka to 3/4 litra Starogardzkiej. Wracasz do znajomego i na
- Allegro kupujesz pięć kominiarek i tablice rejestracyjne z napisem "Młoda Para". Sprawdzasz maila.
- Właśnie przyszła odpowiedź z Providenta. Otrzymujesz datę i miejsce najbliższej aukcji, które
- zapisujesz na kartce, a także regulamin i komplet dokumentów, które trzeba wypełnić i odesłać do
- firmy przed przystąpieniem do aukcji. Aby zatrzeć ewentualny trop piszesz ze swojego prywatnego
- maila do Providenta, że chciałbyś wziąć udział w aukcji i odkupić swój sprzęt. Wypełniasz dokładnie
- dokumenty i wysyłasz. Zadowolony z postępów wprowadzania w życie Twojego perfekcyjnego planu
- idziesz spać.
- Część X
- Następnego dnia idziesz na spotykanie z osiedlowymi "karkami". Po drodze odbierasz paczkę od
- pijaczka i wręczasz mu obiecaną flaszkę. Na spotkaniu z karkami dokładnie tłumaczysz im, że na kilka
- dni musicie porzucić różnice zdań odnośnie ulubionych klubów piłkarskich i zrobić coś dobrego dla
- dzielnicy. Okazuje się, że każdy z karków zna co najmniej dwie osoby, które Provident okradł w
- podobny sposób. Rozdzielasz zadania: jeden organizuje furgonetkę, drugi zbiera informacje od
- znajomych jaki dokładnie sprzęt stracili, model, nr seryjny, etc. Razem z pozostałą dwójką jedziecie na
- miejsce, gdzie będzie odbywać się aukcja. Zgodnie z Twoimi przewidywaniami znajduje się tam
- magazyn, w którym przechowywany jest cały towar. Nie rzucając niczyich podejrzeń zapisujecie jak
- najwięcej detali i robicie zdjęcia komórkami. Przydadzą się podczas akcji. Umawiacie się na następny
- wieczór. Wracasz do domu i od razu idziesz spać. Następnego dnia zapewniasz rodziców, że
- cokolwiek się stanie, bardzo ich kochasz i zrobisz wszystko, żeby odzyskać honor rodziny. Matka jest
- przerażona i nie chce Cię wypuścić z domu. Powstrzymuje ją ojciec i mówi: "Idź synu i rób co do
- ciebie należy. Cokolwiek się stanie, wiedz, że jestem z ciebie dumny.". Wieczorem spotykasz się ze
- swoją ekipą. Idziecie do baru, żeby odstresować się dwoma piwkami. Po północy wychodzicie z baru,
- wsiadacie do furgonetki i jedziecie do magazynu. Kilkadziesiąt metrów przed bramą zmieniacie tablice
- rejestracyjne i zakładacie kominiarki. Podjeżdżacie do stróżówki, w której dorabia sobie do emerytury
- starszy jegomość. Kojarzysz go z kolejek w przychodni lekarskiej. Emeryt nie broni się i zapewnia, że
- bardzo chętnie będzie z Wami współpracował, aby tylko odgryźć się na tej złodziejskiej firmie, która
- płaci mu 4zł/h nocnej pracy. Wręcza Wam pęk kluczy i pokazuje dokładnie, który jest do jakich drzwi.
- Żeby odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia proponuje jednemu karkowi, aby po związaniu strzelić
- go jeszcze lekko w głowę kijem baseballowym. Będzie wyglądało, że otrzymał cios zaskoczenia i
- stracił przytomność. Podjeżdżacie furgonetką pod drzwi magazynu i wchodzicie do środka.
- Rozdzielacie się i wyszukujecie cały sprzęt ze sporządzonej listy. Kategorycznie zabraniasz zabierać
- więcej, żeby nie robić sobie dodatkowych problemów w razie wpadki. Ładujecie sprzęt do furgonetki i
- odjeżdżacie, po drodze dziękujecie emerytowi za pomoc, a ten życzy Wam powodzenia. Kierujecie się
- do lasu, gdzie przykręcacie tablice rejestracyjne. Zamierzasz zawieźć od razu sprzęt poszkodowanym
- z listy i swoim rodzicom, ponieważ nie możesz doczekać się radości na ich twarzach. Jeden z
- "karków" twierdzi, że to zły pomysł i proponuje podrzucić sprzęt do zaprzyjaźnionej meliny na innym
- osiedlu. Gdy sprawa przycichnie i się rozejdzie, wtedy oddacie sprzęt właścicielom. Zgadzasz się od
- razu i cieszysz, że dobrałeś dobrą ekipę. Przez tak drobny błąd mógłbyś od razu wpaść. Po rozładowaniu furgonetki wracacie do domów. Kompletnie wycieńczony kładziesz się do łóżka. Jest
- trzecia w nocy, zasypiasz od razu. O szóstej rano budzi Cię łomotanie do drzwi. Za trzecim razem
- drzwi zostają wyważone, a do środka wpada...
- Część XI
- Grupa uzbrojonych i zamaskowanych antyterrorystów! Wrzucają granat dymny, nic nie widzisz. Ktoś
- szarpie Cię za ręce i słyszysz: "Policja ****! Na podłogę **** ty **** **** jak ci zaraz **** to ci, ****
- ,żaden **** sąd nie będzie, ****, potrzebny, tylko **** **** kostnica ty **** ****, jakbym mógł, to bym
- ****** w ****** twoją matkę ty ****** *****!" Opada dym. Widzisz swoich rodziców w piżamach skutych
- kajdankami. Czujesz, że jeden z policjantów trzyma nogę na Twojej głowie. Próbujesz coś powiedzieć,
- zapytać o nazwisko, stopień służbowy i cel tej jakże kulturalnej wizyty. W odpowiedzi dostajesz
- mocnego kopniaka w żebra. Grozisz, że zrobisz obdukcję i ich zaskarżysz, na co dostajesz kilka
- uderzeń tonfą w nerki. Ktoś podnosi Cię z ziemi i wyprowadza z mieszkania. Masz wrażenie, że
- osoba, która Cię prowadzi celowo uderza Tobą o każdą ścianę tak mocno, że orzeszek w płucu
- skacze Ci raz na lewo, raz na prawo. Oddalając się od mieszkania słyszysz ostatnie zdanie
- wypowiedziane przez śledczych: "Co jest ****?! Tutaj **** nie ma żadnego **** towaru, który **** z tego
- **** magazynu, **** w **** jego mać!". Zastanawiasz się jakim cudem tak szybko wpadli na Twój trop.
- Pakują Cię do jednej furgonetki, rodziców do drugiej. Radiowóz rusza z piskiem opon, a zamaskowany
- policjant zaczyna Cię okładać pałką. "Jeszcze jesteś, ****, taki mądry?! Ty, ****, **** **** ty! Na
- przyszłość odechce Ci się, ****, pytać o stopień, ****, służbowy! Roman! Nie zapomnij, ****, zanotować
- w ***** raporcie, że ten śmierdzący, ****, pajac stawiał czynny opór przy wsiadaniu do radiowozu!".
- Czujesz, że kręci Ci się w głowie, a do ust napływa krew. Tracisz przytomność i odzyskujesz ją, gdy
- funkcjonariusze wyciągają Cię z auta. W tym samym czasie podjechały inne radiowozy - najwidoczniej
- była łapanka i przywieźli Twoją ekipę Robin Hood'ów - myślisz. Jakże wielkie jest Twoje zdumienie,
- gdy wśród zatrzymanych widzisz kilku emerytów, paru pijaczków i tylko jednego z "karków", którzy Ci
- pomagali. Gdy wszystkich Was prowadzą przez drzwi, dresiarz mruga do Ciebie okiem i szepcze, że
- nic na Was nie mają. Na komisariacie rozdzielają Was i każdy trafia do osobnego pokoju przesłuchań.
- Przykuwają Cię do krzesła i wychodzą. Po chwili pojawia się śledczy: "I co kwiatuszku? Mów gdzie
- jest towar, bo nie mam czasu dyskutować." Starasz się nie dać nic po sobie poznać (opłacało się
- oglądać seriale kryminalne) i odpowiadasz, że nie wiesz o jakim towarze mówisz, że to jakaś
- paranoja. Uczciwego człowieka wyciągać na siłę z łóżka, okładać pałami i oskarżać o kradzież
- jakiegoś towaru "Zaraz tam uczciwy! Ukradłeś towar z magazynu Providenta! Wiemy, że to Ty, bo
- zginęły wszystkie rzeczy, które należały wcześniej do Ciebie.". "Niemożliwe! I tylko mój sprzęt
- zaginął? Przecież już się zapisałem na aukcję, żeby go wykupić" - pytasz. Śledczy wygląda na lekko
- zmieszanego, bierze telefon i przez chwilę dyskutuje. Słyszysz, że podaje Twoje nazwisko i wspomina
- o aukcji. "Macie go zapisanego, tak? No to po co miałby kraść towar dzień przed tym jak chciał go
- wykupić? Coś tu nie pasuje." Śledczy wzywa funkcjonariusza, który zabiera Cię do aresztu. Zamykają
- się za Tobą kraty. W celi naprzeciw widzisz rodziców, matka chce coś powiedzieć, ale ojciec ją
- powstrzymuje i tłumaczy jej coś szeptem do ucha. W celi po Twojej prawej stronie widzisz parę
- przerażonych i lekko poobijanych emerytów. Po lewej Twój kompan z nocnej akcji. Przysuwasz się
- więc do lewej strony i po cichu wymieniacie spostrzeżeniami. Gratulujesz mu pomysłu z meliną,
- inaczej już byście stali przed obliczem sędziego. Wychodzi na to, że śledczy nie mają żadnych
- dowodów i postanowili zapuszkować wszystkich, do których należał skradziony sprzęt. Dresiarz mówi,
- że mogą Was trzymać tylko 48 godzin, więc wystarczy nie wygadać się i na pewno puszczą wolno. Po
- cichu "przypominasz" rodzicom, że wróciłeś wczoraj pijany z baru parę minut po północy. Zaraz po
- tym zostajesz wezwany na przesłuchanie. Wracasz do celi. Znowu na przesłuchanie i znowu do celi.
- Jest noc, próbujesz zasnąć. Gdy tylko zamykasz oczy, funkcjonariusze wyciągają Cię na kolejne
- przesłuchanie. "Koniec tej zabawy. Twój kumpel Cię sypnął, żeby dostać mniejszy wyrok. Opowiadaj
- jak to było!". Uprzejmie informujesz śledczego, że nie znasz nikogo spośród zatrzymanych, oprócz
- rodziców. "Yyy... No właśnie! Twoi rodzice Cię sypnęli! Powiedzieli gdzie byłeś wczorajszej nocy!".
- Grzecznie odpowiadasz, że byłeś w barze, piłeś z kumplami i wróciłeś do domu dwadzieścia po
- północy. Czerwony ze złości śledczy każe odesłać Cię do celi. Patrzysz na zegarek, jeszcze tylko parę godzin i będziesz wolny. Czas się dłuży i nie możesz się doczekać zwolnienia. Wymieniasz spojrzenia
- z ojcem i widzisz, że się uśmiecha. Zapewne też zrozumiał, że śledczy nie mają żadnych dowodów. W
- końcu przychodzi funkcjonariusz, otwiera wszystkie cele i mówi: "Wolni! Proszę opuścić teren
- aresztu". Patrzysz na zegarek - dokładnie 47 godzin i 58 minut w celi. Na zewnątrz powoli wstaje
- dzień...
- Część XII
- Wracasz do domu i śpisz cały dzień. Budzisz się następnego dnia i sprawdzasz czy u rodziców
- wszystko w porządku. Obiecujesz, że jak tylko policja przestanie węszyć, to sprzęt wróci do domu z
- bezpiecznego miejsca. Wychodzisz do osiedlowego sklepu po coś na obiad, ponieważ matka nadal
- nie może się pozbierać po takiej dawce emocji. Mijasz klatki bloków, w których zawsze gromadziły się
- ciemne typy. Teraz też się gromadzą, ale zamiast rzucać w Twoim kierunku obelgami i kamieniami,
- wszyscy się do Ciebie uśmiechają i gratulują. Nie dość, że okradłeś złodziejskiego Providenta, to
- jeszcze nie sypnąłeś kumpli na komisariacie. Karki mówią, że jesteś większy twardziel od nich,
- pomimo tego, że masz dużo mniejsze mięśnie. W życiu nie spodziewałbyś się po tępym troglodycie
- takiego poczucia humoru. Wracasz do domu i przyrządzasz rodzicom obiad. Po obiedzie leżysz na
- łóżku i patrzysz w sufit. Czy aby o czymś nie zapomniałeś? Niby wszystko załatwione. Sprzęt
- oczekuje w melinie na sprzyjające czasy, nie postawiono Ci żadnych zarzutów i jeszcze zyskałeś
- szacun na dzielni. Z nudów postanawiasz pojechać na działkę i trochę poprzycinać gałęzie jabłonek.
- Pakujesz siekierę do plecaka i wychodzisz z domu. W drodze na działkę odbierasz telefon od
- rodziców. "Listonosz przyniósł list polecony do Ciebie." Prosisz mamę, żeby otworzyła i przeczytała,
- przecież nie masz przed nią żadnych tajemnic, prawda? Ona więc czyta: "Obywatel Z Wchłoniętym
- Do Płuca Orzeszkiem wzywany jest do natychmiastowego stawiennictwa w Sądzie Rejonowym (...)
- pod zarzutem stawiania czynnego oporu podczas prowadzenia czynności śledczych i naruszenia
- nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji na służbie. Rozprawa odbędzie się w trybie
- ekspresowym, 24-godzinnym.". No to klops. Nie dość, że Cię sprali na kwaśne jabłko, to teraz
- oskarżają o pobicie. Wyskakujesz z autobusu i przesiadasz się na kurs w stronę sądu. Zajmujesz
- miejsce na końcu, drzwi się zamykają i autobus rusza. Rozglądasz się po pojeździe. Twoją uwagę
- przykuwa logo marki maszyny. Z daleka próbujesz przeczytać: So.... la.... r... Oż w mordę!
- Wyskakujesz na najbliższym przystanku. Uff. Było blisko, przecież w każdej chwili przecież mógł się
- zapalić! Czekasz na następny autobus. Podjeżdżają dwa Solarisy pod rząd. Nadal czekasz. W końcu
- pojawia się stary dobry Ikarus. Wskakujesz do środka i zajmujesz miejsce na przegubie. Uwielbiałeś
- tą miejscówkę w autobusie, gdy byłeś dzieckiem. Jedziesz jeszcze chwilę i wysiadasz pod Sądem
- Rejonowym.
- Część XIII
- Wchodzisz do środka. Zaraz za drzwiami znajduje się stanowisko kontroli osobistej. Kładziesz plecak
- na taśmie i oglądasz jak znika w maszynie do prześwietlania. Operator ziewa i przeciąga się w fotelu.
- Drugi strażnik woła Cię, żebyś w końcu przeszedł i przystępuje do kontroli osobistej. Zawsze
- zastanawiałeś się jak taki facet musi się czuć, gdy maca innych w pobliżu genitaliów. Odbierasz
- plecak i maszerujesz do sekretariatu. Chwila, chwila! Czy Ty aby nie masz siekiery w plecaku?! A
- może jej nie zabierałeś. Ostrożnie otwierasz torbę. Jest siekiera. Patrzysz na stanowisko kontroli i
- strażników. Patrzysz znowu do torby. Na pewno jest tam siekiera. No cóż, ich strata. Dzwonisz do
- matki i prosisz o przesłanie SMS'em sygnatury akt, która widnieje na wezwaniu. Wiadomość
- przychodzi od razu, pokazujesz telefon sekretarzowi. On chwilę narzeka, że nie ma oryginału
- wezwania, ale w końcu numer to numer. Grzebie w archiwum, wyciąga cienką teczkę z kilkoma
- kartkami, otwiera i mówi: "Przykro mi spóźnił się pan, wyrok już został wydany w trybie zaocznym."
- Jak to?! Prosisz o podanie wyroku. "Aby uzyskać wyrok proszę napisać wniosek o wydanie kopii
- wyroku i dołączyć znaczek skarbowy o wartości 50zł, który można dostać w kasie na czwartym
- piętrze." Maszerujesz do kasy i prosisz o znaczek skarbowy. Wyciągasz długopis, który kupiłeś w
- kiosku naprzeciwko USC. Tyle kosztował, więc wszędzie go ze sobą nosisz. Grzecznie prosisz kasjerkę o jedną kartkę z drukarki. Ona podaje Ci kartkę i mówi: "Znaczek 50zł, kartka papieru 5zł.
- Razem 55zł!". Zaskakujące jak każdy potrafi sobie dorobić na zapominalstwie szarego obywatela,
- prawda? Bierzesz kartkę i na szybko na kolanie skrobiesz wniosek o wydanie kopii wyroku. Zbiegasz
- na parter i podajesz dokument sekretarzowi. Ten wyciąga z teczki kartkę papieru, kseruje ją, podbija
- pieczątkę i podaje Ci. Czytasz: "Komisja Sędziowska w składzie (ble ble ble), na mocy ustawy (ble ble
- ble) na podstawie przeprowadzonego postępowania w sprawie (ble ble ble) uznaje co następuje:"
- Koniec kartki, odwracasz na drugą stronę... Pusto. Co jest?! Patrzysz na sekretarza i pytasz, czy nie
- ma drugiej kartki przypadkiem, bo chyba zapomniał ją skserować. "Oczywiście, że jest, ale Pan
- przykleił tylko jeden znaczek za 50zł, czyli za jedną stronę." Wracasz do kasy na czwartym piętrze,
- kupujesz kolejny znaczek skarbowy o wartości 50zł i zbiegasz na dół. Podajesz tę osobliwą walutę
- sądową sekretarzowi. "Teraz się zgadza?" - pytasz. "Znaczek się zgadza, ale nie ma pan wniosku o
- wydanie drugiej strony wyroku". Kompletnie wyprowadzony z równowagi biegniesz do kasy, wyrywasz
- kasjerce kartkę z drukarki, rzucasz pięć złotych i wracasz na dół. Na kolanie piszesz wniosek i
- podajesz sekretarzowi. Ten kseruje drugą kartkę, przybija pieczątkę i wręcza Ci do rąk. Czytasz dalej:
- "Uznaje Obywatela Z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem winnym zarzucanych mu czynów i nakłada
- karę grzywny w wysokości 1500zł.". Dobrze wiesz, że od każdego wyroku można się odwołać, więc
- lecisz do kasy na czwartym piętrze, wyrywasz kolejną kartkę, rzucasz kolejne 5 złotych i wychodzisz...
- Stop! Wracasz do kasy i prosisz o pięćdziesiąt znaczków skarbowych, każdy o wartości 1zł. Na
- kolanie piszesz odwołanie od wyroku i oklejasz dookoła znaczkami o łącznej wartości 50zł. Podajesz
- sekretarzowi. "A co to? obrazek w ramce? Panie ja tutaj poważne dokumenty przyjmuję! Co pan
- wyprawiasz?!". Grzecznie informujesz go, że w kasie skończyły się znaczki o nominale 50zł, bo
- wszyscy je kupują do uzyskania kopii wielostronicowych wyroków. Oburzony sekretarz przyjmuje w
- końcu wniosek, przybija pieczątkę i wrzuca do teczki. "Proszę czekać na odpowiedź, która przyjdzie
- na podany adres korespondencyjny. Do widzenia!". Wychodzisz z budynku sądu. Otwierasz plecak i
- patrzysz do środka... Siekiera nadal tam jest....
- Część XIV
- Przez kilka dni oczekujesz listu z decyzją sądu w sprawie odwołania od wyroku. Któregoś ranka
- postanawiasz rzucić okiem do skrzynki, bo może list polecony nieopatrznie został wrzucony do
- skrzynki. Otwierasz, a w środku pusto. Nie! Jest jakaś mała zielona karteczka. Wyciągasz ją i czytasz:
- "Niestety listonosz nie zastał państwa w dniu (blablabla) o godzinie (blablabla) w domu. Przesyłkę
- można odebrać w najbliższym urzędzie pocztowym." Co za leniwy śmierdzący gnój! Byłeś cały czas w
- domu i dobrze o tym wiesz. Nie chciało mu się wchodzić na drugie piętro i bezczelnie wrzucił awizo do
- skrzynki! Biegniesz na pocztę i ustawiasz się w kolejce do jedynego czynnego okienka. Przed Tobą
- ogromne stado emerytów i rencistów. Pokornie czekasz na swoją kolej i obserwujesz co robią kolejni
- klienci. Po godzinie obserwacji dochodzisz do wniosku, że Poczta Polska służy do wszystkiego...
- Oprócz wysyłania listów! Klienci płacą rachunki, kupują rajstopy, znicze, segregatory, witaminy, a
- także część leków na receptę. Można nawet zmierzyć sobie ciśnienie! Co druga starsza osoba wysyła
- połowę swojej emerytury do Radia Maryja i przy okazji narzeka kasjerce, że Tusk jej tak mało płaci, że
- ledwo co na życie starcza. "Przez całe życie tyle pieniędzy mu oddałam, że teraz byłabym milionerką!
- I co za to mam? Marny tysiąc złotych!". Wysokość emerytur i rent jest najpopularniejszym tematem
- rozmów klientów oczekujących w kolejce. Stoisz tak jeszcze dwie godziny i słuchasz narzekania, aż w
- końcu docierasz do okienka. Podajesz Pani awizo. Ona chwilę patrzy, idzie na zaplecze. Mija 5
- minut... 10... 15 minut. Wraca i trzyma w dłoniach list. "Poproszę o dokument tożsamości". Podajesz
- jej dowód osobisty. Ona chwilę go ogląda, patrzy na kopertę, znowu na dowód. "Ale to nie jest list do
- pana!". "Jak to nie do mnie?! Przecież przed chwilą, znaczy się kilka godzin temu wyciągnąłem awizo
- z mojej własnej skrzynki pocztowej!". "Pan mi tu kitu nie wkręca! Przecież dobrze widzę. Na dowodzie
- ma pan (tu Twoje imię i nazwisko), a adresatem jest Obywatel Z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem!
- Jak mi pan to wytłumaczy?! Poza tym na kopercie jest mieszkanie numer 8, a w dowodzie ma pan
- mieszkanie 8a! Nie zgadza się adresat, ani adres!". Ale to przecież Ty właśnie wchłonąłeś tego
- cholernego orzeszka! "Nie czytała pani historii o orzeszku na Wykopie?! Niech pani zobaczy",
- wyciągasz pamiątkowy długopis: "to jest długopis kupiony w kiosku obok USC w miejscowości X.". Pokazujesz siniaki na twarzy: "A tak mnie załatwiła policja, gdy wtargnęli bladym świtem do mojego
- mieszkania! Czy to naprawdę Pani nic nie mówi?! To ja przykleiłem sekretarzowi w sądzie na złość
- pięćdziesiąt znaczków skarbowych na jednym wniosku!". Kasjerka przybiera złowrogą minę i krzyczy:
- "Jakie znowu wykopki?! O czym pan tu do mnie mówi? O ziemniakach?! Wariat jakiś!". Wyciągasz
- laptopa z plecaka, szybko uruchamiasz Wykop.pl i próbujesz jej pokazać całą historię. "Pan schowa
- ten komputer i się wynosi, bo ochronę wezwę! Następny proszę!" Nie możesz pojąć, jak można być
- tak nieobeznanym w świecie człowiekiem, żeby nie znać historii o orzeszku, a tym bardziej nie
- wiedzieć co to jest Wykop. Wyrywasz jej z rąk awizo i kompletnie zdenerwowany wychodzisz. W
- drzwiach spotykasz dresiarza ze swojej dawnej ekipy. Opowiadasz mu jak Cię właśnie potraktowała
- kasjerka-ignorantka. On bierze od Ciebie awizo i mówi, że spróbuje coś wymyślić. Przedziera się
- przez tłum emerytów i rencistów, podchodzi do kasy i podaje awizo: "Pani mi pomoże, bo sąsiad mnie
- prosił, żebym to odebrał za niego. Zaniemógł biedak jak zobaczył Tuska w telewizji i podwyżkę
- podatku VAT. Obiecuję, że przyniosę Pani dobrą kawę później." Kasjerka podekscytowana, bo kawa
- w pomieszczeniu służbowym (w którym spędza 3/4 czasu pracy) już się kończy, odnajduje list po
- numerze i nawet nie patrzy na adresata. Nie sprawdza też żadnych danych Twojego kompana, tylko
- podaje mu i życzy miłego dnia... Wychodzicie z budynku, a tam...
- Część XV
- Przechodzi właśnie grupa strajkowa dowódców policji. Jest to głośna manifestacja mundurowych z
- gwizdkami i transparentami: "Chcemy godnie żyć! Żądamy skrócenia czasu pracy o połowę i
- dwukrotnego wzrostu zarobków!", "Za 12 tysięcy złotych miesięcznie nie da się wyżywić rodziny!",
- "Emerytura po pięciu latach, a nie piętnastu!", "Żądamy 10% procent od wystawionych mandatów!".
- Pochód się kończy, ale zaraz za nim idzie następny. To strajkują sędziowie i adwokaci. "Żądamy
- wcześniejszej emerytury! skrócenia czasu pracy o połowę i dwukrotnego wzrostu zarobków!", "Za 16
- tysięcy złotych miesięcznie nie da się wyżywić rodziny!". Manifestacja się kończy. Nikt z przechodniów
- nie jest zainteresowany strajkami. Ale co to? Idzie następny pochód! Oto lekarze w fartuchach, ze
- stetoskopami na szyjach. "Żądamy prywatnej służby zdrowia!", "Wysadzić NFZ!", "Lekarz w Polsce
- zarabia 3 tysiące złotych (i 30 tysięcy w prywatnym gabinecie)! To skandal!", "Chcemy wcześniejszej
- emerytury!". W końcu kończy się lekarski pochód. Stoicie i patrzycie w dal, czy może nie wyjdzie
- następna niezadowolona grupa społeczna. Nikt się nie pojawia. Po pochodach na ulicy została masa
- śmieci. Papierki od hot-dogów, puszki i butelki po napojach. Na horyzoncie wyłania się pojazd.
- Kompan Cię szturcha i mówi: "Patrz, śmieciarka jedzie sprzątać po skurwysynach.". Oglądacie jak
- ekipa sprzątająca szybko i zgrabnie zbiera śmieci pozostałe po strajkach niezadowolonych
- pracowników budżetówki. Kompan chwilę się zastanawia i mówi:"_ Popatrz, oni zarabiają dwa tysiące
- miesięcznie za grzebanie się całymi dniami w śmierdzących śmiechach. I co? Są szczęśliwi. Nie
- narzekają, nie strajkują. Tym co przeszli tutaj przed chwilą chyba w dupach się poprzewracało od
- pieniędzy. Ponoć apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja zapieprzam w fabryce na magazynie. Za etat i 20
- nadgodzin wyciągam 1400 zł i nie narzekam. Czasem człowiek się zastanawia co do gara włożyć, ale
- ogólnie jest szczęśliwy. W dzisiejszych czasach każda robota jest dobra. A ty gdzie pracujesz
- przyjacielu?". To pytanie zbiło Cię z tropu. Przecież Ty nie pracujesz. Jesteś tylko nędznym magistrem
- filologii polskiej, jakich miliony w Polsce. Bez przerwy siedzisz na utrzymaniu rodziców i tak naprawdę
- nigdy nie zastanawiałeś się nawet, jak to jest liczyć pieniądze, planować budżet i codzienne zakupy. A
- na domiar wszystkiego masz tego cholernego orzeszka w płucu. Nie możesz pracować i nie
- dostaniesz też renty, bo dałeś zbyt małą łapówkę ZUSowskiemu konowałowi. Bodaj by go szlag trafił!
- Kompan patrzy się na Ciebie i chyba oczekuje odpowiedzi, więc mówisz: "Wiesz co, ja nie pracuję.
- Właśnie skończyłem jedne studia i chyba pójdę na drugie." Dresiarz ogląda Cię z ciekawością i mówi:
- "Wytłumacz mi jak to jest. Ty skończyłeś studia, masz tytuł naukowy i nie masz pracy. Ja ledwo
- skończyłem podstawówkę, ale jakąś tam pracę mam. O co w tym chodzi? Po co poszedłeś na
- studia?". Zaczynasz się zastanawiać. Przecież to było takie naturalne. Po zdanej maturze, wszyscy
- szli na studia, więc Ty też. Poza tym rodzice prosili, żebyś dalej się uczył, bo "w dzisiejszych czasach
- bez wyższego wykształcenia jest się nikim." Przypominasz sobie jak kilka osób otwarcie powiedziało,
- że nie idzie na studia. Od razu ich wykluczyliście i wyzywaliście od debili i nieuków. Co oni teraz porabiają? Próbujesz sobie przypomnieć z informacji na facebooku. Jeden ma własną firmę. Drugi...
- Też ma własną firmę. Trzeci, ten co nawet matury nie zdał... Rozkręcił biznes do tego stopnia, że nie
- musi go pilnować, a ogromna kasa spływa mu co tydzień na konto. Chyba coś przegapiłeś w życiu. W
- pogoni za wiedzą zapomniałeś o pogoni za szczęściem. Nie masz żadnego doświadczenia. W Twoim
- CV jedyną pozycją jest zbiór truskawek za zachodnią granicą. Masz mało prawdziwych znajomych,
- nie masz nawet dziewczyny. Twoimi jedynymi partnerkami są te, które oglądasz wieczorami na
- redtube. Jedyne pieniądze jakie miałeś przez cały okres studiów, to kieszonkowe i stypendium
- naukowe. Tfu! Zasrane stypendium! Nawet na jedną porządną imprezę nie wystarczało... Tak
- rozmyślasz o tym stypendium i masz wrażenie, że o czymś zapomniałeś. Nie daje Ci to spokoju do
- tego stopnia, że dzwonisz do matki i pytasz czy nie zapomniałeś czegoś zrobić w związku z tym. "A
- rozliczyłeś się już z Urzędem Skarbowym?_". Cholera jasna!!! Przecież niedługo termin składania
- zeznań podatkowych. Żegnasz się kompanem i jedziesz do domu, żeby odnaleźć wszystkie
- dokumenty. Nigdy ich nie zbierałeś, na szczęście ojciec zbierał i segregował wszystkie dokumenty,
- które rzucałeś na biurko. Ech, gdyby nie rodzice, to byłbyś kompletnym zerem. A czy Ty może nim nie
- jesteś? Nic w życiu nie osiągnąłeś. No może oprócz możliwości wpisania sobie trzech literek przed
- nazwiskiem. Dobra, koniec gorzkich żalów, może kiedyś napiszesz je na Wykopie, a teraz musisz
- jechać do skarbówki. Bierzesz dokumenty, długopis kupiony za 10 złotych w kiosku naprzeciwko USC
- i idziesz na przystanek autobusowy...
- Część XVI
- Na przystanek podjeżdża autobus. Niestety nie możesz do niego wsiąść, bo jest to pojazd marki
- "samozapalająca się maszyna potępiona przez Wykop". Czekasz na następny... Znowu Solaris... I
- znowu.. Co jest?! Czy oni już nie mają normalnych autobusów w tym mieście?! W końcu przyjeżdża
- stary Jelcz. Wskakujesz do środka. Bardzo lubisz jeździć starymi autobusami. Przypominają Ci
- beztroskie dzieciństwo i fascynację wielkimi pojazdami. Poza tym zapach tych spalin. Ech, żaden
- nowy autobus nie wydaje tak cudownego zapachu. Dojeżdżasz do Urzędu Skarbowego. Przed
- wejściem kilometrowa kolejka. Jak widać, nie tylko Ty chcesz się rozliczać w ostatniej chwili. Stajesz w
- kolejce i czekasz. Widzisz kilka osób, które najwyraźniej chcą być kolejkowymi liderami i jako "Komitet
- Kolejkowy" tworzą listę - kto za kim stoi, przed kim, jaki ma numerek. Tłumaczą to faktem, że jest tu
- wielu przedsiębiorców, którzy zamiast stania w kolejce, mogliby przez ten czas załatwiać inne sprawy
- biznesowe. "Taa, sranie w banie!" - myślisz sobie - "Staruchy przypominają sobie lata młodości w PRL
- i zwyczajnie tęsknią za tym co było kiedyś.". Lista dochodzi do Ciebie i chwilę się wahasz, czy brać
- udział w tej farsie. Niestety zauważasz złowrogie spojrzenia innych oczekujących i pokornie
- dopisujesz się do listy. Stoisz sobie spokojnie. Mija godzina, dwie... Podchodzi do Ciebie jakiś
- jegomość i pyta czy już dopisałeś się do listy. Mówisz mu, że oczywiście, na co on prosi o nazwisko,
- żeby się upewnić. "Obywatel z Wchłoniętym Do Płuca Orzeszkiem? Przykro mi, ale nie ma pana na
- liście". Co jest? Przecież sam się osobiście wpisywałeś. Okazuje się, że powstał drugi komitet
- kolejkowy powołany przez osoby niezadowolone z działania poprzedniego komitetu. "Co za farsa!" -
- myślisz i pytasz: "Czyli ta pierwsza lista już nie obowiązuje, tak?" Jegomość odpowiada: "No wie pan
- jak to jest, my jej nie tolerujemy, ale ona jednak gdzieś tam jest." Dopisujesz się do nowej listy dla
- świętego spokoju. Stoisz sobie spokojnie. Mija trochę czasu... Podchodzi do Ciebie kolejny jegomość.
- "Pan pewnie z Komitetu Kolejkowego?" - pytasz. "A skąd pan wie?". "Szkoda gadać" - odpowiadasz,
- bierzesz od niego listę i dopisujesz się długopisem kupionym za 10zł w kiosku obok USC. Ech, ludzie
- nawet nie potrafią wpisać się na listę bez kłótni. Zaczyna padać deszcz. Oczekujący rozkładają
- parasolki, niestety Ty takowej nie posiadasz, więc po cichutku "przytulasz się" do osoby przed Tobą.
- Pod jej wielkim parasolem zmieściłby się pułk wojska. "Co pan mi tutaj podchodzi?! Proszę się
- odsunąć!". No tak, oto Polska właśnie. Jeszcze przed chwilą baba narzekała, że kolejka taka
- rozciągnięta, ale jak teraz ktoś mógłby skorzystać z jej parasola, to zaraz wielka obraza majestatu i jej
- ciasno jest. Mokniesz jeszcze trochę czasu, aż w końcu docierasz do drzwi wejściowych Urzędu
- Skarbowego. Teraz już nie obowiązuje komitet kolejkowy. Porządku pilnuje ochrona złożona z kilku
- emerytów. Zapewne nie byliby przeszkodą, gdybyś chciał podłożyć bombę pod ten przybytek szatana. Część XVII
- W końcu przychodzi na Ciebie pora i podchodzisz do okienka nr 1. "Dzień dobry miłej pani, jak dzisiaj
- dzień mija?" - starasz się być miły i kulturalny - "chciałbym rozliczyć się z uzyskanych dochodów". "A
- co pana obchodzi jak mi dzień mija?! Okropnie mija, bo muszę tu siedzieć i słuchać takich wariatów
- jak pan! Formularze PIT dostępne w okienku nr 8! Następny!". Wędrujesz do okienka nr 8 i ustawiasz
- się w kolejce. Rozglądasz się dokoła. Do wszystkich okienek prowadzą osobne wężyki. Skręcają raz
- w prawo, raz w lewo, krzyżują się z innymi i tylko wprawne oko potrafi rozpoznać dokąd prowadzi
- dana kolejka. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i prosisz o formularz PIT. "Jaki numer
- formularza?". Skąd możesz wiedzieć? To jest więcej niż jeden? "Po co pan przychodzisz tu jak nie
- wiesz jaki chcesz pan formularz?! Informacja w okienku nr 23! Następny!". Ustawiasz się w kolejce do
- informacji. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i pytasz jaki formularz potrzebujesz, żeby rozliczyć
- się z dochodów, a dokładnie stypendium naukowego. "Formularz PIT-37. Formularze wydawane w
- okienkach 8, 8a i 8b! Następny!". Wracasz do kolejki do okienka nr 8. Mija 10 minut, podchodzisz i
- prosisz o formularz PIT-37. "Panie! Ja tu mam formularze tylko i wyłącznie dla płatników VAT! Proszę
- do okienka obok!". Patrzysz w bok - sterta Twoich formularzy jest metr obok. Niestety kolejka ma
- metrów kilkanaście. "A nie może pani sięgnąć ten metr i mi podać PIT-37? Widzę, o tam leżą" -
- wskazujesz palcem kierunek. "Jeszcze czego! Ja się z miejsca ruszam tylko na przerwę, następny!"
- Ustawiasz się w kolejce do okienka 8a. Mija 10 minut, podchodzisz i prosisz o formularz PIT-37.
- Kobieta podaje Ci formularz. Odchodzisz do stolików, zajmujesz ostatnie wolne miejsce, wyciągasz
- długopis i zaczynasz wypełniać. Patrzysz na ogrom kratek na formularzu: "Przychód, koszt uzyskania
- przychodu, dochód, strata, zaliczka pobrana przez płatnika". Po co to wszystko? Patrzysz na
- dokumenty z uczelni, a tam: "Informacja o uzyskanym stypendium", a niżej krateczki: "Przychód, koszt
- uzyskania przychodu, dochód, strata, zaliczka pobrana przez płatnika". Jaki jest tego sens? Czy nie
- można po prostu oddać tego dokumentu zamiast przepisywać wszystko? Kolejnego sensu nie możesz
- się doszukać w tym, że stypendium nie jest opodatkowane, więc marnujesz swój czas, żeby dać im
- formularz z zerową kwotą podatku. Jaki jest sens rozliczania się z niczego? Ale nie Ty stworzyłeś ten
- system, więc wypełniasz formularz i idziesz go oddać. Tylko gdzie go teraz oddać? Ustawiasz się w
- kolejce do informacji. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i pytasz, gdzie można oddać wypełniony
- formularz. "Przyjmowanie formularzy w okienku nr 41c, następny!". Wędrujesz do 41c i ustawiasz się
- w kolejce. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i zadowolony z siebie oddajesz gotowy formularz
- PIT-37. "Panie! Coś pan tu narobił?! Formularz można wypełniać tylko czarnym atramentem, a pan
- masz niebieski. Ja nie mogę tego przyjąć! Następny!". Cholera jasna! Wracasz do 8a po nowy czysty
- arkusz. Ustawiasz się w kolejce. Mija 10 minut, podchodzisz do okienka i prosisz o kolejny formularz.
- "Przez takich jak pan, to my tutaj podwyżek nie dostajemy! Wszystkie pieniądze idą na dodruk
- formularzy! Następny!". Wracasz do stolika i prosisz pierwszą z brzegu osobę o pożyczenie czarnego
- dłupoisu. "Panie! Co pan?! Kup pan sobie! Ochroniarze w swojej kanciapie sprzedają!". No tak,
- mogłeś się tego spodziewać. Ustawiasz się w kolejce do ochroniarza. Mija 10 minut, podchodzisz do
- emeryta i prosisz o czarny długopis. Emeryt podaje Ci go i mówi: "Należy się...", wtrącasz mu się w
- słowo: "niech zgadnę. 10zł, tak?". Emeryt zaskoczony: "A skąd pan wie?". To nie było trudne do
- przewidzenia. Bierzesz długopis i wędrujesz do stolików, Niestety nie ma wolnych miejsc, więc
- wypełniasz formularz na kolanie. Sprawdzasz czy wszystko się zgadza. Ustawiasz się w kolejce do
- okienka 41c. Mija 10 minut, podchodzisz i oddajesz wypełniony formularz. "Ależ panie! Kwotę podatku
- trzeba zaokrąglić do dziesięciu groszy! Następny!". "Ale przecież to jest zero! Zero, czyli nic. Jak mam
- nic zaokrąglić do dziesięciu groszy?!". Na co urzędniczka odpowiada: "To jak masz pan zero podatku,
- to do okienka nr 41d/II/bis! Co mi pan tu głowę zawracasz?! Następny". Czujesz ulgę, równie dobrze
- mogła Ci kazać zaokrąglić nic do jednego miejsca po przecinku, a informację o innym okienku
- przekazać, jak znowu odstoisz swoje. Ustawiasz się w kolejce do 41d/II/bis. Mija 10 minut w tym
- czasie poprawiasz kwotę podatku, dzięki czemu nie płacisz 0,0zł, zamiast zwykłego 0zł. Podchodzisz
- do okienka, a w tym momencie urzędniczka stawia przed Tobą tabliczkę "Nieczynne, przerwa".
- Czekasz 10minut, 20 minut.. W końcu nie wytrzymujesz, wciskasz się w okienko, odkładasz swój formularz na stertę wypełnionych PIT-37 i wychodzisz z Urzędu Skarbowego. Właśnie spędziłeś 8
- godzin i 53 minuty, aby poinformować państwo, że w tym roku płacisz 0,0zł podatku dochodowego...
- Część XVII
- Od tamtego czasu mija kilka miesięcy. Każdego dnia sprawdzasz skrzynkę pocztową w oczekiwaniu
- na odpowiedź z Sądu Rejonowego odnośnie kary grzywny. Dziś właśnie chyba nadszedł ten dzień i
- opieszałość urzędnicza się skończyła - w skrzynce jest awizo! Nie musisz na nie patrzeć - wiesz, że to
- list urzędowy, ponieważ jedyne listy jakie listonosz wrzuca do skrzynki to ulotki reklamowe i
- ewentualnie bożonarodzeniowe kartki, ale to tylko w styczniu i w lutym. Na awizo widnieje informacja
- "do odbioru dn. 28.11.11". Planujesz odbiór na jutro, a teraz idziesz po zakupy, bo w lodówce pustki.
- W sklepie kupujesz chleb, masło i prosisz o ćwierć kilo żółtego sera. Kobieta chwilę się zastanawia i
- wychodzi na zaplecze. Wraca z kierowniczką i o czymś żywo dyskutują. Słyszysz tylko część
- rozmowy: "ja ci mówię Hanka, że ćwierć to jest połowa połowy", "no tak, ale ile to będzie w
- dekagramach?", "A ja wiem? Zrób tak, że zważysz mu 40dkg i asekuracyjnie powiedz, że za dużo Ci
- się ukroiło, czy może tyle być ile jest.". Ekspedientka kroi kawałek sera i podchodzi do Ciebie: "Ojej,
- za dużo mi się ukroiło. Może być 40dkg?". Grzecznie odpowiadasz: "Gdybym chciał 45dkg, to bym o
- tyle poprosił! A teraz zmieniłem zdanie i poproszę 26,65dkg tego sera, dokładnie co do jednej setnej!".
- Kobieta stoi jak głupia i widzisz, że zaraz się popłacze. Na ratunek przychodzi jej kierowniczka. Stawia
- wagę obok krajalnicy, kroi po jednym plasterku i kładzie na wadze. Gdy dochodzi do dwudziestego
- plasterka, waga wskazuje 27dkg. Teraz z ostatniego plasterka kierowniczka odrywa po malutkim
- kawałku, aż w końcu na wadze pojawia się 26,65dkg. Wbija wszystko na kasę i wychodzi 14,98.
- Podajesz banknot dwudziestozłotowy, na co ona wydaje Ci okrągłe 5zł reszty i mówi: "będę panu
- winna dwa grosiki, dobrze?", na co uprzejmie odpowiadasz: "Gdybym chciał, żeby ludzie byli mi winni
- pieniądze, to sprzedawałbym kredyty! Czy ja wyglądam na przedstawiciela providentu?! Jeśli brakuje
- pani monet, to niech pani wyśle Hankę do banku i niech rozmieni, ja tutaj poczekam!". Kierowniczka
- jest cała czerwona ze złości i zapewne chciałaby coś odpyskować, ale za Tobą już rośnie powoli
- kolejka zniecierpliwionych klientów, którzy obserwują całą sytuację. Hanka szybko wybiega ze sklepu i
- wraca po chwili z woreczkiem jednogroszówek. Dostajesz swoje brakujące dwa grosze, wychodzisz
- zadowolony na zewnątrz - Twoje ostatnie przygody nauczyły Cię jak być wrednym bezczelnym
- chamem, który zawsze dostaje, to czego chce. Powoli spacerujesz w stronę domu. Starasz się nie
- przemęczać, bo zimową porą orzeszek lubi dać o sobie znać. Niestety nie jest łatwo, ponieważ miasto
- podpisało umowę z Firmą, Której Nazwy Wymieniać Nie Wolno i wymienili cały tabor na nowe
- autobusy. Teraz, z wiadomych przyczyn musisz chodzić pieszo. Wracasz do domu, chwytasz swoje
- odzyskane PlayStation, ponieważ widziałeś w drodze powrotnej nowo otwarty serwis, a coś tam
- trzeszczy w środku konsoli, wszak lepiej dmuchać na zimne. Dochodzisz powoli do firmy, wchodzisz
- do środka, a tam wita Cię wielkie logo firmy z napisem: "NEXT-GEN KONSOLE NAPRAWA I
- SERWIS"... Gdzieś już słyszałeś tę nazwę, tylko gdzie? Pracownik pyta, czy może w czymś pomóc,
- ale Ty się wahasz. Ściskasz mocno konsolę i próbujesz sobie przypomnieć o co chodzi. Wydaje Ci
- się, że stoisz tam wieki, choć mija zaledwie kilkanaście sekund. Pracownik ponownie pyta, czy może
- pomóc. W tym momencie doznajesz olśnienia! Wykop! Szybko wybiegasz z pomieszczenia i wracasz
- do domu. Z konsolą pod pachą wchodzisz do salonu, gdzie widzisz rodziców w towarzystwie
- nieznanego urzędnika. Ten widząc Cię przedstawia się jako komornik i informuje, że przyszedł
- zarekwirować Twój sprzęt na poczet niezapłaconej grzywny. Kolejne kilka sekund, które wydają się
- wiecznością. "Eeeee... tego... yyyy... bo ja jestem kolegą Orzeszka i tylko przyszedłem z tą konsolą,
- bo może mógłby mi pomóc ją naprawić, ale jak go nie ma, to ja przyjdę później. Do widzenia!"
- Odwracasz się i wychodzisz szybko z domu. Uff, mało brakowało. Wyciągasz telefon i piszesz do
- matki, żeby go jakoś spławili, wtedy wrócisz do domu. Po godzinie dostajesz odpowiedź: "poszedł już,
- możesz wracać". Ech, a przez tyle miesięcy było cicho i spokojnie. Czujesz w kościach i w płucu, że
- znowu zaczyna się kolejna walka z idiotami.